MIKE MAIGNAN 2031!
Dlaczego dziś wykorzystano wszystkie zmiany, a nie stało tak się w czwartkowym meczu z Genoą? Dlaczego drużyna nadal nie jest w optymalnej kondycji fizycznej? Czy zadowoleni będą ci, którzy nie mogli pojąć cynizmu, jaki panował w Milanie jeszcze dwie minuty temu? Mecz Fiorentina – Milan zostawia po sobie negatywne myśli i odczucia, ale są też tacy, którzy mogą zobaczyć szklankę do połowy pełną.
Tymczasem Milan nie przegrał: ostatnia porażka miała miejsce w sierpniu, z Cremonese. Potem przyszło osiemnaście kolejnych ligowych meczów bez porażki. Jak na drużynę, która w zeszłym sezonie zajęła ósme miejsce, nie jest to coś, co można lekceważyć. Oczywiście faza defensywna nie jest jeszcze tak uważna i agresywna, jak chciałby Allegri. Chwilami widać wręcz, że nos jest zatkany – nie wszyscy wyczuwają niebezpieczeństwo.
Albo jedno, albo drugie: Milan nie potrafi być równy w obu połowach. Przeciwko Cagliari i Hellasowi Werona było widać pewien zalążek, przynajmniej w kontroli gry i poczuciu, że można nią zarządzać, natomiast przeciwko Genoi i Fiorentinie wrócono do tej samej ruletki: jedna połowa jest rozegrana "dobrze", druga jest niepokojąca. Gdyby Rossoneri zakończyli pierwszą połowę prowadząc trzema bramkami, czy ktoś miałby coś do powiedzenia? A gdyby zakończyli drugą połowę przegrywając trzema golami, czy ktoś miałby coś do powiedzenia?
Zarządzanie i spokój: drugi mecz z rzędu kończy się remisem w samej końcówce, a potem... chaos. Chaos, który niesie ze sobą ogromne zagrożenia: przeciwko Genoi Stanciu posłał piłkę w trybuny, dziś wieczorem Brescianini trafił w poprzeczkę w spektakularnej sytuacji, a Maignan uratował wszystko swoją charakterystyczną interwencją w wyjściu na Keana. Kompletnie błędne podejście. Trzeba mieć siłę, by wykorzystać pozytywny moment i wywierać presję na rywalach, ale zawsze w sposób logiczny. Nie myślmy, że Allegri lubi się powtarzać.
Tak jak w Turynie, również dziś Pulisic zmarnował "gotowe" bramki. Cudzysłów jest konieczny, ponieważ Amerykanin, przy znakomitej pomocy Füllkruga, sam stworzył sobie dwie okazje, ale potem fatalnie je zmarnował. Bardziej niż w samym geście technicznym pomylił się w wyborze: mógł strzelać przed minięciem De Gei, a mógł też podnieść piłkę zamiast prowadzić ją banalnym wewnętrznym podbiciem. Łatwo oceniać z kanapy i z perspektywy czasu, ale mówimy o najlepszym strzelcu drużyny i zawodniku, który zawsze pokazywał rzeczy wybitne. Rośnie poziom występów, rosną też oczekiwania.
Fofana i Nkunku weszli na boisko i mieli pozytywny wpływ na grę. To bardzo dobre dla wzmocnienia mentalnego dwóch piłkarzy, którzy w tym sezonie mieli problemy. Nkunku uderzał z siłą i agresją, jakiej dotąd u niego nie widziano, a Fofana pokazał, że jako kreator gry jest znacznie lepszy niż jako finalizator. Dobry sygnał od obu.
Estupiñán i Bartesaghi – obaj poniżej oczekiwań. Słabszy mecz może się zdarzyć, a rywal należał do tych trudnych: gdy ma swój dzień, Dodô jest bardzo ciężki do zatrzymania. Słusznie podkreślić, że występ nie był wystarczający, ale znacznie mniej sensu ma robienie z tego afery czy wskazywanie palcem winnych. Wszyscy znają ogólny poziom zespołu, nie ma sensu szukać wrogów ani kozłów ofiarnych. Do końca sezonu ta grupa będzie właśnie taka i to przede wszystkim kibice muszą ją chronić. Ataki z zewnątrz są normalnością, nie wolno popełniać błędu i tworzyć problemów samemu sobie. Allegri będzie musiał umieć stworzyć jeszcze bardziej zjednoczone środowisko.
Jashari i Ricci oczywiście nie są Modriciem i Rabiotem, to jasne. Ale można oczekiwać od obu pomocników czegoś więcej, zwłaszcza pod względem technicznym i inicjatywy. Odrobienie zadania domowego pachnie mdłą zupą. Loftus-Cheek pozostaje zagadką: dziś Allegri na ławce rezerwowych wyraźnie okazywał silną frustrację z powodu tego, jak miękki jest Anglik w starciach i kluczowych pojedynkach.
Więc szklanka jest w połowie pusta czy w połowie pełna? Pewne jest, że kolejne mecze przyczynią się do jej dalszego napełnienia lub opróżnienia. Jak zawsze, to Milan może wlać do niej wodę – podsumowuje MilanNews.
Dobrze, że Inter nam nie uciekł i po tej kolejce dalej mamy taką samą sytuacje.
Jashari imo nie był awizowany do gry na pozycji Rabiota, ale z powodu urazu i bycia w niepelni dyspozycji Francuza to Szwajcar tam zagrał. I też to faktycznie gracz do grania na pozycji nr 6 niż do gry jako mezzala.
Ricci trochę jak w Torino, 1 połowa anonimowa, druga też średnia, ale był też blisko gola.
Trudno oczekiwać też że skoro grają raz na 3-4 spotkania jakieś stabilizacji formy. To tak jak swego czasu Pioli rotował :)
Ja mam wrażenie, że ogólnie Włoscy trenerzy z rotacją mają problemy. Przez to Inter Inzaghiego mistrzostwo zdobyło raz ;] Chivu robi to z glową na dziś, ale zobaczymy jak przyjdzie wiosna i kluczowa faza LM i Ligi, fakt faktem Inter zbudował sobie w teorii duży handicap bo mogą przegrać jeszcze 5 spotkań pod warunkiem braku remisów