AC MILAN – TORINO FC 3:2!
Pierwsza faza sprzedaży biletów na mecz Milan – Juventus (34. kolejka Serie A) rozpoczęła się się po południu. Spotkanie zaplanowano na weekend 25–26 kwietnia (dokładna data i godzina nie zostały jeszcze ogłoszone przez Lega Serie A). Po raz kolejny mamy jednak do czynienia z cennikiem, którego nie da się przemilczeć. Również na mecz z Juventusem ceny biletów już w tej pierwszej fazie sprzedaży poszybowały w górę, a w drugiej i ostatniej fazie, czyli sprzedaży otwartej, wzrosną jeszcze bardziej.
Aby się o tym przekonać, wystarczy przeanalizować ceny wejściówek, które zaczynają przybierać elitarny charakter w przypadku niektórych meczów. O ile miejsca na pierwszym pierścieniu czerwonym i pomarańczowym, a także na drugim czerwonym, zawsze należały do droższych, to w sektorach uznawanych za "popularne" pojawiają się ceny, które stoją w sprzeczności z ochroną lokalnego kibica i są skierowane raczej do zamożniejszej klienteli, bardziej skłonnej do wydawania pieniędzy.
Przykład? Weźmy drugi pierścień niebieski i zielony. W obu sektorach cena dla karnetowiczów za dodatkowy bilet wynosi 99 euro, by następnie wzrosnąć do prawie 120 euro w drugiej fazie sprzedaży (dla posiadaczy karty Cuore Rossonero), aż do 150 euro w sprzedaży otwartej. Warto też pamiętać, że kibice w drugim zielonym sektorze są narażeni na rzucanie przedmiotów i wylewanie płynów z sektora gości, znajdującego się na trzecim pierścieniu. Nie lepiej wygląda sytuacja w trzecim pierścieniu czerwonym – obecnie bilety kosztują 89 euro i mają wzrosnąć do około 100 euro w sprzedaży otwartej. Trzeci pierścień niebieski nie jest na razie dostępny, ponieważ jego cena – teoretycznie – powinna być zrównana z ceną sektora gości. Tu ciekawa będzie decyzja Milanu: czy ustalić wysoką cenę, jak ma to miejsce w Turynie, i stracić wpływy z sektora gości, czy też zastosować niższą cenę, by zapełnić stadion? A jeśli takie są założenia, to aż strach pomyśleć, jakie ceny pojawią się w drugiej i trzeciej fazie sprzedaży. Warto dodać, że w porównaniu do meczu Milan – Inter z 8 marca, obecny cennik jest średnio o około 10% niższy. W aktualnej fazie dla karnetowiczów ceny (od pierwszego niebieskiego do centralnego trzeciego czerwonego pierścienia) są niższe o około 10 euro (5–7%). Podobnie jest z około 15% obniżką względem ostatniego meczu Inter – Juventus.
Niepokojące jest to, że wydarzenia z derbów niczego nie nauczyły i nie zostały potraktowane jako poważny sygnał ostrzegawczy przez osoby odpowiedzialne za politykę cenową stadionu. Podczas najważniejszego meczu sezonu San Siro nie było już tym samym San Siro. Dlaczego? To proste: znaczną część miejsc zajęli zagraniczni kibice, którzy nie przychodzą, by dopingować, lecz by przeżyć doświadczenie – niezależnie od ceny biletu. W porównaniu z włoską rodziną mają oni większą siłę nabywczą. Coraz bardziej realne staje się ryzyko, że stadion zacznie przypominać Santiago Bernabéu, gdzie gorąca atmosfera została zastąpiona przez "jednorazowych" widzów podczas wielkich meczów – wszystko w imię zysku. W efekcie atmosfera staje się coraz chłodniejsza, mniej napędzana śpiewami Curvy i coraz bardziej oddalona od typowego włoskiego, a zwłaszcza milanowskiego stylu kibicowania. Owszem, gdy popyt jest wysoki, a podaż ograniczona, ceny rosną, ale nie do takich poziomów.

Turystyka meczowa kwitnie. Znam ludzi, którzy nie wiedzą ilu piłkarzy biega po murawie, ale byli już na Barcelonie i Realu. Takie to czasy.
PS. A jak grał wielki Milan Ancelottiego, z najlepszymi piłkarzami świata to stadion był "pusty", tylko świat był wtedy "mniejszy"
Ano tak, ludzie przychodzą tylko dla tych barw.