FIORENTINA – MILAN 1:1
Tylko remis Rossonerich na Stadio Artemio Franchi. Gola na wagę jednego punktu zdobył w 90. minucie Christopher Nkunku.
Nazywa się to prowizjami: to te pieniądze – zazwyczaj niemałe – których agenci piłkarzy żądają, by odblokować negocjacje albo, jak w tym przypadku, przedłużyć kontrakt. Mike Maignan, po tym jak zeszłego lata był bliski odejścia z Milanu, jest teraz gotów przedłużyć kontrakt z pensją dwukrotnie wyższą od obecnej. Czego brakuje? Przekonania jego otoczenia, które chciałoby znaczącego procentu, by faktycznie doprowadzić do przedłużenia umowy. Krótko mówiąc: coś, co w Milanello widziano już w przeszłości, pomiędzy przedłużeniami, które przeradzały się w sprawy ciągnące się miesiącami (Donnarumma, Kessié), a negocjacjami, które kończyły się fiaskiem (Zirkzee, Taremi...). Z kilkoma wyjątkami: Reijnders i Rabiot, których agenci postawili w centrum interesy swoich podopiecznych, odkładając na bok własne konto bankowe – pisze Francesco Albanesi na łamach La Gazzetta dello Sport.
Maignan i przypadek Zirkzee
Milan musi rozegrać wiele meczów w krótkim czasie. Jeden z najtrudniejszych toczy się jednak przy stole negocjacyjnym z Jonathanem Kebe, twardym agentem reprezentującym Mike'a Maignana. Relacje między stronami są dobre, zawodnik już wyraził zgodę na przedłużenie (5 milionów euro netto plus bonusy), ale to na razie nie wystarcza, by doprowadzić do ostatecznego uścisku dłoni. Kebe doskonale wie, że Maignan jest popularny: Bayern Monachium, Chelsea i Juventus uważnie się przyglądają. Naturalne jest więc, że mając takie karty w ręku, agent stara się maksymalnie naciskać na kwestię prowizji, zwłaszcza w przypadku piłkarza zbliżającego się do końca kontraktu i takiego, który zeszłego lata był o krok od pożegnania z Milanem. Jeszcze sześć miesięcy temu przedłużenie wydawało się mirażem, potem wiatr rynku zmienił kierunek: bo w piłce, jak w życiu, wszystko może zmienić się bardzo szybko. Węzeł prowizji to cienka linia, na której Milan już nieraz się potykał. Dwa lata temu Joshua Zirkzee był niemal pewnym nabytkiem Rossonerich: piłkarz powiedział "tak", a Milan był gotów zapłacić klauzulę 40 milionów euro Bolognie. Wszystko wykoleił Kia Joorabchian, agent Holendra, który w przeszłości prowadził także sprawy takich zawodników, jak: Kaká, Robinho i Tévez. Irańczyk żądał 15 milionów euro, by definitywnie sfinalizować operację – kwoty, której Milan nigdy nie brał pod uwagę. Bez przeciągania liny i bez licytacji: Rossoneri po prostu się wycofali. Ostatecznie pojawił się Manchester United, a Kia "obniżył" żądania do 10 milionów euro. Zirkzee trafił w ten sposób do jednego z najbardziej wyczerpujących środowisk ostatniego czasu, takiego, które często kończy się pochłonięciem zawodników. W tym także Joshuy, który teraz przygotowuje się do rozpoczęcia nowego życia, prawdopodobnie we Włoszech.
Telenowele Gigio i Kessiégo
Na szczęście dla przesądnych lepiej, żeby Maignan nie oglądał się za siebie. Doświadczenia Donnarummy i Kessiégo uczą, że kwestia prowizji może zamienić się w prawdziwy bumerang dla Milanu, zwłaszcza gdy mowa o przedłużeniach kontraktów. Niekończące się przeciąganie liny z tym samym finałem: odejście. Gigio i Franck opuścili Milan za darmo z powodu wygórowanych żądań swoich agentów. W 2021 roku narodziła się prawdziwa telenowela wokół pozostania Donnarummy w Mediolanie: Mino Raiola, ówczesny agent bramkarza, domagał się astronomicznej kwoty od 15 do 20 milionów euro, aby zagwarantować przedłużenie umowy. Milan doszedł do oferty 8 milionów euro netto pensji, lecz ostatecznie los sprawił, że Gigio "teleportował się" do Paryża, pozostawiając klub z pustymi rękami. Nie inaczej było w przypadku Kessiégo, gdzie przeszkodą okazał się George Atangana. Iworyjczyk, jako aktualny mistrz Włoch, odszedł z Milanu za darmo z powodu prowizji żądanych przez swojego agenta, oscylujących wokół 10 milionów euro. Mediolański klub zaproponował przedłużenie kontraktu na 6 milionów netto, druga strona żądała co najmniej 7 plus bonusy do 8,5, a do tego oczywiście wynagrodzenie dla Atangany. Także w tym przypadku Milan stał się zakładnikiem sytuacji, tracąc kluczowego zawodnika bez jakiegokolwiek zwrotu finansowego.
Taremi, Popović i wyjątki
Niech podniesie rękę ten, kto pamięta Matiję Popovicia, łagodnego olbrzyma mierzącego prawie dwa metry wzrostu, który dwa lata temu był o krok od założenia koszulki Milanu. Napastnik, skrzydłowy, ofensywny pomocnik z rocznika 2006. Klub z Mediolanu wypatrzył go po sezonie z dorobkiem 20 goli i 5 asyst w 24 meczach w barwach drużyny Partizana Belgrad U-17. Popović miał zająć ostatnie wolne miejsce dla zawodnika spoza UE, wyprzedzając konkurencję kilku wielkich europejskich klubów. Do fiaska doprowadził improwizowany przylot Popovicia i jego agentów na lotnisko Malpensa, nieuzgodniony z Milanem, który był poirytowany tym ruchem. Do tego doszły zbyt wygórowane żądania finansowe otoczenia piłkarza. Popović trafił później do drużyn młodzieżowych Monzy i Napoli, a dziś, mając 20 lat, ma trudności z przebiciem się w CSKA Moskwa.
Innym znamiennym przypadkiem był Mehdi Taremi, na finiszu letniego okna transferowego 2023 roku. Wszystko było dogadane za 15 milionów euro, lecz w ciągu 24 godzin Porto i sam irański napastnik wywrócili negocjacje do góry nogami, narzucając nowe warunki oraz wprowadzając do rozmów nowego agenta, który domagał się wyższych prowizji. Nawet międzynarodowa pośredniczka Daria Bahrami, pozostająca w kontakcie z Taremim, nie zdołała uratować transakcji.
Po drugiej stronie mamy jednak pozytywne wyjątki: Adrien Rabiot i Tijjani Reijnders. Ich agenci ułatwili negocjacje, godząc się na kompromisy. Mama Véronique, reprezentująca Adriena, obniżyła swoje żądania, by ułatwić transfer do Mediolanu za 10 milionów euro, zatrzymując jedynie procent od ewentualnej przyszłej sprzedaży. Również w przypadku Holendra, który trafił do Milanu w 2023 roku za 20 milionów euro, agenci zmniejszyli swoje oczekiwania. Wkrótce przekonamy się, czy Maignan będzie trzecim na tej liście.
Najlepszy agent to Cezary Kucharski.
Ten artykuł kompletnie zmienił moją opinię ;)
Efekt Dunninga-Krugera w pigułce.