Kibicowsko obumarły

24 października 2019, 11:04, cinassek Felietony
Kibicowsko obumarły

Nigdy bym nie pomyślał, że to przyjdzie właśnie teraz – jesienią 2019. Byłem przekonany, że ten moment mamy już dawno za sobą, a teraz drobniutkimi kroczkami będziemy podążali do przodu. Nastawiałem się, że to posuwanie się naprzód może być naprawdę ślamazarne, ale nie zakładałem, że spotka nas to, co się właśnie dzieje. Opowiem wam trochę o moich uczuciach. A może macie tak samo?

Miłość kibica jest ślepa. Jedni się z tym zdaniem zgodzą, inni zanegują i powiedzą, że stawiają przede wszystkim na racjonalizm. Jeśli widzą, że z danej mąki chleba nie będzie, to nie wmawiają sobie, że już zaraz, już za momencik staną przed szansą zajadania się pysznym śniadaniem. Ja do tego grona fanów z pewnością nie należałem – przeciwnie, choćby nie wiem jak mało argumentów miał Milan, zawsze, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc, wierzyłem, że tuż za rogiem czai się poprawa.

Walczyłem w tych meczach i przeżywałem je tak samo z każdym kolejnym trenerem. Montella tracił kontrolę nad drużyną, wymyślał jakieś idiotyczne decyzje personalne i brnął w ustawienie, które nie przynosiło absolutnie żadnego sukcesu. Ja co trzy dni wierzyłem, że już zaraz, już za momencik będzie lepiej. No bo przecież źle już było, to nawet tak ze zwykłej losowej przyzwoitości mogło by się zrównoważyć.

Nie równoważyło.

Przyszedł Gattuso. O, tutaj muszę zaznaczyć na wstępnie, że jestem wyznawcą jego zakonu. Co to była dla mnie za mentalna uczta! Co trzy dni, czy potem co tydzień czułem, że autentycznie jestem jednym z jego żołnierzy. Rino posyłał na boisko drużynę, ja się z nią w pełni utożsamiałem nawet mając świadomość, że nie ma tam żadnych bogów futbolu. Patrzyłem na niego, jak wyginał twarz w grymas, jak darł się, ustawiał, a kiedy trzeba to i uspokajał. Nawet jak szło beznadziejnie, to ja czułem, że to jest moja drużyna i ja walczę razem z nią – na stadionie, przed telewizorem, w podróży łapiąc jak najlepszy zasięg i zastanawiając się, co ujrzę na telefonie jak tylko odetnie się obraz.

Rino bardzo polaryzował kibiców Milanu i uważam to za naturalne. Zespół nie mógł się podobać zwłaszcza pod koniec jego pracy jeżeli chodzi o walory estetyczne. A przecież futbol ma przynosić przede wszystkim radość. I ja ludzi wychodzących z takiego założenia jak najbardziej rozumiem. Osobiście jednak – i myślę, że spora część z was również – czułem coś fajnego w tym, że po tych wszystkich nieudanych sezonach pod wodzą kolejnych klubów legend teraz wreszcie mamy szansę osiągnąć coś, do czego wypłakujemy oczy od lat.

Ja to czułem doskonale. Nawet jak nie wychodziło, nawet jak notowaliśmy jakąś słabą stylem porażkę, to ja na kolejny dzień byłem gotowy ponownie wydzierać się i w pełni utożsamiać z drużyną Gattuso. Z prostego powodu – miałem poczucie, że to moja drużyna. Tylko tyle i aż tyle. Moi ludzie, czasami gamoniowaci, czasami dobrzy, ale zawsze moi.

Jaki ja byłem nakręcony po tych zimowych zwycięstwach i wskoczeniu na podium… Ile razy ja wizualizowałem 26 maja 2019 roku… Jak bardzo byłem przekonany w duszy i w sercu, że wreszcie będzie można uronić łzę z radości a nie dlatego, że kolejny raz boleśnie odebrano Milanowi godność.

No i nadszedł ten dzień. Cóż, myślę, że gdyby napisać przeżycia wewnętrzne Milanistów oglądających mecz w Ferrarze i spoglądających na wyniki Sassuolo – Atalanta i Inter – Empoli, to wyszłaby z tego naprawdę niezła opowieść. Każdy zapewne stawiał na swój „plan logistyczny” tego wieczoru – trzy mecze naraz, może dwa, a może tylko Milan i pełna wiara?

Ja zadecydowałem, że obejrzę w akcji tylko nas, a na komputerze ustawię sobie FlashScore’a z powiadomieniami z Reggio Emilia i Mediolanu. Od razu muszę zaznaczyć, że ja w powodzenie tej misji naprawdę wierzyłem. To nie tak, że przed rozpoczęciem wieczoru awans do Ligi Mistrzów traktowałem jako miłą niespodziankę i radość, której po kwietniowym kryzysie się nie spodziewałem. Zupełnie nie.

Jedyna moja słabość w zeszłym sezonie to pod koniec przegranego meczu z Torino. Wtedy coś we mnie na moment pękło, myślałem, że już po nas. Ale otrząsnąłem się i wierzyłem dalej. A przed tym pieprzonym meczem ze SPAL to już w ogóle… Ja po prostu byłem święcie przekonany, że się uda.

I się zaczęło. Niejeden Milanista zapewne niekontrolowanie dygotał widząc, że w przerwie jesteśmy na podium Serie A. Jesteśmy na podium Serie A. Po tych wszystkich latach mieszkania w grotach i żywienia się padliną… 45 minut do końca sezonu i mamy nie tylko Ligę Mistrzów, ale i brązowy medal sezonu. Nawet teraz jak o tym pisze to ogarnia mnie tak przykre uczucie, takie przybijające myśli niespełnionego marzenia…

I choć SPAL doszło nas na 2:2 to byłem pod skórą jakoś dziwnie przekonany, że my swoją robotę i tak zrobimy. I zaraz zaczęło wszystko podążać we właściwym kierunku, Kessie wykorzystał karnego i nasze zadanie było wykonywane. W międzyczasie jednak te gole Interu i Atalanty wielki wulkan energii w postaci mojej osoby zamieniły w przybitką papkę, ale ciągle mamrotałem jakieś głupoty pod nosem i wierzyłem, że wszystko się odmienić.

PING.

„Oho… Po robocie, Inter na 2:0 i zamykam głowę pod poduszką”. Jak wyskoczył mi dźwięk z powiadomienia na FlashScore to największym z możliwych drżących ruchów ręki przesunąłem kursor myszy na odpowiednią zakładkę. Głęboki oddech, zamknięcie oczu, klik, otwarcie…

Inter – Empoli 1:1.

TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK! Dzika radość. Jak po golu Romagnoliego w ostatniej minucie w Udine, jak po trafieniu Cutrone z Romą. Feta. Na kolana. Krzyki i niedowierzanie.

Jak zestawiam siebie z teraz z sobą z tamtej chwili… Piłka jest okrutna i często nie chcę jej znać. W tym momencie, 26 maja jakoś koło 22, coś we mnie pękło. Wiadomo, jak to wszystko się skończyło. Inter strzelił na 2:1, jego mecz trwał jeszcze po zakończeniu naszego. Nawet go nie włączałem, ale na FlashScore pozostałem do końca. Dopiero potem widziałem jakieś urywki, jak gracz Empoli w świetnej sytuacji trafia w słupek czy jak Handanović dokonuje cudów w bramce…

Od tej pory, w zasadzie przez całe lato, pod względem uczuć kibicowskich byłem totalnym wrakiem. Skumulowałem na coś niebotyczną energię. Wszystkie moje myśli miesiącami i tygodniami skupiały się na tym, że osiągniemy rzecz, której tak nam brakuje przez ogrom już sezonów. I nie dość, że się nie udało, to los zadrwił z nas jeszcze w tak bolesny sposób…

Ale życie idzie do przodu. Wiadomym było, że znowu czeka nas nowe rozdanie, pomysły nowego trenera, pewnie paru nowych zawodników… Ah shit, here we go again…

Coś zaczęło we mnie umierać. Nie miałem siły przeżywać tego wszystkiego tak bardzo, jak zawsze, na 300%, jak w poprzednich sezonach. A zwłaszcza jak w końcówce poprzedniego, kiedy było tak blisko… Tym niemniej kilka sparingów pod wodzą Giampaolo mi się podobało, zapewne jak wszystkim. Podświadomie wierzyłem, że może będzie z tego coś fajnego.

Ale po Udinese moje prozaiczne połatane serce pękło już zupełnie. Beznadziejny występ, potem mnóstwo kolejnych fatalnych meczów… Hellas? Najżałośniejsza wygrana odkąd kibicuję Milanowi. Inter? Złość, wkurzenie. Torino? Złość na spółkę ze smutkiem. Fiorentina? Smutek…

Kolejna wymiana trenera, kolejne nowe rozdanie… Stefano Pioli ma pełne prawo powiedzieć: „Ej, poczekajcie chwilę. Z tym Lecce drużyna pokazała się dużo ciekawiej niż we wcześniejszych meczach. Wynik się nie udał, ale chyba znalazłem sposób, żeby było trochę lepiej. Ale musicie mi dać popracować, bo ja tu jestem od tygodnia”.

No właśnie – on jest tu od tygodnia, my jesteśmy tu od sześciu lat. Sześciu lat, podczas których stale doznajemy porażek. Sześciu lat, podczas których z nas szydzą, a my mamy coraz mniej sił, by się bronić. Bo ten klub toczy patologia w każdym możliwym pionie – właścicielskim, dyrektorskim, sportowym i zapewne też wielu innych.

I najgorsze – nie czuję, aby ta drużyna była moja.

W pewien sposób doszedłem ze swoją pasją do ściany. Myślałem, że najgorsza beznadzieja już dawno za mną, za nami – końcówka pracy Montelli / początek Gattuso, druga połowa sezonu za Inzaghiego, „legendarny” ruch z Brocchim… A jednak dopiero teraz doszedłem do momentu, w którym naprawdę nie mam już siły wstać i walczyć, tylko macham ręką prosząc o zmianę. I wiedząc, że jej nie dostanę, bo nie jestem zawodnikiem, a jedynie chorym psychicznie.

Kiedy Lecce w doliczonym czasie strzeliło na 2:2, ja tylko gorzko zaśmiałem się pod nosem. Każdy ma swój sposób przeżywania emocji, ale ja na tę chwilę nie potrafię z siebie wykrzesać jakichś uczuć. Stałem się chłodny, zupełnie spokojny, jakbym wyszedł ze swojego ciała i głowy Milanisty. Wyczerpałem już całą gamę wkurzenia, smutku, pomysłów na radzenie sobie z sytuacją. Teraz mnie biją, a ja znudzonym wzrokiem zastanawiam się, czy zamierzają jeszcze długo, czy może się uspokoją.

Bo po tylu latach to już chyba tak nie rusza. Jak wlewasz w siebie codziennie hektolitry kawy to jasne, że z czasem ten napój po prostu przestanie cię ożywiać, a stanie się niewiele wnoszącą, ale konieczną do stosowania używką. Tak mam obecnie z Milanem, choć aż serce mnie boli, kiedy o tym piszę. Klub, który dał mi poznać mnóstwo ludzi, pozwolił też zbudować wiele ciekawych aspektów życia, teraz w moim sercu tylko jest bo jest. Jest, bo go nie wyrzucę – to niemożliwe. Ale po tym wszystkim nie jestem też zdolny zebrać się w sobie i reprezentować go z pasją. Czuję się kibicowsko obumarły.

To już wszystko było. Te porażki, próby wstawania z kolan, mniejsze i większe sukcesy… Najgorsze jest to, że gdybyśmy wygrali dajmy na to trzy najbliższe mecze – z Romą, ze SPAL i z Lazio – to ja nie wiem, czy bym odzyskał fason. Może tak, ale może nie. Przecież tak już było tysiąc razy w poprzednich latach. Kryzys, kryzys, dobra forma, a potem i tak zabraknie do celu przez ten kryzys.

Nie wiem jak sobie z tym poradzę, ale potrzebowałem się z tego wystrzelać wśród ludzi, którzy kochają ten klub tak samo jak ja. Co robić gdy jest miłość, ale na ukochaną w zasadzie nie da się patrzeć? Pewnie trwać. Ja trwać będę, ale gorzknieję z tygodnia na tydzień.

A zwłaszcza, gdy całą falę pasji kumuluję na coś, co nagle się odwraca i z pełnym impetem trafia mnie między oczy. A tak było w maju.

65 komentarzy
Musisz być zalogowany, aby komentować
Dejv23
Dejv23
26 października 2019, 18:06
"Sześciu lat, podczas których z nas szydzą, a my mamy coraz mniej sił, by się bronić." pierwszy moment kiedy zaszkliły mi się oczy :'(
kibicuje od 13 roku życia czyli od wygranego meczu z barceloną w lm(dołkładniej to el schaarawy mnie przyciągnął do tego klubu bo był moim ulubionym gaczem w fifce xd).Możecie mi powiedzieć jakim prawem i co we mnie strzeliło ,że się zakochałem w tym klubie?(tak wiem że dla niektórych to magiczne słowo to przesada ale są też tacy co dobrze mnie rozumieją).
I własnie 2013 rok a jaki jest "mój" dorobek? godny paraolimpiady.Rozumiem starszych kibiców ,którzy doświadczyli jakiś osiągnięć np scudetto czy ligę mistrzów i ze łzami w oczach w tym momencie szczerze zazdroszczę wam tych wspomnień licząc ,że ten czas wkrótce nadejdzie też na mnie.
Czasami mam wrażenie ,że to przeze mnie milan radzi sobie jak sobie radzi bo jestem człowiekiem sercowo nieszczęśliwym i czasami wmawiam sobie ,że powinienem się odciąć dla dobra kibiców jak i .Z zewnątrz mówili mi ,że jestem dojrzały a ja naprawdę byłem złamany.
To tyle,tak samo jak autor tego tekstu poczułem potrzebę napisania tego co czuję,chociaż dalej wierze ,a ten remis pomimo ,że bolał to dał mi nadzieję ponieważ JA zobaczyłem ducha tej drużyny ale być może dlatego ,że nie poznałem prawdziwego.Z nadzieją czekam na mecz z Romą najwyżej jak przegramy to się zachmiele z żalu i znów będę czekał na "ten" moment.
Edytowano dnia: 26 października 2019, 18:13
0
gorylmagila
gorylmagila
26 października 2019, 09:22
Leicester strzeliło więcej bramek w jednym spotkaniu niż Milan przez cały sezon ... Smutne to ...
0
Fullest Jester 2
Fullest Jester 2
25 października 2019, 23:43
Smutne
0
Kaakanero
Kaakanero
25 października 2019, 21:59
Bardzo dobrze oddałeś aktualny ból istnienia pewnie zdecydowanej większości kibiców Milanu, w tym mnie. Jest kiczowato, ale ciągle ta iskierka na dnie serca jest I się tli...
2
Jalapeno
Jalapeno
25 października 2019, 21:23
Pairetto pokazal w pol godziny 6 złotych kartek w meczu Verony z Sassuolo. Facet sie w tancu nie pi...
0
AC1899
AC1899
25 października 2019, 20:04
Zapewne teraz większość ma tak samo jak ja. Oglądając mecz Milanu, jeszcze w poprzednim sezonie, po straconej bramce czułem złość. Teraz? Stracimy bramkę, a ja dalej oglądam, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Przegramy mecz albo frajersko zremisujemy? Nie czuję złości. Czuję to tak, jak gdyby to było coś normalnego. Przyzwyczaiłem się. Smutne.
4
Karol Krawczyk
Karol Krawczyk
25 października 2019, 07:23
Offtop:

Panie i Panowie, chcialbym prosić o jakiekolwiek porady, wskazowki, co ja l mam dalej robic.

Zostalem ze znajomym dyscyplinarnie zwolniony z pracy z powodu rzekomej kradzieży sprzętu. Dowodow zadnych nie ma procz tego, ze to niby na naszej zmianie sie stalo. Na to tez dowodow nie ma, ze to AKURAT na naszej zmianie. Sprzet, ktory zostal skradziony jest w takim pomieszczeniu pod kluczem, gdzie brygadzista zagląda w srody, kiedy jest dostawa owych rzeczy. Pomieszczenie jest umiejscowione z tylu firmy. Kamery sa, ale tylko na wjezdzie. Na dodatek nie ma opcji, zeby ktos wyniosl taki sprzet przodem - po pierwsze, kamery nic nie pokazaly, po drugie - przy wjezdzie znajduje sie zeliwna brama, która ma alarm. A po trzecie - przod, prawa i lewa strona sa zabezpieczone przez 4 metrowe ploty. Zostaje tyl dzialki, gdzie po prostu jest furtka, niski plot i same pola/lasy. Dorzuce fakt, ze do tego pomieszczenia ze sprzetem mozna sie tez dostac przez piwnice szefa (szef ma firme polaczona ze swoim domem).

Dowodów, ze to my - nie ma,
Dowodow, ze to na naszej zmianie - nie ma (moze to juz bylo skradzione wcześniej, ale skoro tylko raz w tygodniu przegladaja, to sie po czasie zczaili)?,
Kamera nic nie pokazala (sprawdzali caly tydzien, od dnia, w ktorym ostatni raz brygadzista sprawdzał w tym pomieszczeniu wszystkie sprzety).

Zostaje albo piwnica szefa, albo zlodzieje przyszli z owych pol i lasow, nie wiem. Mozliwe jest polaczenie jednego i drugiego. Zlodzieje weszli tyłem i jednocześnie dostali sie do szefa do domu (kamera lapie bramę, ale nie lapie drzwi wejściowych szefa).

Tak jak wspomniałem, skradziony sprzet jest wyceniany na 6 tysiecy złotych. Wylapalismy juz dyscyplinarke, oszczerstwa, oraz fakt, ze zapewne niedługo bedzie rozprawa sądowa.

Nie zrobilismy tego - ale to nie mniejest Was przekonywac. Dorzuce tylko fakt, ze halas byl po nocce na ktorej bylem z wtorku na srode. O 7 konczylismy prace, a chwilę pozniej owe posadzenie i oszczerstwa mialy mmiejsce. Oni naprawdę mysla, ze gdyby to pracownik na swojej zmianie ukradł, to siedzialby dalej w pracy?

Podsumowujac: nie ma dowodow ani, ze my to ukradlismy, kamera nic nir zlapala. Oni nie maja dowodow, ze to my (jedyny argument ich, ze to na naszej zmianie - ale na to tez nie ma dowodów). A ja i znajomy, procz tego, ze potwierdzamy wzajemnie, ze cala noc pracowaliśmy, tez dowodow nie mamy. Chora sytuacja, po prostu. Wiem, ze to brzmi jak z jakis "Trudnych spraw", ale niestety tak sie stało.

Mam dopiero 20 lat - co ja mam robic? Wiem, ze rozwiązanie jest proste, ale od dwoch dni moj mozg nie pracuje prawidlowo, jestem rozbity. Przepraszam moderatorow za taki post. Mam nadzieje, ze ktos mi pomoze/doradzi.

P.S - prosilbym jeszcze o brak smieszkowania z tej sytuacji. Niecałe dwa tygodnie temu powiesil sie moj ojciec. Jestem wrakiem czlowieka, z wloczniami w sercu. Jeszcze ten Milan... ;(
1
Rysiu
Rysiu
25 października 2019, 09:53
Współczuję.
Sytuacja jest kiepska, jednak wyście się zawsze znajdzie.
Jednak jeżeli pracodawca Cie nie szanuje i oskarża bez dowodów, to widać że ta współpraca nie ma sensu.
Trzeba to odciąć, znaleźć inne zatrudnienie.
Tu pewnie skończy się sądem. Jeżeli nie ma w tym twojej winy, to dobre wyjście. Później poprzez sąd pracy będziesz mógł domagać się odszkodowania za bezpodstawne zwolnienie.
Powodzenia
0
Victor Van Dort
Victor Van Dort
25 października 2019, 12:18
Cześć, współczuję pracy u takiego szefa bo wygląda na to że jest tym co koń pod brzuchem nosi, jeżeli on nie ma problemów z oskarżaniem bez dowodów to po pierwsze musisz zapomnieć o tej pracy (nie warto pracować dla takich ludzi) po drugie musisz się bronić. Jak kształtuje się odpowiedzialność sprawcy przestępstwa składania fałszywych oskarżeń? Artykuł 234 k.k. stanowi:

„Kto, przed organem powołanym do ścigania lub orzekania w sprawach o przestępstwo, w tym i przestępstwo skarbowe, wykroczenie, wykroczenie skarbowe lub przewinienie dyscyplinarne, fałszywie oskarża inną osobę o popełnienie tych czynów zabronionych lub przewinienia dyscyplinarnego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Reasumując ja bym poinformował pracodawcę że albo udowodni swoje oskarżenia albo sam będzie oskrażony, poszukał bym też prawnika zajmującego się prawem pracy i poinformował bym państwową inspekcję pracy, poszukał bym pomocy w jakiejś fundacji lub w jakiejś organizacji zajmującej się prawami pracowników, generalnie zrobił bym taki raban i tyle hałasu w około tego oskarżyciela żeby nie miał juz wyjścia i musiał pokazać jakie ma dowody, poszedł bym też na policję i złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa poprzez: fałszywe, bezpodstawne oskarżenia.
1
Gzikuu
Gzikuu
25 października 2019, 14:40
Jest coś takiego jak domniemanie niewinności. Sprawy do sądu nie wniosą, bo nie mają dowodów. Także w razie czego nie daj się szantażom w sprawie oddania tej kasy, gdyby tego chcieli.

U części adwokatów masz darmową poradę prawną, musisz znaleźć właściwego, jeżeli chcesz uniknąć dyscyplinarki w papierach lub domagać się zadośćuczynienia od pracodawcy.
1
WinstonSmith
WinstonSmith
25 października 2019, 16:08
Od dyscyplinarki masz 7 dni na uwagi, więc leć jak najszybciej do Państwowej Inspekcji Pracy, bo nie powinieneś przyjmować w ogóle takiego wypowiedzenia umowy, ale mleko się rozlało. Zrób wszystko, żeby zgłosić PISEMNY SPRZECIW OD ZWOLNIENIA DYSCYPLINARNEGO, bo jak tego nie zrobisz, to uznają, że przyznałeś się do zarzutów.
2
Starosta
Starosta
25 października 2019, 18:21
Jak najszybciej do Państwowej Inspekcji Pracy o niesłuszne zwolnienie bo jak piszesz dowodów na to nie ma. Dyscyplinarne zwolnienie na świadectwie pracy to potencjalne problemy w następnej pracy i kolejnych gdzie je pokażesz. Będzie rozprawa możesz jeszcze ubiegać się o ponowne przyjecie do pracy i odszkodowanie. Tylko masz 7 dni na odwołanie bo jak nie to uznają ze jesteś winny i przyznajesz się do tego.
2
mufi
mufi
25 października 2019, 21:33
KTO MA KLUCZ ? i czy kłódka została rozwalona ? :)
0
Legenda Shevchenko
Legenda Shevchenko
25 października 2019, 07:04
Mam, tak samo jak ty,
Miasto moje a w nim:
Najpiękniejszy mój świat
Najpiękniejsze dni
Zostawiłem tam, kolorowe sny
Kiedyś zatrzymam czas
I na skrzydłach jak ptak
Będę leciał co sił
Tam, gdzie moje sny.
2
MK92
25 października 2019, 06:30
Panie Marcinie, nie pozostaje mi nic innego jak podziękować za podzielenie się z nami swoimi odczuciami. To wywołało ważną, przyjacielską rozmowę w komentarzach i zbliżyło naszą milanową rodzinę. Pamiętam słowa pewnewgo znanego w sieci i powszechnie szanowanego Juventino (Venomik), skierowane do mnie wiosną 2006 roku, kiedy odpisał na jakiś mój głupi wpis na temat Juventusu na pewnym forum Milanu, że klub kocha się nie za coś, a pomimo czegoś. Jako czternastolatek, który od roku był zadeklarowanym Rossonero, czyli kibicem najlepszej wówczas drużyny na świecie, nie za bardzo czułem, o co chodzi w tym zdaniu. I tak nie wiadomo kiedy zleciało ponad 13 lat, a w międzyczasie człowiek nabrał większego doświadczenia życiowego i Milan stał się stale rozczarowującym nas przeciętniakiem. Teraz tamte słowa kolegi Juventino rozumiem doskonale - całym sobą. Pozdrawiam Was, Bracia i Siostry w milanowej niedoli.
6
per93milan
per93milan
25 października 2019, 06:05
Milan po Berlusconim jest jak Włochy po nim. Same długi i nieustanny kryzys...
Milan ma ponad 100 lat, więc i ten kryzys przetrwamy. Forza Milan!
2
Victor Van Dort
Victor Van Dort
25 października 2019, 02:26
chapeau bas
1
Semper Fideli
Semper Fideli
24 października 2019, 22:24
Co tu dużo pisać, każdy różnie podchodzi do kibicowania ale każdy prawdziwy MILANISTA odczucia ma podobne! Co tu dużo pisać You'll Never Walk Alone, FORZA MILAN!
2
rogal06
rogal06
24 października 2019, 22:09
Świetny tekst który czytając, miałem wrażenie jakbym sam napisał :)
2
Jalapeno
Jalapeno
24 października 2019, 20:58
Offtop:

Wlasnie skonczylem ogladac mecz Romy z Moenchengladbach. Rzymianie sa do ogrania. Fatalnie graja od dluzszego czasu. My tez, ale moze jakis farfocel wpadnie. Co do meczu, to poziom Ekstraklasy + Roma wydymana z tym karnym w doliczonym czasie.
0
Rysiu
Rysiu
24 października 2019, 19:32
Życie pokazuje nam - kibicom Milanu jak czują się kibice takiej Genoi lub Bolonii. To jest szkoła przetrwania. Zostaną najwierniejsi.
Choćby Milan nie zdobył już trofeum za mojego życia to i tak pozostanie nr 1. Choć oczywiście mam nadzieję że karta jeszcze się odmieni.
2
spread
spread
24 października 2019, 20:38
Kibicowanie Milanowi,a jakiemuś przeciętnemu klubowi to duża różnica.
Po Milanie dużo oczekujemy przez przeszłość.
1
BadMad
24 października 2019, 22:47
Przeszłość..to jest najgorszy okres w CAŁEJ historii ACM ,nie wliczając calciopoli,więc sytuacja historycznie bezprecedensowa - tu naprawdę można "kleknac i zawyc do ksiezyca"-licząc ze może to coś pomoże..;)
I zastanawiam się czy sa wogole kibice,którzy rozpoczęli tą drogę krzyżową po przynajmniej 2010 - jeśli tak to full respect!
1
SuchyBHO
SuchyBHO
24 października 2019, 23:49
BadMad są, ja przykładowo zacząłem kibicować w 2013 roku po wygranej na San Siro z Barceloną i mam nadzieje ze jest nas więcej bo inaczej kibiców zacznie brakować a to dobiło by klub całkiem :/
4
spread
spread
25 października 2019, 07:38
Ja interesowałem się Milanem jako dzieciak jak był tam Ronaldinho, później kompletnie nie śledziłem.
Na pełną parę zacząłem kibicować ( nie ukrywam, jak przyszedł chińczyk z kasą) od tego momentu nie opuściłem żadnego meczu, ani dnia na tej stronce ;)
1
Orzelek79
Orzelek79
24 października 2019, 16:10
Znam to uczucie ,choć już dawno temu doświadczyłem tego stanu ducha. Teraz jestem bardziej powściągliwy , choć oczywiście trudno powstrzymać łzy smutku czy radości. Ten klub jest częścią mojego życia od ponad 30 lat . W tym czasie doświadczyłem już wszystkiego od strony kibica .Wiem że jak wrócimy do elity znowu będę przeżywał wzloty i upadki jak dziecko. Przecież to jest moja miłość.
2
pazioni
pazioni
24 października 2019, 16:07
Super się czytało. Odczucia mam takie same.
0
dusiekxd
dusiekxd
24 października 2019, 15:24
Ja w uczuciach akurat jestem stały, więc nie wyobrażam sobie w najmniejszym stopniu zostawienia tej drużyny. Co do nadziei, to u mnie ta iskra tli się dalej i wierzę, że w końcu nastąpi przelamanie. Budujemy stadion, coś tam nam zacznie skapać pieniążków i wydaje mi się, że wtedy zaczniemy się odbijać od dna dopiero. Wtedy, oraz jak zatrudnimy trenera z najwyższej półki , a nie kolejna legendę/zapchajdziure (MG, co do Pioliego się jeszcze wstrzymam). Trzeba wierzyć i czekać.
Edytowano dnia: 24 października 2019, 15:28
2
Harasimowicz
Harasimowicz
24 października 2019, 15:20
Ban za przekleństwo!! :)
2
robert150695
robert150695
24 października 2019, 15:10
A ja jeszcze jestem z tych, że jak zobaczyłem że Pioli zostaje trenerem to byłem przeciwnikiem, ale przed meczem jednak było to co, to "a może jednak to ten moment". Wierzę :)
0
Corsa
Corsa
24 października 2019, 14:49
Paradoksalnie miłość do tego klubu wzbudza niekiedy wręcz nienawiść, ale trzeba wierzyć, no trzeba i koniec.
2
patoo_07
patoo_07
24 października 2019, 14:18
Podpisuję się pod tym. Jakby ściągnięte z mojej głowy, na chwilę obecną oglądam mecze, ale tylko na nie patrze, nie ma w tym ani grama emocji. Chciałbym, żeby kiedyś to wróciło.
0
Harasimowicz
Harasimowicz
24 października 2019, 15:20
Mam to samo
0
GiveMeReason
GiveMeReason
24 października 2019, 14:07
"A przecież futbol ma przynosić przede wszystkim radość."
Ostatnio zaczelem zastanawiac sie dlaczego wogole obchodzi mnie 25 milionerow wpedzajacych mnie w depresje...
5
HIM1998
24 października 2019, 14:05
"Love will tear us apart again"

Ten jeden krótki, a zarazem niesamowicie trafny cytat w wręcz idealny sposób odzwierciedla w jakim położeniu aktualnie znajdują się moje uczucia do barw naszego klubu. Mimo tego, że z każdej strony jestem bombardowany przeszkodami w postaci słabego zarządu, niekompetentych trenerów czy piłkarzy, w których nie widzę woli walki i gry do upadłego, a z roku na rok jestem nokałtowny mówiąc eufemistycznie niezbyt satysfakcjonującymi wynikami sportowymi to mimo tego nadal jak ten głupiec wierzyłem i łudziłem się, że Milan znowu stanie na piedestale. Niestety z roku na rok, z tygodniu na tydzień, moja wiara zanikała, a w momencie, w którym przeczytałem tekst Cinasska zrozumiałem, że niestety jest mi bliżej do obojętności, niż miłości.
2
Gerada
Gerada
24 października 2019, 13:27
W ten pamiętny dzień, kiedy odbywała się ostatnia kolejka minionego sezonu... godzinę przed spotkaniem przejeżdżałem nieopodal Ferrary - wraz z rodziną, wyjazd camperem na kolejne już wojaże po Italii. Dopiero przed samym meczem poprosiłem o zmianę na fotelu kierowcy żeby łapać zasięg i oglądać na telefonie, co jakiś czas na innym telefonie sprawdzając wyniki. Tak niedaleko od naszych, sercem nawet bliżej... Po meczu powiedziałem do narzeczonej, która próbowała mnie pocieszać, że nasi swoje zadanie w tym meczu wykonali, to nie ten dzień zadecydował o tym, ze zabrakło nas w LM. Może dlatego, że nie przegraliśmy tego awansu w tej ostatniej kolejce, ja zniosłem to z dużym rozczarowaniem, ale nie przyjąłem jak cios obuchem.

Zgodzę się natomiast co do tego, ze ten sezon jest w pewnym sensie przełomowy emocjonalnie... Po spotkaniach z Interem, Violą siedziałem przybity bez ruchu po bite 5-10 minut. To nie była zwyczajowa złość, która towarzyszyła przez lata. To były długie minuty bezradności, niemocy, smutku, powstrzymywania łez. powstrzymywanie wybuchu rozpaczy związanej z tym, że tak na prawdę nie widać nawet iskierki, która dawałaby dalszą nadzieję. Smutek był napędzany tym, że nic nie wskazywało na to, że faktycznie pewnego dnia się dźwigniemy, że faktycznie jest jakiś cel na końcu tej długiej wędrówki, który byłby w stanie wynagrodzić niepowodzenia. Bolało to, że wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały na to, że przegrywając 1:3 z Violą na San Siro zaliczyliśmy kolejny zwyczajny dzień w biurze i tak na prawdę nie jest to niespodzianka, ani na papierze, ani przez pryzmat przebiegu spotkania... Bolało mnie w tym sezonie najbardziej to, że jak w żadnym wcześniejszym, na prawdę nie tyle przypominamy ligowego średniaka, co w stu procentach takim jesteśmy. Wiem, że wielu komentujących potrafi równać z ziemią piłkarzy i trenerów po najdrobniejszej wpadce, ale ja zawsze starałem się widzieć i to co dobre i to co złe. W tym sezonie na prawdę przytłaczająca jest ilość spotkań lub ich fragmentów, kiedy na prawdę i obiektywnie trudno było wskazać jakikolwiek punkt zaczepienia...

Żeby jednak zakończyć ten wywód nie do końca pełną depresją... w pierwszym spotkaniu drużyny pod trenerem Piolim punkt zaczepienia i światełko w tunelu znów się pojawiły. Przed sezonem rozpisałem sobie nasz terminarz, dopisując ile punktów powinniśmy zdobyć jeśli wygramy wszystkie mecze, gdzie wygrać powinniśmy, zremisujemy wszystkie, gdzie na papierze powinniśmy zremisować i przegramy te, w których będziemy na porażkę skazani... Wyszło mi bodajże 79 punktów. Straciliśmy z nich w pierwszych ośmiu spotkaniach siedem, a na Ligę Mistrzów zakładam, ze 70 może wystarczyć... Margnies błędu pozostał skrajnie niewielki, ale jeszcze nie jest za późno żeby móc zacząć grać i nawet bez skrajnych wyników "ponad stan" powalczyć o top4... Ja od siebie daję chłopakom Pioliego jeszcze szansę i nadal wierzę, że ten sezon jeszcze nie został pogrzebany.
3
Nereo
Nereo
24 października 2019, 13:27
Trafiłeś w sedno, moje gratulacje. Mecze Milanu mnie też nie ekscytują - to co powtarzam najczęściej podczas transmisji to pytanie "Po co ja to oglądam?". Tak jest przy okazji nieprzekonujących zwycięstw, bezpłciowych porażek czy tych rzadkich momentów, gdy Milan daje nadzieje, by ostatecznie odebrać ją w końcówce (jak w meczu z Lecce). Te kuriozalne bramki, błędy obrony lub bramkarza, strzały życia przeciwników - to wszystko przestało mnie już zaskakiwać.
2
Carlo88
Carlo88
24 października 2019, 13:19
Jeśli bym tylko wiedział, że w miejsce Gattuso przyjdzie Giampaolo czy Poli to bym się nie odważył pisać #GattusoOut. O ile w drużyne Rino wiarę straciłem po żałosnej grze i odpadnięciu z LE, o tyle, podobnie jak Ty, czułem, że druzyna którą oglądam ma w sobie jakiś pierwiastek zespołu w którym zakochałem się przed 14-stoma latami. Teraz? też po bramce z Lecce na 2-2 parsknąłem śmiechem - już mi ich wszystkich nawet nie jest żal.
2
ACstach
ACstach
24 października 2019, 13:14
Ja się niestety dalej denerwuje oglądając Milan, choć zdaję sobie doskonale sprawę z tego w jakim miejscu się znaleźliśmy. Wmawiałem sobie wielokrotnie, że nie będę już się tym wszystkim przejmował bo wiadomo "jak jest", że to nie ma sensu, ale przychodzi znowu taki mecz... Taki mecz z Lecce, gdzie ZNOWU zawodnik drużyny przeciwnej w doliczonym czasie strzela bramkę życia zabierając nam dwa punkty, nasza obrona GUBI bezsensownie piłkę, potem sobie TRUCHTAJĄ razem z pomocnikami, nie podbiegają do zawodnika z piłką i TRACIMY wygraną. No żesz... znowu psycha wysiada. Już się człowiek witał z gąską, z trzema punktami, miał być jakiś pozytyw, nawet coś tam fajnie graliśmy w tym meczu no ale nie, trzeba było zgubić punkty bo w Milanie inaczej się nie da.

Co do ostatniej kolejki poprzedniego sezonu to oglądałem i Milan i Inter. Te niewykorzystane sytuacje Empoli to było uczucie jak po przyjmowaniu na główkę rozpędzonej cegły. Czasem wydaje mi się, że wszystko jest przeciwko nam. Niestety najgorsze, że przeciwko sobie jest również sam Milan.
4
hyrus13
hyrus13
24 października 2019, 13:02
Powiem tak, bez względu na to jak będzie mnie irytować gra naszych piłkarzy to będę kibicem Milanu, bo nim jestem odkąd pamiętam. Owszem zdarzało się, że fascynowały mnie inne drużyny (odradzająca się Barcelona z Ronaldinho) czy United Sir Alexa. Jednak to Milan zawsze był nr 1.
Przeżyłem jako dzieciak miejsca w dolnej połowie tabeli, przeżyłem baty od Deportivo w LM i finał z Liverpoolem. Co gorszego może mnie spotkać? Nic. I spokojnie sobie będę czekał, aż się odbijemy od dna, bo Milan zawsze się odbijał.
0
Carlo88
Carlo88
24 października 2019, 13:15
Moim zdaniem pałętanie się w środku tabeli jest gorsze niż przegranie wygranego finału LM, bądź odpadnięcie w 1/4. Naprawdę chciałbym żebyśmy teraz przeżywali takie "dramatyczne" chwile...
3
hyrus13
hyrus13
24 października 2019, 13:18
@Carlo88 wtedy z Milanu śmiał się cały świat. Teraz chociaż nam współczują :p
0
Carlo88
Carlo88
24 października 2019, 13:21
Zawsze lepszy to niedosyt i upokorzenie, niż taplanie się w gównie.
0
lejnamur
lejnamur
24 października 2019, 12:57
Ja już od dawna oglądam te mecze bez eskcytacji i nadzieji a pod nosem bardziej podsmiechuje niż rozpaczam
1
tmqTV
tmqTV
24 października 2019, 12:54
W moim przypadku to 17 lat z Milanem. I moja reakcja na bramkę Lecce w doliczonym czasie gry była identyczna. Parsknąłem tylko. Bezuczuciowo oglądam Milan od jakiegoś czasu - bardziej jakby z obowiązku. Zastanawiam się, czy będę umiał się cieszyć, gdy (jeśli w ogóle) nastaną lepsze czasy.
Edytowano dnia: 24 października 2019, 12:55
4
Jalapeno
Jalapeno
24 października 2019, 12:52
Ja niestety mam czarne myśli od dluzszego czasu. Boje sie, ze juz nie dozyje czasow (a jestem gowniarzem) kiedy Milan bedzie najlepszym klubem na swiecie... Jak kazdemu kibicowi, nie pozostaje nic, tylko wierzyć.
1
WinstonSmith
WinstonSmith
24 października 2019, 12:51
Świetny tekst. Jakbyś czytał mi w głowie. Czuję się oderwany od Milanu i jakoś tak "stojący z boku" jak osoby podczas śmierci klinicznej. Pytanie brzmi: czy da się wrócić do zaangażowanego kibicowania po tak dużej dawce śliny, którą wypluto na wiernych fanów przez lata złego zarządzania?
4
jasiom22
jasiom22
24 października 2019, 12:51
...u mnie optymizm i wiara w Milan nie słabnie ani troche, co tydzien jaram sie jakbym miał 25 lat mniej... Rownolegle jednak niestety rośnie pesymizm względem nowych trenerów, Pioli bedzie stawiał na Biglie, i sadzał silnych zawodnikow na ławce, Leao, Bennacera czy Kessiego... i nie robie sobie teraz nadzieji ze to sie zmieni... Tak jak przy Rino czy Giampaolo wierzyłem że zaczaja swoje błedy, w przeciwienstwie do betonowego Montelli, i żaden z nich tego nie robił, grali zbyt asekuracyjnie... I na tym polegli. Tak w tym aspekcie coś we mnie po meczu z Viola pekło, Za brakło zwykłego przekonanka w swoje mozliwosci, co przelało sie na zawodnikow, ktorzy nistety troche sie juz przezwyczaili do porażek.. Co najlepiej widac po boiskowych "liderach" ?.Suso, Biglii.. Czy Hakana przed Lecce. Bardzo wierzyłem ze z Giampaolo juz sie moze udac, znow sie nie udało.. Tak teraz nie wieze ze Pioli cos rzeczywiscie zmieni, czy tez utrzyma swoje morale po koncu listopada... Jak kibice sie przeciw niemu obroca... Skonczy za nisko w tabeli, to juz wiadomo ze w kolejny sezonie bedzie ktos "droższy" a nie koniecznie lepszy... i tak w koło, Pioli ma uber trudne zadanie, i naprawde musiało by sie wydarzyc kilka cudów zeby sie w tym sezonie obronił... Forza Milan! I powodzenia Pioli... Czas na prawdziwe zmiany przyjdzie po zmianie "liderow" w zespole.. Uwazam tez ze Gazidis niepotrzebnie namieszał gdy dołaczył, odejscie Leonardo pokazało ze coś juz na samym poczatku elliotta nie do konca działa... O ile ciesze ze kompromisowo postawili na Piatka a nie Ibre.. to widac bylo kierunek "4 miejsca" w wydaniu arsenalu bardziej niz walke o najwyzsze cele, mercato wedle zarzadu, a nie pod trenera.. Tez to potwierdzilo, moze to przez ffp, ale bardziej zarzad niedoswiadczony niestety. I ten tez sie predko nie zmieni.
Edytowano dnia: 24 października 2019, 12:59
1
Obserwator
24 października 2019, 12:25
Cinnasek. Po raz kolejny wielki szacucn za artykuł/felieton nie wiem nie znam sie. Ale szacunek piekne slowa. Super sie Ciebie czyta.
2
mistrzMALDINI
mistrzMALDINI
24 października 2019, 12:07
Piękne to. Smutne. Mam tak samo, nie oglądam w ogóle praktycznie meczy bo albo Milan albo nikt. A na Milan nie da się patrzeć, to nie jest mój Milan...
4
Quers2
Quers2
24 października 2019, 12:03
Mam 17 lat i urodziłem się kibicem Milanu i na szczęście jeszcze widziałem końcówkę Milanu grającego w Lidze Mistrzów czy zdobywającego scudetto. Jednakże zdecydowana większość czasu, od kiedy oglądam mecze Milanu to jedno, wielkie pasmo rozczarowań. Miałem takie same odczucia jak Ty po przednim sezonie, na długo straciłem entuzjazm, który towarzyszył mi podczas etapu Gattuso w Milanie. Po zwycięstwie w Bergamo 3:1 byłem pewien, że to jest ten sezon. Już widziałem, jak nasi zawodnicy we wrześniu stoją na murawie, a cały stadion śpiewa hymn ligi mistrzów. Niestety nie udało się, ale po zatrudnieniu Giampaolo entuzjazm zaczął powracać i niestety pierwsze mecze brutalnie zweryfikowały Marco i jego drużynę, która była całkowicie bez charakteru i pomysłu na grę. Po zatrudnieniu Pioliego załamałem się, ale po kilku dniach zdałem sobie sprawę, że trzeba dać mu czas. Przynajmniej trenował drużyny większe niż Sampa i ma większe doświadczenie od Giampaolo. Jesteśmy kibicami Milanu na dobre i na złe, w ostatnich latach było zdecydowanie więcej złego, ale zdarzały się piękne momenty, jak bramka Locatellego z Juve czy gol Zapaty w derbach. Bycie kibicem Milanu nie jest łatwe, ale przyjdzie czas, kiedy Milan wróci na sam szczyt i będziemy mogli być dumni z naszej drużyny, identyfikować się z nią. Jeszcze przyjdzie nasz czas, a wtedy będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy prawdziwymi kibicami, bo wytrwaliśmy najtrudniejsze lata i nigdy nie przestalismy kibicować Milanowi. Moment, w którym Milan wróci na szczyt będzie najpiękniejszym momentem w naszym życiu, bo z czystym sumieniem będziemy mogli stwierdzić, że nie jesteśmy kibicami sukcesu tylko prawdziwymi kibicami. Per sempre Forza Milan
1
Demick
Demick
24 października 2019, 12:31
To tylko biznes. I taka jest przykra prawda. Nieważne kto jest na topie, zazwyczaj ten, kto ma pieniądze. Berlusconi już zapewne nie jeden przekręt ma na koncie. Chińczycy tak samo. Prezydent Bayernu siedział za podatki, Ronaldo z Messim podobna sytuacja. Dlatego kibicowanie obcej drużynie z innego kraju, u mnie sprowadza się do sentymentu, stylu gry, który zawsze się wyróżniał na tle innych klubów. W dzisiejszych czasach, gracz/trener pójdzie tam gdzie są lepsze pieniądze i prestiż.
Edytowano dnia: 24 października 2019, 12:33
0
WinstonSmith
WinstonSmith
24 października 2019, 12:42
"ale przyjdzie czas, kiedy Milan wróci na sam szczyt i będziemy mogli być dumni z naszej drużyny"

A skąd możemy to wiedzieć? Kibice Leeds czy innych (niegdyś utytułowanych, czołowych) drużyn nie doczekali się swoich powrotów.
Coraz częściej nachodzi mnie myśl, że Milan już się nie pozbiera i będzie tylko dawną legendą, która już nie zajaśnieje historycznym blaskiem...
7
Demick
Demick
24 października 2019, 13:51
Winston a ja tam myślę że przy wpakowywaniu takiej ilości gotówki, to tylko kwestia czasu aż Milan będzie się liczył w europie.
0
Zielony2009
Zielony2009
24 października 2019, 14:00
Winston dokładnie, mi ten przykład z Leeds od dawna siedzi w głowie...
2
Miszcz
Miszcz
24 października 2019, 11:48
Mam podobne odczucia i również małą wiarę w powodzenie tej kampanii. Za Rino wierzyłem, bo były przynajmniej jakieś powody. Teraz tego nie widzę. Mimo lepszego stanu kadry. Po prostu ta drużyna jest skrajnie niedojrzała i tu faktycznie trzeba czasu i spokoju. Tylko czy ktoś jeszcze ma na to siłę?
Dalej jest mi przykro, że Rino zbierał taki niesłuszny hejt, bo mając dramat kadrowy, szpital przez pół sezonu i klub z pożarem w środku i tak niemal skończył z sukcesem. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby posłuchano go w temacie bardziej doświadczonych graczy i dano mu taki materiał w ataku czy pomocy jaki jest teraz, to byśmy notowali tylko progres. A tak, to znów musimy się łudzić, że nowe otwarcie coś da i kiedyś tam zbierzemy tego owoce.
W ogóle, sprowadzanie niepowodzenia CAŁEJ drużyny do jednostki(piłkarza czy trenera) w kontekście Milanu jest idiotyczne. My wciąż na wielu szczeblach musimy się odrodzić.

Mimo wszystko, jestem pewny że wiatr historii znów zawieje w naszą stronę :) Prędzej czy później.

Che confusione,
sarà perchè tifiamo.
Edytowano dnia: 24 października 2019, 11:51
3
kshaq34
kshaq34
24 października 2019, 11:26
Świetny felieton. Z jednym się nie zgodzę. Przechodziłem w życiu kryzysy i spadki, ale każdy taki był nauczką i wiarą, że w końcu będzie lepiej. Nawet jeśli trwało to długo i wydawało się, że nie da się już niczego uratować. Ja cały czas wierzę, że będzie dobrze i dożyje czasów gdy zamiast opowiadać mojemu 9 letniemu synowi, że Milan był wielki i włączać filmiki z YT na potwierdzenie... to on sam to zobaczy i odczuje w danym momencie a nie z kart historii. FORZA MILAN.
P.S. Mnie Milan Rino też podobał się najbardziej w tych trudnych latach. Mogli spokojnie dać chłopowi popracować jeszcze rok. Nic. Czasu nie cofniemy.
2
tmqTV
tmqTV
24 października 2019, 12:47
Powiedz to takiemu kibicowi, np. Palermo. Pewnie też wierzył, że będzie dobrze, tymczasem klub praktycznie nie istnieje. Ogłoszono bankructwo. Klub zdegradowano do Serie D, do tego zmieniono nazwę. Dramat dla fana.
2
WinstonSmith
WinstonSmith
24 października 2019, 12:49
Podobno to Rino nie chciał dłużej być trenerem Milanu, bo posprzeczał się z Maldinim i zarządem o kierunek transferowy w letnim mercato. Co ciekawe, potem Leonardo też przyznał, że chciał wprowadzić do drużyny nieco doświadczenia, ale "góra" miała inny pomysł.
5
kshaq34
kshaq34
24 października 2019, 21:40
Jasne. Palermo jednak nigdy nie poznało smaku zwycięstwa czy LM czy SerieA choćby. Nie możemy porównywać tych dwóch drużyn bo to inne realia, inne pieniądzem, inna historia inne priorytety. Pozdro
0
tmqTV
tmqTV
25 października 2019, 11:30
Dla kibica Palermo prawdopodobnie nie ma to żadnego znaczenia. Z naszego punktu widzenia - owszem, ma.
0
Zbanowanyx3
Zbanowanyx3
24 października 2019, 11:26
Ja z tym klubem jestem już ponad 10 lat, mimo że ledwie ukończyłem 20 i ostatnio też po sobie zobaczyłem że totalnie moje uczucia opadły i już nawet mało co komentuje ten klub, ale żyje nadzieja ze ten sezon zakończymy jeszcze na podium, bo na papierze skład na to mamy. Forza!
4
Diavo
Diavo
24 października 2019, 11:25
"I najgorsze – nie czuję, aby ta drużyna była moja" to jest najgorsze co może spotkać kibica :(
6
KosaX
24 października 2019, 11:16
Prawdopodobnie jesteśmy kibicami którzy zdają największy test na wierność, niektórzy powiedzą że kibice United mają podobnie ale to kłamstwo, oni odczuli smak zwycięstwa chociażby LE za Mourinho, oni grali rok temu w LM i ograli PSG w znakomitym stylu a my? Niestety lub stety musimy czekać i być cierpliwym, to jest ogromny test, cały ten upadek Milanu pokazuje że ten klub ma naprawdę prawdziwych i najlepszych kibiców.
6
Fushnikov
Fushnikov
24 października 2019, 12:18
My ograliśmy mistrza Kosowa to co mało?
3

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się