Bennacer dla Sportweeka: "Lubię mieć odpowiedzialność na boisku. Zawsze lubiłem ryzyko" [CAŁY WYWIAD]

31 maja 2020, 02:47, Ginevra Wywiady
Bennacer dla Sportweeka:

Cały wywiad oraz tekst Sportweeka, weekendowego dodatku do La Gazzetta dello Sport, którego bohaterem tym razem został Ismaël Bennacer, a którego fragmenty prezentowaliśmy już wcześniej:

Jeśli to prawda, że neapolitański dialekt jest rozpowszechniony na całym świecie, to być może także Ismaël Bennacer, który nigdy nie mieszkał w Kampanii, zna kilka najpopularniejszych zwrotów.

Zatem, Ismael, wiesz, co to znaczy "cazzimma" [określenie oznaczające spryt i bezczelną pewność siebie]?
Nie

Ok, nie było pytania. Chociaż 22-letni pomocnik Milanu powinien dobrze znać to słowo, bo "cazzimma" to określenie, które wyjątkowo do niego pasuje. Jeśli nie wierzycie, zapytajcie rywali, którym depcze po pietach albo pośród których prześlizguje się z piłką przyklejoną do nogi, biorąc na siebie ryzyko - nie zawsze tylko to skalkulowane - gry przed własnym polem karnym. Albo zapytajcie jego kolegów, którzy podziwiają jego zrywy do ataku, zawsze z podniesioną głową, bez strachu, po to, by jak najszybciej przedrzeć się z piłką pod bramkę rywala. Jeśli nie chcecie używać tutaj słowa "cazzimma", to użyjmy zamiennika: osobowość, bezczelność, pewność siebie. Bennacer pokazał to w swoim pierwszym sezonie w barwach Milanu, pełniąc najtrudniejszą rolę - registy - i wyróżniając się na tle drużyny, która zaliczyła więcej upadków niż wzlotów. Trafił z Empoli do Milanu po zaledwie jednym sezonie w Serie A i po nieudanej przygodzie z piłką angielską. Wcześniej udało mu się zażegnać niebezpieczeństwa i odrzucić pokusy multietnicznej dzielnicy Arles, miasta na południu Francji, w którym jako syn imigrantów się wychował. Krótko mówiąc, Isma Bennacer to jeden z tych, którzy musieli szybko dorosnąć. W Milanello zarzekają się, że ten chłopak jest teraźniejszością i przyszłością klubu, niezależnie od tego, kto będzie stał na czele sektora sportowego w przyszłym sezonie. Bo grupa, która ma ambicje powrotu do wielkości, potrzebuje tego typu zawodników - piłkarzy, których życie nauczyło przeć do przodu i nie oglądać się na nikogo.

Jak było w twoim przypadku? Czy to piłka nożna w największym stopniu ukształtowała twój charakter?
Wszystko po trochu. Po części jest to wrodzone, już jako dziecko lubiłem podejmować ryzyko, byłem kamikadze. Piłka nożna pomogła mi nabrać coraz większej pewności siebie. Prywatnie jednak pozostaję osobą spokojną i wycofaną.

Na boisku nie boisz się niczego, a poza nim?
Tylko mojego ojca, kiedy byłem młodszy.

Dobrze opanowałeś włoski, dużo się uczyłeś?
Nauczyłem się języka w szatni, na ulicy... Wziąłem tylko jedną lekcję włoskiego, kiedy byłem w Empoli. Mam jeszcze trochę problemów z odmianą czasowników w czasie przeszłym lub przyszłym.

Czy to oznacza, że siedzenie z książkami to nie była twoja ulubiona czynność?
Wręcz przeciwnie. W szkole bardzo dobrze mi szło. Mój ojciec przyjechał do Francji z Maroka w wieku 20-tu lat. W swoim kraju pracował od 12-tego roku życia. We Francji zniszczył sobie kręgosłup jako murarz. Całe życie pracował na otwartej przestrzeni, w promieniach słońca i upale, albo w deszczu i zimnie. Wychodził z domu o szóstej rano i wracał o szóstej wieczorem. Siadał i nie miał siły rozmawiać. Nie potrafi czytać ani pisać, ale zawsze uważał, że dla nas dzieci szkoła powinna być najważniejsza. Mówił nam: "Ja pracuję dla was, bo nie chcę, abyście żyli tak jak ja, dlatego musicie się uczyć". Jest nas czwórka rodzeństwa. Najstarszy brat jest inżynierem. Siostra uczy się, by zostać prawniczką. Potem jestem ja, który zatrzymałem się na liceum w wieku 16 lat i młodsza siostra, która jeszcze chodzi do szkoły.

Co powiedział ojciec, kiedy przestałeś chodzić do szkoły, by poświęcić się grze w piłkę?
W Arles, gdzie zaczynałem, nie było porządnej bazy treningowej. Mieliśmy tylko dwa boiska, na których trenowała pierwsza drużyna i młodzieżówki. Pewnego dnia prezes woła mnie i mówi: "Isma, przechodzisz do pierwszej drużyny. Musisz trenować codziennie, więc musisz porzucić szkołę. Możesz uczyć się dalej zdalnie przez internet". Moja matka się nie zgadzała, ale ojciec powiedział: "Zobaczmy, jak mu pójdzie". Ja sam nie byłem pewien, czy się zgodzić. Wiedziałem, że chciały mnie inne drużyny, oferowały więcej pieniędzy, dzięki którym mógłbym pomóc rodzinie. Odrzuciłem możliwość podpisania profesjonalnego kontraktu, który oferowało mi Arles i nie przejąłem się słowami prezesa, który straszył mnie odesłaniem do rezerw. Wybrałem już wtedy Arsenal.

Dlaczego w Anglii się nie powiodło?
Przybyłem tam w lipcu. Dwa pierwsze miesiące spędziłem w hotelu, bo nie chciałem zamieszkać z rodziną, której nie znałem. Miałem 17 lat, nie byłem pełnoletni i nie mogłem mieszkać sam, więc dołączyła do mnie siostra. Potem przyjechała także Chaines, z którą byłem zaręczony od czasów szkoły i która w Anglii miała zostać moją żoną. We wrześniu w końcu pojawiłem się na boisku. W Pucharze Ligi przeciwko Sheffield. Urazu doznał Chamberlain. W jego miejsce pojawił się Walcott, który po dwóch minutach też doznał urazu, więc Wenger wpuścił mnie na boisko. Problem polegał na tym, że miałem grać na lewej stronie w trójce atakujących. To pozycja, na której nigdy wcześniej nie grałem. Czułem szaloną presję. Straciłem mało piłek, ale jeszcze mniej dostałem. Po tamtym meczu więcej nie zagrałem, ale nie żałuję. Trenowałem z tak ważnymi zawodnikami jak Özil czy Santi Cazorla. Faktem jest, że ciężko było opuścić dom i Francję.

Gdzie leży Arles - miasto, w którym się urodziłeś?
Na południu Francji, niedaleko Marsylii. Gorące miejsce w każdym tego słowa znaczeniu. Wychowałem się w dzielnicy Trinquetaille, na prawym brzegu Rodanu, który przepływa przez miasto. Mieszanka narodów, kultur i religii. Jest ciężko, jest wielu młodych, którzy nie myślą. Gdybym też taki był, może w tej chwili handlowałbym narkotykami. Miałem 14 lat, kiedy koledzy mówili: "Chodź, Isma, idziemy na imprezę, pooglądać dziewczyny..." Ja zawsze odmawiałem. Pewne rzeczy w ogóle mnie nie interesowały. Wracałem do domu poćwiczyć mięśnie brzucha, kończyłem trening z Arles i szedłem na futsal...

Twój ojciec jest Marokańczykiem, a matka Algierką.
Wspominałem już o moim ojcu, ale wszystko to, co dziś robię, to przede wszystkim dzięki mamie. Nawet jeśli zostałbym najlepszym i najbogatszym zawodnikiem na świecie, to byłoby to tyle co nic w porównaniu do miłości, jaką od niej otrzymałem.

Dlatego wybrałeś grę dla reprezentacji Algierii?
Nie, ta decyzja była podyktowana motywami piłkarskimi. Projekt sportowy Algierii bardziej do mnie przemówił niż ten marokański.

À propos projektów sportowych. Przejście z Arsenalu do Empoli to był niezły krok wstecz.
Miałem jeszcze cztery lata kontraktu z Anglikami, ale ja gram tam, gdzie naprawdę mnie chcą. Nie znałem Empoli, ale zdecydowałem się przejść z Premier League do włoskiej Serie B, bo tam był klub, któremu najbardziej na mnie zależało. Tak samo było z Milanem. Wybrałem Rossonerich ze względu na ich historię, ale jeszcze bardziej ze względu na projekt, który był dla mnie najlepszy.

Jesteś praktykującym muzułmaninem. Jak ważna jest wiara w twoim życiu?
Dla mnie religia jest wszystkim. Jeśli jutro nie mógłby już grać w piłkę, wciąż pozostałby mi Bóg. To dlatego nie boję się niczego i nikogo. I nie mam kolegów, których traktowałbym jako idoli. Podziwiam ich, ale jeśli na mojej drodze staną Cristiano Ronaldo lub Messi, nie ustawię się w procesji, żeby oddać im hołd. To nie ze względu na zarozumiałość, lecz przeciwnie - dlatego że moja religia nakazuje mi pokorę i skromność. I uczy, że również Ronaldo i Messi są ludźmi takimi jak inni. Kiedy z Empoli pierwszy raz graliśmy przeciwko Juventusowi z Ronaldo w składzie, po meczu wielu moich kolegów poszło zrobić sobie z nim selfie. Ja nie.

Modlisz się pięć razy dziennie, więc zdarza się to także, kiedy jesteś w Milanello. Masz tam miejsce tylko dla siebie?
Tak, Calhanoglu i ja mamy pokój do dyspozycji. Z Hakanem się kolegujemy, ale nie rozmawialiśmy dotąd o wierze, więc każdy z nas modli się osobno.

Czy rozmawiałeś już na temat wiary z kolegami lub przyjaciółmi, którzy są chrześcijanami?
Nie, ale chciałbym się nieco więcej dowiedzieć o wszystkich religiach. W Koranie jest wiele na temat chrześcijaństwa.

W czasie kwarantanny wymuszonej pandemią koronawirusa krążył filmik, na którym widać jak trenujesz, czy też - lepiej rzecz ujmując - "masakrujesz się" na tarasie ciężkimi ćwiczeniami. Uderzałeś jakby młotem w koło tira, trenowałeś boks... Gdzie to było?
W moim domu w Arles. Obserwując mojego ojca, nauczyłem się ciężkiej pracy. Jeśli nie mam już siły biec, to idę, ale muszę dokończyć trening. Myślę, że ważne jest praktykowanie innych dyscyplin sportowych, kiedy jest ku temu okazja. Kocham boks, dobrze działa na serce i koordynację ruchową. Lubię też koszykówkę i tenis stołowy.

W trakcie meczu zdarzyło ci się stawać twarzą w twarz z większym od siebie przeciwnikiem.
Nie jestem skłonny do kłótni. Także na treningu, kiedy obrywam, nic nie mówię. Oddaję. Ale to nie dlatego, że się denerwuję. Zbieranie i oddawanie ciosów to część tej gry. W zeszłym roku przeciwko Lazio mierzyłem się z Caicedo, który fizycznie jest dwa razy większy ode mnie. On przewrócił mnie, a ja przewróciłem jego. Dwa czy trzy razy. Ale mój cel numer jeden to polowanie na piłkę, aby ją odzyskać.

Czasami jednak zbyt gwałtownie. 12 żółtych kartek w 20 meczach ligowych czyni cię najczęściej karanym zawodnikiem wśród wszystkich grających w najważniejszych europejskich ligach.
Mamma mia... To na pewno aspekt do poprawy w mojej grze. Jestem - jak to się mówi - porywczy. Zbyt agresywny. Niektóre kartki dostałem naprawdę bez sensu.

Czy to możliwe, że w mniej znanym klubie jak Empoli karali cię rzadziej? Być może w Milanie bardziej ciąży ci presja dobrego występu?
Nie, ja po prostu czuję ciężar tych barw. Kibice na San Siro zagrzewają cię do boju, a ty chcesz jeszcze bardziej i bardziej pomóc drużynie. Ja chcę zawsze dawać z siebie wszystko, a kiedy chcesz dawać z siebie wszystko, czasami wyłączasz myślenie. Tymczasem piłkarz powinien zawsze najpierw pomyśleć, a potem robić.

Czy liczba żółtych kartek jest związana także z faktem, że grasz przed linią defensywy? W reprezentacji Algierii na przykład grasz jako półskrzydłowy.
To prawda. W reprezentacji mam nieco więcej swobody, ale dla mnie pozycja na boisku nie ma znaczenia. Co więcej, ja lubię grać przed linią obrony. To odpowiedzialność, którą lubię brać na siebie.

Zresztą, dla ciebie rola na boisku nie powinna stanowić problemu. Grałeś też nawet jako boczny obrońca i trequartista.
Na boku obrony grałem w dzieciństwie. Miedzy 12 a 17 rokiem życia występowałem jako trequartista. Bardzo lubiłem tę rolę. Potem trener Arles zauważył, że dobrze sobie radzę także z zadaniami defensywnymi i trochę mnie przesunął do tyłu w pomocy.

Oprócz unikania żółtych kartek, w czym musisz się jeszcze poprawić?
Muszę zachowywać więcej zimnej krwi, kiedy jestem z piłką na połowie rywala. Muszę w każdej sytuacji odczytać, jakie będzie najlepsze rozwiązanie i wykazywać więcej rozwagi przy ostatnim podaniu. I jeszcze wiedzieć, w której części boiska się znaleźć, kiedy tracimy piłkę. Na tym polega inteligencja piłkarska. W piłkę gra się głową. Sam talent nie wystarczy. Wszystko jest kwestią umysłu. Wystarczy wspomnieć Pirlo. Nie był szybki, ale miał w głowie wizję gry. Z czasem zdobędę doświadczenie i nauczę się, jak być bardziej decydującym graczem.

Czego zabrakło w tym sezonie Milanowi, żeby zrobić skok jakościowy?
Zwycięstwa z mocnym rywalem. Jesteśmy młodą ekipą, pracujemy, aby się rozwinąć. Na boisku musimy być jednością, musimy być jeszcze bardziej zgrani, musimy umierać jeden za drugiego.

Jest opcja, że w przyszłym sezonie znowu będziecie zaczynać od zera z nowym trenerem.
Nie myślę o tym. Koncentruję się na tym, aby dobrze zakończyć obecny sezon, pozostało jeszcze 12 spotkań do końca ligi. Ja czuję się gotowy do gry, bardzo mi brakuje piłki.

Co do tej pory zobaczyłeś w Mediolanie?
Nie jestem osobą, która lubi często wychodzić na miasto. Moje idealne wakacje to wyjechać na jakąś wyspę i nic nie robić. Wykorzystałem czas kwarantanny, aby w końcu pobyć z żoną, tylko we dwoje. Przez dom piłkarza, który odnosi sukces, zawsze przewija się wielu ludzi. Zobaczyłem za to Duomo i Castello Sforzesco. Mieszkam niedaleko.

Co ci się podoba u Włochów?
To, że gestykulujecie, kiedy rozmawiacie. Wydaje się, jakbyśmy grali w filmie. No i jedzenie. W Empoli rzuciłem się na risotto al parmigiano. Od razu przytyłem trzy kilogramy.

A nasze wady?
Nie widziałem zbyt wiele, ale wydawało mi się, że miasta są trochę przestarzałe. Ulice nie są takie, jak we Francji. Ale może to nie jest żadna wada...

Isma, czy zdecydowałbyś się jeszcze raz ubrać tak, jak w trakcie podpisywania umowy z Milanem, czyli białe skarpety do kolan i wzorzysty strój?
Ktoś mógłby powiedzieć: "Popatrz na tego typa, chce zgrywać bohatera". Ale nie o to chodzi. Ja lubię się tak ubierać.

14 komentarzy
Musisz być zalogowany, aby komentować
IL Capitano 3
IL Capitano 3
31 maja 2020, 19:17
Piłkarzy z taką mentalnością i charakterem Milan potrzebuje jak najwięcej aby się odbudować!
1
MrCostacurta
MrCostacurta
31 maja 2020, 17:40
W Koranie jest wiele na temat chrześcijaństwa? Dobrze, że Ismael nie bierze go na serio bo by nam połowe drużyny wymordował.
1
MrAncelotti
MrAncelotti
31 maja 2020, 19:26
Wystarczy wziąć Koran na serio. A o wymordowanie druzyny się nie bój, mają tam ochronę. Gorzej może być np. z tobą, jak spotkasz kogoś, kto prowadzi swój Dżihad.
1
zbychoski
zbychoski
1 czerwca 2020, 10:27
sorry..tak może wypowiadać się tylko ograniczony, skończony kretyn..
0
MrCostacurta
MrCostacurta
1 czerwca 2020, 21:55
A Ty myślisz, że co jest na temat innowierców w Koranie? Nie bądźmy naiwni. Niektórym poprawność polityczna zakrwya oczy... To jednak forum poświęcone naszej ukochanej drużynie i niech tak zostanie.
1
Aniaa
31 maja 2020, 14:42
Zapowiadał się super od samego początku wbrew umniejszaniu malkontentów. Mnie osobowościowo ujmuje w nim przede wszystkim zadziorność i charakter, a przy tym ogromna skromność. Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze wiele radości z jego występów.
4
Rocker
31 maja 2020, 13:47
Zdaje mi się, że skoro jest muzułmaninem to wierzy w Allaha, a nie Boga.
0
ósmy
ósmy
31 maja 2020, 15:01
0
Ginevra
Ginevra
31 maja 2020, 15:14
W oryginale jest słowo "Dio" od dużej litery, więc tak zostaje ;)
1
Rocker
31 maja 2020, 16:12
Więc odwracając sytuację, to Allahem chrześcijanina jest Bóg? ;)
0
Ginevra
Ginevra
31 maja 2020, 17:32
Możemy zapytać redaktora Sportweeka ;)
2
AdamoX__
31 maja 2020, 13:16
Swój chłop !
1
milan78
31 maja 2020, 05:58
Milan vs Porto o Superpuchar Europy 2003 na Polsacie Sport Extra w porze obiadowej :-).Uwertura przed piątkiem 12-tego
0
PaoloACM
PaoloACM
31 maja 2020, 04:49
Zdecydowanie mój ulubiony piłkarz obecnego Milanu. Gdybyśmy mieli więcej piłkarzy z takim charakterem moglibyśmy zajść wyżej i bez odpowiedniego trenera. Dobrze ze Ante i Samu tez starają się walczyć na boisku. Gdyby tak jeszcze znalazł się ktoś zamiast Kessiego, Paqueta grałby w każdym meczu tak jak w tym ze Spal, a Hakan pokazywał pełnie swoich możliwości częściej to moglibyśmy o 3 powalczyć. Żeby dorównać Juve trzeba nam więcej graczy pokroju Zlatana ale nie u schyłku kariery.
4

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się