Rúben Amorim rozpoczął pracę w Milanie!
Roberto De Zerbi na konferencji prasowej skomentował plotki dotyczące objęcia przez niego posady trenera Milanu: "Ja w Milanie? Z nikim nie rozmawiałem, chcę tu zostać. Jestem bardzo zadowolony, że mogę trenować OM, ponieważ kocham wyzwania, kontrowersje są częścią gry. Dlaczego żaden trener nie zostaje w Marsylii dłużej niż 2 lata? To, co się dzieje, sprawia, że chcę zostać na 3, 4, a nawet 5 lat" – podsumował 45-letni Włoch.
"Tak kontaktował się ze mną Furlani i wstępnie się zgodziłem bo mam już wywalone na OM a oni tam w Milanie mają świetny projekt i fajnych graczy"?
L'Equipe już pisze, że w Marsylii stracił szatnię, personalne ataki w mediach etc etc . Fochy, że nie chce treningów prowadzić trener
"Młodego, Innowacyjnego Menedżera z Potencjałem Marketingowym" (czyt. Taniego i Dającego się Uformować)
Uzasadnieni:
Koszt, głupcze, koszt! Po co przepłacać za jakiegoś Conte, Kloppa czy innego Ancelottiego (tfu, marzenia!), który zażąda nie tylko bajońskiej pensji, ale i transferów za setki milionów? Taki "Młody Wilk" (najlepiej z ligi austriackiej, belgijskiej albo, o zgrozo, z MLS, żeby podbić rynek amerykański) weźmie połowę stawki, a na prezentacji będzie wyglądał świetnie w garniturze od sponsora. Powie coś o "projekcie", "długoterminowej wizji" i "pracy z młodzieżą". Muzyka dla uszu księgowego!
Łatwość sterowania: Doświadczony trener z nazwiskiem ma swoje zdanie, ego i żądania. Potrafi trzasnąć pięścią w stół (metaforycznie, bo stół drogi) i domagać się wzmocnień. A taki młody, wdzięczny za szansę? Będzie grzecznie realizował "strategię klubu", czyli rozwijał piłkarzy kupionych za grosze, żeby sprzedać ich z zyskiem. "Mister, ten 18-latek z trzeciej ligi Ghany ma świetne wskaźniki w naszym algorytmie, proszę go ogrywać!". I Mister będzie ogrywał.
Marketing i PR: Zatrudnienie "nowego Nagelsmanna" czy "cudotwórcy znikąd" świetnie się sprzedaje w mediach. Można opowiadać historie o "budowaniu od podstaw", "stawianiu na przyszłość", "innowacyjnym podejściu". Brzmi lepiej niż "nie mamy kasy na poważnego trenera". Szczególnie dobrze sprzedaje się to inwestorom i sponsorom – patrzcie, jacy jesteśmy nowocześni i oszczędni!
Niskie oczekiwania (początkowo): Zawsze można powiedzieć, że to "trener na lata", że "potrzebuje czasu", że "wyniki przyjdą". To kupuje zarządowi cenny czas i spokój. Kibice pomarudzą, ale przecież liczy się "zrównoważony rozwój" i dodatni bilans na koniec roku fiskalnego, prawda? A jak się nie uda? Cóż, powie się, że "projekt nie wypalił", zwolni się trenera (odprawa pewnie też była wkalkulowana jako niska) i zatrudni... kolejnego "Młodego, Innowacyjnego...". Cykl życia korpo-Milanu.
Zgodność z "Algorytmem": RedBird lubi dane, analizy, wykresy. Taki młody, "nowoczesny" trener chętniej podeprze się statystyką xG niż intuicją czy doświadczeniem. Idealnie wpisuje się w model zarządzania, gdzie decyzje podejmuje się na podstawie raportów, a nie "widzimisię" jakiegoś Włocha z siwym włosem, co to pamięta jeszcze czasy Sacchiego.
Podsumowując: Wybór padnie nie na tego, kto da Milanowi największe szanse na trofea, ale na tego, kto najlepiej pasuje do modelu biznesowego RedBird: tani w utrzymaniu, medialnie "sprzedawalny", łatwy do kontrolowania i skupiony na rozwijaniu "aktywów" (piłkarzy) do dalszej odsprzedaży. Wyniki sportowe? Będą miłym bonusem, jeśli przypadkiem się pojawią. A jak nie? Cóż, ważne, że Excel się zgadza i marka "AC Milan" dobrze wygląda w portfolio globalnych inwestycji.
Karuzela się kręci.