MIKE MAIGNAN 2031!
Rok zbliża się ku końcowi, niosąc ze sobą wiele interesujących wątków. Zobaczymy, kto najlepiej pracował w czasie świąt, a za kilka dni poznamy także ruchy transferowe, które, jak nigdy dotąd, dotyczą wszystkich największych klubów. Tak, bo Inter oficjalnie rozgląda się za zmiennikiem Dumfriesa, Napoli za pomocnikiem, który mógłby złagodzić problemy wynikające z licznych kontuzji; Roma natomiast oficjalnie walczy o Zirkzee i Raspadoriego. Juventus pilnie potrzebowałby siły napędowej w środku pola: Tonali to pozornie nierealne marzenie. Lazio, które doczekało się odblokowania rynku transferowego, musi natomiast zadowolić Sarriego, który wykazał się cierpliwością przez pięć miesięcy i teraz czeka na wzmocnienia niezbędne, by myśleć o pościgu. Jak dotąd ruszył się Milan, który przywitał Füllkruga, oczekując od niego tej fizyczności, być może niezbędnej w kluczowych momentach każdego meczu: kiedy trzeba patrzeć w górę, nie tylko na piłkę, aby wyobrazić sobie alternatywne rozwiązanie.
Wszyscy czekają, by zrozumieć, jak wraz z nowym rokiem zmienią się nastroje i być może także hierarchie, dzięki jakiemuś błyskotliwemu pomysłowi. Choć, pozostając przy Milanie, rozwiązanie pozwalające mierzyć w najwyższe cele jest już na miejscu. Nie chodzi tylko o Jashariego, którego widzieliśmy jedynie przebłyskami i który może być alternatywnym źródłem gry wobec Modricia. Szwajcarski piłkarz ma bowiem jedną fundamentalną cechę: potrafi przygotować się do kolejnego zagrania, jeszcze zanim piłka trafi mu pod nogi. Ale odniesienie do rozwiązania, które już jest w zespole, dotyczy przede wszystkim zawodnika – rzadkości w naszej lidze – zdolnego w pojedynkę wygrać mecz: Leão. Jego powrót, po miesiącu przerwy spowodowanej kontuzją, jest już tuż-tuż, a Allegri liczy na jak najszybsze wystawienie go na boisko, bo nie ma już czasu do stracenia. Tabela bowiem mówi jasno: przy pięciu drużynach mieszczących się w czterech punktach, że naprawdę może wydarzyć się wszystko: można walczyć o scudetto albo wręcz ryzykować wypadnięcie poza strefę Ligi Mistrzów, która dla klubów jest kluczowym celem. I być może nie jest ani ryzykowne, ani przesadzone twierdzić, że w przypadku Milanu, wszystko to zależy właśnie od Leão. Można by zapytać: jak można powiązać takie bogactwo, zarówno pod względem prestiżu, jak i statusu finansowego, z jednym piłkarzem? Czyż nie jest to w końcu deklarowane ograniczenie?
To uzasadnione pytania, które jednak odzwierciedlają klasyczne spojrzenie na szklankę do połowy pustą lub do połowy pełną. Być może to ograniczenie, ale z pewnością z Leão wiąże się także perspektywa (nie tylko nadzieja) zdecydowanego przyspieszenia w kierunku każdego celu. I to nie z powodu, powiedzmy, osobistego przekonania, lecz na podstawie obiektywnej oceny. Wystarczyłoby bowiem, aby Leão wrócił do tego, co potrafił pokazać na początku 2022 roku, gdy jako zaledwie 22-latek dosłownie poprowadził Rossonerich do mistrzostwa. Nie tylko dzięki siedmiu golom w rundzie wiosennej, lecz także dzięki serii występów i niekończącym się strumieniem asyst. Jak nie pamiętać dwóch podań do Tonaliego właśnie przeciwko najbliższemu rywalowi, Hellasowi Werona? Albo, idąc dalej, trzech asyst, które pozwoliły Milanowi wygrać na boisku Sassuolo decydujący etap drogi po scudetto? Tak, bo błędem byłoby oceniać Leão wyłącznie przez pryzmat jedenastu goli w tamtym sezonie czy piętnastu w kolejnym, liczb i tak imponujących, bez wspominania wielu meczów, w których robił różnicę, nie wpisując się na listę strzelców. Krótko mówiąc, rynek transferowy pełen jest dobrych, a może nawet bardzo dobrych okazji. Właściwy zakup może pomóc w wykonaniu ostrego skrętu albo wzmocnić ambicje każdej drużyny. Ale w Serie A być może nie ma nikogo, kto bardziej niż Leão potrafiłby realnie decydować o sukcesach i aspiracjach. Jak mawiano: zanim pojawiła się ta "obsesja" na punkcie upierania się, że piłka nożna to gra zespołowa, a nie indywidualna, jest on jednym z tych zawodników, którzy potrafią wygrać mecz w pojedynkę. Czasy, moda, i słusznie, nawet zasady piłki nożnej mogą się zmieniać, ale ostatecznie co odróżnia wielkiego piłkarza od mistrza? Poczucie, że z nim na boisku wszystko może się wydarzyć w każdej chwili. Liczą się schematy, asekuracje, podwójne krycie, ustawienia, 4-3-3 czy 3-5-2, ale na szczęście nie wszystko jest matematyką. A tacy piłkarze potrafią sami rozwiązać problem.
Liczby i statystyki nie mają znaczenia, liczy się tylko wrażenie jakie pozostawia na boisku xD
Chyba nie wyłapałeś ironii