MILAN GÓRĄ W DERBACH MEDIOLANU!
Milan po bramce Pervisa Estupiñána pokonał Inter 1:0. Seria bez porażki w derbach trwa – to już siódmy taki mecz bez porażki Rossonerich (od 22 IV 2024)!
Oceny nie są już tak jednoznaczne i przede wszystkim tak ostre jak w przeszłości. Krytyka? Zniknęła... można by powiedzieć: za sprawą goli. Rynek transferowy Milanu, który od zeszłego lata przez wiele tygodni był w centrum niezbyt przychylnych komentarzy, został zrehabilitowany przez miesiąc styczeń, w którym piłkarze sprowadzeni latem i zimą wnieśli kluczowy wkład w utrzymanie drugiego miejsca w tabeli oraz zdobycie bardzo ważnych punktów w kontekście Ligi Mistrzów. Jedna statystyka dobrze oddaje skalę zjawiska: osiem z ostatnich dziewięciu goli zdobytych przez Milan nosi podpis zawodników, którzy w sezonie 2024/2025 byli wcześniej gdzie indziej i zostali sprowadzeni do Milanello przez dyrektora sportowego Tare oraz dyrektora generalnego Furlaniego. Trzy bramki zdobył Nkunku, tyle samo Rabiot, po jednej Füllkrug i De Winter. Całkiem nieźle... – podsumowuje La Gazzetta dello Sport.
Uosobieniem rynku transferowego Milanu, który wcześniej nie działał, a teraz napędza drużynę, jest Christopher Nkunku – 28-letni francuski napastnik kupiony latem z Chelsea za 37 milionów euro plus bonusy. Po zdobyciu z The Blues w poprzednim sezonie Ligi Konferencji oraz Klubowych Mistrzostw Świata w lipcu, Nkunku spędził lato na marginesie projektu, ponieważ Chelsea chciała się go pozbyć. Trenował więc głównie sam i, co naturalne, nie był w optymalnej formie. Gdy Milan wybrał go jako uzupełnienie ofensywy, Christo miał zaległości pod względem przygotowania fizycznego: we wrześniu w Pucharze Włoch zdobył pierwszą bramkę przeciwko Lecce, ale potem musiał zmierzyć się z kontuzją w reprezentacji i kolejnymi problemami zdrowotnymi, które go spowolniły. Liczby mówią same za siebie: w pierwszych jedenastu meczach Serie A w barwach Milanu nie strzelił ani jednego gola. Przełamanie nastąpiło 28 grudnia przeciwko Hellasowi Werona, gdy zdobył dublet i praktycznie od tego momentu się nie zatrzymał. W ostatnich sześciu rozegranych spotkaniach (opuścił mecze z Cagliari i Genoą z powodu urazu kostki) zdobył pięć bramek: poza dubletem z Hellasem trafił też przeciwko Fiorentinie, Como i Bolognie. Tyle o krytykach i tych, którzy chcieli go sprzedać w zimowym oknie transferowym. Dyrektor sportowy Tare jest jego wielkim orędownikiem i bardzo chciał go w Milanello. Od czasów pracy w Lazio (spędził tam 15 sezonów...) potrafi rozpoznać klasę. A Nkunku ma jej naprawdę dużo. Jeśli utrzyma tę formę, niemal 40 milionów wydane na jego transfer okaże się świetną intuicją, a nie przesadzonym wydatkiem.
Skoro mowa o krytykowanych napastnikach, na uwagę zasługuje także Niclas Füllkrug. Przybył do Milanello jeszcze przed otwarciem styczniowego okna transferowego, ponieważ po kontuzji Gimeneza (operacja prawej kostki pod koniec grudnia) Allegri pilnie potrzebował klasycznej "dziewiątki", zawodnika z wagą i wzrostem. Część kibiców kręciła nosem, spodziewając się wzmocnienia bardziej "znanego z nazwiska". Tare postawił jednak na konkrety i znalazł prawdopodobnie najlepsze możliwe rozwiązanie: Füllkrug trafił do Milanu na darmowe wypożyczenie z opcją wykupu (5 milionów euro) z West Hamu, gdzie Niemiec był niezadowolony ze sposobu, w jaki był wykorzystywany (czyli rzadko i słabo), dodatkowo nękany przez dwie kontuzje w ostatnich 18 miesiącach. Obecnie gra mimo pęknięcia kości palca prawej stopy, co nie przeszkodziło mu wejść z ławki i zdobyć zwycięskiego gola przeciwko Lecce. W Füllkrugu najbardziej podoba się charakter, poświęcenie i fakt, że nigdy się nie wycofuje, nawet gdy uraz sugerowałby odpoczynek. Niskokosztowy transfer, ale jak dotąd – wysoka jakość.
Sporą dawkę krytyki zebrał także Koni De Winter, sprowadzony w sierpniu jako następca Malicka Thiawa, który przeniósł się do Newcastle. Były piłkarz Genoi, kosztujący 18 milionów euro plus 2 miliony bonusów, długo nie mógł odnaleźć się w mechanizmach Milanu, szczególnie na treningach. Gdy dostał szansę gry, jego pierwsze występy były słabe i – mówiąc szczerze – rozczarowujące. Później jednak coś się zmieniło i pojawił się prawdziwy De Winter, ten z zeszłego sezonu w Genoi. W Superpucharze Włoch przeciwko Højlundowi przeżył prawdziwe piekło i był chyba najsłabszy na boisku, ale od tamtego momentu rozpoczęła się jego odbudowa. W styczniu był niemal bezbłędny, a do tego zdobył gola na Stadio Olimpico przeciwko Romie (swojego pierwszego w barwach Milanu).
Z kolei Adrien Rabiot od początku prezentował najwyższy poziom. Dołączył pod koniec sierpnia i już w trzeciej kolejce przeciwko Bolognie wyszedł w pierwszym składzie. Od tamtej pory był zawsze w wyjściowej jedenastce, z wyjątkiem wyjazdu do Florencji, gdy wszedł na ostatnie pół godziny z powodu problemów ze stopą. Z nim w składzie Milan nigdy nie przegrał w lidze. Był liderem zespołu, imponując odbiorami, wejściami w pole karne, przywództwem i golami. Pierwszą bramkę zdobył 8 grudnia w Turynie przeciwko Torino (potężny strzał z dystansu i gol na 1:2, który otworzył drogę do zwycięstwa 3:2). Potem dublet (oraz wywalczony rzut karny) w comebacku przeciwko Como i wreszcie gol na 3:0 w Bolonii po szalonej wrzutce z autu Mirandy. Pomiędzy tym solidne, charakterne występy. Prawdziwy... fan Allegriego.
Luka Modrić i Zachary Athekame. To nie błąd ani prowokacja: zestawiliśmy ich razem, bo obaj są nowi, a jednocześnie na przeciwległych biegunach wieku i doświadczenia. Co do Chorwata, było niewiele wątpliwości: Modrić miał spisywać się dobrze i stać się liderem. Zdobył zwycięskiego gola przeciwko Bolognie w pierwszym meczu i często ciągnął drużynę, odgrywając kluczową rolę w odbiorze piłki. Athekame natomiast przybył jako "pół-nieznany" zawodnik, a mimo to potężnym strzałem z dystansu uratował remis przeciwko Pisie na San Siro, a we wtorek wręcz "zaorał" Bolognę, rozgrywając mecz pełen precyzyjnych dośrodkowań. Ci, którzy w niego wątpili (na pewno nie Tare, który bardzo go chciał), dziś musieli zmienić zdanie.
Samuele Ricci i Ardon Jashari. Dodając, że Terracciano był gotowy, gdy zastępował Maignana (czyste konto w Udine), a Odogu zaliczył tylko kilka krótkich występów, lecz rośnie na treningach, wśród nowych zawodników, którzy się przebili (mimo że w ostatnich meczach nie zdobywali bramek) jest także Samuele Ricci. Został zakontraktowany już wiosną ubiegłego roku, jeszcze przed przyjściem Allegriego, i potrafił wywalczyć sobie ważne miejsce w zespole na pozycji, która nie jest dla niego naturalna – jako prawy mezzala. Ma na koncie jednego gola i dwie asysty w 19 ligowych występach: całkiem nieźle. W przypadku Jashariego okazji było mniej, ponieważ pod koniec sierpnia doznał kontuzji na treningu i przez ponad dwa miesiące był wyłączony z gry. Kilka zaprezentowanych zagrań pozwala jednak zrozumieć, że Szwajcar "jest" i że pieniądze wydane na jego transfer nie zostały wyrzucone w błoto. Tak jak środki zainwestowane w pozostałych nowych piłkarzy Milanu.
"Ekwilibrystyka języka".
Jak z dosyć klarownego artukułu, który jest mocno podparty matematyko- statystyką wyciągnąć przeciwległe wnioski.
Tę nazwę dyscypliny MKOL nie zaakceptował.
Pozostanie stara - "Slalom gigant obok faktów"
W zeszłym roku było tragicznie i podjęto wiele złych decyzji. Jeżeli zamiast np. Fonseki po Piolim przyszedłby odrazu szkoleniowiec klasy Allegriego, nie mielibyśmy teraz sezonu bez pucharów. W tym od początku do końca jedynie trzeba chwalić zarząd za wzmocnienia, za w końcu odpowiedni kierunek projektu sportowego i za zatrudnienie fachowca na stanowisku.
Aaaaaaa już wieeeem , bo to uczynił Elliott....i wszystko jasne. A gawiedź niech dalej tańczy i śpiewa w rytm pogardy , a mądrzejsze komentarze niech toną w tym szambie.
Ale jak mam być fair to ostatnio coś drgnęło na plus.