COMO – MILAN 1:3!
Za każdym razem próbuje wyjaśnić, czym się zajmuje, ale ma się wrażenie, że świat zewnętrzny tego nie odbiera. A przynajmniej nie do końca. Bo potem, przy kolejnej okazji, znowu ktoś inny zadaje mu to samo pytanie: "Na czym dokładnie polega twoja praca?". Zlatan Ibrahimović ostatnio odpowiadał na to pytanie dwukrotnie w ciągu kilku dni. Najpierw w wywiadzie dla La Gazzetta dello Sport: "Moja rola jest wciąż taka sama, jestem tu, aby pomagać. Chodzę do Casa Milan, czasem do Milanello, codziennie rozmawiam z Furlanim i Cardinale, analizujemy, co trzeba zrobić, by Milan znów był dominujący. Jestem też zaangażowany w aspekty korporacyjne i rozrywkowe RedBird". Potem ze sceny Festiwalu Sportu w Trydencie (Festival dello Sport di Trento): "Reprezentuję właściciela Milanu. Staram się pomóc wszystkim, by działali lepiej. W 80 procentach mieszkam we Włoszech, a poza tym podróżuję zawodowo, w związku z moją rolą w RedBird, która otworzyła przede mną nowy świat w branży rozrywkowej". A fani patrzą sobie w oczy: no dobrze, i co z tego?
Kiedy więc Ibra mówi, że jego rola jest "ciągle taka sama", w gruncie rzeczy nie kłamie. Kiedyś pomagał na boisku, teraz pomaga poza nim, choć teraz zwraca większą uwagę na to, co mówi: po dowcipie, nieco już wyświechtanym, o tym, że "wciąż jestem Bogiem", coraz częściej pada słowo "my", wokół którego buduje przekaz o wspólnym dobru, ważniejszym niż ego. Choć z drugiej strony, nawet gdy grał i jego autopromocja sięgała zenitu, Zlatan zawsze brał drużynę na plecy. Arogancki? Tak. Ale u podstaw – człowiek szczodry. To "my" dominujące nad "ja" – pozornie bez wysiłku – dobrze oddaje zarówno jego zawodową, jak i częściowo osobowościową ewolucję, co było wyraźnie widoczne na scenie w Trydencie. Minęły już dwa lata odkąd Szwed zmienił swoje życie (oficjalne ogłoszenie datowane jest na 11 grudnia 2023 roku) i choć proces adaptacji wciąż trwa, Zlatan już wtedy postawił jeden warunek, żeby powiedzieć "tak" Cardinale: "To musi być projekt długoterminowy". Nie chce być tylko przelotną postacią, z prostego powodu: chce się uczyć, rozwijać i osiągnąć mistrzostwo także jako menedżer. A inne żądania wobec Gerry'ego? Oczywiście: że trzeba wygrywać. I jeszcze jedno: muszę być sobą, żadnych ograniczeń. Dlatego nie chciał mieć biura w tradycyjnym sensie na czwartym piętrze Casa Milan. Gdy pojawia się w siedzibie, odwiedza cudze pokoje, nie własny.
Transformacja z "pierwszego" Ibry jako doradcy do obecnego Ibry przeszła przez wiele etapów. Od najważniejszych – jak udział w strategicznych i operacyjnych spotkaniach czy częste wizyty u Cardinale w Stanach – po te z pozoru drobne. Na przykład fryzura: pożegnanie z kucykiem i skrócenie włosów dało mu wizerunek, który dla wielu lepiej pasuje do garnituru i krawata. Może nigdy tak naprawdę nie dowiemy się, czym dokładnie zajmuje się Zlatan. Wystarczy przeczytać oficjalny komunikat sprzed dwóch lat, by zrozumieć, że jego superkonsulting nie ma praktycznie żadnych granic, ale oczekiwania względem niego bardzo się zmieniły od momentu nominacji. Początkowo sądzono, nieco naiwnie, że głównie będzie bywał w Milanello, rozdając raz klepnięcia w plecy, raz reprymendy. Tymczasem, jak sam ostatnio wyjaśnił, klub dołożył brakujący element. Dziś jest osoba, która na co dzień jest w kontakcie z zawodnikami i trenerem.
Ma rację, gdy mówi, że wcześniej był niejako zmuszony do nadmiernej ekspozycji. Przez wiele miesięcy był tarczą przeciwkryzysową, mimo że technicznie nie jest pracownikiem Milanu. Pensję płaci mu RedBird, jego szefem jest Cardinale, który postrzega go jako swego przedstawiciela i głos we Włoszech. Zlatan znalazł się też w trudnych sytuacjach wewnętrznych. Na przykład, gdy stało się jasne, że zespół roboczy wyznaczony przez właściciela do zarządzania boiskiem i rynkiem po odejściu Maldiniego i Massary nie da rady bez (co najmniej) jednej osoby w dziale sportowym. Równie delikatne były momenty latem, gdy Ibra i Cardinale sami zajmowali się rekrutacją takiej osoby. To był też jeden z powodów, dla których Furlani poleciał do Nowego Jorku, by porozmawiać z Gerrym o zakresie własnej roli i ewentualnych ograniczeniach. Relacje między CEO a "superkonsultantem" stały się wówczas najgorętszym tematem plotek wśród kibiców Milanu.
Problem w tym, że Ibra nie funkcjonuje na tym samym poziomie co zwykli pracownicy Milanu (niezależnie od rangi). To nie znaczy, że ma więcej lub mniej władzy: to znaczy, że jest do dyspozycji wszystkich i jednocześnie nikogo, bo rozlicza się bezpośrednio z właścicielem. Był moment, w którym i on znalazł się w ogniu krytyki kibiców. Wygwizdany na San Siro, jego nazwisko pojawiło się na transparentach protestacyjnych w mieście. Dotkliwa była też degradacja Milan Futuro do Serie D, projektu, pod którym się podpisał. Oczywiście, na boisku wszystko było łatwiejsze: wystarczył jeden efektowny gest, by mieć cały Milan u stóp. Ci, którzy dziś widują go regularnie, mówią to samo, co na początku jego "garniturowej" drogi: jest pokorny, ciekawy świata, skrupulatny, entuzjastyczny. Teraz jednak, bardziej świadomy. Zlatan, poza kulisami u boku Cardinale, wciąż jest tym, który uspokaja Maignana w Udine, który wchodzi do szatni, by być blisko zespołu, który broni trenerów publicznie, który rozmawia z Moratą, by przekonać go do przyjścia do Milanu. Blaski z cieniami, jak w przeddzień meczu Milan – Liverpool, gdy powiedział: "W Milanie to ja jestem szefem". Kilka godzin później wszystko obróciło się przeciwko niemu i to też część drogi, która ma go nauczyć odpowiednio posługiwać się słowem "my". Ewolucja gatunku: od nowicjusza w roli dyrektora, przez nadekspozycję, po powrót do działania zza kulis. Aż w końcu (być może) nikt nie będzie musiał już pytać: na czym dokładnie polega twoja praca?
Czas gra na jego korzyść , zobaczymy co czas pokaże.
I po to on tu jest zeby caly czas byl w jakis sposob zlaczony z Milanem
Milan wygrywa to nie można po nim jeździć to trzeba ibremakabre odkurzyć i coś o nim napisać. Normalne LgDS
"znalazł się też w trudnych sytuacjach wewnętrznych. Na przykład, gdy stało się jasne, że zespół roboczy wyznaczony przez właściciela do zarządzania boiskiem i rynkiem po odejściu Maldiniego i Massary nie da rady bez (co najmniej) jednej osoby w dziale sportowym."
Hmm..? Ciekawe że poprzednicy dawali sobie radę bez tej jednej dodatkowej osoby w dziale sportowym. Zastanawiające jest też to czy do tego zespołu roboczego należeli Fonseca i Conceição?
"Powróżyć, piękny kawalerze?"