Rozpoczyna się era Rúbena Amorima w Milanie. Portugalczyk już wspólnie z klubem określił pierwsze cele transferowe, którymi mogą okazać się dwaj jego ulubieńcy. Chodzi o Mortena Hjulmanda, byłego piłkarza Lecce, który spisywał się bardzo dobrze pod jego wodzą w Sportingu (do tego stopnia, że trener chciał sprowadzić go do Manchesteru, ale nie było ku temu odpowiednich warunków), oraz Francisco Trincão, którego Amorim bardzo ceni za jego wszechstronność (może grać na każdej z trzech pozycji za środkowym napastnikiem). To właśnie oni są dwoma głównymi celami nowego szkoleniowca Rossonerich – poinformowała stacja Sky Sport.

Pewni taka sama możliwość sprowadzenia, jak Hjulmanda:)
Dla mnie to brak szacunku dla zawodników, którzy są w klubie. Jeszcze nie przeprowadził żadnego treningu, ale już wie, że wszyscy tutaj będą słabsi.
Po drugie: jak masz być trenerem to trenuj zawodników. ustalaj taktyke bazując na tym co masz. A nie. że muszę wziąc dwóch z byłego klubu, bo bez nich sobie nie poradzę.
Nie twierdzę, że to słabi piłkarze. Piętnuje jedynie podejscie trenera. Dla mnie to duży minus.
Jakbym pracował w branży spożywczej i robił chleb, to gdybym przechodził do produkcji puszek, to w zakresie znajomości nowej branży ufam bardziej pracownikom, którzy znają się na puszkach, niż na kajzerkach. Branie kogoś swojego to jest wyższe ryzyko, nie niższe.
Mógłbym wziąć kogoś od finansów, ale na takiej samej zasadzie bierze sobie Kroshe Hardunga i nie mam nic przeciwko.
Ale trener, który chce dwóch swoich piłkarzy? Bez kitu, to jakbym był kierownikiem magazynu w Biedronce i przechodząc do magazynu Lidla musiał wziąć swoich dwóch wózkowych.
Chcesz porównania do spółki? Proszę bardzo. Spółkę przejmował Cardinale. Czy wsadzał swoich ludzi? oczywiście, to normalne. Czy miałem coś przeciwko? Nie, bo to logiczne.
Jak chcesz mnie pouczać o życiu to używaj adekwatnych i logicznych argumentów, bo ten ze spółką jest słaby i nijak się ma do trenera i piłkarzy. Inny problem, inna skala.
Amorim jest tylko trenerem, nie będzie prowadził spółki. Będzie prowadził piłkarzy, On ma odpowiadać za to żeby pracowali coraz lepiej. Jak brygadzista czy kierownik w magazynie. I teraz używając mojego porównania, gdyby przyszedł z Biedry do Lida i wziął sowich wózkowych, to morale wózkowych w Lidlu MOGŁO być spaść, bo poczuli by się gorsi. A wózkowi z piekarni do wózkowych z produkcji puszek ma się nijak, bo tu Cię ograniczają zasady przechowywania żywności, których przy metalurgii niema. Więc branie swoich za każdym razem nie zawsze oznacza zmniejszania ryzyka, które sugerujesz.
Co do konkretnego problemu, który zawarłem w swoim pierwotnym poście: Jeżeli Amorim kogoś chce, to najpierw wypadałoby potrenować i zobaczyć jakim materiałem ludzkim dysponuje. Bo dla mnie, takie gadanie, że muszę mieć tylko swoich jest słabe, To oznacza ograniczenia i niczego dobrego nie zwiastuje.
Odkupmy cały Sporting zatem, po co trenować nowych piłkarzy?
Max to samo chciał (vide Rabiot)
Nazwiska brzmią sensownie, oczywiście pytanie ile $$$.
No tak ale nie kupimy nikogo w jego miejsce bo za co
Na 6 mamy Modricia i Ricciego więc Hjulmand nie jest pierwsza potrzeba.
Inna sprawa że jak już byśmy chcieli wzmocnienia to R. Neves chyba nie przedłużył kontraktu i będzie za " Free"
Jak się nie ma kasy, to się szuka trenera pod drużynę.
Mieliśmy losowy wyskok Piolego i wszystko zostało zaprzepaszczone to albo liczysz na kolejny losowy wyskok, wykładasz miliony albo one way ticket i wyprzedajesz wartościowych w imię zaufania trenerowi. Tu wielkiej filozofii nie ma. Nie posmarujesz to nie pojedziesz.
żeby zaufać trenerowi to musi być Trener przez duże T. Takim kimś na pewno nie jest Amorim