FELIETON: "OSOBOWOŚCI"
28.11.2011 - 12:22 - stasq_acm
DRUGI ŚWIETNY FELIETON NASZEJ KOLEŻANKI Z REDAKCJI - GOSI.Dla zwykłego człowieka, niczym nie nie wyróżniającego się spośród tłumu szarych przechodniów drużyna piłkarska to nic innego jak zestawienie ze sobą jedenastu zawodników, mających na celu rozegranie jak najlepszych w swoim wykonaniu meczy. Osobnik taki, napotykając przypadkowo na widowisko piłkarskie w telewizji, przez kilka minut będzie starał się dopatrzeć sensu w bieganinie piłkarzy przeciwnych sobie drużyn, doszukując się w tej jakże prostej na pierwszy rzut oka czynności czegoś więcej. Będzie zachodził w głowę, cóż takiego widzą miliony akurat w tej dyscyplinie sportowej, w końcu istnieje przecież wiele innych, równie znanych. Podrapie się po nosie, krzywo spojrzy na srebrny ekran z grymasem, wysłucha niezrozumiałych dla niego słów komentatora, zapyta sąsiada o to, co sądzi o futbolu. W ostateczności jednak pytania kłębiące się w jego umyśle pozostaną bez odpowiedzi. Bo piłka to taki sport, którego nie da się wytłumaczyć w kilku zdaniach. Trzeba go po prostu pokochać.
Każdy kibic posiada swoich ulubieńców, faworytów, których mimo wszelkich opinii, czy to pozytywnych, czy też negatywnych zawsze i wszędzie będzie stawiał na pierwszym miejscu w swej małej, osobistej hierarchii. Zyskują naszą sympatię swoją postawą, zarówno tą na boisku jak i poza nim. Już w latach błogiego dzieciństwa imponują nam zachowaniem, stylem bycia, charakterem. Kochamy ich, kochamy zespoły w jakich grają, kochamy wszystko co z nimi związane. Z czasem wydaje się nam, że są z nami niemal od początku. Stopniowo staramy się ich naśladować, choć w pewnym calu dorównać ich geniuszowi. Stają się bohaterami, integralną częścią naszego życia, bez której nie wyobrażamy sobie jutra. Zespół budują zawodnicy, co jest rzeczą wręcz oczywistą. Jeżeli brak w nim ludzi z wyjątkowymi osobowościami, wyraźnie odznaczającymi się od pozostałych traci on wówczas swój specyficzny urok, zaczynamy postrzegać go jako jeden z wielu. Osobowości to coś, co w drużynie jest szalenie istotne. U nas, w Milanie, na szczęście ich nie brakuje.
Gattuso... ten to jest wojownik... on ma chyba podwójne płuca! (Dariusz Szpakowski).
Te znane słowa, jakie wypowiedział jeden z najsłynniejszych polskich komentatorów chyba idealnie oddają cały charakter dobrze znanego nam piłkarza. Zdecydowanie w każdej drużynie potrzebny jest ktoś, kto będzie mógł w chwilach zwątpienia, gorszej gry czy załamania pociągnąć zespół w stronę przysłowiowego światełka w tunelu, ktoś kto sprawi, że na nowo zacznie się wierzyć w wygraną, ktoś kto uczyni różnicę. Rino Gattuso niejednokrotnie pokazał, że mimo krnąbrnego charakteru i dużej wybuchowości, doskonale potrafi zmotywować kolegów do działania, potrafi wierzyć do końca, jak nikt inny. Wypowiadając jego imię pierwsze słowo, jakie przychodzi do głowy, to ów wojownik z wypowiedzi Pana Szaranowicza. I chyba nie ma na świecie osoby, która nie zgodziła by się z tym stwierdzeniem. Gennaro każdorazowo pokazuje na boisku nie tyle umiejętności, ile waleczność, oddanie i wielką wole walki, której pokłady drzemią w nim niesamowite. Jeśli przyjrzeć się pozostałym europejskim piłkarzom, trudno będzie znaleźć drugiego takiego jak włoski śmiałek. W jego słowniku nie istnieje termin "porażka" , "przegrana". Mimo wszelkich przeciwności, licznych kontuzji, takich jakby chociaż ta ostatnia, Rino wierzy w to, że może być dla rossonerich kluczową postacią, wierzy, że ciągle potrzebują go na San Siro, dlatego nadal, niczym młodzik pasjonuje się każdym treningiem, dając z siebie zdecydowanie więcej niż sto procent. Przez te wszystkie lata stał się nie tylko ulubieńcem kibiców, lecz także kimś, bez kogo Milanu nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Na boisku jest postacią niemal charakterystyczną, rozpoznawalną od razu. Jego zachowanie rzuca się w oczy, przeciwnicy obawiają się bezpośredniego starcia z jego osobą, co dla nas - kibiców klubu w jakim gra nie jest w cale, a w cale dziwne. Wielu mówi, że ma niewyparzony język, że jego zbyt porywcza natura kiedyś może doprowadzić go do zguby, że najpierw coś nabroi, później zaś pomyśli. Wszyscy Ci, którzy wysnuli takie wnioski mają bezsprzecznie rację, bo to właśnie jest nasz Rino. Ale to chyba takie zachowanie budzi w nas fascynacje, sprawia, że kontrast między resztą zawodników staje się nieco większy, przez co Milan wydaje się być drużyną bardziej intrygującą , bardziej ciekawszą. Dla młodego nowicjusza stawiającego dopiero pierwsze kroki w zespole bez wątpienia zdaje się nieco przerażający, nieszablonowy. Należy bowiem do ludzi, którzy wydają się groźni, ale których zawsze się ceni i to przeważnie także za ich wady. Swoją wojowniczością , żelaznym, niezłamanym oporem i wytrwałością bije wszystkich na głowę. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że jednym z najgorszych błędów, jakie jesteśmy w stanie popełnić jako ludzie, jest dostrzeganie negatywnych cech innych, zapominając tym samym o tych, które sami posiadamy. Na szczęście, tej sentencji nie możemy dopasować do osoby naszego niezłomnego pomocnika, ponieważ on jak chyba nikt inny w Milanie wie, co to znaczy popełniać błędy. Takowych dopuścił się w swej długiej, piłkarskiej karierze sporo. Czasem zapominał o prawdziwej istocie meczu, wdając się w niepotrzebne pyskówki i polemiki z przeciwnikami, narażając tym samym nasz zespół na poważne problemy i osłabienia. Nie znosi niesprawiedliwości i niczym lwica swych małych, on broni z całych sił barw, jakie przywdziewa. Jeżeli jakiś przeciwnik leży na murawie, nikt z nas zapewne nawet nie pyta, kto jest autorem ataku, z góry wiadomym jest, że Gattuso znów nie potrafi okiełznać swojego temperamentu. Reaguje zbyt szybko, zbyt emocjonalnie, nie zdając sobie sprawy z późniejszych kłopotów. Bójka z Jordanem podczas pamiętnego meczu z Tottenhamem, obraźliwe przyśpiewki w kiernuku Leonardo to tylko kilka z wielu przykładów nieodpowiedzialnych zachowań śmiałka z Mediolanu. Zawsze jednak, prędzej czy później potrafi przyznać się do błędu, stając twarzą w twarz z konsekwencjami swych czynów. Nie próbuje się usprawiedliwiać na siłę jeśli nie jest to konieczne, z honorem i godnością przyjmuję każde słowa krytyki płynące pod jego adresem. Jestem przekonana, że potrafimy przymknąć oko na jego wybryki dostrzegając przede wszystkim to, jakim jest człowiekiem. Rino posiada jedną, jak dla mnie niesamowitą cechę. W przeciwieństwie do wielu, szczególnie młodych piłkarzy, nie stara się koloryzować swoich umiejętności, przedstawiać siebie w jak najlepszym świetle. Wie, jakie jest jego zadanie, jak najlepsza gra i nic poza tym, sława, rozgłos, popularność, nie są dla niego ważne. Ma świadomość tego, że do ideału brakuje mu bardzo wiele, czego przykładem jest ta oto wypowiedź, udzielona podczas jednego z wywiadów "Kiedy widzę, co Andrea potrafi robić z piłką, zadaje sobie pytanie, czy jestem piłkarzem". Myślę, że to coś, czego mogą uczyć się od niego nawet najlepsi. Potrafi zostawić na boisku znacznie więcej, niż tylko serce. I właśnie za to stał się dla nas na prawdę wyjątkowy.
Jego jedyną wadą może być to, że wkurza się nawet wtedy, gdy przegra gierkę treningową. (Massimiliano Allegri)
Wielką przemianę można przebyć tylko i wyłącznie pod wpływem wielkich ludzi, wielkich wydarzeń, wielkich słów. Gdy Zlatan przybył na San Siro znaliśmy go przede wszystkim jako dość samolubnego, szukającego okazji do przeprowadzania indywidualnych akcji egoistę, dla którego wydawać by się mogło, dobro zespołu nie jest w cale istotne. Był, można by rzec, boiskowym samotnikiem, rozglądającym się za sytuacjami, które wynosiłyby go na piedestał futbolowego świata. Po jego burzliwej przygodzie w szeregach Blaugrany, konflikcie z jej trenerem - Pepem Guardiolą, krążyła opinia mówiąca o tym, że sfrustrowany Szwed może więcej Milanowi zaszkodzić, niż pomóc. Wokół jego osoby od zawsze powstawało i powstawać będzie wiele kontrowersji, co do tego nie ma wątpliwości. Swym nietuzinkowym zachowaniem i postawą wzbudzał zainteresowania mediów na całym świecie, które w wielu przypadkach zamiast skupiać się na jego dobrej grze, woleli kierować uwagę na pozaboiskowe wybryki. Z perspektywy czasu możemy śmiało stwierdzić, że jego przybycie do mediolańskiego giganta było niesamowicie szczęśliwym dla nas jak i dla niego zrządzeniem losu. Podobnie jak Gattuso, wzbudza w przeciwnikach niemały strach, czy to przez predyspozycje fizyczne, jakie posiada, czy też osobowość, która z chwilą pojawienia się na murawie ujawnia swe najczarniejsze obliczę. Zlatan to człowiek, który pragnie ciągle udowadniać światu, ile na prawdę jest wart. Pragnie nieustannie czuć smak zwycięstwa, którego nigdy nie ma dosyć. Kocha tłumy skandujące na stadionie jego imię, kocha adrenalinę i presję, motywującą go do ciągłego doskonalenia siebie. Kroczy wyznaczoną przez siebie ścieżką i nie ma takiej siły, która sprawiłaby, aby z niej zboczył, choć nie zawsze jest ona właściwa, ponieważ popularny Ibracadabra z taką samą częstotliwością zachwyca, jak i szokuję . Jego ambicja czasem nie jest współmierna z tym, co prezentuje na boisku, dlatego ciąglę chcę być lepszy i lepszy. Niejednokrotnie określał siebie mianem najlepszego piłkarza na świecie, pewny swych racji nie widzi w tym zabiegu nic dziwnego, nawet jeśli opinia społeczna nie zgadza się z jego poglądami."Jestem najlepszym piłkarzem na świecie, po prostu to czuję. Jesteś skończony, jeśli nie potrafisz uwierzyć w swoje umiejętności. To, że nie zdobyłem nigdy Złotej Piłki czy nagrody FIFA o niczym nie świadczy "- powiedział w jednym z wywiadów. Niektórzy powiedzą, że przesadna pewność siebie nie jest zaletom, sprawia , że postrzegamy napastnika jako zadufanego w sobie snoba. Patrząc jednak na jego całokształt kariery, postawy jakie przybierał doprowadziły go niemal na sam szczyt. W jego przypadku wiara we własne możliwości jest jak najbardziej słuszna, ponieważ takowe posiada. Możemy zauważyć, że wraz z przybyciem do Milanu powoli, aż do teraz zaczął się zmieniać. W jednym z sobotnich magazynów Ligii Mistrzów, emitowanych przez stacje Polsat przyznał: "Teraz mam dystans."Jeśli coś wygram, to dobrze, jeśli nie, to nie. Nic nie złamie mojej kariery". Zauważa partnerów, nie szuka niepotrzebnie własnych sukcesów, pracuje zaś na zwycięstwo całej drużyny. Mentalnie Zlatan chyba nigdy się nie zmieni i zawsze będzie miał przed sobą daleką do perfekcji drogę. Jednak zapewne wszystkich nas cieszy fakt, że stał się on bezpretensjonalnie jedną z kluczowych postaci rossonerich, która odrodziła się w stolicy Lombardii niczym feniks z popiołów. Po dość nieudanym sezonie w Katalonii, małym zwątpieniu w dyscyplinę jaką uprawia, Milan dał mu to, czego oczekiwał. On zaś odwdzięczył się z nawiązką tym samym. Powrót na szczyt świadczy o wytrwałości i ciężkiej pracy jaką włożył w to, by wrócić tam, gdzie jego miejsce, wśród najlepszych. Możemy mieć tylko nadzieję, że ta wypowiedź ”Milan jest dla mnie największym klubem w jakim grałem. Czułem się tutaj jak w domu."Mam nadzieję, iż zostanę w AC Milan na długo, ale to zależy od klubu i trenera." zawiera w sobie więcej prawdy, niż przypuszczamy i mieliśmy okazję w przeszłości w jego wykonaniu posłuchać. Pozostaje nam uwierzyć w to, że Milan będzie ostatnią przystanią do jakiej dobił Szwed podczas swej pięknej, aczkolwiek bardzo burzliwej kariery i kiedyś spełni się jego marzenie - wygranie Champions Legue w ekipie rossonerich.
Powiedziałem Pippo, że może być Jose Altafinim Milanu - człowiekiem, który wchodzi na 30 minut i decyduje o rezultacie spotkania. (Adriano Galliani)
Inzaghi jest zdecydowanie kimś niebywałym, nietypowym, dotąd niespotykanym. Przez lata istnienia Milanu nie przewinął się przez jego szeregi drugi taki sam jak on, jest po prostu jedyny w swoim rodzaju. Pod względem umiejęności czysto piłkarskich, stanowczo odbiega od przyjętych i powszechnie obowiązujących norm, przeciętna technika, słaby drybling, marne poruszanie się po boisku. Jest wszystkim tym, czym prawdziwy piłkarz być nie powinien. Uważa się, że zbyt często wymusza faule, niezdarne, ślamazarne ruchy podczas meczy budzą pośród innych niechęć. Sam wielki Alex Ferguson naznaczył go mianem "Urodzonego na spalonym", ponieważ Inzaghi jak chyba nikt inny zdobywa bramki właśnie z tej pozycji, która przyciąga go do siebie jak magnes. I choć wydawać się może, że to niemożliwe, właśnie za wszystko to tak bardzo go pokochaliśmy. Sięgając pamięcią wstecz, analizując wszystkie ważne dla rossoerich spotkania zawsze przewinie się nam przez myśl osoba Inzaghiego jako ta, która parafrazując słowa bezwłosego dyrektora, w pojedynkę potrafiła odmieniać losy wszelkich zmagań. Mimo iż strzela gole nieciekawe, przypadkowe, mało imponujące, radość jaka go ogarnia po zdobyciu bramki napawa wielkim optymizmem nie tylko jego samego, lecz także Nas, kibiców na San Siro czy też tych przed telewizorami. Daje nam to, co dla oglądających mecz piłkarski najważniejsze, nieprawdopodobne emocje, nieporównywalne do niczego innego. Ma coś, co w pełni pozwala mu zastąpienie wszystkich braków pod względem sportowym, niebywałą inteligencję, instynkt strzelecki, szósty zmysł i coś, co chyba dla niego jest rzeczą najlepszą, miłość do futbolówki, za każdym razem lgnącej do niego niczym muchy do lepu. I zapewne miłość ta nie jest uczuciem platonicznym. Jego spryt, wyrafinowanie na boisku, odrobina cwaniactwa i kanciarstwa doprowadzały Milan do największych wygranych i choć wielu znajdzie się anty fanów postawy Superpippa, należy mu oddać to, na co zasługuje i w pełni zaakceptować jego wyróżniającą się osobowość. Zawsze pojawia się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie i mówiąc kolokwialnie, chwała mu za to. Na karku ma już przeszło trzydzieści osiem lat, lecz nadal chce pokazywać, jak wiele jeszcze potrafi, jak wiele może dać włoskiej piłce pomimo tego, że niektórzy przekreślili jego karierę już dawno. "Chcę iść naprzód krok po kroku i na nowo stać się ważnym elementem tego klubu. Myślę, że nadal jestem do tego zdolny”. Każdym, nawet najmniejszym gestem dowodzi temu, że jest niebywale zdeterminowanym, wytrwałym i pracowitym człowiekiem. Swoją postawą pokazuję milionom, że znakomitym piłakrzem można zostać nie posiadając ponadprzeciętnych, nieludzkich wręcz umiejętności. Wychodzi na przeciw tym, którzy sądzą, iż wyśmienity zawodnik koniecznie musi spełniać wszystkie potrzebne warunki, by zostać światową gwiazdą sportu. Łamie ogólne stereotypy, za co go podziwiamy. Niejednokrotnie upadał na samo dno, zaczynał swą karierę po każdej kontuzji niemalże od początku. Liczne, poważne urazy, jakie mu doskwierały nigdy nie były dla niego przeszkodą, wręćz przeciwnie motywowały go do jeszcze cięższej pracy. Przyjmował je z pokorą, by móc walczyć z nimi i za każdym razem wychodzić z tych pojedynków obronną ręką. Zawsze wracał jeszcze silniejszy, niż poprzednio i jestem pewna, że tak samo będzie i teraz. Nie należy zapominać, że jest także bardzo rzetelny i solidny, do każdego meczu, czy to z zespołem z górnej, czy też dolnej części tabeli podchodzi w ten sam sposób, o czym świadczy ten znaleziony przeze mnie cytat "Pippo nałogowo ogląda mecze, zna wszystkich napastników i wszystkich obrońców. Analizuje grę nawet trzecioligowych napastników, bo jest święcie przekonany, że od każdego się czegoś nauczy. Ale przede wszystkim maniacko studiuje zachowania defensorów, przeciw którym ma grać. Dzień przed meczem potrafi opowiedzieć ze szczegółami o boiskowych nawykach każdego obrońcy przeciwnika. To wyjątkowe, mnóstwo gwiazd jego formatu, z największych klubów, nie ma pojęcia, kogo zobaczy na boisku. Zwłaszcza jeśli rywal nie należy do mocnych". Zachwyt małego świata zwanego Milanem nad jego osobą może być mocno przesadzony, dla kibiców innych klubów wręcz niezrozumiały. Nic w tym dziwnego, ponieważ patrząc z boku na jego postać faktem jest, iż może wzbudzać wiele kontrowersji. Dla nas jednak, dla prawdziwych milanistów na zawsze stał się kimś, kto stanowił dla nas swego rodzaju przykład, kimś, kto dawał nadzieję, gdy reszta zawodników nas jej pozbawiała. W historii piłki nożnej na zawsze zapisał się jako jeden z najwybitniejszych napastników nie tylko włoskich, lecz także światowych boisk. Budził podziw pośród swoich przeciwników i krytyków. I to chyba rzecz, z której powinien być najbardziej dumny. To osobowość, która trudna będzie do zastąpienia. Jest jednym z najwybitniejszych w Milanie i pozostaje nam wierzyć w to, że ta wypowiedź "Jeżeli w 38. roku życia zostałbym pozbawiony gry w piłkę, zwariowałbym." będzie aktualna jeszcze przez długi, długi czas, Pippo nie zwariuje i pozwoli nam cieszyć się z jego gry. Jego odejście bowiem na zawsze zakończyłoby pewien etap, na który patrzylibyśmy z utęsknieniem już zawsze.
Niewątpliwie każdy z rossonerich mógłby być bohaterem mojego felietonu, ponieważ bez dwóch zdań wszyscy oni są wielkimi osobowościami, w Milanie, we Włoszech, w Europie. Skupiłam się akurat na tej trójce do czego skłoniła mnie rozmowa z moim kolegą, średnio znającym się na futbolu. Zaptałam go, kogo z Milanu zna najlepiej. Zastanowił się przez moment po czym zaczął wymieniać : "Tego wielkiego, z takim kucykiem gra - odparł zakłopotany, a gdy rzuciłam krótkie Ibrahimovic, pokiwał twierdząco głową. Gattuso - jego nazwisko akurat znał - i tego, który ciągle strzela bramki ze spalonego" - dodał. Uznałam więc, że to właśnie oni są najbardziej barwnymi i intrygującymi postaciami, jakie reprezentują nasz klub.
AUTOR: Gloria - Gosia
Nie offtopuj. Rozmawiamy o rzeczywistości, nie grach...
Gattuso i Inzaghi w mojej okolicy nikt nie jest za Milanem, nigdy nie wypierałem się tego, że jestem za Rossoneri.
Wszystko co opisane w tym felietonie to prawda, może nie wszyscy moi znajomi lubią Milan i sposób jego gry, ale zawsze przyznają racje, że takich piłkarzy jak Baressi Maldini Cafu Gattuso Inzaghi Sheva, Seedorf ze świecą szukać. Ich charakter kształtował kariery jednak doszli oni na sam szczyt według mnie.
Jeżeli chodzi o piłkę nożną, moim idolem, był, jest i będzie Pippo. Dla mnie ta osoba to fenomen, zawodnik jedyny w swoim rodzaju, mimo ogromnych braków umiejętności do najlepszych ma coś, czego nie mają inni i dzięki temu jest tym, kim nie będzie nikt inny.






News niezwykle ciekawy, ale muszę skasować. Może powstanie osobna informacja na ten temat...
Po raz drugi trudno mi się zgodzić z wieloma tezami Twojego tekstu Glorio-Gosiu.
Już ta główna, mówiąca że piłka nożna to skomplikowany sport, którego nie da się wytłumaczyć w kilku zdaniach jest dla mnie nie do przyjęcia.
Jest wprost przeciwnie, bo futbol jest wyjątkowo mało skomplikowany i może dlatego dorabia się do niego tyle różnych " ideologii ".
Osobiście jego popularność tłumaczę właśnie prostotą, gdyż nie trzeba robić żadnego kursu, żeby zrozumieć reguły, a dysponując czterema kamieniami i zwitkiem szmat/puszką/balonem można już grać.
Zaś jedyne potrzebne do tego umiejętności to możliwość kopnięcia " piłki " w kierunku " bramki " przeciwnika.
Oczywiście dzisiejsza, profesjonalna " kopana " jest nieco bardziej rozwinięta, tak pod względem sprzętu, jak umiejętności, ale w dobie internetu już nic się nie ukryje przed chcącymi posiąść niezbędną wiedzę w tych obszarach. Potem trzeba już tylko wytrwale ćwiczyć, bo na talent jeszcze niestety nie znaleźli recepty

Czy miłość do piłki nożnej jest wymagana do interesowania, a nawet delektowania się nią, to też bym nie powiedział.
Jak byłem młodszy i sam grałem regularnie, to mógłbym nazwać swój stosunek do tego sportu miłością.
Od wielu już jednak lat wygląda to zupełnie inaczej.
Znaczna większość moich znajomych ma podobnie, więc chyba nie, miłość nie jest tu kluczowa - obecnie, jeśli tylko będę miał cokolwiek ciekawszego do roboty, jestem już w stanie wyłączyć każdy mecz, ale nadal bardzo interesuję się wszelkiego rodzaju rozgrywkami.
Nie zgadzam się też, i to bardzo mocno, ze stwierdzeniem, że każdy ma swoich pojedynczych bohaterów, którym wystawił już nienaruszalny przez żadne " burze " pomnik z brązu, a przede wszystkim, iż dzięki nim uwielbia ten czy inny zespół.
To ma miejsce w dzieciństwie i wieku młodzieńczym, gdyż jest naturalną konsekwencją procesu formowania się osobowości, ale z wiekiem zanika.
Od 1994, od kiedy kibicuję Milanowi, mogę wymienić niemal każdego piłkarza rossonerich, bo każdy wpłynął swoją osobą na sukcesy i porażki tego mojego ulubionego klubu.
Ze względu na swój talent, jedni mieli wkład większy, inni mniejszy, ale liczyła się zawsze drużyna! Stąd potrafiło się ją w całości wymienić z pamięci, wraz z charakterystycznymi cechami poszczególnych graczy.
Uwielbiałem Maldiniego, Bobana, Weah, Albertiniego, Shevchenkę czy Pirlo, ale nie mniej, niż Evaniego, Simone, Guglielminpietro, Coco, Serginho czy Ambrosiniego. Dopiero bowiem kolektyw miał dla mnie wartość i to do niego jestem przywiązany.
Z perspektywy, wydaje mi się, że największy na to wpływ miał fakt, iż zawsze w gronie moich najbliższych kumpli obieraliśmy sobie po jednym (każdy innego) " idolu " - zawodniku, do którego chcieliśmy być porównywani - z każdej z drużyn, której jeden z nas kibicował.
Potem, na podwórku czy w klubie, mogłem dzięki temu zobaczyć na własne oczy, że nawet będąc " Maldinim ", nic nie mogłem wskórać bez swoich " Baresiego ", " Costacurty " i " Tassotiego "

Felieton ma być subiektywnym spojrzeniem autora na daną sprawę, więc gratuluję Ci Twojego i cieszę się, że się z nami podzieliłaś.
Dzięki Tobie mogłem też wyrazić swój, a mam nadzieję, iż pojawi się jeszcze jakiś trzeci
Pozdrawiam,
MN
A jeszcze chciałem się odnieść do osoby mojego ziomka, pana Szpakowskiego. Jednym z najlepszych polskich komentatorów to on raczej nie jest. Jego wielką zaletą jest entuzjazm, umiejętność tworzenia nastroju, podgrzewania emocji. I tak na mnie działał przez wiele lat, bo w schyłkowej komunie i na początku lat 90tych jego główną alternatywą był człowiek - robot, Andrzej Zydorowicz, który utkwł mi w pamięci, bo często rozwodził się nad urodą młodych piłkarzy, jakoś lubił tych przystojniejszych. ''Ten młody dziwiętnastolatek'' -zwykł mawiać, a ja zastanawiałem się, czy dziewiętnastolatek może być stary. Ale monotonne, długachne dygresje Zydorowicza zabijały częstokroć dramaturgię toego czy owego meczu, dlatego o niebo wolałem pana Szpakowskiego, który gwarantował przynajmniej wiele emocji. Ale z czasem jego ignorancja, jego kompletny brak orientacji w temacie, jego permanentne przekręcanie nazwisk, jego notoryczne mylenie osób i faktów tak mnie dekoncentrować zaczęło, że staram się unikać meczy przez niego komentowanych. A Mundial w RPA pan Darek zepsuł mi strasznie, paląc niemal każde zawody, jakie podczas tego turnieju sprawozdawał nam, biednym telewidzom.
Ale to taka dygresja tylko, wzorem pana Zydorowicza


Pippo oczywiście podbił moje serce szybko po przybyciu na San Siro. Ale gdy grał jeszcze w Juve nie trawiłem go strasznie. Był to czas, gdy Inzaghi bardzo często wywracał się w ''jedenastce'', wymuszał rzuty karne lub usiłował to robić. Poza tym bardzo często kłócił się z arbitrami, kiedy tylko tacił piłkę, zarzucał sędziom, że był faulowany, itp. Przyznaję, że nie lubiłem go i z tej racji, że nie darzę sympatią Juventusu, a Pippo wielokrotnie zapewniał Bianconerim ważne punkty w końcówkach spotkań. Z wiekiem dojrzał, a w Milanie mogłem w końcu docenić jego niesamowitą ambicję, wolę walki i niespotykany wprost entuzjazm.
A za Zlatanem nie przepadam. Nie jest dla mnie osobowością. Jest oczywiście bardzo wyrazistą postacią, ale raczej z racji wielkich umiejętności i wielu negatywnych zachowań, humorów, kontowersyjnych wypowiedzi. Ale charyzmy to on według mnie nie ma. I nie ma zadatków na lidera, choć aspiracje takie od zawsze miał. Jest on jednak zbyt chimeryczny, zbyt humorzasty, zbyt chwiejny emocjonalnie, by móc być przywódcą. Bo osobnik alfa jest dla grupy gwarancją tego, że zawsze, nawet w najmniej sprzyjających okolicznościach, będzie działał dla dobra tej grupy, że zawsze poprowadzi ją właściwą drogą. Ibra takiej gwaracji nie daje...
Ale z formy strzeleckiej Zlatana oczywiście się cieszę, i cieszę się, że jest zawodnikiem naszej druzyny. Jednakże osobowością to on dla mnie jest dość mikrą, a i symbolem milanu nigdy raczej dla mnie sie nie stanie.
1. w cale a w cale
2. bardziej ciekawszą
3. nie jest zaletom
4. anty fan
Znalazł się także jeden błąd rzeczowy:
Najpierw jest mowa, że Zlatan wraz z przyjściem do Milanu zaczął się zmieniać (do tego jest przytoczony cytat, który ukazuje zmianę w mentalności Ibry) a dwa zdania później autorka stwierdza, że Zlatan mentalnie nigdy się chyba nie zmieni.
Generalnie bardzo dobry felieton. Z jego treścią zgadzam się niemal całkowicie, bo jednak uważam, że to Inzaghi jest tym zawodnikiem, który najlepiej potrafi poderwać Milan do walki o zwycięstwo.
Najpiękniejsze bramki Kevin Prince Boatenga

Mam nadzieję, że Boateng będzie jeszcze większą osobowością niż nasi weterani
Chociaż jeśli byśmy mieli wygrać LM w tym roku, musielibyśmy mieć baaardzo dużo szczęścia w losowaniach...
heheŚwietny felieton

Owszem. Ale nigdy nie wygrał LM

Nie ma czego się przyczepić właściwie w 100% oddana charakterystyka tych trzech piłkarzy.
Nie każdy mógłby zostać bohaterem felietonu, niektórzy są jeszcze za młodzi i zbyt mało osiągnęli. Ta trójka zdecydowanie zasługuje mają wielkie doświadczenie w swoim fachu. Brakuje mi tylko Nesty w tym gronie
Przyczepie się trochę do Zlatana i jego gry w Barcelonie. Nie zgodzę się ze słowami, że jego sezon w Katalonii był nieudany. Zlatan strzelał średnio chyba co w drugim meczu, strzelił zwycięskiego gola w GranDerbi i miał duży udział w tym, że Blaugrana sięgnęła po mistrzostwo.
Z góry wiedziałem, że Ibrahimovic i Barcelona to nie będzie długa przygoda. Szwed kompletnie nie pasował do gry jaką preferują Katalończycy. Zaaklimatyzowanie w zespole chyba też nie było skoro w swojej biografii obrażał piłkarzy jak i Guardiole.
.3 niezwykłe na swój sposób osobowości. Każdy ma własny unikatowy temperament i umiejętności. Jeżeli miałbym wybrać tego jednego, to umieściłbym wszystkich na piedestale. Ibra jest z nami dopiero drugi sezon a już zaskarbił sobie miłość pośród najzagorzalszych kibiców. Gattuso swoją zawziętością i walecznością przypomina Spartan. Twarz cieszącego się Inzaghiego po zdobyciu gola nie odbiega od facjaty nastolatka, który strzelił swoją najpiękniejszą bramkę. Trzy oryginalne osobowości, dzięki którym me serce do końca będzie już czerwono-czarne
Jaką ocenę wystawisz Rossonerim za poczynania w sezonie 2011/2012?
ACMilan.com.pl istnieje od 3127 dni.
Napisaliśmy łącznie 2610 newsów.
Dotychczas zarejestrowały się: 11634 osoby.
Sprawdź najnowsze Zakłady bukmacherskie online, na stronie Sportingbet.pl
mecze na żywo


offline

