MILAN GÓRĄ W DERBACH MEDIOLANU!
Milan po bramce Pervisa Estupiñána pokonał Inter 1:0. Seria bez porażki w derbach trwa – to już siódmy taki mecz bez porażki Rossonerich (od 22 IV 2024)!
Milan, policzymy do trzech: tak Allegri planuje drużynę przyszłości, by wreszcie przestać przyzwyczajać się do gonienia rywali. Jedno wzmocnienie w obronie, jedno w środku pola i przede wszystkim prawdziwy napastnik, a nie jego namiastka. Rossoneri od dawna prowadzą poszukiwania i już wytypowali kandydatów na przyszły sezon: do defensywy w pierwszej kolejności celują w Gilę z Lazio. Do środka pola na celowniku jest Goretzka, dostępny na zasadzie wolnego transferu, który zająłby miejsce zwolnione przez Fofanę. W ataku najgorętszym nazwiskiem wydaje się Retegui, prowadzący w wyścigu z Guirassym, innym uważnie obserwowanym zawodnikiem. Ta trójka wzmocnień byłaby niezbędną, by zbudować kadrę zdolną nie tylko do zajęcia miejsca w pierwszej czwórce Serie A, ale także do walki o scudetto i powrotu z podniesioną głową do Ligi Mistrzów, uznawanej za naturalne środowisko dla klubu, który wygrał ją siedem razy – pisze Andrea Masala na łamach czwartkowego wydania La Gazzetta dello Sport.
Gila dobrze prezentował się pod wodzą Sarriego i podoba się wielu klubom. Byłby bardzo przydatny w defensywie Milanu. Goretzka nie jest już najmłodszy, ale wciąż utrzymuje poziom godny Bayernu – to mówi samo za siebie. Trudniejszy będzie wybór napastnika: Milan nie może sobie pozwolić na kolejny błąd, bo inaczej za rok (a może nawet wcześniej) znów będzie się mówiło o niespełnionym projekcie. Retegui jest pierwszym wyborem, a znaczenie ma tu także jego paszport. Między nim a Milanem mogłoby dojść do "małżeństwa z rozsądku", korzystnego dla obu stron. Retegui ma cechy, by stać się napastnikiem najwyższej klasy, ważne, by w niego uwierzono i wsparto go w procesie rozwoju, który jeszcze się nie zakończył. Upór Allegriego w domaganiu się prawdziwej "dziewiątki" jest w pełni zrozumiały. Pomijając wybryki Leão, który prędzej czy później musi zdecydować, kim chce być jako piłkarz (jasne jest, że nie jest środkowym napastnikiem i nie ma sensu tego wymuszać). Gimenez wciąż pozostaje poza grą, o ile w ogóle kiedykolwiek naprawdę do niej wszedł. Nkunku, poza efektownymi cieszynkami, nie zostawia po sobie śladu.
Max robi co może, walczy, angażuje nawet takiego rzemieślnika jak Füllkrug, ale to wciąż improwizacja: czasem pojawiają się dobre pomysły, lecz na dłuższą metę nie można liczyć na trwałe efekty. Dlatego warto zainwestować w zawodnika, który strzela gole na zawołanie. Przypadek? Gdy Milan miał autentyczną "dziewiątkę", odnosił sukcesy: najnowszy przykład to Giroud, świetnie wpisujący się w system Pioliego, współautor mistrzostwa i półfinału Ligi Mistrzów. Obecny Milan jest na dobrej drodze do realizacji swojego celu – powrotu do najbardziej prestiżowych rozgrywek. Nie sposób jednak wyobrazić sobie, by właściciel taki jak RedBird zadowolił się jedynie miejscami premiowanymi awansem. Ławka trenerska jest w dobrych rękach Allegriego, teraz trzeba wzmocnić skład w każdej formacji, choć największy nacisk pada na napastnika. Nawet w 2026 roku niektórzy powtarzają: silna drużyna nie może obyć się bez świetnego bramkarza i skutecznego snajpera. To może brzmi staroświecko, ale zawiera sporo prawdy, zwłaszcza dla pragmatycznego trenera, jakim jest Allegri. Bramkarz już jest – i to jaki: Maignan na długo związał się z Milanem. Teraz potrzeba "dziewiątki" godnej tej koszulki. Transfer kogoś takiego jak Retegui (choć Guirassy też by się sprawdził), byłby realizacją ambitnego projektu bez półśrodków. Od Nordahla, przez van Bastena, Inzaghiego i Szewczenkę – wielcy napastnicy przynosili tytuły i wyznaczali epoki w historii Milanu. Allegri zna tę historię, bo sam ją współtworzył jako trener. Dlatego nalega: Dlatego nalega: dajcie mi numer "dziewiątkę", a ja podniosę Milan.
Do tego mamy żenujące wahadła, które powinny być priorytetem.
Naprawdę nie ma kogo brać? To wolę albo wiekowego Lewego albo młodego, którego można "zbudować" (tylko, że niby my musimy mieć zawodnika "na już" i mamy... Gimeneza czy Fullkruga).
W najgorszym razie stawiać na Gimeneza i Camardę. Nowy napastnik co pół roku nic dobrego nie wróży
i pomyśleć, że kiedyś w jednym zespole mieliśmy np Szewę, Pippo, Crespo (w międyczasie Rivaldo); van Bastena i Papina; Weaha i Bierhoffa, a teraz bida aż piszczy
Teraz masz estupiniana za to. Dobry deal