MIKE MAIGNAN 2031!
To opowieść o wspomnieniach, o pamięci, która pojawia się i znika. Pamięci Francesco Camardy, która zanikła po uderzeniu w głowę podczas meczu ligowego z Milanem (stąd zmiana w przerwie, niepokój, luka w wydarzeniach). Pamięci Camardy, który jutro wieczorem powróci do przeszłości, do swojego życia jako kibic, a potem piłkarz Milanu. Camarda wraca na San Siro i w Lecce jest typowany jako faworyt do gry w podstawowym składzie, w osobliwy wieczór z Coppa Italia, między Milanem, w którym działa wszystko, a Lecce, gdzie nic nie idzie tak, jak powinno – czytamy dziś na łamach La Gazzetta dello Sport.
Camarda marzy o wyjątkowym prezencie od swojego ulubionego świętego – o pierwszej bramce w seniorskiej drużynie. Od miesięcy stara się tego dokonać i już kilkukrotnie był bardzo blisko. W Lidze Mistrzów, jedenaście miesięcy temu przeciwko Club Brugge, przeżył chwilę euforii, gdy piłka wpadła do siatki, usłyszał ryk Curva Sud i poczuł, że serce mu eksploduje. Radość jednak szybko zgasła, bo gol został anulowany. Teraz spróbuje ponownie, tym razem przeciwko klubowi, któremu kibicuje od dziecka.
Ten miesiąc ligowy pokazał mu, że życie w Serie A jest twarde i wymagające. Lecce to oczywiście nie Milan, dlatego Camarda ma trudności. Wystarczy przeanalizować akcja po akcji jego ostatnie mecze, z Atalantą i Cagliari. Miał tylko jedną naprawdę ciekawą sytuację: uderzenie z woleja z linii pola karnego przeciwko Atalancie, a poza tym głównie gonił za piłką, walczył z dużo silniejszymi stoperami, ewentualnie przyjmował futbolówkę tyłem do bramki, żeby odegrać do Kaby, Tete Morente albo innego partnera. Klarownych podań dostał bardzo mało, realnych okazji bramkowych nie miał żadnych.
Minuty na boisku też systematycznie maleją: 83 w pierwszej kolejce, potem 45, 19 i 17. To równia pochyła, mecz po meczu coraz mniej czasu na boisku. Camarda oczywiście nie jest jeszcze gotowy, by zrobić różnicę w Serie A, ale to naturalne. Totti w wieku 18 lat zdobył dla Romy 4 bramki, Cassano dla Bari 3. Każdy przechodzi podobną, trudną drogę. Francesco, mimo wszystko, w Lecce czuje się dobrze: mieszka w fajnym mieście, rodzice często go odwiedzają, rywalizacja ze Stuliciem nie jest łatwa, ale też nie niemożliwa. Kibice go wspierają, jego koszulka z numerem 22, nawiązująca do brazylijskich idoli (Kakà), była latem najlepiej sprzedającą się w Lecce. Trzeba więc cierpliwości: będą gorsze chwile, ale szanse jeszcze nadejdą. A San Siro, po tamtym anulowanym golu z Brugią, ma wobec niego dług.
Ale Koniego od 70 minuty mogłoby już na boisku nie być, a Max może zdejmować koszulę bo i tak siedzi na trybunach xD