GENOA CFC – AC MILAN 1:2!
Liczby mówią wiele, ale nie wszystko. W tym sezonie jak dotąd żaden napastnik Milanu nie osiągnął dwucyfrowej liczby goli i całkiem prawdopodobne, że nawet po niedzielnym meczu wieczorem na San Siro sytuacja się nie zmieni. Ale powiedzmy sobie szczerze: nawet gdyby Leão albo Pulisic, pogrążeni w ogromnym kryzysie strzeleckim, przebili granicę 10 goli, problem nadal by pozostał. I to problem poważny. Bo przez cały sezon, na przemian albo często wszyscy razem, napastnicy Rossonerich robili sobie bardzo długie przerwy od strzelania.
Füllkrug ma na koncie jednego gola, ale przyszedł dopiero w styczniu. Pulisic nie strzelił gola od końca grudnia 2025 roku. Nkunku gra nierówno (choć zdobywał bardzo ważne bramki). Leão wygląda, jakby nieodwracalnie pokłócił się z kibicami: to jego wina nawet wtedy, kiedy to nie jego wina. Sezon naznaczony problemami z pubalgią i grą na pozycji, która nie jest jego. A mimo to i tak jest najlepszym strzelcem drużyny. No i jest jeszcze Gimenez.
Można wrócić do goli Meksykanina w koszulce Feyenoordu (na YouTube albo gdziekolwiek indziej). Nie tylko w Eredivisie, bo zawsze znajdzie się ktoś gotowy powiedzieć, że za granicą łatwo się strzela (ciągle to przekonanie, że Serie A to wciąż liga na najwyższym poziomie, jakże irytujące), ale też w Europie. Warto wrócić jeszcze raz do jego ostatniego gola przeciwko Bayernowi Monachium w Lidze Mistrzów i spróbować wyobrazić sobie, że miałby zrobić coś takiego teraz... Nie potrafiłby nawet opanować piłki w biegu. Jasne, po drodze była kontuzja i operacja, ale Santi nie strzelił gola w Serie A od ponad roku. Napastnik za 30 milionów euro, który w Holandii miał niemal niewiarygodną średnią bramek. Nie trafia w lidze od ponad 365 dni. A najgorsze jest to, że nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się zmienić. I to dotyczy w zasadzie wszystkich napastników Milanu.
I nie tylko w tym sezonie. Spróbujmy policzyć zawodników, którzy w ostatnich latach sprawiali wrażenie, że mogą w każdej chwili zrobić coś konkretnego w polu karnym. Jest Ibrahimović, który po powrocie z Ameryki wyglądał jak opętany. Był w niesamowitej, wręcz zabójczej formie. Potem ciało wystawiło mu rachunek, ale dopóki dawał radę, był poza wszelkimi standardami. Potem Giroud: przez całe życie traktowany jako "aktor drugoplanowy", a przecież strzelał ważne gole, robił to regularnie, jest najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Francji i nosił koszulki największych klubów. Gwarancja jakości. I faktycznie, także on – mimo że fizycznie nie był już tym samym zawodnikiem co kiedyś, ale nadal prezentował wystarczający poziom – robił piękne rzeczy w koszulce Milanu. A potem? Dosłownie nic. A nawet gorzej.
Wygląda na to, że każdy ofensywny piłkarz, który trafia do Milanu, cofa się piłkarsko w rozwoju. Pioli, Fonseca, Conceição, Allegri... De Ketelaere nie potrafił już nawet przyjąć piłki. Origi przestał być piłkarzem. Ktoś jeszcze pamięta Okafora? Jović nie potrafił przekonać samego siebie, że jest profesjonalnym zawodnikiem. Morata kompletnie się pogubił i teraz na szczęście to problem Como. Leão od czasu, gdy praktycznie w pojedynkę wygrał scudetto, poprawił się jako piłkarz? Absolutnie nie, wręcz przeciwnie! Nadal chce piłkę tylko do nogi, nadal nie umie grać głową mimo wzrostu i warunków fizycznych, nadal nie potrafi inteligentnie współpracować z kolegami, nadal nie umie uderzać na bramkę w sposób bezwzględny i konkretny. A mimo to zawsze był jednym z najlepszych – kiedy w ogóle byli jacyś najlepsi.
Bycie napastnikiem Milanu to najtrudniejsza praca na świecie, ale do dziś trudno zrozumieć dlaczego. Albo przychodzi zawodnik kompletny, wielkiego formatu i z ogromną osobowością, albo ta koszulka pożera każdego. Kto ją zakłada, zaczyna bać się strzelać, bać się błędów, staje się miękki, niewidoczny, wręcz szkodliwy. Przewinęło się tylu trenerów, tyle sposobów gry, tylu piłkarzy, a problem jest zawsze ten sam: kto przychodzi do Milanu grać w ofensywie, po pewnym czasie piłkarsko się cofa. To bardzo poważny temat, nad którym po sezonie zarząd i trener będą musieli się głęboko zastanowić.
Nie mamy praktycznie napastników którzy sami tworzą szanse więc jesteśmy zdani na asysty, no może oprócz Leao który potrafił to robić gdy grał na swojej pozycji i mógł z niej zejść do środka podczas rajdu.
Skrzydłowi żeby być efektywni to muszą być przez resztę drużyny doprowadzeni do sytuacji 1 na 1 w okolicach pola karnego a nie na 40 metrze od bramki xd.
Napastnik żeby był efektywny to musi dostawać podania w polu karnym, najlepiej w świetle bramki, a nie wrzutki na pałę kiedy jest otoczony przez 3 obrońców xd.
Cofnijmy się nawet do poprzedniego sezonu, szczególnie pierwszej części, wtedy można było mieć pretensje do Morata czy Abraham (chociaż on nawet strzelał bramki) bo nie wykorzystywali sporo klarownych sytuacji przez co często traciliśmy punkty.
Jak przypomnimy sobie Giroud to on też często marnował setki ale jak tworzyliśmy mu 2/3 okazję w meczu to nawet jak wykorzystał jedną to i tak wyglądało do dobrze.
Teraz my nic nie tworzymy, gramy tak wolno i schematycznie, w ogóle atakujemy często ledwie 3 graczy że co oni mają zrobić jak cały czas jest przy nich zdecydowanie za dużo obrońców rywali.
Leao zmarnował setkę z Sassuolo ale oprócz tego to od początku roku nie miał chyba za bardzo dobrych okazji tylko jakieś sytuację z przypadku.
Pulisic w tym roku nie strzelił gola, w styczniu, lutym zmarnował chyba 3 setki i ja cały czas je pamiętam bo od tego czasu to prawie nie miał okazji na gola xd.
Fullkrug to typowy wykończeniowiec, a jedyne okazję jakie ma to wynikają z tłoku i chaosu. Nkunku ostatnio zmarnował 2 dobre okazję z gry ale oprócz tego to w ostatnich 3 miesiącach nic mu nie stworzyliśmy (a nie miał jeszcze dobra okazję z Napoli chyba miesiąc temu xd).
I tak, każdy z nich jest pod formą i powinien grać lepiej, Leao powinien się więcej angażować, Gimenez nie powienien potykać się o swoje nogi itd, ale realnie to razem mogli strzelić z 10 bramek więcej xd a Inter ma od nas 40 bramek więcej, a przecież ich napastnicy też marnują sytuację (lautaro to czasami 2 setki w meczu zmarnuje).
My mamy problem strukturalny, możemy sobie znowu kupić nowych napastników ale realnie to z Maxem na ławce nasza ofensywa dalej będzie wyglądała słabo.
Rynek 9tek jest obecnie strasznie ubogi, a Serie A to nadal jedna z trudniejszych lig dla napastników, więc ciężko będzie znaleźć kompletną 9tkę, która z futryną wejdzie na włoskie podwórko.
A Gerry może mu zagwarantować tylko pożyczone dolce xD
Jest pierwsza linia obrony.
Druga i trzecia. A potem bramkarz.
Definitywnie odrzucił SerieA.
Chicago Fire wyraża spore zainteresowanie.
Możesz wyjaśnić dlaczego nie chcesz napastnika, który twoim zdaniem może strzelić 20 bramek w lidze?
Giroud to był w naszych barwach Pan Piłkarz a czasem i bramkarz.
Bo w Milanie nie ma planu. Takiego ogólnego. Właściciel chce zarabiać, Furlani chce zarabiać, piłkarze chcą zarabiać a w piłkę grać nie ma komu.
Wydaje się, że wszyscy mają te same cele szkoda tylko, że patrzą w różnych kierunkach. Przecież jak się policzy te wszystkie transfery przychodzące z ostatnich lat... to nam o dziwo pieniędzy nie brakuje (!)
Poszły na to naprawdę grube miliony a trzonu drużyny dalej nie ma.
Jesteśmy w ciągłej przebudowie.
I teraz zaczynam się zastanawiać czy problemem są tutaj faktycznie "pozbawieni" ambicji piłkarze? Czy może bardziej Ci z wyższych szczebli, którzy po Harvardach myślą, że "umieją w piłkę".