Francesco Camarda 2031!
Fikayo Tomori w styczniu przyszłego roku będzie świętował pięciolecie gry w Milanie. Angielski środkowy obrońca po kilku trudnych sezonach znów stał się pewnym elementem wyjściowego składu Rossonerich, do czego przyczyniło się także zatrudnienie na ławce trenerskiej Massimiliano Allegriego. Ostatnio zawodnik grający z numerem 23 udzielił ekskluzywnego wywiadu dla stacji BBC Sport, w którym poruszył temat Milanu, mistrzostw świata oraz kilku bardziej osobistych kwestii.
O imieniu Oluwafikayomi: "Moi rodzice są Nigeryjczykami, więc imiona wywodzą się z ich plemion. Każde plemię ma swoje powiedzenie, które jest skracane do imienia. Oluwafikayomi oznacza "Bóg napełnił mnie radością", a Oluwadamilola – "Bóg napełnił mnie bogactwem".
O początku obecnego sezonu: "Wszyscy wróciliśmy latem do Milanello z czymś do udowodnienia, zarówno indywidualnie, jak i jako drużyna. Musimy dobrze wykorzystać obecny sezon i wrócić do Ligi Mistrzów".
Co zmieniło przyjście Massimiliano Allegriego?: "Fizycznie czuję się najlepiej w całej swojej karierze. Dużą częścią tego jest świadomość, gdzie dokładnie powinienem znajdować się na boisku. Bardzo pomógł mi w czytaniu gry. To prosta rzecz, szczególnie ważna dla obrońców. Chodzi o to, by biegać mądrzej, a nie więcej".
O języku włoskim i życiu we Włoszech: "Nawet akcent przychodzi naturalnie. Jeśli nie mówię z akcentem, ludzie mnie nie rozumieją. Jest tu inny styl życia, ale największa różnica dotyczy treningów. We Włoszech znacznie większy nacisk kładzie się na to, jak będziemy grać, natomiast w Anglii trening bywa bardziej fizyczny i intensywny. Gdy dorastałem, istniał stereotyp, że angielscy piłkarze nie wyjeżdżają za granicę, ale dziś jest ich coraz więcej – i to pokazuje, że potrafimy się dostosować także do innego stylu życia".
O statusie Milanu i Milanello: "To coś niesamowitego. Codziennie wchodzisz i widzisz zdjęcia takich piłkarzy jak Maldini, Baresi, Kaká, Zlatan Ibrahimović czy Nesta. Odczuwasz ogromne oczekiwania, wiedząc, że oni byli w tych samych murach. Czuć to też od kibiców, których spotykasz na mieście. Uświadamiasz sobie, jak wielki ciężar ma ta koszulka. Uwielbiam to, że są tak dumni z klubu i że istnieje oczekiwanie, któremu musimy sprostać: robić to, co robili ci przed nami".
O mundialu: "Czy chcę tam pojechać? Oczywiście. Chcę tego dla siebie i wiem, że wygranie mistrzostwa bardzo by mi pomogło. Rozmawiałem z Tuchelem po ostatniej listopadowej przerwie reprezentacyjnej. Rozmawialiśmy kilka razy, a przekaz był prosty: rób dalej to, co robisz. Mundial jest za sześć miesięcy i przed nami jeszcze dużo grania. Wiem, że mnie obserwuje, bo powołał Rubena Loftusa-Cheeka. To daje mi wiarę, że mogę się tam znaleźć. Był w Mediolanie w zeszłym sezonie i wiem, że regularnie otrzymuje nasze dane i ogląda nasze nagrania. Mówił o tym wprost: jest trudno, bo na tej pozycji jest bardzo wielu świetnych zawodników, jak John Stones, Marc Guéhi, Dan Burn czy Ezri Konsa. Ale mundial wciąż pozostaje marzeniem i ciężko pracuję, by je spełnić".
Czy prosisz czasem Modricia o radę?: "Tak, ale bardziej chodzi o to, by słuchać, gdy mówi, i obserwować, jak się zachowuje oraz jak trenuje. Od razu rozumiesz, jaki to poziom. A skoro to Modrić – za każdym razem, gdy się odzywa, po prostu go słuchasz".