0:3... KOMPROMITACJA Z UDINESE!
Santi Gimenez chce odzyskać Milan. I to jak najszybciej. W swoim kalendarzu zaznaczył jedną datę: 8 marca, dzień derbów z Interem, starcia, które w zależności od wyniku może w znaczący sposób określić sezon Milanu. Meksykanin nie może się doczekać powrotu, mimo że od czterech miesięcy nie gra z powodu kontuzji kostki, której doznał 28 października w meczu ligowym z Atalantą. 18 grudnia poleciał do Amsterdamu na operację i teraz najgorsze wydaje się już za nim. Widok jego nazwiska w kadrze na derby będzie bardzo trudny, ale on sam bardzo na to liczy. I to naprawdę bardzo – podsumowuje La Gazzetta dello Sport.
Gimenez w najbliższych godzinach przejdzie kontrolne badanie kostki: będzie to punkt zwrotny, aby sprawdzić, czy będzie mógł wrócić do treningów z drużyną. Nawet w przypadku zgody lekarzy, potrzebować będzie czasu, by odzyskać formę i rytm meczowy. Konieczna jest tzw. "readaptacja sportowa". Dlatego w meczu z Interem, w najlepszym wypadku, mógłby co najwyżej usiąść na ławce, aby poczuć atmosferę szatni. Santi jednak chce być obecny za wszelką cenę. I nie tylko po to, aby uzupełnić skład. Meksykanin wreszcie widzi światło na końcu tunelu, a adrenalina rośnie z każdym dniem. W ostatnich godzinach wyznał nawet najbliższym, że pragnie i jest zdeterminowany, aby wrócić na San Siro, może nawet z golem – pierwszym w tym sezonie Serie A – w najważniejszym meczu sezonu. To marzenie, ale marzyć można i nic to nie kosztuje. Santi jest ambitny, twierdzi, że nadal wierzy w mistrzostwo, mimo dziesięciu punktów straty, i jest przekonany, że pokonując Inter, rozgrywki mogą się na nowo otworzyć. Może nawet dzięki jego decydującemu golowi z ławki. To nie miraż: tak naprawdę myśli.
W ciągu tych czterech miesięcy przerwy, Gimenez nigdy się nie poddał. Krytyka na początku sezonu za kilka niewykorzystanych goli go nie złamała, wręcz przeciwnie – dodatkowo zmotywowała. Codziennie pracował na siłowni i w fizjoterapii, by skrócić czas rekonwalescencji. Moncada, Ibrahimović i Furlani darzą go szacunkiem: to oni mocno go chcieli w styczniu rok temu, wydając 32 miliony euro plus bonusy. Inwestycja jak dotąd nie została w pełni spłacona (7 goli w 30 meczach Milanu) czego Gimenez jest świadomy. Niektóre problemy fizyczne, jeszcze przed kontuzją kostki, ograniczały go również latem, bez szukania wymówek. Osoby bliskie piłkarzowi potwierdzają, że Allegri zawsze go wspierał, zwłaszcza w trudnych momentach. Sam Santi z kolei uwielbia Maxa i jego sposób myślenia.
Krótko mówiąc, Gimenez zawsze chciał Milanu i teraz pragnie go jeszcze bardziej, w najtrudniejszym momencie. Bo Santi to podkreśla. W telefonie przechowuje wiele zdjęć z dzieciństwa w koszulce Rossonerich. Czteromiesięczna przerwa nie zmieni jego uczuć. Nawet przyjście w styczniu innego napastnika (Füllkrug), który mógłby być dwójką razem z Matetą, go nie niepokoi. Rywalizacja go nie przeraża i, tak jak w sierpniu, jego celem jest utrzymanie Milanu w centrum uwagi na nadchodzący sezon. Teraz Santi jest spokojny, uśmiecha się i mocno celuje w derby, w których ma nadzieję przynajmniej na powołanie. Do końca sezonu pozostały nieco ponad dwa miesiące, a w piłce, jak wiadomo, wystarczy niewiele, aby wszystko odwrócić. Więcej dowiemy się 8 marca.
Poza tym Gimenezowi nie pomaga stosunkowo wysoka kwota za którą przyszedł wraz z łatką „świetnego strzelca z Feyenoordu” które to u kibiców zbudowały bardzo konkretne oczekiwania.
Leao dostał kolejny, w którym jest wychwalany, mimo że ogólnie gra bardzo słabo.
Jak napiszesz krytykę, to zlot obrońców, bo przecież strzela gole i w ogóle jest najlepszy w Milanie, tylko Max nie umie go ustawić.
Pulisić obecnie gra jak amator, od powrotu po kontuzji. Myślę, że chłopaki z forum by więcej strzelili niż on.
Dlatego jestem ciekaw powrotu Gimeneza, który mnie jest tak ociężały fizycznie i technicznie jak Szwab, ale musi dostać szansę gry, zobaczymy czy Max mu ją da.
Niestety według mnie sporo na tym transferze wtopimy, a uratować nas od dużej straty finansowej może tylko dobry Mundial w wykonaniu Gimeneza.