FIORENTINA – MILAN 1:1
Tylko remis Rossonerich na Stadio Artemio Franchi. Gola na wagę jednego punktu zdobył w 90. minucie Christopher Nkunku.
To cecha, którą zawsze posiadał i którą nadal zachowuje: Massimiliano Allegri nie boi się mówić rzeczy być może niewygodnych ani szczegółowo wyjaśniać – z pewnością bardziej niż zdecydowana większość jego kolegów – co jest nie tak. Robi to przed meczami i robi to również po nich. Spotkanie z Genoą było oczywiście pomeczowym wystąpieniem pełnym pułapek, ponieważ Milan po raz kolejny zaciął się przeciwko drużynie z dolnej części tabeli, a wręcz poważnie ryzykował porażkę. To tzw. "choroba na małych", z której Milan nie potrafi się wyleczyć – podsumował Marco Pasotto na łamach LGdS.
Allegri w rozmowie ze Sky Sport (rolę eksperta pełni tam Costacurta), wyjaśnił to tak: "Billy był częścią jednej z najsilniejszych drużyn w historii futbolu, ja byłem piłkarzem niskiego poziomu. Co się działo? Małe zespoły przyjeżdżały na San Siro i myślały, że do 60. minuty zagrały dobre mecze. Potem zaczynał się inny mecz, bo ty przestawałeś biegać, a oni mówili: «no proszę, świetnie: jeden, dwa i trzy». Mecz skończony. Inter to ma, my musimy to dopiero zdobyć. Wystarczy zobaczyć, z jakim spokojem Inter rozgrywa swoje mecze. Wydaje mi się to oczywiste".
Te refleksje rozszerzają się potem na rozważania o scudetto: "Nie mówię tego z przesądów, ale są dwie drużyny wyraźnie silniejsze od pozostałych i są to Inter i Napoli. Kropka, i tyle. Potem ktoś może nawet opowiadać, że Chrystus umarł we śnie, ale taka jest prawda. Nie ma sensu żartować. Słyszałem, że tak się mówi...". Wszystko to zostało powiedziane w barwnym, toskańskim stylu, ale w rzeczywistości z pewnością nie jest to nic nowego: od początku sezonu Max wskazywał na Nerazzurrich i drużynę z Kampanii jako faworytów do tytułu.
Zasłużenie, proszę pana, bo my nie umiemy grać w piłkę. Zasłużenie, no nam się nie należy drugie miejsce. My jesteśmy beznadziejni, kurwa, i tylko tyle mam do powiedzenia. Dziękuję bardzo.
Osobiście w życiu bym nie grał tak konsekwentnie Fofaną - ba, aktualnie byłby ostatnim w kolejce do gry w drugiej linii pewnie.
Pomysł z Leao na szpicy też zabiera Portugalczykowi jakieś 95% naturalnych atutów.
Ale finalnie liczą się wyniki - i jak mamy 39 punktów po 19 meczach to dla mnie niech Rafa gra na stoperze, a Maignan na ataku. Nie muszę rozumieć dopóki będzie działało.
Milan to nie "samograj". Zeszły sezon udowodnił, że jak się chłopakom rzuci piłkę "mata i grajta" to chleba z tej mąki nie będzie. Milan ostatni raz najmocniejszą kadrę w lidze miał jakoś półtorej (?) dekady temu. Wtedy można było kręcić nosem na styl - bo to rywale musieli równać do nas.
Nie byłem mega entuzjastą Allegriego przed jego przyjściem, ale absolutnie uważam, że to bardzo dobry trener, który potrafi robić wyniki. A to się dziś właśnie liczy. Awans do Champions za rok jest jak "małe" być albo nie być dla klubu. Ja osobiście wolę żeby Max co mecz wystawiał samych betonowych kloców i żeby Milan solidnie punktował, niż jak mają grać sami "fajni", a potem koło 36 kolejki mielibyśmy kalkulować czy opłaca nam się do strefy Ligi Konferencji załapać czy nie...
kim to niby?
Nostalgia, nostalgia ale no umówmy się żadnej tiki taki nie było, a druga cześc sezonu bardziej też przepchnięta siłá woli :)
Roma przez pierwsza połowę na nas siedziała,, Inter również.
A wygraliśmy dzięki MM, który wyjął karne.
Katastrofalny - wg mnie najgorszy mecz w sezonie z Atalantą, gdzie nie istnieliśmy przez cały mecz, przytloczeni ich taktyką.
Napoli też dyktowało warunki, chociaż tam graliśmy w osłabieniu.
Oczywiście tak gra Allegri, i należy się przyzwyczajać, ale nikt mi nie wmówi, że grając jeden mecz w tygodniu jesteśmy przeciążeni, bo zazwyczaj nasze 1 połowy właśnie tak wyglądają. Asekuranctwo, może nawet bojaźń i ekonomia zasobami. I co najważniejsze - widać pewne ograniczenia, jeśli chodzi o schemat gry. A to już ogródek tylko i wyłącznie trenera.
Brzydko to wygląda, a (prawie) KAŻDY mecz jest na styk.