SportWeek: "Odrodzenie Milanu". Mirabelli: "Jeszcze nic nie zrobiliśmy"

23 lipca 2017, 02:00, Ginevra Aktualności
SportWeek:

Weekendowy dodatek do La Gazzetta dello Sport, SportWeek w najnowszym wydaniu poświęca sporo miejsca rewolucji, która zaszła w Milanie pod rządami Marco Fassone i Massimiliano Mirabellego – w skrócie MiraFax. Oto obszerne fragmenty, okraszone jak zwykle ciekawymi wypowiedziami nowego dyrektora sportowego Milanu:

Po upływie prawie 100 dni od momentu, kiedy Li Yonghong przejął władzę (13 kwietnia), nie ma już wątpliwości: Gandhi i Martin Luther King pozostają jedynymi, którym udało się przeprowadzić rewolucję bez rozlewu krwi. O tej, która jest dziełem Marco Fassone i Massimiliano Mirabellego, można powiedzieć wszystko, ale nie to, że jest pokojowa. Pozyskanie z Juve Leonardo Bonucciego - obok Sergio Ramosa jednego z najlepszych środkowych obrońców Europy - podsumowuje filozofię nowego kierunku obranego przez rossonerich: to prawdziwy hit piłkarski i medialny. Odzwierciedla chęć odzyskania utraconej wielkości. Piłkarz otrzyma opaskę kapitana: to kolejny znak zerwania z przeszłością.

Z drugiej strony, para MiraFax, jak czule nazwali ją kibice zmęczeni wolnymi transferami i piłkarzami z promocji, nie aspirowała do tego, by zapisać się w historii dzięki rewolucji bez ofiar. Mówi się, że już przeszli do historii, przedłużając na cztery lata wygasający kontrakt Gigio Donnarummy, po wielu perturbacjach i bliskim zerwaniu negocjacji z jego agentem Mino Raiolą. I to niech wystarczy. Konieczność odbudowy klubu, zarówno od strony menadżerskiej, jak i piłkarskiej, po trzech latach wykluczenia z walki o scudetto i puchary, narzucała nieuchronną demolkę, i do tego przystąpili zgodnie obaj panowie. Na mniej niż tydzień przed rozpoczęciem udziału w eliminacjach Ligi Europy (w czwartek, 27 lipca przeciwko Rumunom z Craiovej) i na ponad miesiąc przed końcem mercato po Milanie Berlusconiego ślad prawie zaginął. Zmieniło się wszystko, nawet agencja fotograficzna, którą teraz jest LaPresse.

"A jeszcze nic nie zrobiliśmy - mówi dla SportWeeka 47-letni Massimiliano Mirabelli - Wiemy, że musimy skompletować drużynę i kogoś sprzedać. Do 31 sierpnia, ostatniego dnia mercato, nikt tutaj nie oddycha". Mirabelli to człowiek, który zaczynał nisko, w sensie geograficznym i nie tylko - od Rende w Kalabrii, od amatorów w piłce nożnej. W wieku 27 lat był już dyrektorem sportowym San Calogero w Promozione [6. liga włoska]. Jako działacz od razu wygrał. Bo to jest coś, co go wyróżnia (niech kibice Milanu odpukają w niemalowane): wygrywanie ligi za pierwszym podejściem. To zaleta, która przekonała Marco Fassone, żeby zabrać Mirabellego najpierw do Interu jako szefa obserwatorów, a teraz do Milanu w roli o wiele bardziej rozbudowanej: dyrektora sportowego i szefa pionu technicznego. "Powiem prawdę: kiedy Marco zaproponował mi, bym za nim podążył, bardziej zgodziłem się ze względu na niego, niż na projekt. Stąpaliśmy po bardzo niepewnym gruncie przez wiele miesięcy, zanim nowi właściciele przejęli klub od Silvio Berlusconiego. Równie dobrze wszystko mogło zakończyć się fiaskiem. Ale ja i Fassone już zadecydowaliśmy, że będziemy żyli w wolnym związku" [śmiech].

Razem rewolucjonizują Milan stawiając sobie zadanie: "Być transparentnym wobec kibiców. W mediach społecznościowych i nie tylko wyjaśniamy im otwarcie, co zamierzamy i w którym kierunku idziemy. Robimy wszystko na oczach kibiców, począwszy od miejsca negocjacji transferowych - naszego domu, Casa Milan. Na początku działacze i agenci nawet nie znali adresu. Faktem jest, że my nie ukrywamy się w hotelach i restauracjach, aby negocjować transfery. Nie mamy tajemnic. Może się zdarzyć, że coś nie wypali, ale ja nauczyłem się, że nawet z porażki można wyjść zwycięsko, jeśli się nie ugiąłeś. Nieuginanie się przed nikim to jeszcze jedno nasze zobowiązanie wobec tych, którzy nas wspierają".

Nawet nie ma się co kryć się z aluzjami do historii Donnarummy: "Traktuję to przedłużenie na równi z transferami, i jak dotąd przyniosło mi najwięcej satysfakcji. Od pierwszego dnia, kiedy dołączyliśmy do Milanu, mieliśmy świadomość tego, co nas czeka. Ostatecznie udało się nam podpisać nową umowę na naszych warunkach. My szanujemy Raiolę, który świetnie zna się na swojej pracy, ale porozumienie z Donnarummą zostało osiągnięte na naszych warunkach. A Gigio, by pozostać w Milanie, zrezygnował z ogromnych pieniędzy, dwa razy większych niż oferowaliśmy my. Oferta 14 milionów od PSG jest prawdą. I nie tylko ta".

Innym przykładem zerwania z dawnymi praktykami zarządu są relacje z agentami, a przypadek Donnarummy jest tylko wierzchołkiem góry lodowej: "Mam świadomość, że staję się niesympatyczny, mówią mi o tym nawet moi współpracownicy, ale stworzyliśmy pewien zbiór zasad i się ich trzymamy, zdając sobie sprawę, że nie są one zbyt elastyczne. Szanujemy pracę wszystkich, ale nie chcemy być poddawani szantażowi. Prowizję dla agenta płaci się w określonych sytuacjach, kiedy gracz przenosi się z jednego klubu do drugiego, a nie kiedy przedłuża się kontrakt".

Cechą charakterystyczną poprzedniego zarządu - a konkretnie Adriano Gallianiego - były spotkania z agentami i pośrednikami, z którymi rozpoczynano pertraktacje. Teraz to się zmieniło: "Nie chcę dokonywać porównań, może to, co było kiedyś, było lepsze, i może my popełnimy więcej błędów, niż nasi poprzednicy, ale wolimy się pomylić po tym, jak zobaczymy coś na własne oczy. A to oznacza kilkakrotne obserwowanie zawodnika, zanim podejmie się decyzję, czy pasuje on do naszej wizji. I dopiero potem pytamy go, kto jest jego agentem. Nie odwrotnie - że agent proponuje mi swojego klienta. Powtarzam: zależy nam na tym, aby oddzielić role. Agent jest agentem, dyrektor sportowy - dyrektorem sportowym. Ja robię to wszystko dla Milanu, i jeśli z tego powodu staję się kłótliwy, to będę kłótliwy. Ale jeśli pytacie, czy zaprosiłbym Raiolę na kolację, to odpowiem, że tak. I to ja bym zapłacił. A tak poza tym, to nie jest on nawet agentem, który najbardziej zalazł mi za skórę. Z Silvio Pagliarim, agentem Felicioliego, bardzo brzydko się pokłóciłem. Potem, gdy rozwiązała się kwestia wypożyczenia gracza do Verony, znów staliśmy się przyjaciółmi tak jak wcześniej".

Marco Fassone, były dyrektor ds. marketingu w Juventusie oraz dyrektor generalny w Napoli i Interze, chciał widzieć obok siebie w zarządzie Milanu wiele nowych twarzy, nie tylko Mirabellego. Sam wyjaśniał powody takiej decyzji 5 lipca, w dzień rozpoczęcia nowego sezonu, czyli początku zgrupowania i obrania nowego kursu przez rossonerich: "Nie byłem uprzedzony do żadnej z osób, która tu wcześniej pracowała. Uznałem jednak za stosowane wprowadzenie nowych współpracowników, którzy nadaliby klubowi nowy kształt". Udało się też wypełnić lukę pod nazwą "symbol klubu" wraz z przybyciem dawnego mistrza Christiana Abbiatiego w roli klubowego managera - dodatkowa para oczu i uszu, aby wyłapywać humory i nastroje w szatni.

Kibiców interesuje przed wszystkim praca nad drużyną. Zespół odnowiono piłkarzami, którzy po kolei wszyscy (oprócz Boriniego) są potencjalnymi elementami wyjściowej jedenastki. Zakupy, które wpasowują się w wizję gry Montelli, to też jeden z elementów zerwania z niedawną przeszłością, kiedy Galliani powtarzał, że "mercato to działka klubu". (...) Oprócz Biglii i Bonucciego, już po trzydziestce, wszyscy nowi gracze są młodzi i perspektywiczni. To jasne, że tak ukształtowany Milan nie może nie zająć w Serie A miejsca w pierwszej czwórce, która gwarantuje awans do Ligi Mistrzów. Brak awansu oznacza brak wpływów za udział i prawa do transmisji, co mogłoby niebezpiecznie zachwiać finansową przyszłością klubu, zakupionego również dzięki pożyczce funduszu Elliott udzielonej panu Li. Fassone zaprzecza, jakoby istniało ryzyko zapaści finansowej Milanu w przypadku niezrealizowania założeń. Tymczasem udało się zrealizować innych cel: kibice zjednoczyli się u boku nowego zarządu. Wszelka nieufność wyparował, epoka Berlusconiego to już wspomnienie. A wszystko wina czterech lat szumnych zapowiedzi, które kończyły się kompromitacją, po wcześniejszych 28 latach triumfów. Ale to już inna historia. 

13 komentarzy
Musisz być zalogowany, aby komentować
Bostonterrier
Bostonterrier
24 lipca 2017, 01:51
Napisalem dosc dlugi komentarz na temat nowych sternikow Milanu a wyswietlilo z niego raptem jedno slowo " Duet F '.....
MASAKRA!!
0
Ginevra
Ginevra
24 lipca 2017, 11:56
Użyłeś może jakiegoś znaku specjalnego? Bo kiedyś powodowały ucięcie komentarza. Jeśli tak, to opisz którego, zgłosimy, że nadal jest błąd.
0
DaRo_7
DaRo_7
24 lipca 2017, 18:40
Też kiedyś użyłem znaku
0
DaRo_7
DaRo_7
24 lipca 2017, 18:41
Właśnie stało się to samo :P Mój poprzedni komentarz miał być taki(usunę ten znak):

Też kiedyś użyłem znaku (and) i wtedy ucięło resztę tekstu. Pisałem Duet F (and znakiem)M i chyba ten znak blokuję resztę pisania :P
1
Bostonterrier
Bostonterrier
24 lipca 2017, 01:42
Duet F
0
PaoloACM
PaoloACM
23 lipca 2017, 12:04
Podpisuje sie pod kolegami (a w tym wypadku to w zasadzie nad) - Ginevra swietna robota!

Ten klub od dawna potrzebowal restrukturyzacji, świeżej krwi i odpowiednich ludzi. BG wypalili sie juz jakies 5 lat temu a my przez to cierpieliśmy.

Wisienka na torcie bylby nowy stadion. Jak myślicie lepiej byloby zostac (samodzielnie i jako właściciele rzecz jasna) na San Siro ktore jest legenda czy zbudowac nowy dom?
Osobiście fascynuje mnie pomysl nowego stadionu ale jednocześnie na mysl o pozostawieniu takiego symbolu, jakim niewątpliwie jest dla nas San Siro, w brudnych niebiesko czarnych barwach robi mi się niedobrze. W naszej historii od zawsze traktowalismy symbole z nalezytym szacunkiem aczkolwiek San Siro juz nie odmlodnieje za bardzo nawet po remoncie a czas ciagle leci. Przydalby sie nowy,noweczesny,stadion ale przede wszystkim własnościowy stadion. Trudna decyzja do podjęcia.
Edytowano dnia: 23 lipca 2017, 12:15
1
matten
matten
23 lipca 2017, 17:52
Kiedyś czytałem fragment artykułu, z którego wynikało, że remont San Siro byłby droższy niż budowa nowego obiektu. Jeśli to prawda, to odpowiedź jest prosta.
0
tmqTV
tmqTV
23 lipca 2017, 19:42
Ja natomiast pamiętam wypowiedź samego Fassone, że własny stadion to gwarancja 3x wiekszych przychodów z każdego meczu u siebie w porównaniu do obecnej sytuacji. Więc miałoby to sens. Ale aż boję się pomyśleć, z jakim kosztem trzeba się liczyć.
0
majer1987
majer1987
23 lipca 2017, 09:15
Tak na marginesie, skoro uzyto takiego "modnego" porownania. Godin jest lepszy i od Ramosa, i od Bonucciego.
0
kaka19971
kaka19971
23 lipca 2017, 09:53
dla mnie ta trójka to top 3,wszyscy na tym samym poziomie dla mnie
0
januchsztum2
januchsztum2
23 lipca 2017, 10:43
Dla mnie Godin od dwóch sezonów mocno obniżył poziom, a meczów Atletico oglądam sporo
0
ACstach
ACstach
23 lipca 2017, 06:31
Bardzo pięknie się to czyta. Dobra robota MiraFax, dobra robota Ginevra:)
3
Ucash333
Ucash333
23 lipca 2017, 02:50
Bardzo przyjemnie zredagowane.Dzięki Ginevra , fajnie się czytało.
3

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się