ZWYCIĘSTWO NA 100-LECIE SAN SIRO!
Z okazji swoich 50. urodzin (będzie je obchodził w niedzielę / urodził się 14 czerwca 1976 w Città Sant'Angelo) były piłkarz Milanu, Massimo Oddo, udzielił wywiadu dla Tuttosport, w którym podsumował swoją karierę i odniósł się również do Milanu. Poniżej publikujemy najważniejsze wypowiedzi.
Kiedy zrozumiałeś, że zostaniesz zawodowym piłkarzem?
"Powiedzmy, że kiedy jako 17-latek trafiłem do Milanu, miałem okazję zobaczyć właściwą drogę do zostania piłkarzem. Mieszkaliśmy w Milanello, mieliśmy opiekuna, obowiązywały surowe zasady: żadnych długich włosów, żadnych tatuaży, nie wolno było zatrzymywać się tam, gdzie przechodzili piłkarze pierwszej drużyny Milanu. Dostawaliśmy 300 tysięcy lirów miesięcznie i wracaliśmy do domu raz na dwa miesiące".
Anegdota z tamtego okresu?
"Pewnego dnia zadzwonił do mnie dyrektor sportowy Ariedo Braida i powiedział: «Cześć Massimo, jutro jedziesz do Fiorenzuoli». Kropka. Nie było miejsca na dyskusję i oczywiście pojechałem. To było moje pierwsze wypożyczenie, potem były Prato, Lecco i Monza, aż w końcu trafiłem do Hellasu Werona, który mnie wykupił, wydając przy tym niemałe pieniądze..."
Jako piłkarz osiągnąłeś to, co jest marzeniem każdego profesjonalisty: zdobyłeś mistrzostwo świata w Niemczech oraz Ligę Mistrzów z Milanem, byłeś kapitanem w barwach Lazio, a także zająłeś 10. miejsce wśród włoskich wykonawców rzutów karnych ze skutecznością 88% (22 gole na 25 prób). Dlaczego więc Oddo jako trener pozostaje bez pracy na ławce trenerskiej?
"Za mocno wystartowałem (śmiech). Do okrągłych rocznic można też doliczyć dokładnie dziesięć lat od awansu Pescary do Serie A, kiedy po raz pierwszy zostałem trenerem (jego ojciec również prowadził ten klub – przyp. red.). Na pewno popełniłem błędy, źle oceniłem niektóre sytuacje, czasami miałem też po prostu pecha, jak w Padwie, gdzie bramkarz Südtirol, Giacomo Poluzzi, w decydującym meczu o mistrzostwo obronił pod koniec strzał... pośladkami. W każdym razie czuję się trenerem, mam ochotę wrócić do pracy, ale nie w Serie D (Oddo właśnie zakończył sezon z Milan Futuro – przyp. red.), najlepiej od początku sezonu, bo często obejmowałem zespoły w trakcie rozgrywek".
O swoich przyjaciołach w piłce
"Mój sąsiad Massimo Ambrosini, potem Gianluca Zambrotta, Alessandro Nesta, Andrea Pirlo, Filippo Inzaghi, ale także Ignazio Abate i Fabio Liverani. Z czasów gry w Pescarze – Fabio Grosso i Roberto D'Aversa, z którymi dzieliłem pierwsze lata kariery".
O najlepszym piłkarzu, z jakim kiedykolwiek grał
"Było ich wielu, ale podam trzy nazwiska, po jednym na każdą formację: Alessandro Nesta w obronie, Andrea Pirlo w pomocy i Ricardo Kaká w ataku".
gdyby wszyscy z nich trenowali potem we Włoszech to i tak co roku trzech z nich leciałoby z Serie A a kolejnych trzech musiałoby trenować w Serie B