Francesco Camarda 2031!
Mówią, że szeroki uśmiech, z którym wysiadł na lotnisku Linate (jeszcze zanim cokolwiek zobaczył) zamienił się w szeroko otwarte oczy, gdy przekroczył zieloną bramę ośrodka Milanello. Zresztą sam podkreślił to podczas swojej prezentacji: "Uwielbiam to miejsce. Jest fantastyczne, wyjątkowe. Mówią mi, że jest trochę stare, ale ja się z tym nie zgadzam: jest tu wszystko, czego potrzeba. Nie mógłbym być bardziej szczęśliwy, czuję się tu jak w domu". Rúben Amorim zazwyczaj mówi wprost, bez ogródek i nigdy nie miał szczególnej skłonności do schlebiania innym. Można więc wierzyć jego pochwałom pod adresem nowego miejsca pracy. Już za kilka godzin wszystko się zacznie, a jeśli kierować się jego dotychczasowymi przyzwyczajeniami, boiska będą zraszane nie tylko przez system nawadniający, lecz przede wszystkim potem zawodników.
Treningi
Amorim przywozi ze sobą określoną filozofię pracy, która doskonale odzwierciedla to, co później prezentują jego drużyny na boisku. Można ją streścić jednym słowem: intensywność. To stara piłkarska zasada (choć nie wszyscy trenerzy się jej trzymają): drużyna w meczu zwykle odzwierciedla to, czego wymaga się od niej na treningach (o ile treningi są właściwie prowadzone). W przypadku Amorima mowa o stosunkowo krótkich jednostkach treningowych. Maksymalnie trwają około półtorej godziny, ale częściej są jeszcze krótsze. Osoby znające jego metody wiedzą, że zdarzają się nawet treningi trwające zaledwie 45 minut. Problem dla piłkarzy polega na tym, że w ciągu tych 45 minut Portugalczyk wyciska z nich siódme poty. Intensywność jest fundamentem jego futbolu. W przeciwieństwie do taktyki Massimiliano Allegriego, opartej na wyczekiwaniu i szybkich kontratakach (co zwykle pozwala utrzymać wydatki energetyczne na rozsądnym poziomie), Amorim wymaga, a właściwie żąda, agresji, wysokiego pressingu i jak najszybszego odzyskiwania piłki. Aby grać w ten sposób, niezbędne jest odpowiednie przygotowanie fizyczne.
Tempo
Dlatego, poza pierwszym okresem po wakacjach, kiedy trzeba odbudować podstawową wydolność płuc i mięśni, treningi koncentrują się później na pracy nad utrzymywaniem najwyższej intensywności. Wiadomo bowiem, że jeśli choć jeden zawodnik nie jest w stanie wytrzymać tempa wspólnego pressingu, cały mechanizm się rozsypuje, a rywal otrzymuje mnóstwo wolnej przestrzeni. Na treningach panuje więc wysokie tempo, a poza pierwszym etapem przygotowań rzadko są to ćwiczenia wykonywane bez piłki. To właśnie piłka jest głównym bohaterem zajęć. Oprócz tego, że pomaga przyzwyczaić zawodników do operowania nią przy najwyższej intensywności, zmniejsza także obciążenie psychiczne – kontakt z piłką pozostaje przecież dla piłkarza największą przyjemnością, nawet gdy mięśnie płoną od kwasu mlekowego. Ćwiczenia rozwijające intensywność, której wymaga Amorim, odbywają się oczywiście na niewielkich przestrzeniach. Małe gry na bardzo ograniczonym polu, często z limitem dwóch lub trzech kontaktów z piłką, przy nieustannie pozostającej w grze piłce. Do tego dochodzą ćwiczenia nastawione na utrzymanie posiadania, klasyczne atakowanie przeciwko obronie oraz liczne pojedynki jeden na jednego. Przerwy? Owszem, są – ale głównie po to, by napić się wody. Wskazówki trener przekazuje w trakcie gry albo przy tablicy taktycznej. W metodologii Amorima nie ma miejsca na przestoje, z bardzo prostego powodu: nie powinno ich być również podczas meczu.
Robią się latyfundia pomiędzy formacjami...
Czy Ruben(s) ich nauczy pressować, chciałbym.
Czego się spodziewam? 60-70 i oddychanie rękawami.
Natomiast najważniejszą sprawą dla Amorima będzie zdobyć szacunek i szatnię.
Bo gdy pojawi się pierwszy kryzys, to nasze gwazdeczki nie przyzwyczajone do harówki zaczną po cichu bojkotować starania trenera.
Może nawet grać przeciwko niemu.
Amorim musi przede wszystkim udowodnić, że zna się na rzeczy, widzi cel, a przede wszystkim widzi zespół i poszczególnego zawodnika.
Musi zdobyć posłuch i szacunek.
Wtedy można budować.
W innym przypadku skończy się jak z Conceisao i Fonsecą.