Pięć drużyn, sześć kolejek i garść punktów dzielących je w tabeli: między trzecim Milanem (63) a siódmą Atalantą jest 10 punktów różnicy, a pomiędzy nimi znajdują się jeszcze trzy zespoły, wszystkie w pełni walczące o swoje cele. Rossoneri znajdują się w negatywnej spirali, z której muszą jak najszybciej się wydostać, podczas gdy Juventus (czwarty z 60 punktami), Como (piąte z 58 punktami) i Roma (szósta z 57 punktami) podążają własnymi drogami – wszystkie w kierunku Ligi Mistrzów, z nadzieją na wywalczenie miejsca. Jest też Atalanta, outsider na ósmym miejscu z 53 punktami, która właśnie przegrała kluczowy mecz z Juventusem i teraz liczy już głównie na matematykę. Jednak La Dea wciąż może rozpalić ostatnie sześć kolejek i być może zagrozić innym rywalom.
AC MILAN. Z dziewięcioma punktami zdobytymi w ostatnich siedmiu meczach Milan prowadzony przez Allegriego stracił status pretendenta do tytułu i zmierza ku końcówce sezonu pełnej wątpliwości i obaw. Jeśli jeszcze kilka tygodni temu Liga Mistrzów wydawała się niemal pewna, dziś już taka nie jest, zwłaszcza że wciąż do rozegrania są mecze z Juventusem i Atalantą. Jeśli kontuzje nie są już zmartwieniem Maxa, który ma do dyspozycji całą kadrę, to problemem Rossonerich jest skuteczność ofensywna ich najlepszych zawodników: Christian Pulisic i Rafael Leão nie tylko przestali strzelać gole, ale sprawiają też wrażenie, jakby nie rozumieli się na boisku, niemal się ignorowali – co potwierdziły gwizdy na San Siro po porażce z Udinese. Przed starciem z Juventusem, zaplanowanym za dwa tygodnie, Milan zagra na wyjeździe w Weronie przeciwko drużynie, która niewiele ma już do ugrania w lidze, ale może stanowić kolejny problem. Milan musi wygrać, lecz w tym momencie wydaje się, że każdy może zdobyć twierdzę Allegriego. Ostatnimi czterema rywalami będą natomiast Sassuolo, Atalanta, Genoa i Cagliari.
JUVENTUS. 14 punktów zdobytych w ostatnich sześciu meczach sprawiło, że Juventus stał się najpoważniejszą alternatywą dla duopolu Napoli – Milan, a nawet realnym kandydatem do trzeciego miejsca. Obecnie, tracąc 3 punkty do Rossonerich i 6 do Napoli, drużyna Luciano Spalletti pokazała, że odzyskała swoją tożsamość i jest w stanie rywalizować z bezpośrednimi przeciwnikami jak równy z równym. Zwycięstwo z Atalantą, odniesione dzięki trafieniu Jérémie Boga, zwiększyło przewagę nad potencjalnym rywalem, choć terminarz zapowiada się dość wymagająco. Bologna, Milan, Werona, Lecce, Fiorentina i Torino – poza Hellasem, który zmierzy się także z Milanem – to zespoły, które do końca sezonu będą grać o wysoką stawkę i mogą skomplikować plany Spallettiego dotyczące Ligi Mistrzów. Kadra jest praktycznie w pełni dostępna (spośród kluczowych zawodników nieobecny jest jedynie Dušan Vlahović), a ogólna forma drużyny wydaje się najlepsza spośród wszystkich rywali. Jedyną wątpliwością pozostaje decyzja Spallettiego, by regularnie korzystać właściwie tylko z 12–13 zawodników z pola, co może prowadzić do ich przemęczenia.
COMO. Po serii 5 zwycięstw i 3 remisów w ostatnich 8 meczach ligowych, passa Como została zatrzymana przez Inter, który w 32. kolejce pokonał u siebie drużynę Cesca Fàbregasa, strzelając cztery gole. Od połowy lutego Como nie zaznało porażki, a taka seria wyników pozwoliła mu zasłużenie zbliżyć się do czołówki tabeli. Dziś zajmuje piąte miejsce, a przy kalendarzu obejmującym kolejno mecze z Sassuolo, Genoą, Napoli, Weroną, Parmą i Cremonese, Fàbregas celuje w komplet punktów aż do spotkania na stadionie Senigallia przeciwko Napoli, które może okazać się kluczowe w tak wyrównanej walce. Jeśli chodzi o nieobecnych, hiszpański szkoleniowiec powinien mieć już do dyspozycji zarówno Ramóna, jak i Rodrígueza – pierwszy pojawił się z ławki w ostatnim meczu, natomiast drugi nadal był oszczędzany. Wciąż poza grą pozostaje Addai, którego zerwanie ścięgna Achillesa prawdopodobnie wykluczy do końca sezonu.
ROMA. Z takim Donyellem Malenem marzenia o powrocie do Ligi Mistrzów nie są utopią. Gian Piero Gasperini dobrze o tym wie, do tego stopnia, że wbił szpilkę Claudio Ranieriemu podczas konferencji prasowej i czeka na powrót Wesleya, Mancinego oraz Koné, by przywrócić drużynie Giallorossich jej pierwotną formę. Po zwycięstwie z Pisą nastroje jednak się nie uspokoiły, co potwierdza, że tarcia są jedną z podstawowych cech stylu Gasperiniego, niezależnie od tego, jaką drużynę prowadzi. Kalendarz przewiduje teraz mecze z Atalantą, Bologną, Fiorentiną, Parmą, Lazio i Weroną – wymagające starcia, począwszy od tego w najbliższy weekend z Atalantą, w którym stawką jest być może definitywne wyeliminowanie Nerazzurrich z walki. Wciąż poza grą pozostaje Paulo Dybala, który może wrócić za tydzień lub dwa, a także Dovbyk i Ferguson – dla których, według Gasperiniego, sezon (i okres gry w Giallorossich) jest już zakończony.

Po drugie, Milan jest w rozsypce. Nie jesteśmy FCB Guardioli, żeby przeciwnik modlił się o to, żeby skończyło się na 5-0. Udinese pokazało i uwydatniło nasze braki. Brak szybkości, pressingu, zrozumienia, chęci i współpracy. Pozostałe zespoły widzą, że da się Milan nadgryźć i nikt nie będzie się nas bał. Skoro Udinese potrafiło, to Palladino będzie chciał pokazać, że też potrafi, Spaletti też nie jest głupi.
Nie uważam, że 9pkt w tych meczach to formalność. Allegri chciał zamknąć usta kibicom i wystawił 4-3-3 znów z Leao na szpicy. Teraz z czystym sumieniem wróci do 3-5-2 z dalej nie działającym atakiem.
Na koniec sezonu jesteśmy w tragicznej sytuacji, bo co się nie wydarzy to będzie źle. Jeżeli zespól zdobędzie te kilka punktów, w podobny sposób jak cały sezon, czyli strzelając bramkę psim swędem i wejdziemy do LM, to ktoś na górze uzna, że w sumie jest OK.
Jezlei natomiast Allegri przestanie mieć fuksa, to Allegrego pogonią, ale też kosztem sprzedaży zawodników.
Leao ma już dość, Pulisic chyba też zdecydowany odejść, bo dalej nie przedłużył kontraktu. MM też cudem przekonali.
Allegri doprowadził nas na skraj przepaści w tym sezonie.
Tutaj potrzeba gryzc trawe w koncowce i to doslownie. Moglismy miec o wiele lepsza pozycje, ale jak sie oddaje punkty beniaminkom to jest jak jest.
Najgorsze jest to że tutaj nie ma drużyny mentalu
A piłkarze też dobrzy...
Włosi są teraz na drugim miejscu, jesli chodzi o ranking 5-cio letni czyli taki, według którego UEFA rozdaje ilość miejsc w pucharach
https://rankinguefa.pl/rankingi.html
jułefa - jeśli dalej chce (a na pewno chce) utrzymać ten format mogłaby zrobić korekty, np żeby zamiast 4 włoskiej drużyny zagrał zdobywca Pucharu Włoch. prestiż pucharu od razu by wzrósł, bo jak czytałem przed zeszłorocznym finałem "po co nam puchar sołtysa" to mnie krew zalewała. drużyny zaczęłyby o niego poważną walkę, taka sama walka zaczęła się w LE gdy zdecydowano, że zwycięzca wystąpi w LM. od tamtej pory nie triumfują już drużyny pokroju Porto, Zenita, CSKA czy Szachtara, a tylko i wyłącznie kluby z krajów top 4