FELIETON: "PRZESYT"
20.11.2011 - 18:01 - stasq_acm
Futbol to taki niewdzięczny sport, w którym niestety nic nie trwa wiecznie, nic nie dane jest powtórnie, nie ma drugiej szansy. Zapewne wszyscy chcielibyśmy powrócić do czasów, gdy piłka nożna była sportem bardziej konkurencyjnym, zaskakującym i nieprzewidywalnym, gdzie wizytówką tej pięknej dyscypliny nie był Real i Barcelona, Messi i Cristiano Ronaldo. Zasady, jakie z biegiem czasu zostały wykreowane przez aktualnie dominujące zespoły co raz szybciej się zmieniają, stawiając poprzeczkę wyżej i wyżej. Czy aby na pewno na tym polega jego piękno?
Obecnie wydaje się, że nic nie jest w stanie przebić się przez gruby mur, który przez ostatnie lata skrupulatnie budowała wokół siebie Barcelona. Poza gamą rozmaitych, posiadających ponadprzeciętne umiejętności zawodników, całą otoczkę będącą istotną częścią tej drużyny kreują przede wszystkim ludzie medialni, tacy jak dziennikarze sportowi czy też komentatorzy, usiłując rozpowszechnić opinię mówiącą o tym, iż Blaugrany nie da się pokonać. Faworyzowanie tego klubu, bo wielu z pewnością taki właśnie zabieg stosuje, negatywnie wpływa nie tylko na atmosferę panującą między kibicami innych zespołów, lecz także przekreśla szanse wszystkich potencjalnych przeciwników hiszpańskich mistrzów, skazuje ich na porażkę jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego.
To zjawisko nie wywołuje pozytywnych nastrojów w piłkarskim świecie i odbija się na nim echem. Niszczy jego piękno i atrakcyjność, przez co tym samym staje się on przewidywalny. Postawmy sprawę jasno, kto chcę przed meczem usłyszeć: "Klub X jest dobry, jednak to Barcelona jest zdecydowanym faworytem". Szczególnie, jeśli postawimy się na miejscu fana tegoż właśnie klubu X. W piłce chodzi właśnie o nieustanną walkę, wiarę w zwycięstwo od pierwszej do ostatniej minuty, zaskakiwanie. Niestety, ktoś zaczął o tych jakże niezmiernie ważnych aspektach zapominać.
Nikt nie ujmuje Barcelonie wielkości. Po mimo mojej całej niechęci do nich, potrafię spojrzeć obiektywnie na wszystko, czego w ostatnim czasie dokonali i oddać im to, na co zasługują. Mają w swoim zanadrzu spory dobytek wszelkiego rodzaju trofeów, mogą się poszczycić wspaniałymi wynikami i każdy z nas zapewne umie na swój sposób to docenić. Nikt też nie twierdzi, że zabrania się zachwytu nad ich grą, wymyślnymi taktykami i sposobami, w jaki wygrywają każde spotkania, to już kwestia gustu. Istnieje jednak coś takiego jak u m i a r. To słowo, które we współczesnej piłce co raz częściej jest niestety zapominane, na wszelkich płaszczyznach, począwszy od tego, co dzieje się na murawie, a skończywszy na kieszeniach ludzi, których konta już od dawna posiadają tyle cyfr, ile każdy z nas mógł ujrzeć jedynie na matematyce. Należy jednak pamiętać, że umiar jest kluczem do sukcesu, a jego widoczny brak sprawia, że ja, jako pasjonatka piłki nożnej, gdy w telewizji mam możliwość obejrzenia meczu z udziałem Barcelony, przełączam się na inny kanał omijając szerokim łukiem ten, na którym jest emitowany, ponieważ bardziej interesujące wydają mi się ekscesy w świcie politycznym, przynajmniej tam odnajdę cień rywalizacji. Słuchanie przez bite dziewięćdziesiąt minut o "wspaniałej Barcelonie" wychodzi mi już bokiem.
Przykładów tych dość dziwnych w moim mniemaniu sytuacji dotykających problem, jaki poruszyłam jest wiele. Do tej pory patrzyłam na to wszystko obojętnie uznając, że taka jest kolej rzeczy, a myśli kłębiące się gdzieś w mojej głowie nie są istotne. Ostatnimi czasy jednak, również przez wgląd na przeszłość, poruszył mnie pewien fakt dający iskrę, która rozjuszyła wielki płomień zdenerwowania tlący się we mnie. Wielu z was pamięta pewnie brazylijskiego mistrza, maestra w wykonywaniu rzutów wolnych i przepięknej urody bramek, swym kunsztem i umiejętnościami dorównujący naszemu Pirlo, ikonę Olympique Lyon, czołowego piłkarza światowych boisk, Juninho Pernambucano. Mimo iż nie gra w święcącym największe triumfy klubie, a jego kariera nieco zwolniła, ciągle znajduje się w genialnej formie, czego dowodem jest masa filmików pokazujących, jak wiele europejski futbol stracił wraz z odejściem Juninho. Bramki, jakie zdobywa mimo przeszło trzydziestu sześciu lat zapierają dech w piersiach każdego fana, są po prostu niesamowite. Tymczasem w mediach, czy to w telewizji czy też gazetach nikt nie wspomniał o jego wyczynach nawet słowem. Jestem w stanie zrozumieć to, że Vasco da Gama to inna liga, zespół, który nie interesuję nikogo z nas. Jednak Pernambucano to ktoś taki, o kim powinniśmy pamiętać, bowiem drugiego takiego los prędko nie postawi nam na tych jakże zawiłych, futbolowych ścieżkach. Czyż to nie paradoksalna i kuriozalna sytuacja, iż wszyscy huczeli o niestrzelonym karnym Messiego w trakcie ligowego meczu z Sevillą, podczas gdy cuda, jakie wyprawia z piłką Brazylijczyk pozostają bez większego rozgłosu. Dokonując tego porównania pragnę wam pokazać, jak wiele przyjemności płynących z piłki przechodzi nam koło nosa, kiedy jesteśmy za bardzo zaślepieni tym, co obecnie znajduje się na "topie".
Wiele spotkań pokazało, że Barcelona nie jest tak, jak niektórzy twierdzą idealna. Ma w swych szeregach piłkarzy, którzy swym zachowaniem przypominają raczej świetnych aktorów rodem z Hollywood, a nie ludzi mających swym zachowaniem inspirować, pokazywać, że niemożliwe nie istnieje. Ćwierćfinał Champions League z Interem, niekończąca się saga pt. "Gran Derbi", czy mecz z Arsenalem to momenty dające do zrozumienia ślepo zapatrzonym w Blaugranę kibicom, że ich wizerunek jest mocno przesadzony. To samo tyczy się Złotej Piłki, nagrody dla NAJLEPSZEGO PIŁKARZA ROKU. Czy ktoś potrafiłby logicznie wytłumaczyć, za co otrzymał ją w roku 2010 Leo Messi, podczas gdy Sneijder, zwycięzca Ligi Mistrzów, czołowy zawodnik naszych rywali zza miedzy, jeden z najlepszych piłkarzy reprezentacji Holandii, srebrny medalista Mistrzostw Świata na mundialu nie został doceniony. Czymże zasłużył sobie Argentyńczyk na tę nagrodę.? Osobiście nie potrafię wymienić choćby jednego powodu, dla którego to właśnie on zwyciężył. Ciągła walka z Realem, wynoszenie meczy pomiędzy tymi dwoma klubami do rangi najważniejszego wydarzenia sprowadza się do wywoływania u niektórych fali obrzydzenia. Jak długo można było słuchać co kilka tygodni wzajemnych oskarżeń przyjaciół z jednej reprezentacji?
Prawdą jest, iż wiele klubów miało swoje przysłowiowe pięć minut, okres, podczas którego trwania znajdowali się znacznie wyżej w hierarchii piłkarskiej. Jednym czas glorii i chwały dany był na długo, innym wręcz przeciwnie. Nie możemy zapomnieć o dziedzictwie i spuściźnie pozostawionej przez poprzednie pokolenia, nie możemy zapominać o złotej erze Ajaxu, Galaktycznego Realu czy Milanu Ancelottiego. Nie możemy zapomnieć o Bergkampie, Maldinim, Roberto Carlosie, Luisie Figo, o piłkarzach, których nazwiska mogłabym wymieniać godzinami, mających niebywały wpływ na to, jak dziś możemy postrzegać piłkę nożną. Niestety, co raz to młodsza generacja staje się kibicami powierzchownymi, miłującymi tylko i wyłącznie tych, którzy odnoszą największe sukcesy. Stało się faktem, że Barcelona przechodzi swój ogromny rozkwit, a ostatnie lata są czasem danym jedynie im. Ja jednak oczekuję od środowiska sportowego pewnych rozgraniczeń, posiadania umiejętności prowadzenia wyważonych opinii, obiektywizmu, czego ewidentnie mi brakuje. Nazbyt widoczna pewność siebie czy to piłkarzy, czy kibiców może być zgubna, co udowodnił Pato, uciszając Camp Nou już w pierwszej minucie i zamykając usta wszystkim niedowiarkom. Miejmy nadzieję, że to samo uczyni także w meczu rewanżowym.
w pełni się zgadzam z oceną Zidane'a, ale to nie umniejsza statusu Overmasa i Petit'a, choć razem kosztowali Barcę tyle, co Zizu Real.
Nie zgadzam się natomiast z Twoją interpretacją ówczesnej sytuacji finansowej " Królewskich " i Blaugrany.
Perez - były radny Madrytu, prezes jednej z największych firm budowlanych na świecie (ACS), która budowała wtedy infrastrukturę w całej Hiszpanii - wykonał genialny, z punktu widzenia biznesowego, ruch. Sprzedał bowiem objęty zobowiązaniami hipotecznymi, niemal równymi jego wartości, stadion (Bernabeu) miastu (potem odkupując go za 1€ !! ). Dzięki temu spłacił wszystkie długi, a jednocześnie udowodnił pewność spłaty następnych, za które kupował swoich Galacticos.
Wykładał też prywatne pieniądze, tak jak np. Berlusconi, ratując budżet Realu, gdy ten był w największej potrzebie.
Barca zaś była nie tylko w długach - nie tak wielkich, jak Real, ale jednak - lecz przede wszystkim jej władze nie miały takiej swobody działania, jak Perez. Socios do niedawna nie godzili się na jakiekolwiek logo na koszulkach zespołu, a co dopiero mówić o sprzedaży stadionu czy innych tego typu rozwiązaniach.
Sukcesów sportowych, jak poprzednio pisałem, także nie było i potencjalni wierzyciele jakoś nie walili drzwiami i oknami, żeby pożyczać Laporcie swoje pieniądze.
Sprzedaż Figo była klubowi na rękę, dokładnie tak, jak to potem miało miejsce w przypadku Milanu, gdy oddawał Kakę (nomen omen też do Realu Pereza).
Gdyby style zarządzania tymi dwoma klubami miały się różnić bardziej racjonalnym wydawaniem pieniędzy przez Barcę, to obecne zadłużenie obu firm byłoby diametralnie od siebie różne, a tak nie jest.
Co do szkółki, to ja też zdaję sobie sprawę z różnic, jakie są między La Masią a Ajaxem.
Chodziło mi jednak o coś zupełnie innego - takie talenty, jakie obecnie napędzają Barcę nie rodzą się co roku, a co dopiero marzyć o tym, by mógł je zawsze wynajdywać i szkolić jeden klub.
La Masia będzie więc dalej kształciła dobrych piłkarzy, tak jak ma to wciąż miejsce w Holandii (wydaje się, że taki Erikssen namiesza w świecie " kopanej " ), ale wprowadzanie ich do składu nie będzie już dawało tak pięknych i imponujących rezultatów, jak te, które mamy okazję podziwiać w ostatnich latach.
Tak na zupełnym marginesie, to wg mnie trochę naciągane jest nazywanie Pique, a szczególnie Fabregasa wychowankami Blaugrany.
To prawda, że razem spędzili oni 6 - 7 lat w La Masii, ale odchodząc stamtąd byli jeszcze nieukształtowanymi piłkarsko, burzliwie się rozwijającymi fizycznie nastolatkami (odpowiednio 17 i 16 lat).
Potem Cesc spędził 8 lat pod okiem Wengera, a Pique 2 lata terminował u SAFa, by potem wrócić do Hiszpanii i przez kolejne 2 grać w Saragossie.
To trochę tak, jak twierdzić, że Messi jest wychowankiem Newell's Old Boys, bo trenował w ich szkółce między ósmym, a trzynastym rokiem życia.
Pozdrawiam,
MN
Zwracam honor. Kontekst, w jakim wspomniałeś o Geovannim umknął mi w ferworze dyskusji. Powiem więc tak: Overmars do spółki z Petitem nie byli nawet w 1/3 taką gwiazdą, jak Zidane - absolutny numer jeden swojego pokolenia, chyba największa wówczas postać światowego futbolu od czasów Maradonny.
Nie było stać Barsy na podwyżkę dla Figo? Nonsens! A było stać Real na megawydatki na Zinadine'a, Figo, Beckhama, i na ich gigantyczne apanaże? Też nie, gdyby nie kolosalne pożyczki zaciągane na poczet budowania potęgi. O tym właśnie pisałem. Barca mogła zatrzymać Figo, tak jak mogła kupić Beckhama ( i pewnie Zidane'a też). Ale nie chciała tego robić za wszelką cenę, i to jest właśnie owa róznica w polityce Barcelony i ''galaktycznego'' Realu, i w filozofii kierowania oboma tymi gigantami.
A szkółka Ajaksu podupadła na skutek wprowadzenia ''prawa Bosmana''. Wcześniej mniej zamożne kluby z Holandii - z Ajaksem na czele - żyły z tego, że sprzedawały najlepszych piłkarzy za ogromną kasę. Później giganci mogli spokojnie czekać, aż ten czy ów zdolny młodzian wypełni kontrakt, i mozna go było skusić i wielkimi pieniędzmi, jakich w Holandii by nie dostał, i perspektywą gry w gigancie z ligi angielskiej, włoskiej, hiszpańskiej...
W przypadku Barsy jest inaczej. Raz, że to ona jest teraz największą potęgą w Europie, któż nie chciałby grać dla takiego zespołu? Po drugie, Barca płaci dobrze. Po trzecie wreszcie, ten etos Katalończyka zaszczepiany w tych młodzieńcach od najmłodszych lat owocuje później, i dla nich największym zaszczytem jest grać dla swego ukochanego klubu. Przykład? Fabregas. Mógł on grać za większe pieniądze choćby w MC - ale on pragnął grać dla Barsy. Nie sądzę, by szkółka Barcelony podzieliła los swej odpowiedniczki z Amsterdamu, nie te realia.
Pozdrawiam.
wcześniejszych czasów nie masz co sprawdzać, bo Twoja teza kompletnie by upadła - do 1995 dziennikarze z europejskich gazet sportowych mogli głosować tylko na piłkarzy będących obywatelami państw ze Starego Kontynentu, więc zwycięscy Mistrzostw Świata musieli się często obchodzić smakiem (m. in. Maradona i Pele).
Zresztą nigdzie nie twierdzę, że triumfy odnoszone z drużynami nie miały wpływu na to, kto wygrywał Złotą Piłkę. Gdyby jednak był on tak decydujący, jak proponujesz, to trudno byłoby wytłumaczyć, co stało się w tym, tak przez Ciebie podkreślanym 2004 roku (kogo obchodzi czy dany zawodnik zajął 6 czy 29 miejsce? liczy się tylko ten, kto pozował do zdjęć z pozłacaną bryłą, przypominającą jeden z trzech niezbędnych i wystarczających do gry w piłkę nożną przedmiotów).
Tamta " Złota Piłka " już jednak nie istnieje, bo w 2010 roku została zastąpiona " Złotą Piłką FIFA ".
Kończąc ten temat, nie mam na celu gaszenia rozmów o plebiscytach czy najlepszych graczach, a jedynie apeluję, by rozmawiając na dany temat trzymać się go.
Nie miało to miejsca wcześniej, bo dyskusję o piłkarzach łączono z kłótnią o plebiscyt. Nie jego wynik jednak, bo to właśnie nie stanowiłoby problemu, lecz o logikę rządzącą wyłanianiem zwycięzcy (i tu się znowu generalnie zgadzamy, że logiką plebiscytu " Złota Piłka FIFA " jest dalsze nakręcanie przynoszącej duże zyski spirali uwielbienia pewnych piłkarzy).
Stąd moje udramatyzowane pytanie: " Co Wy z tą Złotą Piłką?! ".
Jeśli chodzi o Beckhama, to można postrzegać go, jako potencjalną " wisienkę na torcie " Blaugrany, ale też jako jej " lek na całe zło ".
Patrząc bowiem na chłodno i z dystansu, to który klub potrzebował tego " leku " bardziej: Barca, która od 4 lat nie była w stanie wygrać żadnego trofeum, poprzedni sezon kończąc na szóstym miejscu w La Liga, ze stratą 22 punktów do mistrza czy Real, który tym mistrzem został (podobnie, jak 2 lata wcześniej), a oprócz sukcesów na krajowym podwórku, mógł się pochwalić dwukrotnym zdobycie Pucharu Europy, SuperPucharem UEFA i Pucharem Interkontynentalnym?
To nie kwestia tego, że Laporta nie chciał Anglika, a tego, że Perez zaoferował mu więcej pieniędzy.
Tak samo było z Figo. Czy gdyby w Barcelonie dostał podwyżkę, to odszedłby do " Królewskich " ? " Dumy Katalonii " nie było wtedy jednak stać na taką rozrzutność, co pokazuje także rozstanie z Rivaldo, któremu dopiero Berlusconi zaoferował tyle pieniędzy, ile ten chciał.
Było to oczywiście wynikiem utopienia ogromnych kwot we wspomnianych Saviolę i Geovanniego (a także kilku innych, jeszcze mniej znanych piłkarzy).
Co do tego ostatniego, to jeśli przeczytasz jeszcze raz, co i w jakim kontekście poprzednio o nim napisałem, i nadal będziesz twierdził, że zestawiłem go z Zidanem, to wtedy postaram się uściślić swoje stanowisko w tej sprawie.
La Masia urosła już do rangi alegorii, podobnej do " szkółki Ajaxu ". Teraz mamy okres, gdzie jej wychowankowie są topowi, ale tak samo, jak miało to miejsce w przypadku holenderskiego giganta, to się zmieni.
" TEN SKUTEK " wprowadzania ich do pierwszej drużyny, o którym piszesz jest wynikiem talentu Xaviego, Iniesty i Messiego, którzy oprócz Alvesa, Abidala i Vili, stanowią o Barcie.
Reszta " produktów " La Masi jest również co najmniej niezła, ale nie aż tak wybitna, więc kiedy wspomniane trio przeminie, " Duma Katalonii " wróci do szeregu.
Pozdrawiam,
MN
Michale:
Oczywiście, że inni wprowadzają wychowanków. Tyle ze nie na taka skalę i przede wszystki NIE Z TAKIM SKUTKIEM, jak w przypadku Barcelony.
Amen.
Nie postawiłem Ci żadnego zarzutu, stwierdziłem tylko, że moim zdaniem niepotrzebnie gasisz (rozumiem, że w imię racjonalizmu w Twoim pojęciu) dyskusje na temat, czy wyniki plebiscytu były bardziej lub mniej sprawiedliwe. Każdy ma prawo do oceny wyników wszystkich mozliwych plebiscytów we wszystkich możliwych dziedzinach. Sport musi budzić wielkie namiętności, musi rozgrzewać serca i umysły, i kibic nie powinien patrzeć nań jak naukowiec przez mikroskop, bo wówczas emocje by zdechły śmiercią tyleż bezbolesną, co przykrą.
Wracając do tematu. Dla mnie plebiscyty France Football straciły na wiarygodności w 2008 roku, wraz z eksplozją dwóch megatalentów (Ronaldo, Messi). Wczesniej można było zauważyć pewną prawidłowość, co spieszę Ci udowodnić.
Rok 1996. Mistrzostwa Europy:
1. Niemcy
2. Czechy
3. Anglia
Złota Piłka:
1. Sammer (kapitan zdobywców ME)
3. Shearrer (Anglia)
5. Klinsmann (Niemcy)
Rok 1998, Mistrzostwa Świata:
1. Francja
2. Brazylia
3. Chorwacja
Złota Piłka:
1. Zidane (Francja)
2. Suker (Chorwacja, król strzelców MŚ)
3. Ronaldo (Brazylia)
5. Rivaldo (Brazylia)
Rok 2002, Mistrzostwa Świata:
1.Brazylia
2. Niemcy
3. Turcja
Złota Piłka:
1.Ronaldo (Brazylia)
2. Roberto Carlos (Brazylia)
3. Kahn (Niemcy)
5. Ballack (Niemcy)
Rok 2004, Mistrzostwa Europy:
!. Grecja
2. Portugalia
Złota Piłka:
1. Szewczenko (Ukraina)
2. Deco (Portugalia)
5. Zagorakis (Grecja) !!!
Rok 2006, Mistrzostwa Świata:
1.Włochy
2. Francja
3. Niemcy
Złota Piłka:
1.Cannavaro (Włochy)
2. Buffon (Włochy)
3. Henry (Francja)
5. Zidane (Francja)
Zdarzały się, oczywiście, i wyjątki, np rok 2000, ale były to wyjątki nieliczne. Mógłbym siegnąć głębiej w przeszłość, ale mi się nie chce. A teraz pokrótce omówię podane wyżej przykłady (nie wszystkie, tylko te co bardziej wymowne).
W latach, gdy odbywały się wielkie turnieje narodowe, wyniki i osiągnięcia poszczególnych reprezentacji i indywidualnych piłkarzy miały najczęsciej odzwierciedlenie w wyborach France Football. Śmiem twierdzić, że Davor Suker nie zdobyłby w 1998 roku drugiego miejsca w tym prestiżowym plebiscycie, gdyby Chorwacja nie była rewelacją całego turnieju i jego brązowym medalistą, a on sam nie strzeliłby na nim 5 goli...
W 2002 roku w pierwszej piątce znalazło się po dwóch zawodników z mistrzowskiej i z wicemistrzowskiej ekipy...
2004 rok, najbardziej wymowny, według mnie. Wygrał nasz Sheva, drugi był Deco, wicemistrz Europy. Ale piąte miejsce zajął Theodoris Zagorakis! Pewnie przypadkowo był on kapitanem sensacyjnych zwycięzców ME. Mam rozumieć,że był on na przestrzeni roku 2004 lepszym piłkarzem niż np. Steven Gerrard, Frank Lampard, Michael Ballack, Kaka, Raul..?.Zadziwiajace. Zagorakis nie był gwiazdą Ligi Mistrzów, nie błyszczał w Serie A (jeśli dobrze kojarzę był zawodnikiem Bolognii, ale mogę się mylic - w każdym bądź razie grał w jakimś przeciętniaku, i gwiazdą tam nie był). Jeśli ME nie były dla wybierających głównym motywem, jakim kierowali się podczas głosowania, to chyba była to jakaś chwila zbiorowej hipnozy..
Wreszcie w roku 2006 wygrywa Cannavaro a drugi jest Buffon, mistrzowie świata. Wicemistrzowie zajmują miejsca 3 i 5...Przez cały omawiany okres tylko 2 razy wygrał Złotą Piłkę obrońca: w 1996 roku Sammer (kapitan zdobywców ME) i właśnie Cannavaro (kapitan tryumfatorów MŚ) - zapewne też przypadek? Drugi był Buffon, a tak wysokie miejsce dla bramkarza w omawianym okresie to był ewenement. Poza tym dwa razy trzeci był Kahn (raz w 2002 roku, gdy wywalczył wraz z Niemcami wicemistrzostwo świata). I to tyle...
W 2008 roku Me zdobyła Hiszpania, więc kolejno 3, 4, i 5 miejsca zajęli Torres, Cassillas i Xavi, ale już dwa pierwsze miejsca zajęły dwie wschodzace gwiazdy futbolu.
Czy wczesniej było lepiej, bardziej sprawiedliwie? Wszak czasem Zagorakis mógł byc lepszy do Kaki
Nie wiem... Ale wiem, że istniała przynajmniej jakaś prawidłowość, wybory były bardziej klarowne, bardziej transparentne. Nagradzano piłkarzy za konkretne osiągnięcia, nie było tej dowolności, plebiscytu popularnosci czy sympatii.I nie, nie chcę się spierać o to, kto był najlepszym piłkarzem wszech czasów. to byłoby trudne. Jednakże wybór najlepszego futbolisty w jednym tylko roku jest o wiele prostsze, nawet dla mnie. Piłka nożna to sport drużynowy, więc zawodnik tyle jest wart, ile daje swojej drużynie, i ile razem z nią osiągnie w danym roku. Proste. Zawężę ten problem jeszcze bardziej.
Wybieramy piłkarza tygodnia. Trwają ME 2012, w półfinale Niemcy grają z sensacyjną Danią. Po 120 minutach jest remis 0 - 0, mimo szaleńczych ataków niemieckiej machiny oblężniczej. Jednakże defensywa Skandynawów dokonuje heroicznych czynów, doprowadzając do rzutów karnych. W nich Soerensen broni decydującą ''jedenastkę'' w wykonaniu Podolskiego, 5 - 4 w karnych, Dania w finale! W najważniejszym meczu naprzeciw czarnego konia stają Hiszpanie. Tak jak i Niemcy walą głowa w mur, a maja o tyle gorzej, że od 3 minuty przegrywają 0 - 1 po golu Aggera. W końcówce meczu faul na Villi w polu karnym! Do ''jedenastki'' podchodzi niezawodny Xavi, który...zawodzi. Soerensen szczęśliwie, nogami, broni zbyt lekko, w sam srodek bramki uderzoną piłkę. Dania znów sensacyjnym tryumfatorem ME!
W tym samym czasie Argentyna gra dwa sparingi: Z Hondurasem 4-1, i z Jamajką 5 - 0. W obu meczach błyszczy wspaniały Messi, w obu ustrzela hat - tricka. Co jedna bramka, to ładniejsza. Kto zdobędzie nagrodę Piłkarz Tygodnia? Wszak oczywistym jest, że Messi to artysta futbolu, cudowne dziecko, następca Maradonny...Soerensen to tylko solidny europejski golkiper. Według dawnych kryteriów graczem tygodnia zostałby wybrany duński bramkarz. Dziś, wobec braku jakichkolwiek kryteriów, mógłby nim zostać tylko strzelec sześciu goli w dwóch sparingach - wspaniały Lionel. Skalę mozna rozszerzyć do całego roku, i wtedy jasnym może będzie, dlaczego obecnie nie podobaja mi się te plebiscyty. Nie są one bowiem płodem jakiejś niepojętej dla mnie, ezoterycznej logiki. Logiki w nich nie ma w ogóle, jest tylko schlebianie megagwiazdom.
A co do Beckhama, sam sobie odpowiedziałeś. Anglik trafił do Realu, nie zaś do Barsy. Po prostu Galaktyczni byli o wiele bardziej zdeterminowani od Katalńczyków. Bo Beckham - powtórzę się - miał być w Barcelonie ''wisienką na torcie'', a w Madrycie - wraz z zaciągiem innych megagwiazd - ''lekiem na całe zło''. O wiele wymowny był przykład Figo, który zignorowałeś. To jego podkupił Barsie Real, nie odwrotnie.
PS. Geovanni a Zidane? Bez komentarza...
Pozdrawiam...
pewnie, że współczesny, profesjonalny futbol transferami stoi.
Podobnie jak Ty (i pewnie wszyscy inni) uważam też, że posiadanie młodzieżowego zaplecza to wielki skarb, nie tylko na nadchodzące ciężkie czasy.
Jednak Barca nie jest tutaj wyjątkowa, bo wychowanków świetnie wprowadza też SAF w MU, Wenger w Arsenalu, Bayern, BVB czy czołowe kluby francuskie.
Przykłady Interu i Milanu to z kolei tylko czubek góry lodowej, bo całe calcio cierpi na tę samą chorobę.
W najmniej zamożnych drużynach Serie A wychowanków ze świecą szukać, a już od średniaków " wzwyż " procent obcokrajowców w kadrach zaczyna przekraczać 50.
Pod koniec ubiegłego stulecia popełniono jakieś tragiczne błędy i po dwóch wspaniałych pokoleniach, reprezentowanych przez takie gwiazdy, jak Baggio, Baresi, Buffon, Canavaro, Del Piero, Maldini, Nesta, Totti czy Viali, przyszedł czas pojedynczych gwiazdek, które za młodu ulatują do zagranicznych potentatów i wyrobników, odgrywających w swoich klubach coraz mniej znaczące role.
Dwie ostatnie ery w piłce reprezentacyjnej - francuska i hiszpańska, ufundowane były na reformie systemu szkolenia młodzieży. Pojawiają się już głosy w FIGC, które świadczą, iż taką zależność zauważono, ale niestety nie idą za tym żadne działania.
Jeśli do ich podjęcia konieczna będzie zmiana władz, to mam nadzieję, że wybory mają niedługo, szybciej nawet, niż parlamentarne.
Pozdrawiam,
MN
Dziś już niestety nie mam czasu, ale jutro z przyjemnością Ci odpiszę, nie zgadzając się, oczywiście
Pozdrawiam.
w kwestii obecnej wielkości Barcy i jej przyczyn się zgadzamy, bo ja także podziwiam sposób w jaki w tym klubie pracuje się z młodzieżą i się ją wprowadza do wielkiego futbolu

Nie jest jednak prawdą, że Barca kupowała tylko zawodników na dorobku i za nie tak wielkie kwoty, jak Real, skoro w latach 2000 – 2003 suma pieniędzy wydanych na nowych graczy osiągnęła ok. 200 mln € (ok. 10 mln więcej, niż Milan). Kadrę obok takich dobrze rokujących młodzieńców, jak Saviola i Geovani, zasiliły też prawdziwe gwiazdy Arsenalu i swoich reprezentacji – Overmars i Petit oraz najlepszy wtedy strzelec reprezentacji Hiszpanii – Alfonso.
Rivaldo również nie był piłkarzem na dorobku, a topowym zawodnikiem ligi hiszpańskiej, dlatego też zapłacono za niego ledwie 4,5 mln euro (oczywiście w przeliczeniu, bo waluta ta jeszcze wtedy nie istniała) mniej, niż Inter za Ronaldo.
Ciekawe też, że piszesz o Beckhamie, ponieważ, jak się finalnie okazało, Laporta starał się o jego pozyskanie tylko trochę słabiej, niż Perez i dlatego w ekspresowym trybie, trochę analogicznie do sytuacji z Aquilanim, musiano sprowadzać Guly'ego.
Cały czas chodzi mi wyłącznie o to, że w swojej wizji ostatniej dekady Barcelony, zbyt duży akcent kładziesz moim zdaniem na wychowanków, podczas gdy stranieri byli dla niej nie mniej ważni.
Właśnie choroba tej " zaciężnej nogi " może doprowadzić Blaugranę nie tylko do zwolnienia tempa
" biegu ", ale nawet do konieczności wycofania się z niego. Byłby to wariant drastyczny i jest mało prawdopodobny, ale bankructwa lub przymusowej sprzedaży klubu jakimś szejkom, nie da się zupełnie wykluczyć.
Jeśli zaś chodzi o „ Złotą Piłkę ”, to poczytaj, jak w ostatnich latach zmieniały się: sposób wyboru kandydatów do nagrody i grono osób decydujących o niej (bo to, co napisałeś świadczy, że masz w tej materii błędne informacje). Moim zdaniem są to czynniki, które zauważalnie wpływały na to, kto zostawał zdobywcą tego „ Najbardziej prestiżowego indywidualnego wyróżnienia piłkarskiego w Europie ”. Bardziej, niż kwestia czy dany zawodnik zdobył taki czy inny tytuł ze swoją drużyną.
Nie rozumiem Twojego zarzutu, iż nawołuję do niedyskutowania o przyznaniu nagrody Leo Messiemu.
Proszę bardzo, dyskutować można o wszystkim, ale jeśli polega to na wykłócaniu się o to, jakie kryteria przyjęli, a jakie powinni przyjąć jurorzy danego konkursu, w sytuacji gdy te pierwsze są czystą spekulacją, jest moim zdaniem bezsensu. Jak bowiem taka wypowiedź Pana Kołtonia: „ Ja swój głos oddałem oczywiście na Messiego. ” (przytaczam z pamięci, bo słowa te padły przy okazji jakiegoś studia sportowego w TV; było to całe uzasadnienie, jakie ten dziennikarz miał dla swojej decyzji), ma się do tego co napisałeś o premiowaniu członków zwycięskich drużyn?
Jeśli chcecie się spierać kto zasłużył bardziej na miano najlepszego piłkarza danego roku, dziesięciolecia czy wszech czasów, to mnie nic do tego, ale dajcie pokój plebiscytowi, który od ubiegłego roku odbywa się pod egidą FIFA, bo on ma swoją logikę, o której żaden z nas prawdopodobnie nie ma i nigdy nie będzie miał pojęcia.
Pozdrawiam,
MN
Oczywiście. Nie da się uniknąć wpadek transferowych, to nieuniknione. Ale właśnie dlatego, że Barca bazuje na wspaniale szkolonych wychowankach, nie ma tam dramatu, gdy ten czy ów transfer nie wypali. Mając takie zaplecze i taką kadrę pomyłkę transferową odczuwa sie mniej boleśnie (pod względem sportowym, oczywiście, gdyż finansowe konsekwencje są, bo być muszą). Niewypały w postaci Chyrgińskiego, Hleba czy Keirissona nie wpłynęły jakoś negatytwnie na pozycję Barsy w Europie, nie stały się szlabanem grodzącym drogę do wielkich sukcesów. I za to trzeba ten klub podziwiać.
Dokładnie tak.
Ale w ostatnich latach bywały też przypadki kompletnie nie trafionych transferów jak Hleb, Czygrynski czy Zlatan (statystyki po sezonie miał przyzwoite ale same kulisy jego odejścia wskazują że to jednak transfer nieudany) czy też pseudotalent Keirreson.
Każdej drużynie przydarzyła sie jakaś wpadka więc tu Barka nie odbiega za bardzo.
Jednak to z jaką odwagą wprowadzają wycowanków zasługuje jedynie na podziw i chęć naśladowania.
100% zgody. Czytałem Twoje posty dotyczące Barsy i mamy tu identyczne zdanie. Szkielet Blaugrany jest złożony z wychowanków, ale świetni piłkarze są kupowani z zewnątrz, by dodać tej drużynie jakości. Barcelona w swej polityce kadrowej zachowuje równowagę. I najczęściej (z wyjątkiem Henry'ego czy Zlatana) kupuje graczy o wielkim potencjale, ale takich, co to dopiero maja stać się wielkimi. Tak było z ronaldo, z Rivaldo, z nie chcianym w Realu Eto'o, z Ronaldinho - teraz z Sanchezem...Widać tam jakąś myśl, jakis plan, jakąś strategię.
Co do Xaviego, to również uważam go za najlepszego pomocnika świata. Oglądać jego grę to czysta przyjemność. Wielki zawodnik.
Tak, ale dodam jeszcze że tam gdzie nie można upchnąć wychowanka, tam po prostu kupują dobrego zawodnika (Alves, Adriano, Abidal, Mascherano, Sanchez) nie skąpiąc grosza.
Co prawda za Fabregasa też wydali kupę szmalu ale kto jak nie on ma rozumieć filozofię gry Barcelony.
Pewne pokolenie w Barcelonie się konczy: przede wszystkim Puyol i Xavi (którego uważam za najlepszego pomocnika na świecie).
Widząc to coraz odważniej wprowadzają Thiago Alcantare, który talent ma naprawde olbrzymi.
Ale czy taki Cuenca, Bartra czy drugi Dos Santos zastąpią z powodzeniem wielkich mistrzów?
Nie wiem ale mają cierpliwość do wychowanków i być może któryś z nich odpali.
Chciałbym żeby w MIlanie też tak było. Jeden Abate na kilka lat to trochę za mało.
By jeszcze jaśniej przeciwstawić Real i Barcelonę wymienię trzy nazwiska: Zidane, Figo i Beckham. W czasie, gdy Real sprowadzał ich na Santiago Bernabeu nie było większych gwiazd futbolu! Galaktyczni sprowadzili hurtem najsłynniejszych zawodników świata - Barca tego nie robiła nigdy. I to właśnie Real podkupił katalońskiemu rywalowi jedną z dwóch (obok Rivaldo) największych gwiazd, Figo, będącą wówczas w szczycie swej formy i możliwości - nie było odwrotnie! To bardzo wymowny fakt, jak sądzę.
A zgodzę się akurat z autorką w kwestii wyborów France Football. Moim zdaniem winien otrzymać Złotą Piłkę wówczas Snejder bądź Xavi - raczej nie Messi. Michał Nowak gasi nieco, moim zdaniem niepotrzebnie, innych Użytkowników rozprawiajacych o tym problemie.
Po pierwsze - przyjęło się już, że w roku Mistrzostw Świata czy Mistrzostw Europy gwiazda takiego turnieju, która prowadzi swą reprezentację do wielkich osiągnięć, a przy tym gra dobrze w klubie, otrzymuje tę nagrodę. Bardzo ważne były też w kontekście przyznawania tej nagrody wyczyny i osiągnięcia w Lidze Mistrzów. Według tej prawidłowości Sneijder - w najgorszym razie Xavi - winien wygrać plebiscyt w cuglach. Tymczasem Holender nie znalazł się nawet w trójce nominowanych (Messi, Xavi i Iniesta się tam znaleźli - nawet drugi z wymienionych przyznał potem, że Wes zasłużył, by się w owej trójce znaleźć, i że jest to dlań niezrozumiałe, że go pominięto), co już było pożałowania godne. Eksperci francuskiej gazety złamali zatem regułę według której postępowali dotychczas, stając sie przy tym mało wiarygodnymi. Wszystko po to, by na siłę upchnąć w tym ''ścisłym finale'' tylko graczy Barcelony, i aby wygrał Messi.
Nie ma też Michał racji odmawiając innym kibicom komentowania tego wyboru, czy też uważając je za bezsensowne. Otóż - wszystko, co jest ogłoszone publicznie staje się z automatu własnością opinii publicznej i podlega jej osądom. Dyskutowac można ze wszystkim, nawet z wyrokami Trybunału Konstytucyjnego - bo czemuż by nie? Jeżeli wybór najlepszego piłkarza Europy jest własnością tylko tego grona, które wybiera z imienia i nazwiska tego najwspanialszego, niech robią to w zaciszu swych ''komnat dumania'', a nie ogłaszają to publicznie. Niech sobie nawzajem szpną na ucho, kogo należy uznać najlepszym, i tyle. Ale jesli podaje się te wyniki wszem i wobec, podlegają one krytyce kibiców, są tych kibiców własnością, i nieważne, czy ten czy ów wyda półtora euro na zakup gazety, czy nie.
Powiem więcej: jeśli jakiś kibic nie zgodzi się z tegorocznym wyborem francuskiego tygodnika (idę o zakład, że znów Messi - tym razem raczej słusznie), i stiwerdzi, że najlepszym graczem roku był Dudu Biton z Wisły Kraków, to ma do tego prawo. Ma prawo mówić nawet i takie nonsensy, ma prawo dyskutować z wynikami publicznego plebiscytu, który nie jest wszak dekretem Hammurabiego czy Sofoklesowskiego Kreona. Można takiego kibica merytorycznie starać się przekonać, ze Dudu od Messiego może wcale lepszy nie jest - ale gasić go, by w ogóle nie komentował i nie oceniał wyników plebiscytu mija sie z celem kompletnie...
Nie wiem też skąd stwierdzenia, że jak już "upadną", to zobaczymy ilu sezonowców odejdzie, ilu kibiców zostanie itd. No wiadomo, że każdy klub ma sezonowców, ale przecież Barcelona to zawsze była jedna z największych marek w piłkarskim świecie i ich kibice są stabilną grupą. To nie jest tak jak z jakimś Manchesterem City, któremu mało kto poza Anglią kibicował, a teraz nagle znajdują się wielcy miłośnicy. Barcelona zawsze się liczyła, tak jak Milan i kilka innych klubów ma wokół siebie specyficzną atmosferę, idzie za nią tradycja, dlatego nawet chude lata nie zmienią nastawienia cules.
A jutro trzeba zrobić wszystko, żeby znowu, tak jak po pierwszej minucie na Camp Nou, trochę im opadły szczęki
Jeszcze jutro dodam coś od siebie.
A upadek barcelony jest nieunikniony. Jeśli wierzyć mediom to barcelona ma olbrzymie długi, a chęć robienia kolejnych wielkich transferów pogrąży barcelone jeszcze bardziej.
Pozostaje tylko czekać aż kreatorzy akcji barcelony stracą formę.
Przepraszam za ten chaos w moim komentarzu, nie spałem od 36 godzin, a po prostu nie mogłem się oprzeć pokusie dodania czegoś od siebie.
Jak to ująć to fakt jest, Barca najlepsza na świecie, bo wygrała LM oraz SuperPuchar Europy. Gdyby nie wygrała i np. by wygrało Porto w SP europy to fan barcy by pisał:
To że przegrali mecz to i tak są najlepsi na świecie.
W tym sezonie jest Barcelona uważana za najlepszą.
To co już AC MILAN nie ma szans by pokonać Barcelone??
W pierwszym meczu Piłkarze Barcy myśleli że MILAN na Camp NOU przyjechał żeby się bronić od 1 minuty, i dlatego stracili już gola w 23 sekundzie meczu.
AC MILAN, AC MILAN i AC MILAN.
Wierzę w Rossonerich że pokażą jak grają na San Siro i pokonają Barcelone.
FORZA MILAN
FORZA MILAN
FORZA MILAN
FORZA MILAN
FORZA MILAN
Ja wcale Realu nie bronię, nie jestem ich kibicem, to się nie wypowiadam. Został przywołany temat Barcy to piszę o Barcelonie.
Co do faktów bezprzecznych - Barca jest obecnie najlepsza na świecie (sam pisałem tak parę komentów niżej), to raz. Dwa, Barca jest obecnie drużyną z największą ilością aktorów, którzy jak najczęściej starają się pokazywać swoje umiejętności.
Twoje przypuszczenie na temat moich sądów jest błędne. Nie uważam, że Pep czy Rijkaard wymyślili futbol na nowo, nigdzie nie dałem temu wyrazu. Jasne, że futbol totalny był wynalazkiem Rinusa Michelsa, i doprowadził Holandię do wspaniałego tryumfu w Euro'88. To był drugi, po Mexico 86, wielki turniej piłkarski, jaki miałem okazję obejrzeć w swoim życiu, ale pierwszy, gdy kibicowałem jakiejś konkretnej drużynie - Holendrom. Tyle tylko, że tamta ekipa zawiodła potem na Mundialu we Włoszech w 1990 roku, potem zdobyła jeszcze brąz na Euro' 92, i to był koniec. Nie wykorzystano do końca potencjału drzemiącego w tej drużynie, bo miała ona wszystko, by wygrać trzy wspomniane turnieje. W obecnych czasach hegemonem takim są Hiszpanie - ME i MŚ zdobyli bezdyskusyjnie, a nie byłoby tych sukcesów bez Xaviego, Iniesty, Puyola...
Mnie podoba się w Barcelonie to, że dopracowali ten holenderski styl do perfekcji, dodając jeszcze tę swoją charakterystyczną metodę tysiąca podań. Hybryda ta zadzaiłała znakomicie, i tak jak gra dziś Barcelona nie grał nikt, nigdzie i nigdy. Podzielam w 100% opinię Van Bastena, którą można przeczytać pod innym newsem.I śmiem jednak twierdzić, że Barcelona za czasów Cryuffa grała nieco inaczej. Tej drużynie trudno było odebrać inicjatywę i mieć wyższy od niej procent posiadania piłki, ale jednak się to zdarzało, i w lidze i w europejskich pucharach. Dziś, jeśli chce się powstrzymać Barcelona, trzeba grać zachowawczy, defensywny futbol, niekiedy i antyfutbol. Iść na wymianę ciosów póki co nikt z ekipą Pepa (którego nie uważam za wizjonera, ale kiedy słyszę, że to zero i prowadzi samograja to brzuch mnie ze śmiechu boli) nie jest dziś w stanie.
Czy wychowankowie Realu natomiast byli gorsi od tych z katalońskiego rywala, to też nie byłbym pewien. Większość z nich bowiem nie dostała najzwyczjniej szansy zaitnienia w wielkim klubie, wyparta przez rzesze gwiazd, podczas, gdy w Barcelonie konsekwentnie stawiano na ''swoich'', dbając o tożsamość zespołu. Gdy wielkie gwiazdy były do Barcelony kupowane w roli ''wisienki na torcie'', w Madrycie traktowano je - i nadal się traktuje - jako ''lek na całe zło''. Nawet trenera najsłynniejszego musieli odkupywać z Interu za ciężkie pieniądze. Nie sądzę więc, by moje przeciwstawienie jednej i drugiej polityki było niezbyt szczęśliwe. Ba, uważam je za nad wyraz trafne i mające wyraźne odzwierciedlenie w realiach.
Pozdrawiam.
Pozdrawiam.
Napisałem w innym miejscu, ale krótko powtórzę - jest to część piłki nożnej, bo tylko jeden przepis zabrania symulowania faulu, a mianowicie wymuszanie rzutu karnego powinno być karane żółtą kartką.
Trudno więc mieć za złe piłkarzom FC Barcelony, że korzystają z dozwolonych zagrań. Analogicznie, może powinni też zrezygnować z podawania, bo robią to lepiej, niż większość drużyn, co nie jest wobec nich sprawiedliwe?
Maxi,
wyraziłeś się precyzyjnie, ale trudno mi się zgodzi z Twoim poglądem

Przyznajesz zresztą, że Milan Scchiego był podobnie innowacyjny, jak obecnie Barca.
Kwestia jest jednak głębsza, bo ja uważam, chyba odmiennie, niż Ty, iż Rijkaard czy Guardiola nie wymyślili futbolu na nowo (nie zrobił też tego Sacchi).
Bardzo podobną piłkę do tego, co dzisiaj możemy oglądać w wykonaniu Xaviego i spółki, Blaugrana grała już na początku lat 90-tych, pod wodzą Cruijffa.
Sam zaś system gry jest jeszcze starszy i sięga co najmniej młodości tego Holendra, a dokładniej jego gry w reprezentacji narodowej. Jest przecież wiele analogii między " futbolem totalnym ", a stylem, w jakim grają Katalończycy.
Co więcej, twierdzę, że dalsze udoskonalanie tej koncepcji jest możliwe, choć pewnie przyjdzie nam poczekać kolejne 20 lat, póki będziemy mogli tego doświadczyć naocznie
W kwestii drugiej, dla odmiany ja nie wyraziłem się wystarczająco jasno. Nie deprecjonuję wszak znaczenia wychowanków dla obecnej pozycji " Dumy Katalonii".
Chodziło mi tylko o to, że dokonałeś mało szczęśliwego, moim zdaniem, przeciwstawienia " Galacticos ", projektowi wprowadzonemu w życie przez Rijkaarda. Barca bowiem poczyniła skromniejsze, ale również wielkie wydatki, a pełna koncepcja Realu opierała się z kolei na haśle " Zidanes y Pavones ", więc wcale nie pomijała wychowanków. To, że byli oni gorszymi piłkarzami od " produktów " La Masii, jest zupełnie odrębną kwestią.
Dodatkowo nie można pomijać wpływu, jaki na obecną postawę takich zawodników, jak Puyol czy Messi, miała możliwość kilkuletniego podpatrywania stranierich w osobach, odpowiednio Franka De Boera i Ronaldinho.
Pozdrawiam,
MN
Sędziowie są cacy, gdy nie gwiżdżą brutalnych zagrań zawodników Realu na piłkarzach Barsy. Są wtedy obiektywni, sprawiedliwi, nieomylni. Kiedy arbiter krzywdzi Barcelonę w rewanżowym meczu z Interem wielkiego Mourinho, niewielu chce o tym pamiętać - to sport przeca. Ale jak sędzia wyrzuci na Camp Nou Van Persiego, to wtedy jest be, jest stronniczy, i w ogóle granda jedna wielka. Nienawiść do Barcelony potrafi naprawdę spowodować strasznie wybiórcze myślenie.
A co faktów bezpczecznych, to Barcelona jest obecnie najlepsza na świecie, i żadne przylepianie jej łatek, żadna niechęć, nawet boski Jose De Speszjal Łan Murinho tego nie zmienią.
Nie no nie bądź taki skromny. Napisz od razu, że cała drużyna to aktorzy wraz z całym sztabem, prezydentem i jeszcze kibicami
Kończę tę dyskusję, bo chyba nie ma takiej siły, żeby wam co nieco wytłumaczyć.
Współczuje tylko prawdziwym kibicom Barcelony, że muszą codziennie słuchać takich głupot.
Skoro piłkarze Realu tak często faulują, to sędzia powinien tak często gwizdać. A nie, że skoro faulują, to my będziemy bawić się w teatrzyk. Jedno nie ma z drugim nic wspólnego. Większość piłkarzy Barcelony to aktorzy i nic w świecie tego nie zmieni, bo takie są fakty.
Są faulowane, ale nie z taką premedytacją jak piłkarze Barcelony przez piłkarzy Realu. Oni wykorzystują każdy moment, żeby zawodnik Blaugrany ucierpiał. Ile to razy byli traktowani dosłownie jak dywan tudzież jakaś wycieraczka przez podopiecznych Mourinho. Sam trener jak widać świeci wspaniałym przykładem. A Ramos czy Pepe to chyba mają dodatkowe treningi jak skutecznie wybić piłkę z głowy Katalończykom poprzez brutalne zagrania.
Co to ma wspólnego ze sobą?
A no tak, przecież inne drużyny nie są nigdy faulowane, to w pełni usprawiedliwia aktorzenie
http://www.youtube.com/watch?v=QMNXpsHG5-E&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=OcgaDpevZiM
Faktycznie skandal, że piłkarze Barcelony symulują przy tak czystej grze Realu Madryt ; /
Zresztą nie zdziwię się, jeśli niedługo będzie można zdobyć dyplom aktorski w szkółce Barcelony...
Tyle co nasi w dekade przyaktorzyli to w jedno gran derbi nadrobią.
Chciałbym żeby się terminarz tak ułożył żeby Barcelona w LM trafiła na Man City i żeby przegrali. To by był dla nich taki zimny prysznic, ściągnęli by ich z obłoków na ziemię. Żeby być najlepszym na świecie to trzeba to potwierdzać w każdym meczu sezonu. Zgadzam się też z coraz powszechniejszym aktorstwem piłkarzy Barcelony.
FORZA MILAN
Dla wszystkich oburzonych aktorstwem graczy Barcy
Witam w klubie, mam identycznie
Jeszcze do niedawna (mniej więcej połowa ubiegłego sezonu) szczerze jej kibicowałem, naprawdę. Była moim drugim klubem po Milanie - z racji swojej perfekcyjnej gry. Ale kolejne wydarzenia (plus te z przeszłości) zmieniły diametralnie moje odczucia.
Po pierwsze, aktorstwo. Chociażby taki Busquets powinien już mieć Oscara - a i inni jego koledzy także mocno się starają o tę nagrodę. Szkoda mi oczu na patrzenie, jak większość piłkarzy Barcy strasznie "cierpi" po jakimkolwiek kontaktcie z przeciwnikiem (a i często bez tego kontaktu). Owszem, "aktorzenie" nie jest niczym nowym w futbolu (chyba nigdy nie zapomnę trafienia w "twarz" Rivaldo na MŚ 2002), ale żeby robić to w każdym meczu z trudniejszym rywalem, gdzie nie da się wygrać 4+:0? Przesada, wielka przesada.
Drugą rzeczą jest sędziowanie pod Barcę. Nikt o zdrowych zmysłach nie może zanegować tego faktu - nie dość, że arbitrzy nabierają się na teatrzyk, to jeszcze wykazują się ślepotą w drugą stronę. Przykłady można mnożyć, gdyż zdarzają się praktycznie co rok (wszystko zaczęło się of 1/2 finału LM z Milanem) - wystarczy wymienić pozbawienie Chelsea finału w sezonie 2008/2009 przez Toma Henninga Ovrebo. Za taką ślepotę na boisku (jak w ostatnim meczu Milanu z Forentiną) powinna być dożywotnia dyskwalifikacja arbitra.
Nie neguję faktu, że Barcelona jest obecnie najładniej grającym zespołem na świecie. Ale do jasnej ciasnej, niech w końcu zostanie dana jej szansa pokazania się w normalnym meczu, gdzie sędzia będzie naprawdę bezstronny i nie będzie interweniował, gdy Barcelona nie będzie w stanie "rozbić" rywala. I nie chodzi mi o mecze grupowe, które i tak o niczym nie przesądzają, a o mecze przynajmniej ćwierćfinałowe, które oznaczają o być albo nie być każdej drużyny.
Co do pierwszej kwestii to być może nie wyraziłem sie dość precyzyjnie. Miałem na myśli styl wypracowany przez katalońską ekipę, styl absolutnie unikalny i nie do skopiowania (przynajmniej jeszcze przez dłuższy czas) na innym gruncie. Co do Realu Di Stefano czy Puscasa to znamy tę drużynę i tę epokę tylko z książek, gazet i fragmencików czarno - białych urywków, w których jakieś postaci podrygują śmiesznie w nienaturalnie szybkim tempie, niczym w filmach z Haroldem Lloydem. Trudno zatem ocenić, czy stylem gry odbiegali oni jakoś znacząco od innych zespołów, czy dokonali jakichś przełomowych ulepszeń stylu gry. Fakt, że wygrywali wszystko i ze wszystkimi, ale pozbierali sobie najwybitniejszych piłkarzy epoki do kupy - tych zawodników dzieliła wówczas od innych piłkarzy przepaść, więc ten ''dream, team'' poniewierał sobie kogo chciał. Były to czasy, gdzie taktyka dopiero raczkowała, wszystko opierało się na indywidualnościach, a mecze piłkarskie obfitowały w nieskończone dryblingi i kółeczka. Im więcej było w danej drużynie gwiazd, tym więcej tych kiwek i okrążeń wokół własnej osi.
Milan Capello natomiast grał już to, co stawało sie powszechnym trendem - nieustanny pressing na całym boisku. Zżynał Fabio od Sacchiego, ale też i unowocześniał myśl szkoleniową wielkiego poprzednika. Milan grał to, co próbowali grać inni - tyle że zespół Capello robił to po prostu najlepiej. Co do drużyny Sacchiego - pełna zgoda - prezentowała ona nieosiągalny dla innych styl - tak jak to dzis robi Blaugrana, której nasladować nie ma praktycznie po co, przynajmniej na dzis dzień...Tyle że dziś dominować w piłkarskiej Europie jest dużo, dużo trudniej, o czym pisałem w poprzednim komentarzu.
A jeśli chodzi o problem drugi, upieram się, że mam rację. Napisałem, że Barcelona OPIERA SIĘ na wychowankach, i podważyć tego nijak nie sposób. A że sprowadza w swe szeregi gwiazdy światowej piłki, to nie dziwota. Chcąc być konkurencyjnym dla Realu czy angielskich potentatów nie można grać sobie jedynie wychowankami - byłaby to czytsa utopia. Wymóg czasu jest taki, iż trzeba zasilać organizm drużyny również i transfuzją świeżej, obcej krwi. W innym wypadku byłaby Barcelona pewnie lepsza od grającego jedynie Baskami (choć nie jedynie wychowankami, bo to absurd!) Atletic Bilbao, ale na pewno stałaby w cieniu przeładowanego gwiazdami Realu. A tak - to Real póki co stara się być konkurencyjny dla Barcelony. Nikt od żadnego klubu świata nie wymaga, by grał samymi wychowankami, bo byłoby to irracjonalne zachowanie. Czy mamy, w drodze wyjątku, wymagać tego od Barcelony? A podkreślę ponownie:najwazniejsi dla tej drużyny są: Puyol, Xavi, Iniesta i Messi - pokuszę się o tezę, że jest to fakt bezdyskusyjny I są oni fundamentem Barcelony. A są jeszcze inni: Valdez, ,Busquets, Pique, Fabregas, Pedro, Thiago Alcantara...I ta ekipa, idąca droga inną od największych potentatów klubowej piłki Starego Kontynentu dystansuje na dziś dzień owych potentatów. To kolejny fakt.
Na koniec podkreślę, że dziwnym trafem największe gwiazdy Barcelony ostatnich lat - Romario i Stoiczkow, Ronaldo, Rivaldo, Ronaldinho (wyjątek to jedynie Henry) osiągało swoje apogeum właśnie na Camp Nou. Ani przed przybyciem do Barcelony, ani tym bardziej po opuszczeniu jej szeregów, nie grali oni lepiej i piękniej niż właśnie w katalońskim klubie. To też mówi bardzo wiele i bardzo dobrze o polityce prowadzonej przez Dumę Katalonii.
Pozdrawiam.
Widziałem regularnie pisane felietony w podobnym tonie na stronie Man United i nie przypuszczałem że i nas to czeka.
Nienawiść do Barcelony argumentuje niemocą drużyny której się kibicuje.
Kiedyś miałem identyczny stosunek to zespołu z Katalonii. Życzyłem im jak najgorzej i cieszyłem się z ich wpadek. Ten okres się skończył i obecnie nie potrafię nic innego jak doceniać to co robią na boisku bo są świetnymi piłkarzami i pokazują że piłka nozna to 11 zawodników.
z jednym się zgodzić nie mogę: Barca nie jest ewenementem w historii futbolu.
Obecna drużyna " Dumy Katalonii " doprowadziła daną taktykę do perfekcji, a tak się piłkarski świat zakręcił, że akurat teraz jest to taktyka najbardziej skuteczna.
Dokładnie tak samo było choćby w przypadku Realu Madryt za Di Stefano lubi Milanu Sacchiego czy Capello.
Barca jest największa w swoich czasach, ale trudno mówić, że największa w historii, bo nie da się przełożyć dzisiejszej wersji tego sportu, z całą masą nowinek technologicznych i wielkim zapleczem medycznym, na okresy gry takich piłkarzy, jak choćby Leônidas, który rzekomo rozgrywał niektóre spotkania na bosaka.
Mam jeszcze zastrzeżenie, jeśli chodzi o Twoją ocenę budowania obecnej potęgi " Dumy Katalonii ". To, że jest to projekt długofalowy, oparty w dużej mierze na wychowankach, nie przeszkodziło bowiem w wydawaniu grubych milionów na wielkie gwiazdy.
Przykładem jest nie tylko Zlatan czy najświeższe zakupy, ale także Ronaldinho, Henry, Eto'o czy Alves.
Pozdrawiam,
MN
I tajemnica do poliszynela oczywiście należała, to ''a'' jakoś dziwacznie mi ''e'' zastąpiło.
I za dubel tez przepraszam...
Barcelona JEST ewenementem w historii światowego futbolu. Wypracowała ona sobie styl nieosiągalny w swej maestrii dla innych - nikt tak nie umie grać, i tyle. Autorka przeciwstawia tej drużynie ''Galacticos'' z czasów Zidane'a, czy dawny Ajax i ACM. Otóż, stworzony za gigantyczne pieniądze Real nigdy aż w takim stopniu nie zdominował Europy oraz Hiszpanii, jak w ostatnich latach uczyniła to Barcelona. Projekt ''Galaktycznych'' był raczej projektem doraźnym - tzn, zadłużyć się na maksa, by osiągnąć wielkie sukcesy już teraz, bo kibice czekają na powrót do lat wielkości. W Barsie wygląda to teraz nieco inaczej - wydaje się być ona tworzona jako dalekosiężny, przyszłościowy zamysł, a trzon zespołu tworzą jednak wychowankowie (Puyol, Pique, Xavi, Iniesta, Messi), a nie skupowane od innych megagwiazdy. Co do Ajaksu i Milanu...W obu przypadkach (a od kibicowania wspaniałej ekipie Sacchiego zacząłem swoją miłość do dyscypliny zwanej footballem czy soccerem takoż) można powiedzieć, że było im łatwiej, niż Barsie teraz. Dlaczego? Kiedyś nie było Ligi Mistrzów, był Puchar Europejskich Mistrzów Krajowych - grali w nim jedynie zwycięzcy swoich lig. Milan prowadzony przez Sacchiego nie musiał wtedy mierzyć się w jednych rozgrywkach z Juve, z Napoli z Maradoną w roli głownej. Jeśli był Real, nie było Barsy, Anglicy w ogóle nie grali w pucharach na mocy zakazu UEFA. W finałch Milan mierzył się ze Steuą, rok później z Benfiką. Dziś to niemożliwe. Dp rywalizacji z Barsą staje potężny Real, cała plejada gigantów z Anglii, bogaty Bayern, mediolańskie kluby...Poza tym, przypominam, Milan w rozgrywkach 1989/90 zagrał jako obrońca trofeum, mistrzem było Napoli z Maradoną na czele. Nie potrafiliśmy więc do końca pogodzić wtedy sukcesów na krajowym podwórku z osiągnięciami na scenie europejskiej. Barsa to dziś czyni - a meczów do rozegrania jest więcej, a potęg do pokonania też wiele. Słyszę,ze liga hiszpańska słaba, że to liga dwóch zespołów...I zastanawiam się, jak oceniano by Serie a, gdyby Milan i Inter zostały zastąpione Barsą i Realem. Idę o zakład, że ich dominacja we Włoszech byłaby jeszcze bardziej miażdżąca. To nie PD jest taka słaba, to drużyny Pepa i Mou zbudowały - każda innym sposobem - taką siłę.
Jeśli ma się pretensję o promowanie w mediach piłkarzy Barcelony, to zapytam: czy to wina tychże piłkarzy? Toż Messi nie jest jak Beckham czy Cristiano Ronaldo, którzy z robienia szumu wokół siebie uczynili drugi zawód. To kolejne kobiety Cristiano pokazywały swe nagie piersi w szmatławych gazetkach - bo pieniędzy i rozgłosu nigdy za wiele. W przypadku Messiego, Xaviego czy Iniesty takich patologicznych zachowań nie zauważam.
Nie można mieć pretensji do piłkarzy Blaugrany o to, że media żongliują sobie ich wizerunkiem. Takie po prostu obrzydliwe przyszły czasy - czasy pieniądza i popkultury. A sport jest jedną z najważniejszych i najbardziej dochodowych częsci tejże popkultury. Na Jezusie też się dziś zbija majątek. Czy to świadczy źle o Jezusie? Dziś gwiazdą popkultury jest zamarły papież - Polak w niemal równym stopniu jak George Michael, Kelvin Klein, George Clooney czy LeBron James. Takie czasy...Mnie też się to nie podoba, ale nie obwiniam o to pewnej znanej drużyny piłkarskiej. Też ubolewam, że swiat jest tak plastikowy, że media się tak amerykaniuzują. Nie słucham muzyki pop, ale przyznaję, że kiedyś stała ona na jakimś tam artystycznym poziomie, i jakieś tam treści nawet nieraz niosła. Cyndi Lauper, Bonnie Tyler,Bee Gees, czy nawet cholerne Roxette - dało się tego słuchać. Madonna niegdyś ciekawe rzeczy czasem robiła, dziś - by się utrzymać na rynku - częstuje taką kupą, że dzięki. Ba! Dyskotekowa Abba jakiś tam poziom trzymała. Dziś mamy Britney i Lady Gagę, drapiemy juz dno. A oprócz wielkich gwiazd pop sprzedaje się teledyski. Muzyka plastikowa, jakieś dudnienie, jakies sample - i ważne, by dupki skakały przed kamerą - a sprzeda się na pewno. Kultura obrazkowa.
Świat się zmienia, i nic na to nie poradzimy. Czy mamy pretensje do Michaela Jordana, że nie grał on w bardziej romantycznych czasach, jak Wilt Chamberlain czy choćby Kareem Abdul Jabaar? Jordan oprócz tego, że świetnym był koszykarzem, był też produktem mediów (gracz Chicago Bulls w odróznieniu od, powiedzmy, Xaviego, świadomie kierował całym tym zgiełkiem wokół siebie), i tajemnicą poliszynala jest to, że sędziowie pozwalali mu na dużo więcej niż innym, a jego samego nawet tknąć nie wolno było...Był kurą znoszacą nie tylko dla siebie złote jaja, trzeba ją było inkubować, pomóc mu nieco w jego niepodważalnej przecież wielkości. Z Shaquiem było podobnie, i z Kobem - choć w nieco mniejszej skali.
Media kreują swoje gwiazdy, i na nich zarabiają. Teraz nawet zmienić płeć czy bzyknąć się w wannie w ramach jakiegoś szmatławego reality show otwiera furtkę do sławy, a co dopiero ogromny talent piłkarski, kiedy oglądalność futbolu w tv sięga już niemal miliardów. Winić za to Barcelonę i jej za to nie lubić to jak winić Michała Żebrowskiego za świetną rolę Geralta w kiepsko napisanym, fatalnie rezyserowanym i tandetnie zrealizowanym ''Wiedźminie'', opartym na świetnej literaturze pióra mistrza Sapkowskiego.
PS. Piłkarze Barsy są w równym stopniu beneficjentami medialnego szumu, co jego zakładnikami i ofiarami. Tymczasem, na przykład, Mourinho, zupełnieswiadomie próbuje media wykorzystywać do własnych celów, i za ich pomocą często manipuluje zaróno faktami jak i swoim wizerunkiem - to dla mnie dużo bardziej naganne...
PPS. A media swój cel osiągają, czego dowodem jest róniez i felieton Gosi. Bo jakze inaczej wytłumaczyć tekst o Barcelonie na stronie polskich kibiców Milanu?

Twój komentarz był za to na nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika poziomie merytorycznym :/
KAZUYAH,
chcesz powiedzieć, że Messi, robiąc kilka razy na rundę spektakularne rajdy przez połowę boiska zakończone przelobowaniem bramkarza, jest bardziej uzależniony od podań partnerów z drużyny, niż Forlan?
Przecież to nie jest tak, że 90% z tych 204 goli dla Barcy strzelił stojąc pół metra przed pustą bramką, po tym jak Iniesta z Xavim sami rozmontowali całą drużynę przeciwnika.
Leo zawsze bierze czynny udział w akcjach Blaugrany i jest ich równoprawnym kreatorem jej gry, stąd pokaźna ilość asyst.
Odnośnie jego poczytań z reprezentacją Argentyny, to nie można winić chłopaka za to, że od dekady jego federacja nie potrafi zatrudnić choćby przeciętnego trenera.
To jest główna, podstawowa przyczyna, że ten zbiór piłkarskich gwiazd nie tworzy drużyny, a taktyka opiera się zwykle na założeniu: " podajmy piłkę do Messiego, a on już będzie wiedział co z nią zrobić ".
Biorą samych rodaków, bez żadnego doświadczenia poza Ameryką Południową (lub, jak w przypadku Maradonny, bez żadnego doświadczenia), więc potem trudno się dziwić, że taktycznie zdyscyplinowani do bólu Niemcy " rozjeżdżają " ich na Mundialu. Toż to była rzeź niewiniątek!
Podobnie skończy Brazylia, jeśli się w porę nie zorientują i nie pogonią tego Menezesa.
Pozdrawiam,
MN
Dostrzegam w tej chwili pewną dwoistość - fani Barcelony zachwycają się nią, natomiast fani każdego innego klubu jej nienawidzą. Zupełnie tego nie rozumiem. Co Wam przeszkadza, że Barcelona wygrywa? Rozumiem zazdrość, ale fakt pozostaje faktem - są najlepsi. I nawet jeśli tu i ówdzie przyaktorzyli (hej, czy nie to samo robią piłkarze Milanu i każdego innego klubu?), to i tak bezsprzecznie to co wygrali, to im się należało.
Cofnijmy się trochę lat wstecz. Czyż nie podobnie dominował Milan Sacchiego? Czyż nie tak samo zachwycano się nadzwyczajną dyscypliną taktyczną, genialną obroną, błyskotliwym atakiem? Fakt, nie było wtedy internetu, ale i tak Milan wyglądał z każdej strony sportowych gazet, z każdego sportowego programu. A Milan Capello? Tak samo. Wtedy Wam to nie przeszkadzało? Nie bądźmy hipokrytami!
Kwestia Messiego podobnie. Były lata, że każdy mówił o Van Bastenie, Baggio, Romario, Zidanie, Ronaldo, Del Piero, Szewczence, Kace i wielu innych. Wtedy nie było nudno? Dziś jest czas Messiego i Cristiano, za parę lat przyjdzie czas innych. Chyba nikt z Was by nie miał nic przeciwko, żeby na miejscu Messiego był dziś nasz Pato, prawda? Wtedy by nagle nie było nudno
Świat jednoczy się przeciwko Barcelonie, wysuwając absurdalne argumenty. Bo w Gran Derby symulowali faule - a to dlatego wygrali 9 na 10 ostatnich starć? Spójrzmy prawdzie w oczy, Barcelona zazwyczaj nie zawodzi. Wielki Manchester United, chociaż próbował ze wszystkich sił, musiał uznać wyższość Blaugrany w finale LM i to wcale nie po wyrównanym meczu, tylko po meczu, w którym nie mieli nic do powiedzenia. To jest bolesna prawda dla fanów innych klubów, ale niestety Barcelona dziś dominuje na świecie, czy tego chcemy czy nie. Przesada w zachwytach jest dość naturalna, chociaż na pewno może irytować. Niemniej jednak, oddajmy cesarzowi co cesarskie.
Co oczywiście nie oznacza, że nie można ich pokonać. Można, co pokazały ligowe zespoły, można zremisować nawet oddając inicjatywę, a mimo to strzelić im na Camp Nou dwie bramki. Nie mam też wątpliwości, że szczyt swoich możliwości już mieli i obecnie są na delikatnej fali opadającej. Czy już w tym roku zostaną pobici, tego nie wiem. Ale nie sądzę, żeby wygrywali nadal tak przekonywająco. Może to właśnie Milan, zdobywając pierwsze miejsce w grupie, symbolicznie zakończy ich dominację? Chyba wszyscy byśmy tego chcieli.
Na razie przyznajmy, że gramy z najlepszą drużyną świata ostatnich lat.
Uważaj następnym razem dostaniesz ostrzeżenie. MistrzMALDINI
Uwielbiam Barcelonę i dopinguje ich od czasów Kluiverta i niegdyś mojego ulubionego piłkarza - Rivaldo. Dlatego też zawsze będę bronił piłkarzy Blaugrany. Owszem zdarza się, że sędziowie mogą im sprzyjać, ale to jak każdej drużynie. Nikt już nie pamięta jak Carvalho trzymał Valdesa, gdy Terry strzela gola na 4-2 dający awans do 1/4 LM. Nikt już nie pamięta jak Milito strzela gola ze spalonego w półfinale LM, sędzia nie gwiżdże ewidentnego karnego w tym meczu dla Barcy, a w rewanżu nie uznaje prawidłowego gola Bojana. Nie bronie Barcelony w meczu pamiętnym meczu z Chelsea. Ale tak jak mówię znajdziemy setki przykładów kiedy sędziowie im pomagali, a także setki przykładów, kiedy ich krzywdzili.
Nazywanie piłkarzy Barcelony aktorami również mija się z celem. Mogę podać miliony przykładów piłkarzy, którzy wymuszali symulując rzuty karne, kartki itd. A Włosi są w tym mistrzami, także wy jako fani Milanu powinniście doskonale wiedzieć z czego słyną Włosi i ich reprezentacja. Idealny przykład to nasz kochany Inzaghi sami sobie odpowiedzcie jak czasem się zachowuje
Co do złotej piłki.
Moim faworytem również był Sneijder mimo, że nie darzę sympatią tego piłkarza. Zasłużył na tą nagrodę wygrywając LM i zdobywając srebro w MŚ.
Gdy obejrzałem nominację, że złotą piłkę wygra ktoś z trójki Messi, Xavi i Iniesta. To właśnie wtedy liczyłem, że to ten ostatni zgarnie wówczas tą prestiżową nagrodę. Pamiętajmy, że gdy Włosi zdobyli Mistrzostwo Świata w 2006 roku Złotą piłkę zgarnął fenomenalny Cannavaro. Był kapitanem swojego zespołu, przez cały turniej prezentował dobrą, wysoką formę. Było jasne, że skoro Włoch zgarnął złotą piłkę największe znaczenie miały właśnie Mistrzostwa Świata. Idąc dalej tym tropem, Adres Iniesta to piłkarz, który był kluczowym zawodnikiem w reprezentacji La Roja. Nie tylko strzelił bramkę w finale i przypieczętował zwycięstwo, ale przez cały turniej był motorem napędowym zespołu i miał udział niemal przy każdej akcji i bramce zdobytą przez Hiszpanów. To on był ojcem tego sukcesu i to właśnie jemu cała Hiszpania zawdzięcza ten sukces.
;]
pzdr.
Nie jest, autor jest pod felietonem.
Idę spać, dobranoc wszystkim.
Trochę nie na temat, ale złodzieje znowu w akcji. (Gol nie uznany).
Rzadko się tutaj udzielam, tym razem jednak skłonił mnie do tego niezły felieton Koleżanki i Wasze komentarze.
Żeby było jasne - kibicuję Barcelonie, w mojej hierarchii tylko MILAN i MU są wyżej. Nie da się ukryć, że w ostatnich latach Barca gra zdecydowanie najlepiej i pojedyncze wpadki nie zmienią ogólnego obrazu. Generalnie tylko Mourinho był w stanie ich pokonać - w LM z Interem i Pucharze Króla z realem - jednak styl tych wygranych był beznadziejny (kurczowa, rozpaczliwa obrona i chamskie faule). Sędziowie być może sprzyjają im czasem (powinni odpaść z Chelsea w 1/2 LM), a zawodnicy symulują, ale nie częściej niż inni - proponuję obejrzeć wszystkie mecze z realem w zeszłym sezonie i brutalne faule siepaczy nakręconych przez Mourinho...
A co do Złotej Piłki - gdyby to nie była nagroda za osiągnięcia tylko dla najlepszych piłkarzy, to co roku wygrywałby Messi, a drugi byłby zawsze C.Ronaldo. Oczywiście, że w 2010 powinien wygrać Sneijder - jego drużyny odniosły najwięcej sukcesów, a on był ich najgenalniejszym architektem!!!! Messi jest najlepszy na świecie, ale musi to udowadniać na KAŻDYM froncie - nie może Złotej Piłki dostawać zawodnik, którego drużyna odpadła w 1/4 MŚ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pozdrawiam
Umie, nigdzie nie napisałem że jest słaby, bo jest jednym z najlepszych, ale można znaleźć paru zawodników jak np. ten Forlan, czy C. Ronaldo którym nie trzeba dogrywać piłek aby strzelali gole.
Czyli uważasz, że w Barcelonie jak dostaje piłkę to też nic nie umie z nią zrobić? 204 bramki, 84 asysty na 288 meczów dla Barcelony mówi za siebie. Tak samo w Argentynie na 66 występów 19 bramek i 20 asyst. W Argentynie jest ta różnica, że nie ma mu kto dograć tej piłki, więc on musi dogrywać partnerom.
Umiejętności ma duże, a nawet bardzo duże, ale od "najlepszego zawodnika świata" oczekuję czegoś więcej. Właśnie robienia tej "różnicy".
Nie przesadzajmy. Messi to dobry piłkarz. A jak już wspominał Michał Nowak to są tylko plebiscyty, liczą się tytuły zdobywane z drużyną. Bez drużyny nie da się nic wygrać. Messi ma technikę, umiejętności, jest klasowym piłkarzem. Tak samo jak Cristiano Ronaldo którego nie cierpię za jego zachowanie na boisku, ale potrafię docenić jego "Galaktyczne" wręcz umiejętności.
Piłki dostawał, tylko nie umiał nic z nimi zrobić, w odróżnieniu od Forlana i Sneijdera.
Martino_Milano
stasq_acm tylko daje "newsa", autor felietonu jest niżej.
Masz mnie. Wtedy tak bardzo mi by to nie przeszkadzało, racja. Tylko szkoda mi byłoby wtedy nas, prawdziwych kibiców Milanu a nie tych co podążają tylko za zwycięzcami. Dlatego szkoda mi mojego wujka, kibica Barcelony który musi czytać te żałosne komentarze dzieci które stoją na bardzo niskim poziomie.
Pozdrawiam.
Umie sam zrobić różnice i to doskonale, ale chyba oczywiste jest to, że napastnik nie będzie się wracał po piłkę pod własne pole karne, więc ktoś mu ją musi podsunąć pod sam nos.
Ale sam sobie przeczysz, raz piszesz że jest najlepszy bo sam robi różnicę, a teraz że dlatego że zespół pod niego gra.
Zresztą Argentyna też pod niego gra, ale nic z tego nie wychodzi bo bez kogoś kto mu piłkę podsunie pod nos nie umie sam "zrobić różnicy".
Dobra, kończymy dyskusję bo i tak nic z tego nie wyniknie.
Chyba to jest proste, że Xavi jak i każdy inny zawodnik Barcelony grają pod Messiego, dlatego że jest najlepszy, a nie odwrotnie.
"Messi bezsprzecznie był najlepszy, gdyż robi największą różnice na boisku spośród wszystkich tych piłkarzy."
No nie wierze że ktoś mógł tak napisać. Argentyna kadrowo zjada Holandię i Urugwaj więc o wyższości tych dwóch drużyn mogły zaważyć tylko indywidualności takie jak Sneijder czy Forlan (zawodnik finałów). Gdyby nie oni to właśnie by skończyli jak Argentyna dostając z Niemcami czy Hiszpanią czterema bramkami w plecy bo oni ROBIĄ RÓŻNICĘ i sami potrafią zrobić coś więcej niż taki Messi który bez Xaviego potrafi tylko symulować.
i nasz Milan się do tego walnie przyczyni ! ! !Czy w tym plebiscycie podane są jakieś oficjalne kryteria, wg których ocenia się piłkarzy?
Czy jest gdzieś zamieszczona skala, wg której za bycie członkiem drużyny, która wygrała w danym sezonie LM otrzymuje się 1 punkt, a za strzelenie bramki w finale MŚ 2?
Co Wy tu za duby smalone wypisujecie?!
Jedyne co jest jasne, to kto podejmuje decyzję, a są to dziennikarze pracujący w redakcjach " największych " dzienników piszących o piłce nożnej w całej Europie (o tym, które to są te największe decydują właściciele marki " Złota Piłka ", czyli France Football, a od ubiegłego roku, także przedstawiciele FIFA) oraz trenerzy i kapitanowie reprezentacji narodowych zrzeszonych w FIFA.
Co kieruje tymi jurorami pozostaje ich słodką tajemnicą, więc skończcie te bezowocne dyskusje czy w roku 2010 Messi zasłużył na ten tytuł czy nie, bo nie ma to żadnego znaczenia - nie tylko nie jesteście właścicielami/członkami France Football czy FIFA, ale nawet ich klientami (przez Wasze oburzenie werdyktem nie spadną ich dochody), więc nie macie najmniejszego wpływu na to co się tam dzieje.
Pozdrawiam,
MN
". Barcelona zaś według mnie rozegrała wtedy lepszy sezon niż Inter, o czym świadczy choćby jak rozpaczliwie bronili się przed atakami Katalończyków. "
Jeśli traktujesz geniusz taktyczny Mou jako rozpaczliwą obronę to ciężko mi się z Tobą zgodzić. Można się zapytać dlaczego wielbiona Barcelona nie rozniosła Interu w proch? Przecież się cały mecz bronili.
To że Messi by wygrał a Sneijder by był drugi czy trzeci to jeszcze bym zrozumiał, ale pierwsze 3 miejsca zajęli wszyscy z więcej niż klubu.
I oczywiście Iniesta, który przez połowe sezonu miał kontuzje i strzelił jednego gola w finale był lepszy niż Sneijder i Forlan razem wzięci
"Oczywiście po części nie ma znaczenia, bo wiadomo, że złotej piłki nie dostanie piłkarz którego drużyna odpadła w fazie grupowej któregokolwiek z turniejów, bo wtedy będzie miał za mało czasu na pokazanie i udowodnienie swoich umiejętności w ważnych meczach."
No to żeś pojechał
Co takiego pokazał Messi po wyjściu z fazy grupowej MŚ? Z Meksykiem nie pamiętam nawet czy grał, pamiętam że sędzia ich przepchnął przez ćwierćfinał, no a w półfinale się zbłaźnił i pokazał że sam nie umie zrobić nic.
Messi - 1/2 finału LM, 1/4 na MŚ, mistrz Hiszpanii
Snejder - finał - zdobycie pucharu, finał MŚ - 2. miejsce, mistrz Włoch
Oboje grali w klubie bardzo dobrze, do tego Snejder grał lepiej w reprezentacji.
Jakby nie patrzeć w pojedynku Messi vs Snejder wychodzi 1:3. W TAMTYM SEZONIE to Holender prezentował się lepiej i to on powinien dostać tą nagrodę - należała mu się jak nikomu innemu.
Ale nie ma się co dziwić - każdy widzi, jak FIFA "
ps. wiem, że obecnie Barcelona gra najlepszą piłkę na świecie, ale bardzo (ale to bardzo!) wkurza mnie, że sędziowie robią wszystko, by nie dać szans Barcelonie na pokazanie swoich atutów w sprawiedliwej walce na boiskach europy.
Na szczęście czyta się do końca i przeczytałem podpis. Co do felietonu to dobry. Mam takie odczucie, że doskonale o tym wszystkim wiem co tam Gosia zawarła, ale ciężko by mi było "ubrać" to wszystko w słowa. Fajnie, gdy kobiety interesują się piłką nożną, a do tego potrafią w wyszukany,kulturalny i przede wszystkim rzeczowy sposób o niej opowiedzieć.
Pozdrawiam. " jakość gry przez cały sezon, a ją miała lepszą Barcelona " - dopóki nie zmienią się zasady gry w piłkę nożną, o sukcesach w tym sporcie nie będzie decydowała żadna jakość gry, a wyniki.
Inter wygrał dwumecz z FC Barceloną w LM A.D. 2010 i tyle w temacie.
Dla nagradzania " jakość " powstały właśnie kontrowersyjne i jawnie nastawione na ekonomiczny zysk plebiscyty, tj. " Złota Piłka ".
Pozdrawiam,
MN
Najmocniej Cię przepraszam, za omyłkowe usunięcie komentarza. Przepraszam jeszcze raz mocno.
PlasticCretin - przeczytaj prywatną wiadomość.
Okej, dzięki za odpowiedź. Początkowo lubiłem Messiego, ponieważ wydawał się skromnym człowiekiem. Jednak od ostatniego roku, dwóch lat, można zobaczyć dużą zmianę w Jego mentalności. Nagle stał się, potocznie mówiąc "kozakiem". Jest to mój pogląd na sprawę, Ty masz inny - OK
Po części sam sobie odpowiedziałeś na pytanie ze Sneijderem. Otóż, odszedł Mourinho a zastąpił Go człowiek tylko z wielkim nazwiskiem, który dla mnie już od jakiegoś czasu był "średniakiem". I dlatego jak napisałeś Messi nie błyszczy w reprezentacji, to i Snejider, chociaż i tak wciąż kreował i kierował drużyną lekko przygasł...
"Barcelona zaś według mnie rozegrała wtedy lepszy sezon niż Inter, o czym świadczy choćby jak rozpaczliwie bronili się przed atakami Katalończyków." - Osobiście ciężko mi przyjąć taką argumentację... O całym sezonie decyduje jeden mecz, i to taki, w którym przeciwnik perfekcyjnie się bronił?
Gratuluję felietonu, choć pełno w nim błędów związanych ze związkami frazeologicznymi. Nie ogranicza to jednak jego komunikatywności.
Co do meritum, to trudno się nie zgodzić, iż byłoby lepiej, gdyby cyrk o nazwie " Piłka nożna " mógłby się toczyć z zachowaniem proporcji, ale żądanie tego jest zwyczajnie naiwne.
Wśród wielu kibiców futbol wywołuje autentyczne, bardzo silne emocje i trudno wymagać od nich racjonalności.
Podobnie nie można wymagać jej od dziennikarzy (a propos, są to " ludzie mediów ", a nie " medialni" ), którzy po pierwsze również bywają fanatykami piłkarskimi, a po drugie żyją z pisania dla tych fanatyków.
Jeśli ktoś alergicznie reaguje na pozytywne komentarze pod adresem Blaugrany, to zwyczajnie niech przestanie ich słuchać - w dzisiejszych czasach technika pozwala nam spokojnie sobie wybierać co, jak, gdzie i kiedy chcemy oglądać.
MistrzMALDINI pisze: " Te wszystkie echy i achy już strasznie denerwują ", ale gdyby Milan grał tak efektownie i skutecznie, to pewnie jego opór przed podobnymi peanami na cześć rossonerich byłby mniejszy
Co do Złotej Piłki, to pisałem już wielokrotnie - jest to plebiscyt. Jak każdym plebiscytem, także tym, rządzą niejasne reguły oparte na odczuciach odnośnie tego, kto był w danym roku " naj ".
Stąd, na pytanie " Dlaczego Złotą Piłkę dostał w 2010 roku Messi? " jest tylko jedna prawidłowa odpowiedź: " Ponieważ tak uznały osoby będące w jury tego plebiscytu ".
Spokojnie, są już jaskółki zwiastujące detronizację Barcy przez któryś z klubów z arabskim kapitałem, więc tytułowy przesyt niedługo odejdzie w zapomnienie. Z kolei z wiekiem zaczniecie z większym dystansem podchodzić do takich dziwolągów, jak " Galaktyczni " czy " Cracki ".
Pozdrawiam,
MN
Nie widzę nic złego, że drużyna, która jest obecnie najlepsza na świecie pojawia się każdego dnia w mediach. Podobnie było w przeszłości, może w mniejszym stopniu, ale o "liderze" mówiono. Przykładem może być Real z Zidanem, Raulem czy Carlosem. Wtedy również mogliśmy odczuć pewien przesyt, w kółko Real i Real, a nazwisko Carlosa czy też Zidane było odmieniane przez wszystkie przypadki.
Teraz mamy Messiego... Zapytajmy się ludzi na świecie który mecz uważają za atrakcyjniejszy starcie: Milanu z Juventusem, MU z Liverpoolem czy Barcelony z Realem. Większość postawi na ostatnią parę. Wiadomo, że podgrzewanie atmosfery wokół ich rywalizacji uważa za medialny zabieg marketingowy. A Messi mimo, iż bryluje w swoim klubie, wiele osób krytykuje go jednak za to, że nie potrafi poprowadzić do sukcesu reprezentacji Argentyny. Moim zdaniem właśnie to potwierdza, że mając u boku Xavi'ego czy Inieste może wygrać wszystko w klubie a w reprezentacji nigdy tego nie osiągnie. Wobec powyższego nie można mówić, że jest on najlepszym piłkarzem w historii piłki, ale raczej jednym z wielu najlepszych.
Czasami można zauważyć fakt wspierania piłkarzy Barcelony przez arbitrów. Aktorstwo niektórych zawodników (Alves, Iniesta, Fabregas, Messi) nie zna granic. Wpływa to oczywiście negatywnie na grę, wywołuje konflikty. Ostatni mecz z Sevillą, kiedy piłkarze Palanganas nie wytrzymali nerwowo tylko to potwierdza. Innym przykładem jest postawa sędziego Toma Ovrebo, który okradł Chelsea z finału LM w 2009r. Można mnożyć kolejne, ale po co.
Chciałbym jeszcze powiedzieć o presji wywieranej na Camp Nou. Oglądam mnóstwo spotkań Premiera Division oraz LM. Niesamowity tumult i gwizdy socios wspierane przez aktorstwo "gwiazd" doprowadzają do skandalicznych (umyślnych albo i nie) pomyłek arbitrów.
Myślę jednak, że era Barcelony niedługo przeminie. Większości (kibicom) już przejadła się pycha Katalończyków. Kiedy nastąpią porażki media wykreują nowy ideał dla mas, który porwie ich grą. Rzecz w tym, że musi grać widowiskowo pod publiczkę, w tym mistrzem jest właśnie Blugrana. Wszystko ma swój koniec.
Sądzę, że w tym sezonie Real może utrzeć im nosa. No tak lecz cała masa nie lubi Królewskich i tu pojawia się kolejny problem. Jest jedno wyjście dla nas kibiców rossonerich tą drużyną może zostać Milan. Czas to zweryfikuje...
Ogromne wyrazy uznania i szacunku! Felieton ten zwalił mnie z nóg. Temat Barcelony, wałkowany wiele razy został ukazany w całkowicie nowy, bardzo ciekawy sposób. W dzisiejszych czasach rola, a co za tym idzie wpływ mediów jest przeogromny. Byłem ogromne zdziwiony i zawiedziony czemu Snejider nie został nagrodzony. On w tych czasach był w raz z Mourinho kreatorem sukcesów Interu. Pozostaje tylko czekać na mecz z Barcą. Felieton ten, dodatkowo zelektryzuje nas 23.11.2011
. Pozdrawiam i że tak powiem egoistycznie: "czekam na więcej felietonów Twojego autorstwa" 
Złota piłka to nie nagroda dla najlepszego piłkarza tylko dla piłkarza który zagrał najlepiej w sezonie.
Tak to by ją ciągle dostawał Pele, bo jest najlepszy a nie jakieś messie czy ronaldy.
Jaką ocenę wystawisz Rossonerim za poczynania w sezonie 2011/2012?
ACMilan.com.pl istnieje od 3127 dni.
Napisaliśmy łącznie 2610 newsów.
Dotychczas zarejestrowały się: 11634 osoby.
Sprawdź najnowsze Zakłady bukmacherskie online, na stronie Sportingbet.pl
mecze na żywo


offline

