AC MILAN – TORINO FC 3:2!
Milan ma kilka słabości – w przeciwnym razie nie spędzałby sezonu w pogoni za szczytem tabeli – ale często potrafi sobie radzić w nietypowy sposób. Wychodzi poza banał, konwencję, osiągając cel drogami nieoczywistymi i zaskakującymi. Mówi się "z konieczności czynić cnotę", prawda? Tak dzieje się na przykład pod bramką. Teren, który powinien być łowiskiem dla napastników, w 2026 roku przynosi korzyści tym, którzy wykonują inne zadania. Mecz z Torino jeszcze bardziej uwypuklił ten problem: z 20 goli zdobytych przez Rossonerich w tym sezonie, tylko 8 pochodziło od napastników. 40 procent, mizerny wynik. Resztę zdobyli inni, tak jak przeciwko ekipie Il Granata: Pavlović, Rabiot i Fofana. Jeden obrońca i dwóch pomocników – podsumowuje La Gazzetta dello Sport.
Można się zastanawiać, gdzie byłby Milan, gdyby atak wywiązywał się ze swoich obowiązków, ale tymczasem Allegri cieszy się swoimi "nieprawdopodobnymi" kartami. Termin ten ewidentnie nie dotyczy Rabiota, ale idealnie pasuje do Strahinji Pavlovicia. Serb przeżywa najlepszy sezon w karierze, rozwijając się znacząco i dając satysfakcję, a przy tym pozostawiając wrażenie, że wciąż ma spory margines poprawy. Po golu z Torino Pavlović osiągnął cztery trafienia w sezonie, z czego trzy decydujące: z Romą (trzy cenne punkty przeciwko bezpośredniemu rywalowi w walce o Ligę Mistrzów), z Cremonese (w końcówce chaotycznego i zablokowanego meczu) oraz z Torino, który otworzył mecz, w którym Milan grał słabo.
Fakt jest taki, że Pavlovic ma pełny repertuar w polu karnym. Jest dobry w grze głową, co jest oczywiste przy jego roli. Jest skuteczny w akcjach włączających się w grę ofensywną, i tu trzeba przyznać Allegriemu, że przygotował mu bardzo interesującą taktycznie rolę. I choć czasem wciąż trochę gubi piłkę pod presją, jest też technicznie zdolny: potrafi dryblować, grać kombinacyjnie na małej przestrzeni i strzelać. Lewa noga przy uderzeniu w powietrzu, która pokonała Paleariego, nie była przypadkowa: Pavlović wymierzył i zrobił dokładnie to, co miał w głowie. Spróbował, bo wie, że ma w sobie określone możliwości. I prawdopodobnie zrozumiał, że aby rozbić Torino, skoro gra stała w miejscu (delikatnie mówiąc), trzeba było namieszać w kartach. Wymyślić coś nowego. Zaryzykować indywidualną akcję, co na San Siro nie jest specjalnością zespołu. Poza kilkoma wypadami Rabiota, jest to Milan, który niemal zawsze stara się wprowadzić piłkę do pola karnego. Ostatni gol z dystansu Rossonerich to trafienie Leão w San Siro z Como, ale był to lob w kontrataku, przy nierozsądnej interwencji bramkarza. Pavlović natomiast właśnie przypomniał, że można strzelać, korzystając z siły nogi.
W rozwoju Strahinji jest dużo zasług Maxa. Trener od razu włączył go w centralny punkt projektu w obronie, która pilnie potrzebowała pewności i mechanizmów. Obrońca z licencją do włączania się w atak, bo Serb ma nie tylko odpowiednią odwagę, ale też dynamikę. Taktyka przewiduje, że jego wypadnięcia mogą być osłaniane przez cofnięcie któregoś z dwóch bocznych obrońców, ale nie jest to obowiązkowe: Milan często buduje grę linią czterech, więc osłona staje się automatyczna. Pavlović jest bez wątpienia zawodnikiem Rossonerich, który najbardziej rozwinął się i ewoluował od zeszłego sezonu. Czyli wtedy, gdy zarówno z Fonsecą, jak i Conceiçao, brakowało mu ciągłości, a on i cała linia byli narażeni na taktyczne błędy w defensywie. Sezon później Strahinja odzyskał wszystko z nawiązką: teraz, oprócz większej pewności w obronie, jest dodatkową wartością w strefie bramkowej. Jest piątym strzelcem Milanu: historia napastnika równie mało prawdopodobnego, co cennego.
Bo do dziś dzień nie mogę zrozumieć, co chciał osiągnąć Pulisic wrzucając dośrodkowanie zupełnie do nikogo.