MILAN GÓRĄ W DERBACH MEDIOLANU!
Milan po bramce Pervisa Estupiñána pokonał Inter 1:0. Seria bez porażki w derbach trwa – to już siódmy taki mecz bez porażki Rossonerich (od 22 IV 2024)!
Zwycięstwo Milanu pachnie nadzieją i ambicją dla Massimiliano Allegriego, podczas gdy jego kibice otwierają szeroko oczy na widok tej drużyny i jej absolutnego bohatera: Rafaela Leão. Trzy punkty mają ogromne znaczenie i nieważne, że było to zwycięstwo trudne, kontestowane i bez fajerwerków. Przynosi jednak pozycję lidera w tabeli, uprzywilejowane miejsce, z którego można spokojnie obserwować wszystkich rywali, który rozegrają mecze w europejskich pucharach, osłabiających mięśnie i energię – podsumowuje w poniedziałek La Gazzetta dello Sport.
Ale ważniejsze od samego zwycięstwa nad Fiorentiną, balansującą na krawędzi przepaści, jest dla trenera fakt, że drużyna pokazała reakcję, zachowała jedność w jeden z najtrudniejszych wieczorów. Wieczór, który mógł przynieść nie tylko samodzielne prowadzenie w tabeli, ale też ryzyko niewykorzystania szansy i utraty wiary we własne możliwości. Milan jednak rośnie w siłę po straconym golu z Fiorentiną, która nie zasługuje na ostatnie miejsce w tabeli.
Wydaje się niemal, że Leão pojawił się po to, by zamknąć wszystkie wcześniejsze niepewności i je przeciąć. Rafa nie strzelił gola na San Siro w lidze od 513 dni. Entuzjazm po jego bramce prawą nogą, dającej wyrównanie, zamienił się w odwagę, gdy sam zdecydował się wykonać decydujący rzut karny: pierwszy jaki wykonywał jako zawodnik Milanu i zamienił go na gola. Milan nie był samodzielnym liderem od 8. kolejki sezonu 2023/2024, teraz czuje się silny, a w piątek podejmie Pisę, po czym będzie mógł spokojnie oglądać, jak jego rywale toczą walki między sobą.
Tak, bo gorący tydzień czeka Napoli i Inter, które spotkają się w sobotę 25 października, ale zanim to nastąpi, obie czekają mecze wyjazdowe w europejskich pucharach. Obie drużyny – faworyci do tytułu – mają zupełnie inne nastroje: Antonio Conte zbiera odłamki po trzech kolejnych porażkach na wyjeździe, a Eindhoven będzie kolejnym testem. Skład znów będzie z konieczności "sklejony", choć sytuacja nie przypomina już zeszłosezonowej prowizorki – kadra jest lepiej zabezpieczona, ale mimo to, w Turynie widoczny był spadek jakości i zrozumienia gry. Poziom niedokładności w sobotnim meczu był ogromny, sięgał głębi, a nie tylko powierzchni, i tym razem zabrakło tej jednej akcji rozwiązującej zagadkę, jak bywało wcześniej w przeciętnych występach Napoli. W pewnym sensie mecz w Lidze Mistrzów może pomóc zrzucić z siebie niepokój, a Conte zapowiedział, że tym razem nie zabierze do Holandii "baletek", jak sam skomentował nijakość swojej drużyny w meczu z dobrze ustawionym Torino, lecz drużyna musi spakować ze sobą agresję na ostatnich metrach boiska. W zeszłym sezonie dużo mówiło się o tygodniach odpoczynku, jakie miało Napoli, gdy rywale byli zajęci grą w Europie. Teraz nad Neapol wrócił normalny terminarz dla czołowego klubu (nieustanny rytm ligi i pucharów) a po dwóch pierwszych występach mistrzowie Włoch pokonali, choć nie bez problemów, Pisę i Genoę.
Mecz z Interem będzie pierwszym bezpośrednim starciem po Lidze Mistrzów, pojedynkiem między najpoważniejszymi kandydatami do tytułu i pokaże rzeczywisty potencjał Napoli. Bo Inter, po początkowych potknięciach i dwóch porażkach, podniósł się, zjednoczony, pełen dumy i jakości. Zmęczenie mentalne, które wzmagał system zarządzania Inzaghiego, dziś wydaje się już tylko wspomnieniem. A reakcje niektórych zawodników pokazują, jak bardzo nadwyrężona była relacja z byłym trenerem. Chivu również będzie musiał umiejętnie zarządzać siłami z uwagi na Ligę Mistrzów, ale jego drużyna ma komplet punktów i wyjazd do Belgii nie wydaje się przesadnie trudny. Bonny i Esposito dają mu gwarancje, których brakowało w poprzednim sezonie. W kolejce, w której padły cztery bezbramkowe remisy (jak dotąd), Bologna wraca do strefy Ligi Mistrzów, pokazując, że jej apetyt nie wygasł.
To, że Como jest wysoko (obecnie na szóstym miejscu) było jednym z najczęstszych letnich przewidywań. Ale lekcja, jak być drużyną, jaką Como dało wczoraj Juventusowi, może wywołać lawinę nieoczekiwanych skutków. Igor Tudor ma teraz przed sobą mecze z Realem Madryt i Lazio. Porównując wyniki z poprzednim sezonem, ma o jeden punkt mniej niż Thiago Motta na tym samym etapie. Ale przede wszystkim Juventus jest zagubiony, nijaki jak podmuch wiatru, uwięziony w fazie redukcji ambicji, pozbawiony równowagi między formacjami. Pierwsza porażka w sezonie lepiej tłumaczy cień, jaki kładły poprzednie pięć remisów z rzędu. Myśl, że kibice Juventusu mogą zazdrościć organizacji i pomysłu Como, nie jest obrazą majestatu, ale po prostu rzeczywistością.
Inter kadrowo najlepiej wypada i powoli się rozkręcają. Trzeba jednak pamiętać że ligi nie wygrywa obcokrajowiec (trener).
Walka o mistrzostwo według mnie to Milan i Napoli. Obecnie dwie najbardziej zadziorne, dobrze poukładane i cierpliwe drużyny które mają na boisku jak i ławce ludzi którzy wygrywali przeróżne puchary.
Ciekawe czy ktoś zdąży wrócić na następny mecz. Wczoraj moim zdaniem najbardziej było widać brak Rabiota ogólnie. Ricci niestety bardzo słaby mecz.
W ataku pozycyjnym niestety tego miejsca zawsze jest mniej a schodzić na skraj pola karnego również może. Ogolnie niech uczy się od Pulisica jak to robić bo Amerykanin biega po różnych pozycjach i dobrze to wygląda.