NICLAS FÜLLKRUG pierwszym zimowym transferem Milanu! 32-latek nową "dziewiątką" Rossonerich.
Liczby dodają Milanowi pewności siebie i popychają go do wiary w scudetto. Nawet jeśli Allegri nadal wskazuje czwarte miejsce, a co za tym idzie awans do przyszłej Ligi Mistrzów, jako cel sezonu, dziś jest już jasne, że Rossoneri mogą mierzyć wyżej. W przeciwieństwie do Interu i Napoli, które wciąż rywalizują zarówno w Europie, jak i w Pucharze Włoch, Maignan i spółka do maja będą musieli rozegrać jedynie dwadzieścia jeden meczów ligowych (wliczając zaległe spotkanie z Como) i będą mogli skoncentrować całą energię wyłącznie na Serie A. To przewaga, która może okazać się bardzo istotna i którą Maignan i jego koledzy chcieliby wykorzystać dokładnie tak, jak w ubiegłym roku zrobili to Azzurri Conte – podsumowuje w poniedziałkowym wydaniu La Gazzetta dello Sport.
W porównaniu z poprzednim sezonem dyrektor generalny Giorgio Furlani i dyrektor sportowy Igli Tare zrewolucjonizowali kadrę, wybierając zwycięskiego trenera, jakim jest Allegri, oraz wprowadzając jedenaście nowych twarzy, w tym kluczowych piłkarzy potrzebnych do jakościowego skoku, takich jak Modrić, Rabiot i Saelemaekers. Polityka Milanu była podobna do tej, którą Napoli obrało dwanaście miesięcy wcześniej (gdy postawiło na Conte oraz "ciężkie" wzmocnienia pokroju McTominaya, Lukaku, Neresa i Buongiorno), a także miała na celu ponowną wycenę wartościowych zawodników wracających po trudnym sezonie. Dlatego Maignan, Tomori, Gabbia, Pavlović i Loftus-Cheek – by wymienić tylko kilku – znów zaczęli błyszczeć, dokładnie tak jak rok temu stało się to z Meretem, Di Lorenzo, Anguissą, Rrahmanim, Lobotką i Politano. I nieprzypadkowo po pierwszych siedemnastu kolejkach Serie A Milan ma o jedenaście punktów więcej niż w poprzednim sezonie, podczas gdy Napoli 2024/2025 miało ich aż trzynaście więcej w porównaniu z rozgrywkami 2023/2024. Resztę zrobiła praca Maxa w Milanello – podobnie jak praca Antonio w Castel Volturno: bez rozpraszania się europejskimi pucharami obaj trenerzy wymazali resztki przeszłości i przywrócili w drużynie zwycięską mentalność potrzebną do walki o najwyższe cele. W ten sposób Napoli awansowało z dziesiątego miejsca sprzed dwóch sezonów na pierwsze w poprzednim, a Milan wystartował z ósmego miejsca w sezonie 2024/2025 i pod koniec maja ma nadzieję patrzeć na wszystkich z góry, przypinając do piersi drugą gwiazdkę.
Allegri już od lata zaczął od poprawy defensywy, która traciła zbyt wiele bramek: obecnie straconych goli jest trzynaście w siedemnastu meczach Serie A (lepiej wypadły tylko Roma i Como), podczas gdy rok temu było ich siedemnaście. A ile traciło Napoli? O jednego mniej, czyli dwanaście. Jesteśmy więc średnio na poziomie... scudetto, zarówno jeśli chodzi o stracone bramki, jak i punkty Azzurri mieli wówczas trzydzieści osiem punktów, tyle samo co teraz Rossoneri. Inne dane, które pozwalają wierzyć nie tylko w awans do Ligi Mistrzów, ale także w coś więcej, to liczba meczów bez straty gola (dziewięć) oraz porażek: Maignan i spółka przegrali tylko raz, w pierwszej kolejce na San Siro z Cremonese, i mają otwartą serię szesnastu spotkań bez porażki: jedenaście zwycięstw i pięć remisów. W sezonie 2024/25 porażek Milanu było już cztery, a zwycięstw o cztery mniej (siedem) niż obecnie. Dlatego Rossoneri awansowali w tabeli z ósmego na drugie miejsce.
Obecny Milan ma także charakter swojego trenera i szybko przyswoił jego piłkarskie idee: nie myśli o efektownej grze, lecz o konkretach i o sięganiu po zwycięstwo, nawet kosztem boiskowego cierpienia. Wygrane 1:0 stanowią pięć z jedenastu zwycięstw, a te różnicą jednej bramki – siedem. Skuteczność Milanu widać jednak także w innym statystycznym detalu: w aż dwunastu przypadkach pierwszy gol padł po pierwszym strzale celnym. To tłumaczy, dlaczego w niektórych spotkaniach Maignan i koledzy mogli skupić się na fazie defensywnej, a potem uderzyć. Na wyjazdach, by jeszcze podkreślić ten fakt, Rossoneri pozostają niepokonani dzięki pięciu zwycięstwom i trzem remisom, tracąc zaledwie pięć goli. We Włoszech nikt nie wypadł lepiej ani pod względem zdobytych punktów, ani liczby straconych bramek. Jeśli chodzi o łączną liczbę strzelonych goli, Milan odstaje jednak od lidera Interu, który ma ich na koncie trzydzieści osiem, wobec dwudziestu ośmiu Rossonerich. Na poziomie pary snajperów Leão (sześć trafień) i Pulisic (osiem), razem czternaście, tracą jednak tylko jednego gola do duetu Interu "ThuLa": Lautaro (dziesięć) i Thuram (pięć).
Zespół będący po połowie sezonu wiceliderem, ze stratą punktu, jest kandydatem do wygrania, a nie być może, jeśli, prawdopodobnie, musimy się nad tym zastanowić.