COMO – MILAN 1:3!
Naprzód jak przez kalkę. Minimalnym (i jak najbardziej zasłużonym) zwycięstwem. Mecz Milanu z Lecce przypominał ten, który Inter rozegrał kilka dni wcześniej: ten sam stadion, to samo zimno, ten sam rywal. Długi impas, trochę cierpienia, liczne okazje, Falcone broniący wszystko, wynik, który nie chce się otworzyć, i narastająca nerwowość. U Chivu w pewnym momencie z ławki podniósł pięciu zawodników, w tym Lautaro i Pio Esposito, a właśnie ten ostatni przesądził o losach spotkania w 78. minucie. I tak samo Allegri, z wciąż obolałym Leão, wczoraj, chcąc przełamać remis, dokonał pierwszych dwóch zmian: Loftusa-Cheeka i Füllkruga. Pierwszy był o krok od gola, drugi strzelił go w 76. minucie.
Znaczenie środkowego napastnika. Silnego fizycznie, umiejącego walczyć bark w bark, który trzyma się pola karnego i którego trudno przewrócić. A najlepiej jeszcze potrafiącego grać głową – jak Niemiec sprowadzony w styczniowym oknie transferowym, który może okazać się przydatny do rozwiązywania takich sytuacji, zwłaszcza przeciwko osławionym "małym" zespołom, z którymi Milan stracił aż 11 punktów. To gra luster i odniesień, te mistrzowskie derby: Allegri wygrywa tymi samymi wyborami co Chivu, a Chivu zwycięża również w stylu Allegriego.

Trzy wyniki 1:0 zdominowały tę kolejkę ligową w wykonaniu trzech gigantów: dystanse pozostały bez zmian, ale nieprawdą jest, że nic się nie wydarzyło, bo te zwycięstwa nie były takie same. Inter z Udinese, mimo że wciąż marnuje zbyt wiele okazji, strzelił gola i kontrolował mecz. Największym problemem byli rywale, zwłaszcza Napoli, którzy wciąż liczą 11 małych Indian, padających jeden po drugim pod ciężarem kontuzji. Milan wczoraj rozegrał przyzwoitą pierwszą połowę, ale z odsetkiem błędów (w podaniach, przyjęciach i strzałach) zbyt dużym, by przycisnąć uporządkowane Lecce do muru. Co więcej, podopieczni Di Francesco próbowali też kilku wypadów i potrafili wywołać dreszcze na San Siro. Brakuje Modricia (nawet tego mniej wyrazistego z ostatniego okresu), nie dlatego, że Jashari zawodzi (wręcz przeciwnie), ale dlatego, że Chorwat jest jak magnes, który sprawia, że inni grają lepiej. Gdy go nie ma, widać to bardzo wyraźnie. Druga połowa była momentami oblężeniem, aż do gola – kluczowego, by utrzymać się w pościgu, także w kontekście tego, co przyniesie następna kolejka: Inter u siebie z Pisą, potem Juventus – Napoli i Roma – Milan, mecze, które odbiorą punkty tym, którzy gonią. Zwiększenie straty wczoraj wieczorem mogło więc być niebezpieczne.
Tymczasem plan Allegriego toczy się dalej w swojej prostej, diabolicznej logice: najpierw zbudować bezpieczną poduszkę nad piątym miejscem (Milan zyskał trzy punkty nad Juventusem, pokonanym przez Cagliari, i ma teraz siedem punktów przewagi), a potem nadal deptać po piętach Interowi Chivu. W tygodniu Max będzie gotowy z popcornem, by oglądać w telewizji europejskie starcia rywali: Inter podejmie potężny Arsenal na San Siro, Napoli zagra w Kopenhadze, Juventus zmaga się z problemem Mourinho, a w czwartek Roma podejmie Stuttgart w Lidze Europy. Jak dużą różnicę to zrobi, dowiemy się w przyszłą niedzielę. Na razie jednak Milan wciąż jest na swoim miejscu, i to nie dzięki szczęściu, lecz w pełni zasłużenie. rośnie przekonanie (otoczenia i drużyny), a nisko zawieszony profil Allegriego staje się coraz trudniejszy do traktowania poważnie.
Niestety Gimenez, pomimo szczerych chęci za bardzo nie dojezdza w Serie A więc pewnie poleci w lato.