MILAN GÓRĄ W DERBACH MEDIOLANU!
Milan po bramce Pervisa Estupiñána pokonał Inter 1:0. Seria bez porażki w derbach trwa – to już siódmy taki mecz bez porażki Rossonerich (od 22 IV 2024)!
Efekt nostalgii jest dziś już słabszy, bo sezony mijają i nie można ciągle tkwić przy pytaniu "co by było gdyby". Nie trzeba jednak daleko sięgać wyobraźnią, by odgadnąć pytanie, które puka do głowy Daniela Maldiniego za każdym razem, gdy mierzy się z Milanem: dlaczego mogło się udać, a jednak się nie udało? Odpowiedź ma tysiące odcieni i rozciąga się w czasie. Zanim klub Rossonerich zdecydował się całkowicie przeciąć pępowinę z rodziną Maldinich (on był ostatnim, który się pożegnał, w 2024 roku: ojciec Paolo rozstał się z Milanem rok wcześniej), Daniel rozpoczął włoską pielgrzymkę na wypożyczeniach: Spezia, Empoli, Monza. Formuła ta pozwalała Milanowi obserwować jego rozwój i nie tracić go definitywnie. Co jednak ostatecznie nastąpiło latem dwa lata temu, kiedy wrócił do Milanello po półroczu w Brianzy, a potem na stałe wrócił właśnie do Brianzy.
W niedzielę na Stadio Olimpico będzie to drugi raz, kiedy Daniel zagra przeciwko Milanowi. Zagra w sensie zostanie wystawiony przez trenera, odkąd nie ma już nic wspólnego z Milanem. Sarri powierzył mu elegancki strój środkowego napastnika i oczekuje od niego meczu oraz postawy, których nie złagodzą wspomnienia. W gruncie rzeczy, gdyby to zależało od niego, Maldini z dumą kontynuowałby karierę w czerwono-czarnych barwach, ale nie jest typowym byłym zawodnikiem z urazą. Być może rozczarowany tym, jak potoczyły się sprawy – to tak. "Czy spodziewałem się zostać? To kwestia decyzji, które szanuję" – powiedział kiedyś. I dodał też: "Odejście z Milanu było dla mnie smutne, ale to był właściwy moment". Czyli moment, by spróbować rozwinąć skrzydła, nawet jeśli nie w "rodzinnym" klubie. Pierwsze starcie nastąpiło w koszulce Spezii i potoczyło się w sposób, który w gruncie rzeczy nikogo nie zaskoczył. Scenariusz jakby napisany przez los. Jaki? Oczywiście gol Daniela, na scenie marzeń San Siro, choć nie wystarczył, by uniknąć porażki 2:1 po golu Giroud dla Milanu w doliczonym czasie. Z Ligurii do Toskanii – sześć miesięcy w Empoli, by kontynuować rozwój fizyczny i mentalny, aż do przeprowadzki do Monzy. Kolejne dwa półrocza: drugie w sezonie 23/24 i pierwsze, już po definitywnym pożegnaniu z Rossonerimi, w sezonie 24/25.
W Brianzy, pod czujnym i opiekuńczym okiem Gallianiego, Maldini znalazł swój świat. Środowisko idealne, by wziąć własny rozwój w swoje ręce, przyspieszyć go i dopracować: niewielka presja, duża swoboda taktyczna, rola ofensywnego pomocnika w systemie 3-4-2-1 u Palladino, trenera, z którym grał najlepiej. Rozwój ten nie pozostał niezauważony i rozbudził apetyt Atalanty podczas zimowego okna transferowego 2025. Wydawało się to idealnym kierunkiem: klub znany z rozwijania młodych talentów. Nie potoczyło się jednak zgodnie z oczekiwaniami. Daniel, którego klub bardzo chciał, znalazł się jak w wirówce w fizycznie "totalnym" futbolu Gasperiniego. Trudno mu było wywalczyć rolę pierwszoplanową, choć Gasperini zaczął ustawiać go w innej roli, tj. jako fałszywą dziewiątkę. Fragmenty meczów, częste ławki rezerwowych zwłaszcza w pierwszej części tego sezonu, aż pojawiła się Lazio. Z Bergamo do Rzymu – wypożyczenie z warunkowym obowiązkiem wykupu uzależnionym od awansu Biancocelestich do europejskich pucharów. W lidze szanse na to już dawno przepadły, ale pozostaje droga przez Puchar Włoch. A i tak istnieje możliwość, że zostanie w stolicy nawet bez spełnienia tego warunku. Atalanta rozważyłaby sprzedaż definitywną, a Lazio w niego wierzy.
Daniel jest oczkiem w głowie dyrektora sportowego Fabianiego, a uznanie znalazł też u Sarriego. Początkowo wydawało się, że będzie alternatywą dla Zaccagniego na lewej stronie, lecz "Comandante" postanowił ustawić go na środku ataku w swoim 4-3-3. Ale nie jako fałszywą dziewiątkę, ale prawdziwą dziewiątkę, tak go widzi, do tego stopnia, że woli go od Ratkova, Dii i Noslina. Sarri chce być trenerem, który pomoże mu wreszcie w pełni rozkwitnąć. Obszary do poprawy są znane: większa regularność, więcej sportowej agresji, bo techniki nikt mu nie kwestionuje. Musi też zajmować lepsze pozycje w polu karnym, bo często wciąż porusza się jak ofensywny pomocnik. U Sarriego do tej pory zawsze wychodził w pierwszym składzie, odpłacając trenerowi dwoma asystami i jednym (decydującym) golem w ostatnim zwycięstwie u siebie z Sassuolo. Wszystkie warunki są, by wykonać kolejny krok naprzód. A może wtedy to pytanie, które pojawia się, gdy staje naprzeciw Milanu (dlaczego mogło się udać, a jednak się nie udało?), w końcu przestanie go dręczyć.
Dzisiaj pewno strzeli bramkę ale to Milan wygra.
W kadrze mamy co najmniej kilku zawodników, do których pasuje twój opis...