Nie powinno tak być, bo mówimy o dorosłych ludziach, ale czasami grupa pracująca w środowisku pozbawionym jasnych zasad staje się jak piąta klasa szkoły podstawowej z nauczycielką na zastępstwie: każdy robi swoje i mniej więcej to, na co ma ochotę. Kiedy po jedenastu i pół roku Massimiliano Allegri ponownie pojawił się w Milanello, mniej więcej taki obraz zastał przed sobą. Trzeba było odbudować wszystko: zaufanie, poczucie własnej wartości, taktykę i zachowanie. Dlatego Max już od pierwszego dnia ponownie uczynił Milanello centrum całego sportowego środowiska. Przywrócił przedmeczowe zgrupowania – noclegi w Carnago, by być gotowym na ostatnie, lekkie rozruchy w poranek dnia meczowego (oczywiście gdy gra się u siebie), przywrócił podwójne treningi (zdarzają się nawet teraz, gdy sezon wchodzi już w końcową fazę), przywrócił także wewnętrzny regulamin oparty na kolektywności – nawet przy stole – a nie na tworzeniu małych grupek w obrębie zespołu. Allegri połączył wszystkie te elementy, zamieniając Milanello w laboratorium, w którym można na nowo stworzyć DNA, poczucie przynależności, wspólne wartości i oczywiście narrację taktyczną pozwalającą osiągnąć cele klubu. Ten najważniejszy Allegri powtarzał do znudzenia: powrót do Ligi Mistrzów – opisuje dziennikarz Marco Pasotto na łamach LGdS.
Max nigdy nie odstępuje od samego siebie. Ci, którzy obserwują go na treningach, dostrzegają te same szczegóły i te same metody, które były widoczne podczas jego pierwszej przygody z Milanem. Relacja z piłkarzami jest czymś w rodzaju kompromisu: z jednej strony spojrzeniem byłego zawodnika, który dobrze zna pewne mechanizmy, a z drugiej okiem trenera z bogatą gablotą trofeów i długim doświadczeniem na ławce trenerskiej, zdobytym po latach ciężkiej pracy. Taki życiorys sprawia, że w oczach piłkarzy ma ogromny autorytet. Allegri lubi przeplatać lżejsze momenty z cięższą pracą fizyczną lub z zajęciami wymagającymi maksymalnej koncentracji taktycznej. Toskański temperament wychodzi na jaw, gdy pozwala na to sytuacja, ale wielu widziało go również w bardzo rozzłoszczonej wersji. I podobno są to naprawdę solidne reprymendy. Coś w stylu: nie złości się często, ale kiedy już się zdenerwuje... Opowiadał o tym kilka dni temu Abbiati, który miał go jako trenera podczas pierwszej kadencji Maxa: "Wścieka się dużo bardziej podczas meczów niż w tygodniu. Ale kiedy zdarza się to w Milanello, nie słychać nawet muchy". To się zdarza, a potem mija, także dlatego, że Allegriego powszechnie uważa się za człowieka świetnie radzącego sobie z problemami i trudnościami bez paniki i bez przenoszenia napięcia na zespół. Jest też ceniony za szczerość: mówi rzeczy prosto w twarz – co zwykle jest najlepszym sposobem rozwiązywania problemów.

Po derbach Allegri osiągnął cel, do którego dążył od początku sezonu: Milan stał się drużyną z najlepszą defensywą w lidze. Co więcej, 20 straconych bramek czyni linię obrony Rossonerich najbardziej szczelną w pięciu czołowych ligach europejskich. Lepszą nawet od wielkich potęg, które uczyniły Ligę Mistrzów niemal oligarchią. Była to jego pierwsza mantra, powtarzana od dnia prezentacji. W pewnym momencie sezonu oszacował nawet maksymalną liczbę straconych goli, której (jego zdaniem) nie powinna przekroczyć drużyna walcząca o Ligę Mistrzów czy o scudetto. I tu wraca temat "laboratorium Milanello". Na tych boiskach Allegri trenował koncentrację zarówno indywidualną, jak i całej formacji, całkowicie odmieniając fazę defensywną, która w zeszłym roku przeżywała katastrofy na różne sposoby: po stałych fragmentach gry, przez indywidualne błędy czy bolesne kontry na otwartym polu. Zawodnicy w wielu przypadkach byli ci sami co teraz (Tomori, Gabbia, Pavlović) co pokazuje, jak wielkie znaczenie mają mentalne zaangażowanie i taktyczna praca w tygodniu. Jedną z nowości w Milanie sezonu 2025/2026 jest linia trzech (pięciu) obrońców, która przy rozegraniu przechodzi w czwórkę, z Tomorim często grającym w roli bocznego obrońcy/skrzydłowego i walecznym Pavloviciem z pozwoleniem na ofensywne wypady. Efekty są widoczne: Serb zdobywa bramki, Tomori zaliczył asystę, a Estupiñán został bohaterem derbów. Oczywiście nie wszystko zależy od samej obrony jako formacji. Jak powtarza każdy trener, faza defensywna zaczyna się znacznie wcześniej. W tym przypadku linia Rossonerich przed Maignanem może liczyć na solidną ochronę ze strony Modricia, fenomenalnego w grze w obu fazach, oraz Rabiota. Szczególnie czytanie przestrzeni przez Modricia i jej odpowiednie zajmowanie znacznie ułatwiło pracę obrońcom. W trakcie tygodnia sztab Allegriego dzieli się pracą nad poszczególnymi formacjami. Francesco Magnanelli zajmuje się głównie fazą gry bez piłki – oraz pomocą – a Bernardo Corradi ofensywą. Oczywiście wszystko odbywa się pod nadzorem Maxa. Tym, co podobno najbardziej wyróżnia obecny Milan na tle przeszłości, jest porządek: każdy ma swoją rolę i wszyscy wiedzą, kto za co odpowiada.
Również na pozycji bramkarza nastąpiła wyraźna poprawa, i to nie tylko dlatego, że Maignan wrócił do najwyższej formy sprzed pewnego czasu i przedłużył kontrakt. Te dwa czynniki są raczej bezpośrednią konsekwencją tego, co dzieje się w Milanello. Do klubu dołączył Claudio Filippi, uznawany już za prawdziwego guru trenerów bramkarzy, sądząc po słowach, jakie poświęcają mu Allegri i sam Maignan. Mike odkąd jest w Milanie miał wielu trenerów bramkarzy, ale z Filippim znalazł swoją idealną równowagę. Przedłużenie kontraktu nastąpiło oczywiście nie tylko, ale także dzięki temu szkoleniowcowi, którego Allegri miał wcześniej w Juventusie. Filippi jest ceniony zarówno pod względem technicznym, jak i mentalnym, zwłaszcza za przygotowanie bramkarza do meczów. Maignan, który ratuje zespół przed niemal pewnymi golami, zamyka pewien krąg wraz z nieprzepuszczalną defensywą. Laboratorium Milanello.
