Rúben Amorim rozpoczął pracę w Milanie!
Na końcu zostaje się tam, w przedziale tych 74–75 punktów, które Massimiliano Allegri przewidywał już jakiś czas temu. Patrząc na tempo drużyn walczących o czołowe miejsca, to właśnie taki dorobek wydaje się realistycznym progiem, by przypieczętować awans do Ligi Mistrzów. Jak podkreśla Max: "z obecnymi 63 punktami nigdzie się nie dojdzie". Brakuje więc około tuzina punktów, by móc powiedzieć "misja wykonana", a do zdobycia są one w sześciu meczach. Dla pewnego Milanu byłaby to niemal formalność. Dla tego Milanu, zespołu, który ma za sobą dwie porażki z rzędu (trzy w ostatnich czterech spotkaniach), bez choćby jednego strzelonego gola, może to przypominać stromą wspinaczkę – podsumowuje w niedzielę La Gazzetta dello Sport.
Milan zaciął się właśnie wtedy, gdy trzeba było przypieczętować i dowieźć do końca to, co w oczach klubu od zeszłego lata stanowi absolutny priorytet. Problem nie dotyczy jednak wyłącznie brakujących wyników, lecz także sposobu, w jaki dochodziło do porażek: drużyna cofnięta w rozwoju, zagubiona, niezdolna do zaproponowania choć minimalnie zorganizowanej gry ofensywnej. Zresztą rok 2026, rozumiany jako rok kalendarzowy, sprawia w Milanello sporo problemów zarówno poszczególnym zawodnikom – przede wszystkim Christian Pulisic i Rafael Leão – jak i całemu zespołowi. O ile w 16 meczach ligowych od sierpnia do grudnia Milan przegrał tylko raz – w pierwszej kolejce z Cremonese, po czym nastąpiła imponująca seria 24 spotkań bez porażki – o tyle w 16 meczach od stycznia zanotował już aż cztery przegrane. Przy tej samej liczbie spotkań spadek jest wyraźny. W pełni do odrobienia, ale jednak niepokojący.
Kilka statystyk dobrze to obrazuje. Jeśli spojrzeć na tymczasową tabelę roku 2026 (uwzględniając także zaległe mecze 16. kolejki rozegrane w styczniu z powodu Superpucharu Włoch), Milan jest dopiero szósty: 28 punktów wobec 42 Interu Mediolan, który wygrał aż o pięć spotkań więcej (i rozegrał jedno więcej). Z 28 punktami jest też Juventus, ale ma jeden mecz mniej. Rossoneri są piąci pod względem liczby zwycięstw, a jeśli chodzi o gole, sytuacja wygląda słabo: ósma ofensywa ligi (20 bramek; Inter zdobył ich 43, ponad dwa razy więcej). Wciąż trzyma się natomiast defensywa, mimo dwóch ostatnich spotkań: 14 straconych goli (Inter – 15), a tylko Atalanta spisuje się lepiej od początku roku (9). Z jednej strony dobra obrona to fundament każdej ambitnej drużyny, z drugiej – trzeba też strzelać, by realizować cele. Statystyki (rozszerzając analizę na cały sezon) pokazują, że Milan ma wśród pierwszej szóstki największą ujemną różnicę (-5,83) między zdobytymi golami (47) a wskaźnikiem expected goals (52,83). Przed zespołem Allegriego pozostają teraz mecze z Hellasem Werona, Juventusem, Sassuolo, Atalantą, Genoą i Cagliari. W pierwszej rundzie Rossoneri wycisnęli z tych rywali 10 punktów: już wtedy było to niewiele, a tym razem nie wystarczyłoby, by spokojnie sięgnąć po Ligę Mistrzów.
Tutaj nie ma przypadku, atakuje znikomą ilością zawodników, a gramy ze spadkowiczem.
Atakujemy ślamazarnie i powoli, dosyć wolno się przesuwamy do przodu, pozwalając się ustawić rywalowiu na przedpolu.
I to jest ewidentna wina Allegriego. Można się przyczepiać do Furlaniego i Zarządu, ale forma i taktyka jest obierana przez trenera. I to on opowiada za taki stan rzeczy.
I zarząd musi w końcu zainwestować w jakiegoś trenera typu Klopp bo inaczej ciężko to będzie.
Włosi kiepsko !!! O mundialu już nie pamiętają.
A serie a coraz gorzej w pucharach wygląda