FIORENTINA – MILAN 1:1
Tylko remis Rossonerich na Stadio Artemio Franchi. Gola na wagę jednego punktu zdobył w 90. minucie Christopher Nkunku.
Proste, ale prawdziwe. Jeśli dziś po południu Milan wygra we Florencji, wieczorem odrobi punkty wobec Interu albo Napoli, albo wobec obu – w przypadku remisu w wielkim starciu na San Siro. Lepiej zyskać trzy punkty nad jedną z nich czy po dwa nad jedną i drugą? Wszystko wskazuje na to, że lepsza jest ta druga opcja, bo cztery punkty to więcej niż trzy, zgodnie z zasadą La Palice’a i Catalana. Milan ma wielką okazję, jest jednak problem: zwycięstwo nad Fiorentiną wcale nie jest oczywiste. Viola walczą o utrzymanie, a Milan (jak wszyscy o tym wiedzą) roztrwonił jedenaście punktów w meczach z drużynami ze średniej i niższej półki: trzy z Cremonese i osiem łącznie z Pisą, Parmą, Sassuolo i Genoą.
Milan ma przed sobą osiem dni, które nie są decydujące, ale dość rozstrzygające: dziś Fiorentina, w czwartek zaległy mecz z Como, a w niedzielę (18 stycznia) pojedynek z Lecce na San Siro. Po tej mini-serii – przy Interze i Napoli mających ten sam program, czyli trzy mecze w tydzień – dowiemy się więcej o prawdziwym celu Rossonerich: czy jest nim awans do Ligi Mistrzów, jak mówiono latem, czy mistrzostwo, jak zaczęto przypuszczać w trakcie sezonu? Milan, który ma problemy z "małymi", pokonał zarówno Napoli, jak i Inter, a to musi coś znaczyć. Milan ma też przewagę: do końca sezonu pozostało mu 20 meczów, które zaczynają się dziś, plus czwartkowy zaległy mecz z Como. W najbliższym czasie Inter i Napoli będą musiały dźwigać ciężar dwóch ostatnich kolejek fazy ligowej Ligi Mistrzów. Cristian Chivu liczy na uniknięcie dodatkowych dwóch spotkań ewentualnych baraży; Conte będzie walczył, by się do nich dostać. Milan powinien skorzystać na podwójnych obowiązkach rywali w tym okresie, nie zapominając o Pucharze Włoch, kolejnych rozgrywkach, z których Allegri, w przeciwieństwie do kolegów po fachu, już odpadł. Ćwierćfinały krajowego pucharu odbędą się w pierwszej dekadzie lutego, a baraże Ligi Mistrzów w dwóch kolejnych tygodniach. Kalendarz sprzyja Milanowi.
Roma zrobiła swoje, pokonała Sassuolo, choć nie bez nerwów, ponieważ gole padły dopiero pod koniec meczu. Gian Piero Gasperini wskoczył na drugie–trzecie miejsce ex aequo z Milanem. To jednak pozycja tymczasowa, bo zarówno Rossoneri, jak i Napoli (obecnie czwarte) mają po dwa mecze rozegrane mniej. Zwycięstwo Romy będzie można w pełni ocenić dziś wieczorem, w świetle wyniku z San Siro. W przypadku porażki Napoli lub remisu, trzy punkty zdobyte z Sassuolo byłyby niezwykle cenne, jeśli celem Romy jest Liga Mistrzów, a nie coś więcej. Z grubsza to samo dotyczy Juventusu, który jutro czeka domowy mecz z Cremonese. Luciano Spalletti przywrócił Starą Damę do walki o czołówkę, zaszczepił jej nowy styl gry, nie pozbawiając równowagi, i wypolerował podstawową zasadę klubowej tradycji – zwycięstwo jako gwiazdę polarną. Gdyby nie zmarnowane dwa punkty z Lecce... Juventus, sześć punktów od szczytu – taki jest poranny status quo – to coś, co trzeba brać pod uwagę. Pierwsza kolejka rundy rewanżowej kręci się wokół spotkania Inter – Napoli. Od tego wyniku zależy wiele: gdyby Inter wygrał, okres niepewności zakończyłby się, a kilka drużyn ruszyłoby gęsiego na czele wyścigu. Gdyby Inter wygrał, liga miałaby silnego i wyraźnego lidera. Banał, ale prawdziwy – podsumował Sebastiano Vernazza na łamach opinii LGdS.
No jeszcze lepiej patrzy się jak wszystko przegrywają na finiszu :)