Całkowita klęska w Bournemouth...
W filozofii ekonomicznej nazywa się to "szczęśliwym spowolnieniem" ("decrescita felice"). Bez większego wysiłku można to odnieść także do Milanu: od sezonu 2021/2022, czyli roku zdobycia 19. scudetto, Rossoneri stopniowo obniżali swoje ambicje, patrząc, jak trofea zdobywają ich najwięksi rywale (z wyjątkiem Superpucharu Włoch ze stycznia 2025), a jednocześnie nadmiernie celebrując osiągnięcia takie jak kwalifikacje do Ligi Mistrzów czy dodatnie wyniki finansowe, niewątpliwie pozytywne, lecz dalekie od dawnych triumfów klubu i oczekiwań kibiców. Ten sezon nie będzie wyjątkiem: brak zdobytych trofeów, Inter ze scudetto na piersi, a uśmiechy przy via Aldo Rossi z powodu ewentualnego miejsca w pierwszej czwórce, które zapewni Maignanowi i jego kolegom powrót do najważniejszych europejskich rozgrywek i zastrzyk gotówki dla klubu. Jak na klub taki jak Milan – nie jest to najlepszy z możliwych scenariuszy – podsumowuje we wtorkowym wydaniu Corriere dello Sport.
Ten spadek zaczął się wraz z nadejściem Gerry'ego Cardinale oraz nowego zarządu po erze Elliott. W pierwszym roku, jeszcze z Paolo Maldinim na czele pionu sportowego, nastąpił ostatni zryw: Milan grał w półfinale Ligi Mistrzów przeciwko Interowi, przegrywając dwumecz wyraźnie. Potem legenda klubu została zwolniona, a wraz z nią odszedł także dyrektor sportowy Ricky Massara. Rozpoczęła się nowa era: dyrektor generalny Giorgio Furlani zwiększył swoje wpływy także w obszarze sportowym, wspierany przez byłego szefa skautingu Geoffreya Moncadę, awansowanego na dyrektora technicznego. Nie był to najlepszy pomysł: Milan, korzystając m.in. z lukratywnej sprzedaży Tonaliego, dokonał wielu transferów, ale odpadł w fazie grupowej Ligi Mistrzów, w ćwierćfinale Ligi Europy z Romą i zakończył ligę na drugim miejscu za Interem, który zdobył scudetto właśnie na stadionie San Siro. Przyjście Zlatan Ibrahimović jako starszego doradcę z ramienia RedBird również nie pomogło, wręcz przeciwnie: w poprzednim sezonie decyzje sportowe Szweda i reszty zarządu doprowadziły Milan do sensacyjnego ósmego miejsca w tabeli. Obecny sezon to z kolei próba naprawy sytuacji poprzez zatrudnienie Tare i Allegriego.
Mamy więc do czynienia z błędnym kołem. Każdy sezon to nowy początek, często oparty na niezbyt trafionych wyborach, także personalnych. Tymczasem wydano ogromne pieniądze: ponad 500 milionów euro w cztery lata (62 mln w sezonie 2022/2023, 132 mln w 2023/2024, 139 mln w 2024/2025 i 170 mln w 2025/2026), przy jednocześnie wysokich wpływach ze sprzedaży (zwłaszcza kluczowych graczy, jak Tonali, Theo czy Reijnders), sięgających łącznie 315 milionów euro. Jasne jest więc, że w najbliższej przyszłości Milan potrzebuje kwalifikacji do Ligi Mistrzów i Allegri będzie nad tym pracował. Latem jednak konieczne będą trafne decyzje i – przede wszystkim – jedność w zarządzie.
A tak nerwówka co sezon, z tym betonem to sie aż meczów nie chce oglądać, warto na ostatnie 15 minut odpalić mecz bo coś sie dzieje.
PYTAM JAK TU MA BYĆ DOBRZE
Dziś walne 3 zdrowaśki za to żeby jakiś szejk proteinowy wjechał na wielbłądzie i nas wykupił od tych żymian.
Najgorszą było zwolnienie Maldiniego.