AC MILAN – TORINO FC 3:2!
Nie lubią się, to pewne. I teraz wiedzą o tym wszyscy. Bo kłótnię, którą odbyli wczoraj wieczorem po meczu Milan – Como, tuż obok sali konferencyjnej, słyszało wielu dziennikarzy i pracowników klubów. Massimiliano Allegri i Cesc Fàbregas zobaczą się ponownie dopiero w przyszłym sezonie, ponieważ w rozgrywkach 2025/2026 nie będzie już innych starć między ekipami Rossonerich a Larianich. Co najwyżej mogą spotkać się na zebraniu trenerów i kapitanów z Rocchim i sędziami. I w oczekiwaniu na to, czy będzie to okazja do wyjaśnienia i uścisku dłoni, na razie między nimi panuje lodowata atmosfera. Jeśli komuś nie wystarczyły obrazki po sprzeczce między Saelemaekersem a Hiszpanem, z Maxem wkraczającym w obronie Belga i polemizującym z ławką Como, to teraz naprawdę wiedzą już wszyscy.
Przypadek nr 1
15 stycznia – słowa Cesca
Mecz z 15 stycznia wszyscy kibice Milanu pamiętają, bo był to jeden z najpiękniejszych powrotów w tym sezonie. Milan przegrywał zarówno bramkami, jak i grą przez długie fragmenty pierwszej połowy zdominowanej przez Como, aż do momentu przełomowego: rzutu karnego wywalczonego przez Rabiota i wykorzystanego przez Nkunku. Po przerwie Milan był twardszy i bardziej energiczny, a były pomocnik Marsylii zdobył dublet, pozwalając Allegriemu zgarnąć trzy punkty. Wszystko spokojnie? Tak, z wyjątkiem wypowiedzi pomeczowych, które zaczęły się od tego, że Allegri – jak często ma w zwyczaju – opuścił ławkę kilka sekund przed ostatnim gwizdkiem, nie podając ręki Fàbregasowi. Ten zwrócił mu na to uwagę, gdy minęli się między jednym a drugim wywiadem. Max wyjaśnił swoje zachowanie, ale nie przekonał kolegi, który przed kamerami z dumą mówił o występie swojej drużyny. Słowa, które Max odebrał jako przytyk do gry jego zespołu:
"Co mam powiedzieć chłopakom po takim meczu i porażce 1:3? To nie zdarza się często... Brawo Milan za mecz, jaki zagrał. Brawo ich bramkarzowi, brawo Rabiotowi... Trzeba im powiedzieć 'brawo' indywidualnie. Wygrali, więc mają rację. Ale moja drużyna bardzo mi się podobała (zamierzony kontrast między indywidualnościami a zespołem). Czy różnica między nami a nimi jest mniejsza, niż mówiłem wczoraj? Myślenie nastawione na wyniki jest tu tak popularne! Gdybyśmy zagrali ten mecz jeszcze raz w ten sam sposób, wygralibyśmy. Ludziom zapatrzonym w wynik to spotkanie się spodoba. Ci, którzy lubią oglądać piłkę nożną, pomyślą natomiast, że Como 8 razy na 10 by wygrało".
Przypadek nr 2
Komplementy Maxa pod adresem Fàbregasa
Dzięki zdobytym trzem punktom analiza Allegriego na gorąco była mniej uszczypliwa i, choć słyszał słowa kolegi, powstrzymał się od polemiki: "Dziękuję Maignanowi, że utrzymał nas przy życiu przeciwko świetnemu Como. Oddaliśmy wiele strzałów, ale zespół był odporny, bardzo chciał tego wyniku, który jest dla nas bardzo ważny. Wszyscy mieli odpowiednie nastawienie. Z Como nie gra się łatwo, byli blisko 2:0. Byliśmy dobrzy i mieliśmy szczęście, że wyrównaliśmy z rzutu karnego, a w drugiej połowie mecz się zmienił". To wszystko...
Przypadek nr 3
W kolejnych dniach otwarty konflikt

To jednak kolejne dni pogłębiły przepaść. Allegri, znacznie bardziej doświadczony od kolegi, uznał, że Fàbregas okazał brak szacunku wobec pracy jego i Milanu. Czego on sam, gdy był młodszy, nigdy nie pozwolił sobie zrobić wobec starszych trenerów. Dlatego kilka dni później, w sobotę 17 stycznia, na konferencji prasowej przed Milan – Lecce, wyjaśnił: "My mieliśmy szczęście w czwartek? Szczęście jest elementem życia, ale sprowadzanie wyników Milanu do przypadku to brak szacunku. Fàbregas to młody trener (określenie, które z perspektywy czasu skłania do refleksji i nie brzmi jedynie jak stwierdzenie wieku), który już wiele zrobił i jeszcze wiele zrobi, ale w meczach 'gdyby' i 'ale' niewiele znaczą. Oni dobrze zinterpretowali mecz, my w drugiej połowie zrobiliśmy to lepiej niż w pierwszej".
Fàbregas ze swojej strony również nie milczał i przed Lazio – Como doprecyzował: "Wydaje mi się dziwne, że w 2026 roku trzeba jeszcze mówić o zwolennikach gry efektownej i zwolennikach wyniku. Piłka nożna jest dla wszystkich, bo wygrywać można na wiele sposobów. Gratulacje dla Milanu za zwycięstwo, ale to nie znaczy, że są lepsi lub gorsi od nas. Potrzeba szacunku dla wszystkich. Ludzie mnie atakują, ale ja nic nie powiedziałem. Jeśli komuś nie podoba się mój futbol, nic mnie to nie obchodzi. Od pierwszego dnia wymagano ode mnie jednego: pięknej gry jak jezioro Como. Nie kazano mi tylko wygrywać. Mam stworzyć styl gry, tożsamość, określony profil zawodnika, który przyjdzie do Como. Moja praca jest inna. Gdyby kazano mi tylko wygrywać, pracowałbym i dostosował się inaczej".
Como jak dostanie się do LM, to będzie robić sie niebezpieczne, bo przekona zawodników, a z ich kasą... eh oby tu nie było wielkich przekrętów za niedługo.