Francesco Camarda 2031!
Reforma Cardinale, która – cytując słowa właściciela RedBird – miała stworzyć elastyczną strukturę organizacyjną, w pewnym sensie pozostawiła stanowisko dyrektora sportowego nieobsadzone. W teorii, według zamysłu właściciela Milanu, rynkiem transferowym miał i ma zajmować się, w dużej mierze osobiście, nowy trener Rúben Amorim. No dobrze, ale kto może pomóc Amorimowi w budowaniu nowej kadry? Odpowiedź, przynajmniej patrząc na sygnały z pierwszych dni pracy, brzmi: Jorge Mendes. To superagent mający swoje wpływy niemal wszędzie, a zwłaszcza w Portugalii, który z obecnym szkoleniowcem Rossonerich współpracował już wielokrotnie i to z dużym zyskiem. Nic więc dziwnego, że pierwsze transferowe podchody mają wybitnie portugalski smak: Gonçalo Ramos na pozycję środkowego napastnika oraz Pedro Gonçalves jako ofensywny pomocnik lub skrzydłowy. Co więcej, Milan zdążył już wysłać do PSG pierwszą oficjalną ofertę za byłego snajpera Benfiki.
I tutaj zaczynają się schody. Paryżanie żądają za swojego napastnika około 45 milionów euro: kwoty, do której Milan jeszcze nie dotarł. Ponadto klub z Mediolanu musiałby zagwarantować zawodnikowi długoterminowy kontrakt z pensją na poziomie 4 milionów euro za sezon. Ramos to jednak absolutna konieczność, więc jest wielce prawdopodobne, że poprzeczka finansowa zostanie wkrótce podniesiona. Mówimy przecież o piłkarzu, który (odliczając czas spędzony w PSG) regularnie strzelał po 25 goli w sezonie. Krótko mówiąc: to 25-latek wciąż niezwykle atrakcyjny dla wielu klubów, a przez to podatny na wplątanie w licytacje, w których Rossoneri nie mogliby wziąć udziału. W tym miejscu kluczową rolę może odegrać właśnie Jorge Mendes: zarówno po to, by szybko zamknąć transakcję, zanim włączą się inne zespoły, jak i po to, by doradzić swojemu rodakowi odpowiedni kierunek. A czy istnieje lepszy wybór niż Milan prowadzony przez jego przyjaciela, Amorima?
Inaczej, choć w gruncie rzeczy podobnie, wygląda sytuacja z Gonçalvesem. W jego przypadku do działania wkroczył bezpośrednio portugalski szkoleniowiec, który prowadził go w Sportingu Lizbona i w pewnym sensie ukształtował jego talent. Gonçalves to jego "produkt" i wielki faworyt, ponieważ posiada cechy, które Amorim uważa za fundamentalne: strzał, drybling, szybkość, a także liczby w postaci goli i asyst – czyli wszystko, czego można oczekiwać od cofniętego napastnika. Dla Amorima duet Ramos-Gonçalves byłby idealny i aby go pozyskać, jest on gotów na pewne "poświęcenia".
Pierwszym z nich, wbrew niedawnym deklaracjom, może być Rafa Leão. Portugalczyk ma za sobą mało imponujący sezon i w jego przypadku spore kontakty Mendesa również możgą okazać się decydujące, by znaleźć mu odpowiedni klub i odpowiednio na nim zarobić. Wpływy agenta mogą być kluczowe także przy szukaniu nowego zespołu dla Santiago Giméneza, kolejnego zawodnika znajdującego się na wylocie. Opcja z Porto, o której niedawno było głośno, nie znajduje potwierdzenia, podobnie jak brak konkretów ze strony potencjalnych chętnych z MLS. Wygląda więc na to, że w przypadku Meksykanina telenowela będzie długa. Pozostaje mieć nadzieję, że przynajmniej podczas tego meczu, uda mu się w końcu "srzelić gola"... – podsumowuje SportMediaset.
Miał jeden sezon w Benfice 22/23 w którym grając w 30 meczach strzelił 19 bramek. Gimenez dla porównania w sezonie 23/24 w Feyenoordzie strzelił 23 bramki w 30 meczach (liczby z Flashscore).
Są baaaardzo podobni.
Gdzie tu sens wydawać 45 mln €
Chłop jest dobry w te klocki za to my mamy zlepione na prędce osoby dyrektorskie które doświadczenia to mogą się od Mendesa uczyć.
Straszne, że zamiast wziąć jakiegoś fachowca, to nasze gwiazdy zasięgają opinii Mendesa. Naprawde straszne.