AC MILAN – TORINO FC 3:2!
Aby walka o scudetto definitywnie się otworzyła, musiały zostać spełnione dwa warunki: pierwszy – Inter musiałby dalej gubić punkty, drugi – Milan musiałby zdobywać wszystkie (albo prawie wszystkie) punkty, żeby wykorzystać ewentualne potknięcia rywali. Tymczasem w pierwszej kolejce po derbach Mediolanu spełnił się tylko warunek numer jeden. Drużyna Chivu zrobiła więc swoje, żeby ożywić końcówkę sezonu: remis z Atalantą był świetną okazją dla Milanu, ale ta została zmarnowana. Teraz, tydzień po porażce w bezpośrednim starciu, scudetto wróciło w ręce Interu. Nie są już tak mocni i solidni jak kilka tygodni temu, ale trudno sobie wyobrazić, żeby je teraz wypuścili. Osiem punktów przewagi na dziewięć kolejek przed końcem to bardzo dużo i być może Allegri miał rację, kiedy mówił, że Milan powinien oglądać się za siebie zamiast patrzeć do przodu. Wszyscy myśleli, że trochę żartuje, że próbuje się ukrywać, a tymczasem dziś Rossoneri są bliżej piątego miejsca w tabeli (Juventusu, który traci siedem punktów) niż pierwszego – podsumowuje w poniedziałkowym wydaniu La Gazzetta dello Sport.
Kto rani Estupiñánem, od Estupiñána ginie. Bohater derbów, który wcześniej wygrał pojedynek z Isaksenem, tym razem został całkowicie ograny – szczególnie w akcji, która dała Lazio decydującego gola. A właśnie Lazio: przynajmniej na jedną noc odzyskało swoich kibiców i wygrało wielki mecz. Jakby chciało oddać Interowi kawałek scudetto, który zabrało mu w poprzednim sezonie, gdy w bezpośredniej walce z Napoli padł fatalny dla Interu remis 2:2. Milan w pierwszej połowie miał duże problemy, a w drugiej nie potrafił zdobyć bramki. Zresztą liczby mówią jasno – różnica między nim a Interem tkwi właśnie w golach: Rossoneri mają najlepszą defensywę, ale dopiero piąty atak w lidze i zdobyli o 21 bramek mniej niż drużyna Chivu. Leão zrobił awanturę po zmianie: chciał pociągnąć Milan do przodu, ale powinien był zachować energię. Inter jest najsilniejszą drużyną, z najszerszą kadrą (porównywalne jest tylko Napoli, które jednak zmagało się z wieloma kontuzjami). Zespół można jeszcze poprawić, i latem rzeczywiście zajdą różne zmiany oraz odmłodzenie składu, ale to całkiem naturalne, że zmierza po scudetto. Zaskoczeniem byłoby raczej, gdyby stało się inaczej, tak jak rok temu.
Sędziowie, błędy i nadużycia
Dobre wiadomości z frontu sędziowskiego: od 1 czerwca nie powinniśmy już oglądać – albo przynajmniej nie powinniśmy – błędów takich jak ten, który wpłynął na mecz Como – Roma. Spotkanie było zresztą całkiem ciekawe, ale duży wpływ miała niesłuszna czerwona kartka dla Wesleya przy stanie 1:1. Brazylijczyk nie popełnił żadnego faulu, a mimo to dostał drugą żółtą kartkę. Ten epizod ułatwił zadanie drużynie Césca (choć trzeba przyznać, że starała się wygrać nawet przy jedenastu na jedenastu, podobnie jak Giallorossi). IFAB zdecydowało, że za około dziesięć tygodni VAR będzie mógł wezwać sędziego, aby ten poprawił decyzję w przypadku żółtej kartki prowadzącej do czerwonej. Oczywiście ta dyskusja byłaby zbędna, gdyby Massa w Como nie popełnił błędu w ocenie sytuacji. I nie ma też pewności, że VAR (nawet mając taką możliwość) zawsze zareaguje prawidłowo. Widzieliśmy to w sobotę na San Siro, gdzie Manganiello nie zauważył faulu Scalviniego na Frattesim w polu karnym, a z Lissone nikt mu tego nie zasygnalizował. Skoro więc sędziowie się mylą, a VAR również, trzeba podkreślić, jak przesadzone są niektóre reakcje tych, którzy czują się skrzywdzeni przez błędy, a także tych, którzy wcale nie zostali pokrzywdzeni, a mimo to protestują w sposób grubiański, krzyczą i wygłaszają przesadne oświadczenia. Wszystko to tylko zaostrza atmosferę we włoskim futbolu, który tymczasem potrzebowałby więcej równowagi.