Milan po niedzielnym remisie w Rzymie spadł na –5 względem Interu (47 punktów do 52) i na początku tego tygodnia wygląda to na sporą przepaść: Chivu frunie, Milan strzela mało, a różnica między kadrami obu drużyn nigdy nie wydawała się tak duża. Spokojnie z wyrokami – przeszłość uczy ostrożności, a Inter dopiero wchodzi w maraton Ligi Mistrzów, ale Milan bez wątpienia pozostaje w tyle. Dlaczego? Odpowiedź w… pięciu punktach.
Głębia składu.
Inter, jak powiedzieliby w Stanach Zjednoczonych, to drużyna z szerokim skłądem. Atak jest jej wizytówką: Lautaro, Thuram, Pio Esposito i Bonny – czterech zawodników o niemal wymiennej wydajności. Ale głębia składu widoczna jest także w innych formacjach: w środku pola Sučić dołączył do nietykalnych, po prawej stronie Luis Henrique – ze swoimi wzlotami i upadkami – grał bardzo dużo, a w obronie rotować mogą Akanji, Bisseck, Acerbi, De Vrij, Bastoni i Carlos Augusto. Jedna liczba mówi wiele: 19 zawodników Interu zagrało co najmniej 10 meczów ligowych. Milan zatrzymuje się na 17, przy czym kilku z nich (Athekame, Estupiñán) prawie nigdy nie miało obowiązków w wyjściowym składzie. Allegri nieprzypadkowo jest trenerem, który w Serie A najrzadziej korzysta ze zmian. Problem do rozwiązania? Nie poprzez mercato, bo Milan zdecydował się nie wydawać pieniędzy w styczniu. Jedynym wyjściem jest dobra praca i prośba do San Siro o lepszą ochronę murawy, by ograniczyć kontuzje.
Atak.
Inter w lidze wypracował 39,1 oczekiwanych goli (xG), wobec 35,7 Milanu: to wskaźnik mierzący i ważący stworzone okazje bramkowe. Jeśli jednak spojrzeć na gole strzelone, przepaść się powiększa: Inter 50, Milan 35... a z taką różnicą nie da się myśleć o rywalizacji. Skąd to się bierze? Oczywiście z jakości wykończenia: Leão radził sobie dobrze jako "dziewiątka", Pulisic miał swoje klasyczne cztery miesiące w formie mistrzowskiej, ale ogólnie napastnicy Milanu nie mają cynizmu Lautaro, Thurama, Bonny'ego i Pio, którzy razem zdobyli 26 goli. Cztery "dziewiątki" Milanu – pięć, licząc Santiego Gimeneza – zatrzymują się na 20. To oczywiście także kwestia gry i ofensywnej produkcji. Na początku sezonu Milan atakował więcej, był bardziej błyskotliwy i wydawało się, że potrafi rozwijać więcej rozwiązań. W ostatnich tygodniach jest zdecydowanie bardziej improwizowany. W miesiącach bez meczów w środku tygodnia, które go czekają, Allegri z pewnością nad tym popracuje.
Intensywność i instynkt zabójcy.
Inter jest bardziej intensywny od Milanu i to widać. Przede wszystkim potrafi znacznie lepiej wykopać rów między sobą a rywalem. Milan wygrał różnicą większą niż jedna bramka tylko w Lecce pod koniec sierpnia, w Udine we wrześniu, z Hellasem Werona pod koniec roku i w Como 15 stycznia – w najdziwniejszym meczu sezonu. Inter odpowiada 5:0 z Torino, 4:1 z Cremonese, 3:0 z Fiorentiną, 4:0 z Como i 6:2 z Pisą. Chivu świetnie rozwinął tę zdolność do kontrolowania gry, dociskania gazu i zamykania meczów, gdy tylko jest to możliwe. Choć Inter z pewnością nie jest najbardziej cyniczną drużyną świata, potrafił to robić. Milan natomiast żyje nieustannie na krawędzi emocji i pojedynczego epizodu. Allegri ma wielką zasługę w wytrenowaniu zaangażowania i koncentracji, tej nieuchwytnej zdolności jego zespołów do przechylania kluczowych momentów na swoją korzyść, ale wie, że Milan potrzebuje więcej instynktu zabójcy. Choćby po to, by kibice mogli czasem przeżyć beztroską drugą połowę.
Doświadczenie.
Rzut karny, który wyrównał Roma – Milan na 1:1, to klasyczny boiskowy epizod: zdarza się. Bartesaghi jednak raczej nie zasnął spokojnie: wie, że mógł lepiej zarządzić sytuacją, unikając rykoszetu od Celika albo trzymając rękę bliżej ciała. W wieku dwudziestu lat to normalne, ale różnica między Milanem a Interem jest także tutaj, w detalach. Pavlović i Bartesaghi, którzy pozwalają Comuzzo wyskoczyć do gola Fiorentiny, De Winter reagujący z opóźnieniem i oddający bramkę Zaccagniemu w Pucharze Włoch, błędna ocena Tomoriego, która otwiera Lookmanowi drogę do bramki przeciwko Atalancie. Z należnymi wyjątkami (Tomori...) jest sporo epizodów z udziałem mniej doświadczonych piłkarzy Milanu. Wszyscy bardzo się poprawili w ostatnich miesiącach, ale nieuchronnie uczestniczą w błędach wieku dorastania. Inter ma tu przewagę. Błędy indywidualne też się zdarzają, ale zespół został zbudowany inaczej, z wieloma doświadczonymi zawodnikami, przyzwyczajonymi do zarządzania momentami.
Zależność od jednostek.
Ostatni punkt jest najmniej podatny na trenowanie. Milan to drużyna zbudowana na pięciu solidnych filarach: Maignan, Gabbia, Modrić, Rabiot, Pulisic. Leão byłby szóstym, ale kontuzje zmusiły Allegriego do myślenia o zespole bez niego. W tej grupie Gabbia jest najbardziej zastępowalny – De Winter spisuje się bardzo dobrze – natomiast z Mike'em, Luką, Adrienem i Christianem nie ma negocjacji: Milan z nimi lub bez nich to zupełnie inna drużyna. Dlatego kontuzje Pulisica ważą tak dużo. Dlatego kibice wracają myślami do porażki z Cremonese i pamiętają, że Rabiot był wtedy jeszcze w Marsylii. Świątynia Chivu ma inną architekturę. Çalhanoğlu, już w erze Inzaghiego, przez długi czas był nie do zastąpienia, ale Inter może sobie pozwolić na większe rotacje – z wieczoru na wieczór i w trakcie jednego meczu. Czy więc kibice Milanu są smutni? Cóż, świat można oglądać także z innej perspektywy. Skoro przy tych różnicach Milan jest drugi ze stratą pięciu punktów, to co może się wydarzyć od lutego, gdy Inter będzie rozproszony Ligą Mistrzów, a Milan zyska więcej czasu na szlifowanie swoich słabości?

Milan musi punktować z tymi "słabszymi". W tym aspekcie muszą się poprawić.
5 punktów to jest nic. Inter napewno gdzieś się poślizgnie. Ważne, żebymy my punktowali prawidłowo :)
Tak naprawdę zostanie nam walka o 2 miejsce i przy dużym szczęściu walka o mistrza bo Inter punkty na pewno jeszcze straci. My pewnie też dlatego mówię o szczęściu, a nie pewniaku.
O grę z góra się nie martwię bo to akurat mam wychodzi, ale o grę z dolnymi drużynami już bardziej.
Interem od dłuższego czasu zarządza facet, który jest magikiem mercato i ojcem chrzestnym przekrętów w Serie A - Marotta. Tak naprawdę to on m.in. z Ausilio zbudowali potęgę Interu, którą później uzupełniano wzmocnieniami. To on ściągnął Lukaku i Hakimiego, których później Inter sprzedał za dobrą kasę. To on ściągnął Barellę i wielu innych grajków (z których, co by nie mówić, niektórzy to okropne flopy - Asllani czy Correa np.) Ale to on zrobił 50 mln na Onanie, sprzedał Pinamontiego za 20 baniek itd.
Ale to by się nie wydarzyło, gdyby nie to, że Inter ma całkiem niezły scouting we Włoszech. Przecież oni chcieli też Tonalego (zablokowała ich m.in. kwestia finansowa i to, że Conte chciał oprócz kolejnego młodego piłkarza do ogrywania też kogoś gotowego do gry i kogoś na lewą stronę xd)
No i Conte, który zbudował młodych (Barellę, Bastoniego), wkomponował zawodników w istniejącą pakę (Lautaro, de Vrij czy Dimarco byli przed nim), a potem przekazał pałeczkę (gotową drużynę) trenerowi, który może nie zepsuł zespołu, ale był trochę hamulcowym (zmiany, stawianie na nazwiska itd.) Obecnie Chivu rotuje bardziej z głową niż Inzaghi, co przynosi dość spore sukcesy, jak na trenera wyciągniętego ze słabej Parmy, I to, że Inter prowadzi na czele stawki to tylko zasługa ogrywania ogórów - bo z Chivu oni daleko nie zajadą - w LM w papę z Liverpoolem, Arsenalem i Atletico, w SA w papę z top 5, prócz Romy - ale to zrozumiałe, Gasp zawsze rozłoży nogi przed Interem.
A u nas?
U nas jak w lesie. Zarząd swoje, scouci dupa, a trener za każdym razem z innej parafii i z innym pomysłem na grę.
Wałkowaliśmy 4-2-3-1, 4-3-3, 4-4-2, a teraz 3-5-2. Kadra jak była zbudowana po ch...u tak dalej jest tak zbudowana, mamy skrzydłowych grających jako 9, środkowych pomocników pod grę ofensywną, obrońców co nie potrafią bronić wysoko, a i nisko wyłącza im się prąd. To się po prostu kupy nie trzyma.
Nasi ładują kasę w zawodników ofensywnych lub pomocników (też raczej ofensywnych), a obrońców ściągamy nijakich - jednocześnie zatrudniając trenera, który najchętniej grałby 1:0 - a do tego potrzebuje żelaznej defensywy.
Tu jest pies pogrzebany - w złym zarządzaniu klubem od a do z. No i tym, że to #MarottaLeague, więc cokolwiek złego, to nie dla Interu.
u nas pojawił się magik preferujący minimalizm, czego efektem jest 8 remisów. 1 porażka to w ogóle jest 8 cud świata, ale jak się okazuje nie daje nam to pozycji lidera. Milan nie potrafi "zabić" meczu i dać pograć zmiennikom, przez to są te wszystkie nerwowe końcówki. takiej ilości farta, jaką mieliśmy w tym sezonie to w żadnym innym nie kojarzę
w styczniu straciliśmy 6 pkt, które pozbawiły nas 1 miejsca w tabeli. w styczniu - czyli wtedy, kiedy mamy otwarte okno transferowe i można wzmocnić zespół!!!
efekt rozpierniczony mental, konflikty w druzynie i 8 miejsce
no ale marudźmy dalej
ale ok, przecież mamy wspaniałą pozycję, gwarantującą nam dopływ jurków z LM, więc w dupie z tym, że jest ogromna szansa na zdobycie drugiej gwiazdki na koszulkach
Nawet z Juventusem powinniśmy wygrać, był karny którego fatalnie wykonał Pulisic czy 200% sytuacja Leao, a cały mecz przeważaliśmy.
Nie powiedziałbym, że w tych spotkaniach graliśmy minimalistycznie, nawet opierając się tylko na statystykach wyraźnie przeważaliśmy, zasługiwaliśmy na komplet punktów, Allegri za zawodnika gola nie strzeli.
Uważam, że mentalnie Milan jest za słaby na scudetto i piłkarze w decydujących momentach nie wytrzymują presji przez co marnują dogodne sytuacje na potęgę. Kibice nie chcą tego zaakceptować i muszą mieć papierowego winowajce więc winią trenera za rzekomy minimalizm. A Allegri gra defensywny futbol więc łatwo w niego walić.
Owszem Allegri nie gra ciekawej piłki, ale zarzuty co po niektórych są po prostu totalnie z czapy.
Inter ma po prostu na ten moment lepszą kadrę i jest drużyną bardziej kompletną od Milanu, owszem w starciu z mocnymi rywalami już wyraźnie wiekowo Panowie z Interu nie domagają, dlatego dostają z reguły baty, ale nad Parmami, czy Pisami dominują o kilka długości i nie dają im żadnych szans bo to stare wygi doświadczone którym noga nie dygnie w decydującym momencie.
Wiadomo było jak będzie wyglądała gra za Allegriego, nie każdy trener preferuje ofensywną piłkę w stylu Como, co nie znaczy, że dla Milanu ten styl gry jest zły. W zeszłym sezonie wiele razy przez brak dyscypliny w grze wyglądało to jak wyglądało, ten jest pod tym względem o wiele lepszy, więc ja to traktuje na duży plus. Uważam, że na ten moment jeżeli chcemy narzekać to na piłkarzy i ich skuteczność, a raczej jej brak bo to niestety przez nich wspomniane przez Ciebie 8 remisów mamy na koncie.
Za to Milan zmienił trenera i formacje, akurat na taką do której nie ma zawodników. Leao to nie środkowy napastnik, Nkunku to samo. Najbardziej dopasowanym do stylu gry, preferowanego przez trenera jest Füllkrug. Niemiec fajnie rozpoczyna przygodę w Milanie, ale to nie jest klasa światowa która pociągnie ten klub. Teraz to jeszcze jakoś wygląda, aż strach pomyśleć co będzie w przyszłym sezonie jak faktycznie "głębia składu' Milanu będzie miała okazje do pokazania się.
Ale grać i walczyć trzeba :]