Trzy punkty rzutem na taśmę!
CREMONESE – MILAN 0:2!
Max Allegri twierdzi, że interesują go tylko dwie liczby: faule i pojedynki powietrzne. Jednak tego nie może zignorować: Allegri wygrał 99 meczów z Milanem w ciągu pięciu niepełnych sezonów (czterech podczas swojej pierwszej przygody z drużyną Rossonerich i jednego obecnego). To 52% rozegranych spotkań. Oznacza to, że Max jeszcze przed listopadową przerwą może osiągnąć setkę. Wystarczyłoby wygrać w Parmie. Cofnijmy się więc w czasie, by przypomnieć sobie jego najbardziej szczególne zwycięstwa – te ikoniczne, ale i te najbardziej osobliwe.
Niedziela, 29 sierpnia 2010. Allegri dopiero co przybył do Milanu i zaczyna w wyjątkowy dzień. Na San Siro przyjeżdża Lecce, ale wszyscy patrzą w górę, na trybunę honorową, gdzie Zlatan Ibrahimović siedzi obok Berlusconiego i Gallianiego. Właśnie go kupiono, a prezydent zapowiada: "Będziemy bohaterami na świecie. A może sprowadzę jeszcze jednego". La Gazzetta dello Sport spekulowała wówczas: czy to Robinho? Tak – podpisze kontrakt w mniej niż 48 godzin. Milan Allegriego wygrywa 4:0: dublet Pato, gole Thiago Silvy i Inzaghiego. Ależ nazwiska, prawdziwy czerwony dywan rozłożony przed Maxem. Berlusconi z tą prognozą się nieco przeliczy. W Europie pójdzie kiepsko (odpadnięcie z Tottenhamem w 1/8 finału), ale w Serie A Milan spisze się świetnie. Na koniec sezonu zdobędzie mistrzostwo Włoch.
Pierwsza era Allegriego to lata graniczne. Milan wciąż jest mocny – ma Ronaldinho, Ibrahimovicia, Thiago Silvę, Pirlo – prawdziwe gwiazdy. A jednak nie wszystko działa jak do 2007 roku: czuć atmosferę końca imperium, a na horyzoncie pojawiają się nowe potęgi. Przede wszystkim Barcelona. Losowanie Ligi Mistrzów zestawia Milan i Barçę naprzeciw siebie. Prawie zawsze wygrywa Messi, ale 20 lutego 2013 roku, w pierwszym meczu 1/8 finału, dzieje się coś dziwnego. Allegri wystawia zwyczajny skład: Abbiati; Abate, Zapata, Mexès, Constant; Montolivo, Ambrosini, Muntari; Boateng, Pazzini, El Shaarawy. Po drugiej stronie – Messi, Iniesta, Xavi, Fàbregas, Puyol, Piqué, Dani Alves. A jednak wygrywa Milan i to 2:0 (gole Boatenga i Muntariego, oba po przerwie). Trzy tygodnie później w Barcelonie świat staje na głowie: gol Messiego w 5. minucie, drugi przed przerwą, trzeci Villii na początku drugiej połowy. Końcowy wynik: 4:0 dla Barcelony, Milan odpada.
Lecce – drugie podejście. Tym razem gramy na Via del Mare o 12:30, tego samego dnia, w którym zginął Marco Simoncelli. W pierwszej połowie Milan gra katastrofalnie. Strzelają Giacomazzi, Oddo z karnego i Grossmüller – 3:0 dla Lecce. W przerwie Allegri mówi kilka właściwych słów i wpuszcza Kevina-Prince’a Boatenga. Wszystko ulega zmianie. KPB strzela trzy gole w 18 minut, a w 83. minucie Yepes dokłada czwarte trafienie. Milan wygrywa 4:3.
Następnego ranka LGdS bawi się słowami: "Ri-Boa-ltone". Potem pokazuje tatuaż na ręce Boatenga: napis Believe. A wśród pomeczowych wypowiedzi jedna, od Ibrahimovicia, zasługuje na uwagę: "Między pierwszą a drugą połową tylko Allegri wierzył, że możemy to odwrócić. My wszyscy mieliśmy już spuszczone głowy. On powiedział nam praktycznie każdemu z osobna, co mamy robić". Nigdy wcześniej Max nie wygrał tak dziwnego meczu.
3 listopada 2012. Milan wciąż należy do Allegriego, ale sześć miesięcy wcześniej przegrał bolesne mistrzostwo. Morale są niskie. Juve prowadzone przez Conte dominuje, a Milan to zespół Stephana El Shaarawy’ego – w najlepszym momencie kariery. W styczniu przyjdzie Balotelli i odbierze mu blask. Gramy w sobotni wieczór z Chievo, które ma koszulki przypominające trochę Palio di Siena. Allegri przywraca ustawienie 4-2-3-1: Ambrosini i Montolivo w środku, przed nimi Emanuelson, Bojan, "Faraon" i Pazzini. To nie wygląda na zespół nie do zatrzymania, a jednak wszystko wychodzi idealnie. Strzelają niemal wszyscy: Emanuelson, Montolivo, Bojan, El Shaarawy i Pazzini. Dla Chievo jedynie pozorne wyrównanie 1:1 autorstwa Pellissiera. Po trzynastu latach to wciąż jedyny mecz, w którym Milan Allegriego zdobył 5 goli.
A które zwycięstwo Allegriego w Milanie było najważniejsze? "To następne" – pewnie powiedziałby Max, szczególnie teraz, gdy jest wyjątkowo dyplomatyczny. Nie, najważniejsze to derby, bo choć nie decydują o trofeum, to jakby decydowały. 2 kwietnia 2011 roku Milan ma dwa punkty przewagi nad Interem i wszyscy są przekonani, że ten mecz rozstrzygnie o mistrzostwie. Jeśli wygra Milan – ucieknie. Jeśli wygra Inter Leonardo – przejmie prowadzenie i ruszy po tytuł. Derby jednak trwają krótko. Już w pierwszej minucie, gdy niektórzy dopiero włączają telewizory, strzela Pato. Szesnaście minut później – dublet Pato. Cassano w 90. minucie dokłada trzeciego gola, po czym zostaje wyrzucony z boiska. Scudetto numer 18 nadejdzie wkrótce potem. Co było jednym z kluczowych momentów tamtego meczu? Czerwona kartka dla Chivu.
Nie było zbyt wielu transmisji, programów tv czysto piłkarskich.
Wtedy byliśmy po wielu sukcesach sprzed dosłownie kilku laty, a teraz oprócz mistrzostwa i superpucharu nic nie mamy z ciągu kilkunastu lat...
Teraz musimy tworzyć historię na nowo...