AC MILAN – TORINO FC 3:2!
Może się zdarzyć, że najbardziej niezawodny człowiek potępi własną drużynę. To nie jest wyrok ostateczny, ale strata 7 punktów do lidera, Interu, zaczyna być bardzo dotkliwa. Błąd Maignana mógł zapisać historię tych rozgrywek. Właśnie on, od zawsze uważany za lidera zespołu, ten, który zapracował na opaskę kapitana, który uratował wiele wyników i związał się z Milanem w chwili, gdy wydawało się, że pod koniec sezonu pożegna się z tymi barwami – podsumowuje SportMediaset.
Nadzieja jednak wciąż pozostaje. Pozostaje, bo Milan praktycznie nie przegrywa (poza pierwszą kolejką). O ile przez pewien czas cierpiał na uciążliwą "chorobę remisów" (zwłaszcza z zespołami z dolnej połowy tabeli), to przed remisem z Como niemal zawsze wygrywał. I potrafi strzelać gole na różne sposoby: zarówno po składnych akcjach, jak i po kilku kontaktach z piłką i zabójczych prostopadłych podaniach. Gol Loftusa-Cheeka w Pizie po 27 kolejnych podaniach oraz bramka Leão przeciwko Como, zrodzona z długiego podania, to dwa wymowne przykłady. W środku pola wreszcie sygnał dał Jashari, pozwalając Modriciowi grać mniej taktycznie, a bardziej kreatywnie. Pulisic i Leão wracają do wysokiej formy. To wszystko są pozytywne aspekty.
Prawdziwie istotny sygnał dla Milanu płynie jednak z Bodø. Inter znów stał się zespołem podatnym na ciosy, ma kilka problemów do rozwiązania, a wkrótce derby. W czasie, który dzieli nas od tego spotkania o ogromnym znaczeniu sportowym i technicznym, Milan musi rozegrać dwa mecze, które wydają się stworzone do zdobycia kolejnych 6 punktów: w niedzielę 22 lutego przeciwko Parmie na San Siro oraz w niedzielę 1 marca na wyjeździe z Cremonese. W tym samym okresie Inter rozegra dwa ligowe mecze o podobnym ciężarze gatunkowym (wyjazd do Lecce w sobotę 21 lutego i spotkanie na San Siro z Genoą w sobotę 28 lutego), ale dodatkowo czeka go niezwykle trudny rewanż z Bodø/Glimt we wtorek 24 utego oraz pierwszy mecz półfinału Pucharu Włoch w Como we wtorek 3 marca. To nie są przeszkody nie do pokonania, lecz cztery mecze zamiast dwóch. Na tym etapie sezonu każdy szczegół ma znaczenie.
To dwa ostatnie haki, których Milan musi się chwycić: słabość Interu i możliwość zmniejszenia dystansu w derbach, które dla Nerazzurrich stały się w ostatnich edycjach prawdziwym tabu. W pierwszym meczu Allegri wygrał w "stylu Allegriego", a za tym charakterystycznym uśmiechem, który pokazuje podczas spotkań, już kryje się plan na powtórkę. Nieważne jak, ważne, by to zrobić. Bo trzy punkty w derbach są warte sześć. Oznaczają możliwość wywarcia presji na Inter i mogą oznaczać drugą gwiazdkę. Poza kurtuazyjnymi deklaracjami ("Celujemy w awans do Ligi Mistrzów"), które trener Milanu wygłasza po każdym meczu, ta myśl bardzo go kusi. Na początku sezonu nikt nie dawał mu pełnego kredytu zaufania, poprzednie rozgrywki ciągnęły za sobą uciążliwy i trudne do usunięcia konsekwencje. Allegri się nie przestraszył, wskazał pozycje wymagające wzmocnienia i w dużej mierze został wysłuchany, przywrócił porządek i ustawił niektórych zawodników w ich naturalnym środowisku. Nie spanikował po niewiarygodnej porażce na inaugurację z Cremonese, obiecał, że to się nie powtórzy – i rzeczywiście się nie powtórzyło.
Bardzo często drużyna z najmniejszą liczbą porażek w Serie A jako pierwsza przekracza linię mety. W tej chwili tabela mówi: Inter pierwszy, Milan drugi ze stratą siedmiu punktów, ale po derbach mogą być cztery. A jeśli tabela to suche liczby, percepcja to zupełnie inna sprawa. A ta mówi, że Milan zmierza prosto do celu, jest dobrze ustawiony na boisku i praktycznie nie do pokonania, nawet gdy jego bramkarz popełnia rażący błąd. Dlatego wierzy, nawet jeśli o tym nie mówi. I słusznie, że wierzy.
Forza Milan
Od dawna pisze, że mimo bardzo dobrych wyników to nie jest drużyna na scudetto i nadal to podtrzymuje. Nie da się z tak przeciętną postawą na boisku seryjnie wygrywać spotkań, a wpadki z dołem tabeli nadal będą się nam zdarzać, bo obecny Milan nie jest w stanie zdominować praktycznie żadnego rywala. Skupmy się na top4 i budowie zespołu na następny sezon, który będzie zdecydowanie bardziej wymagający przez europejskie puchary.
Co roku wierzymy, że to jest ten sezon, ta rewolucja, ten rok itp. A potem znowu obrywamy po łbie.
I nie przestajemy się katować.
Jak pomyślę ile lat kibicuję tej drużynie i zrobię rachunek zysków i strat to Milan zdecydowanie przysporzył mi więcej złości niż radości.
A jednak nadal wierzę, że się uda xD
Mistrzostwo wygrywa się regularnymi zwycięstwami z 2 polową tabeli a my tego nie potrafimy bo zwyczajnie nie umiemy grać w ataku pozycyjnym.
Inter ma swoje wady, ma problemy z czolowką ale dół tabeli to Inter niszczy, przedewszystkim w odróżnieniu od nas po strzeleniu gola słabszemu zespołowi Inter idzie dalej i zazwyczaj strzela 2,3 bramkę dzięki czemu nie ryzykuje remisu, a my po strzeleniu pierwszej bramki z słabszym zespołem zaczynamy oddawać pole rywalowi a później zdziwienie że wychodzą z tego remisy xd
PS. Mike zrobił Radu? ;)
Nic tylko brać je garściami, bądź szuflą, i ładować do wora;)
Brakowało tylko kultowego stwierdzenia, że "derby rządzą się swoimi prawami.
Wszystkie wyliczenia są bez sensu jeśli Inter będzie punktował tak jak do tej pory.
Serio ktoś wierzy, ze w ostatnich 13 meczach my zdobędziemy 39 punktów i faktycznie wystarczy jakieś drobne potknięcie Interu żebyśmy to my zdobyli Scudetto? U nas remis wczoraj z Como powinien być czymś wkalkulowanym, patrząc jak goście grają w tym sezonie. Tymczasem przyjęto ten wynik jak potencjalne zaprzepaszczenie szans na mistrzostwo...
Ja uważam, że jest bardzo dobrze (punktowo, a nie jeśli chodzi o "styl") i oby TOP4 zaklepać jak najszybciej żeby mieć spokojną końcówkę sezonu i zacząć myśleć o kolejnym, w którym przydałoby się sporo rzeczy poprawić.