SCUDETTO


Twardziel, mistrz, człowiek, "najgorszy rzut karny w historii": 60. urodziny Costacurty

24 kwietnia 2026, 09:56, Redakcja Aktualności
Twardziel, mistrz, człowiek,

Billy kończy dziś 60 lat i aż chce się zapytać, czy to naprawdę możliwe. Tak, to prawda, grzywka nie jest już tak niesforna, kolor włosów się zmienił, ale forma fizyczna pozostaje godna pozazdroszczenia i nie tylko dzięki padlowi. Czas płynie, ale był łaskawy dla Alessandro Costacurty. Wszyscy znają pochodzenie tego pseudonimu, który towarzyszy mu do dziś, ale jeśli przedstawiciele Generacji Z lub młodsi natkną się na ten tekst, warto przypomnieć, że Billy to była drużyna koszykarska z Mediolanu, kiedy bardzo młody Alessandro zaczynał swoją drogę w młodzieżowych strukturach Milanu. Jego pasja do koszykówki i niezłe umiejętności kozłowania rękami zainspirowały trenera, który nadał mu przydomek na stałe: Alessandro Costacurta, zwany jako Billy.

60 lat, zawsze swoją drogą
Nie przejmując się tym, co o nim mówiono

Okrągłe urodziny nieuchronnie skłaniają do podróży w czasie, która łatwo może przerodzić się w hagiografię. Tym bardziej gdy jubilat wygrał niemal wszystko, co było do wygrania, w jednej z najpiękniejszych i najmocniejszych drużyn w historii. Ale zrobilibyśmy mu krzywdę, bo Billy nigdy nie lubił przesadnych pochwał, tak samo jak nie znosił bezpodstawnej krytyki. Zawsze szedł swoją drogą, nie przejmując się tym, co o nim mówiono. Nie z obojętności czy arogancji, lecz dlatego, że liczyła się dla niego opinia działaczy, trenerów i kolegów z drużyny. Berlusconi, Galliani, Sacchi, Capello, Cesare Maldini i Ancelotti go cenili – i to było najważniejsze.

Surowy wobec innych i wobec siebie
Nigdy wyrachowany, zawsze lojalny i bezpośredni

Był czas, gdy relacje między piłkarzami a dziennikarzami były łatwiejsze dzięki codziennym kontaktom. W Milanello miejscem "zasadzki" reporterów była pralnia: drużyna schodziła z boisk do klubowego budynku i trafiała na małą grupę czekających dziennikarzy. Tam rodziły się przyjaźnie albo antypatie, bo przecież nie da się dogadać ze wszystkimi. Alessandro nie był oportunistą i nigdy nie próbował zjednać sobie prasy: znał cię, oceniał, czytał i nawet bez słów potrafił dać do zrozumienia, czy cię szanuje, czy na pewno nigdy nie udzieli ci wywiadu. Nie był łatwy w kontakcie, czasem wręcz szorstki – może z ostrożności, może z charakteru – ale zawsze lojalny, bezpośredni, szczery. Surowy wobec innych, bo bardzo surowy wobec siebie. Lubił dyskusję, wymagał uczciwości intelektualnej i nie miał uprzedzeń wobec zawodu dziennikarza. Zresztą jego świadkiem na ślubie był znakomity dziennikarz Luca Serafini: nie liczy się, co robisz, tylko jak to robisz.

"Łatwo grać z Baresim i Maldinim"
Ale Billy walczył, by być godnym tego Milanu

Billy zawsze cieszył się swoją drogą, nie przejmując się tymi, którzy – nie wiadomo dlaczego – lubili ustawiać hierarchię między tymi wszystkimi mistrzami, spychając go do roli rezerwowego. "Łatwo grać z Baresim i Maldinim" – typowa głupota. Oczywiście, można mieć gorszych partnerów z drużyny, ale wściekłe spojrzenie Piscinina po błędzie bolało bardziej niż zła ocena w gazecie. A Billy, świadomy swoich zalet i wad, silny, ale nie obdarzony talentem "wybrańców", nigdy nie chciał być liderem zespołu. Tę rolę świetnie pełnili Franco, Paolo i oczywiście gwiazdy pomocy oraz ataku. Alessandro chciał jedynie udowodnić, że jest godny tej wielkiej drużyny i potrafi przyczynić się do jej piękna, dokładając własne, cenne elementy do tej mozaiki.

Piękno: futbol, sztuka, Martina
Od boiska do ławki trenerskiej, potem telewizja

Piękno, właśnie! To motyw przewodni jego życia, nie tylko kariery. Zaczynając – wybaczcie banał – od żony: Martiny Colombari. Piękna, gdy zaczęli swoją historię w 1996 roku, piękna także dziś. I piękny jest sposób, w jaki o niej mówi, oraz czułość, z jaką opowiada o wielkiej miłości. Do tego każda forma sztuki (w tym taniec), żywa elokwencja, lektury ("Zabić drozda" jako ulubiona książka; nieodłączny rytuał czytania gazet, także politycznych, nie tylko sportowych). A przede wszystkim ciekawość, która zawsze pchała go do zadawania pytań, szukania informacji, niemal dociekania. Był podstawowym zawodnikiem i rezerwowym, kapitanem z opaską i bez. Ponad 660 meczów w Milanie, 59 w reprezentacji, siedem tytułów mistrza Włoch, pięć Pucharów Europy i wiele innych trofeów. Obserwował, uczył się, przede wszystkim pracował. Grał inteligentnie – głową przed nogami. Po zakończeniu kariery próbował różnych ról: asystent trenera w Milanie, trener Mantovy, wicekomisarz nadzwyczajny FIGC. Potem telewizja: w Sky dobrze odnajduje się jako ekspert, bo potrafi łączyć dystans analityka z empatią pozwalającą wejść w szczegóły i dostrzegać niuanse umykające laikom.

Odwaga piłkarza i człowieka
Od rozczarowań na boisku po trudności życia

Ostatnią piłkę w karierze skierował do siatki: rzut karny przeciwko Udinese. Miał 41 lat i 25 dni: rekord najstarszego strzelca (choć w Serie A zdobył tylko dwie bramki, drugą w przegranych derbach 3:1, a w Pucharze Interkontynentalnym 2003 wykonał, jak sam powiedział, "najgorszy rzut karny w historii") został później pobity przez Ibrahimovicia. W 1994 roku opuścił dwa niezwykle ważne finały z powodu zawieszenia: wygrany przez Milan finał Ligi Mistrzów z Barceloną oraz przegrany przez Włochy finał mundialu z Brazylią po rzutach karnych. Rozczarowania, ale nie dramaty – bo zawsze potrafił właściwie oceniać rzeczy. Futbol daje i odbiera, jak życie. Alessandro nauczył się tego wcześnie: jego młodsza siostra zmarła bardzo młodo, a ojciec odszedł, zanim został pełnoletni. Niedawno znalazł w sobie siłę, by opowiedzieć o ogromnych trudnościach syna Achille i drodze, jaką cała rodzina przeszła, by mu pomóc i wspólnie przezwyciężyć dramatyczne chwile. Trzeba wielkiej odwagi, aby działać, a także aby się otworzyć.

Nie był święty, ale…
Uczciwa twardość w futbolu bez VAR-u

Na koniec uwaga dla Generacji Z, jeśli dotarła aż tutaj: Billy nie był święty i gdy trzeba było kopnąć przeciwnika, robił to. I to konkretnie. Nie było w tym złośliwości, tylko normalne stosowanie zasad przez obrońców tamtych czasów. Nie było VAR-u, ale istniał kodeks zachowania, który piłkarze respektowali i który dopuszczał "uczciwą twardość". Dzisiejsza drobiazgowa analiza powtórek utrudniła życie obrońcom, ale nie powinna zmieniać postrzegania dawnego futbolu. To był bardzo piękny sport, w którym Alessandro Costacurta zostawił ważny ślad. Billy ma 60 lat i wygląda świetnie. A jego życie jest wypełnione pięknymi rzeczami. Wszystkiego najlepszego!

Artykuł został opublikowany na łamach La Gazzetta dello Sport (autor G.B. Olivero)


#

2 komentarze
Musisz być zalogowany, aby komentować
Andre
Andre
24 kwietnia 2026, 16:38
Costacurta, jako nierozerwalny partner Maldiniego w obronie, zawsze będzie mi się kojarzył z najlepszymi czasami Milanu. Dużo zdrowia i 100 lat, Alessandro!
5
Piotrek1899
24 kwietnia 2026, 14:42
Uważam, że to jeden z najbardziej niedocenianych piłkarzy w historii. Niedoceniany przez kibiców, bo zapewne każdy piłkarz i trener, który miał z nim styczność doskonale wie, jak dobry był Costacurta. W swoim primie mógł grać w każdym klubie. Pierwsze skrzypce oczywiście. Wszystkiego najlepszego, Billy!!!
5

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się