Całkowita klęska w Bournemouth...
Pomocnik Milanu Samuele Ricci udzielił wywiadu kanałowi YouTube «Maria Luisa Jacobelli», w którym opowiedział o swojej drodze kariery oraz więzi z Milanem. Oto jego wypowiedzi.
Czy kiedykolwiek myślałeś, że Ci się nie uda? "Nigdy tak nie myślałem. Zawsze byłem osobą, która po prostu żyła tym, co przynosiło życie. Kiedy jest się młodym, nie ma się też zbyt wielu zmartwień, podchodzi się do wszystkiego lżej. Inaczej patrzy się na pewne rzeczy, kiedy stajesz się bardziej dojrzałym człowiekiem – wtedy także piłka nożna się zmienia i inaczej się ją przeżywa".
Czy zawsze marzyłeś o zostaniu piłkarzem? "Zawsze miałem taką nadzieję, jak wszyscy. Nawet teraz gram przede wszystkim z pasji, choć później dochodzi wiele innych rzeczy. W Turynie zmieniłem swoje podejście do futbolu, wcześniej byłem dużo bardziej dziecinny. To właśnie tam zacząłem zwracać uwagę na szczegóły, które robią różnicę na najwyższym poziomie. Presja? Jest też czymś pozytywnym, bo oznacza, że robisz coś ważnego. Ona również jest potrzebna. Ja też odczuwam stres: kiedy wychodzisz na San Siro, wszystko jest inne, ale nawet jako dziecko też go czułem".
Co mówisz sobie w trudnych momentach? "Staram się znaleźć dyscyplinę i robić to, co powinienem. Dbam o szczegóły i o wiele aspektów życia piłkarza. Czy nigdy nie byłem mentalnie zablokowany? To może się zdarzyć – można mieć mniej pewności siebie i niższą samoocenę, ale z takich momentów też można się czegoś nauczyć. Głowa ważniejsza od talentu? Głowa jest fundamentalna. Nawet mając talent, bez odpowiedniego nastawienia niewiele osiągniesz. Czy kiedykolwiek czułem się samotny? Na szczęście mam wokół siebie wiele osób, które mnie kochają, niestety nie każdy to ma. Najtrudniejszy moment do tej pory? Kilka takich było. Czy bałem się, że nie jestem na odpowiednim poziomie? Tak, szczególnie gdy trafiasz do takiego klubu. Ale skoro tu jesteś, to znaczy, że jest ku temu powód. Najważniejsze to znaleźć w sobie odwagę i siłę, pracować i się rozwijać”.
Co daje Ci szczęście? "Bycie w takim klubie. Ale ogromne znaczenie ma też otoczenie. Otaczam się ludźmi, którzy chcą mojego dobra. Mam obecnych rodziców i mądrych rodziców, którzy nigdy nie wywierali na mnie presji. Co uczyniło mnie silniejszym mentalnie? Porażki czasami pomagają. Szkoła? Studiuję ekonomię, została mi jeszcze praca dyplomowa. Kim jestem poza futbolem? Trudno powiedzieć, bo piłka zabiera większość energii".
Czym jest dla Ciebie sukces? "Wielu ludzi go szuka, ale może być też bronią obosieczną, bo nadmiar sukcesu bywa niebezpieczny. Oczywiście sukces cieszy każdego. Zdanie, które mi pomogło? «Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło». Gdybym mógł cofnąć czas, czy przeszedłbym tę samą drogę? Tak, w stu procentach. Każda decyzja była przemyślana i słuszna".
Najszczęśliwszy moment w karierze? "Dwa wygrane mecze derbowe w tym sezonie".
Jak to było trafić do Milanu? "Sympatyzowałem z Milanem. Kiedy byłem mały, nie kibicowałem konkretnej drużynie, tylko piłkarzom. Pamiętam Ronaldinho w Milanie. Niestety nie mam niczego z nim związanego (śmiech). Trafienie tutaj jest czymś niezwykłym. Miałem szczęście znaleźć rodzinę – cały świat Milanu nią jest. Spotkałem bardzo życzliwych ludzi, a ja sam jestem otwarty i łatwo nawiązuję relacje, więc wszyscy stają się moimi przyjaciółmi. Trafiłem do fantastycznej grupy, zarówno sztab, jak i trener. Ze wszystkimi jest świetne porozumienie, czuć bardzo dobrą atmosferę".
Jakim człowiekiem chcesz zostać? "Na pewno ojcem. Może także przykładem dla młodych ludzi – zarówno na boisku, jak i poza nim".
Najsilniejszy kolega z drużyny, z jakim grałeś? "Luka Modrić".