Udany debiut Rúbena Amorima w Serie A! Milan pokonał na inaugurację rozgrywek drużynę Torino 2:1.
Dla Massimo Oddo to lato pełne okrągłych liczb. I pełne znaczenia. To tygodnie, w których obchodzi swoje pierwsze 50. urodziny, mija dwadzieścia lat od triumfu reprezentacji Włoch w Berlinie oraz dziesięć lat od awansu do Serie A wywalczonego z Pescarą. Wszystkie te wydarzenia są jak pocztówki, które – po "pół wieku życia", jak sam żartobliwie to nazywa – zachęcają do podsumowań. Oddo jednak, choć z satysfakcją i dumą spogląda wstecz, woli patrzeć w przyszłość. Zwłaszcza teraz, gdy pozostaje bez klubu po zakończeniu pracy z Milan Futuro i rezygnacji z ostatniego roku obowiązującego kontraktu. 50-latek udzielił obszernego wywiadu, który został opublikowany na łamach La Gazzetta dello Sport. Poniżej prezentujemy cały zapis rozmowy.
Zacznijmy od "pół wieku życia". Jakie to uczucie? Robi wrażenie?
"W pewnym stopniu na pewno... Tak naprawdę nadal czuję się jak chłopak. Szczęśliwy chłopak, który ma wszystko i który w życiu osiągnął wszystko. Przeżyłem wielkie emocje i zdobyłem wielkie cele".
A jakie są twoje ambicje?
"Czuję się przede wszystkim trenerem. Chcę wrócić do pracy na wysokim poziomie i robić to regularnie. Ostatnio zdarzało się to rzadko z powodu różnych okoliczności".
Co dokładnie oznacza "wysoki poziom"?
"Zacząłem bardzo mocno: wygrałem Serie B i prowadziłem zespół w Serie A, a większość mojej kariery trenerskiej spędziłem właśnie w Serie B. Chciałbym ponownie zadomowić się między Serie A a Serie B. Potem nastąpił krok wstecz, będący efektem błędnych decyzji i nieodpowiednich momentów. Chciałbym związać się z projektem, który pozwoli mi pracować od początku sezonu, bo w ostatnich latach zawsze obejmowałem zespoły w trakcie rozgrywek, zwykle w niemal katastrofalnej sytuacji. W takich przypadkach zależy się od zbyt wielu czynników, nie tylko od tego, co dzieje się na boisku. Chciałbym prowadzić drużynę budowaną od podstaw. Gdy przejmujesz zespół w trakcie sezonu, liczy się wyłącznie wynik".
Czy coś już się szykuje?
"Na razie nie. Czekamy".
Jakim pierwszym przymiotnikiem opisałbyś zakończoną właśnie przygodę z Milan Futuro?
"Jestem zadowolony z tego, co zrobiłem. Cieszę się, że udało mi się rozwinąć tych chłopaków, widziałem ich pozytywny postęp. Kilku z nich rozpocznie teraz przygotowania z pierwszą drużyną. Z zewnątrz mogło się wydawać, że naszym obowiązkiem było wygranie Serie D, ale absolutnie tak nie było. Nikt nigdy nie postawił przede mną takiego celu, zresztą był on praktycznie nieosiągalny. Graliśmy zespołem o średniej wieku 18–19 lat, a przecież to bardzo wymagająca liga. Do tego dochodzili zawodnicy, którzy nieustannie przechodzili między pierwszą drużyną a Primaverą. Trzeba było dostosowywać się do potrzeb wszystkich. Naszym jedynym celem było rozwijanie młodych piłkarzy, i musieliśmy robić to z tymi zawodnikami, których akurat mieliśmy do dyspozycji. W praktyce nigdy nie byli to ci sami piłkarze, dlatego największą trudnością było stworzenie zgranego zespołu. Nie nazwałbym tego jednak ograniczeniem – to po prostu element tego projektu".
Także do Milan Futuro trafiłeś w trakcie sezonu.
"Kiedy przyszedłem, jedynym celem było utrzymanie zespołu. Prawdopodobnie zostałem zatrudniony trochę za późno. Gdy spojrzymy na średnią punktów od momentu mojego przyjścia, plasowaliśmy się na poziomie strefy barażowej o awans. Powiem jednak szczerze: nie chciałem prowadzić drużyny w Serie D. To Milan przekonał mnie, że jestem odpowiednią osobą do pracy z tymi chłopcami. Zostałem z przyjemnością, z zamiarem rozwijania ich i wywalczenia awansu do Serie C. Nie udało się tego osiągnąć, a ja nie czułem, że kolejny sezon w Serie D jest czymś dla mnie. Zostawiłem na stole ostatni rok kontraktu, nie żądając ani jednego euro, bo dla mnie najważniejsze jest, by być zmotywowanym do pracy. To była wyłącznie moja decyzja".
Czyli gdybyście awansowali, zostałbyś w Mediolanie?
"W Serie C sytuacja wyglądałaby inaczej, bo prowadziłbym w wyższej lidze zawodników, których już wcześniej rozwijałem i których postępy dobrze znałem. Zresztą większość z nich prawdopodobnie i tak nie zostanie w Serie D".
Twoje miejsce zajął Hiszpan Sergio Navarro. Czy zagraniczny trener w tak specyficznej lidze ma sens?
"Najważniejsze jest rozwijanie młodych zawodników, a on odpowiadał wcześniej za akademie bardzo ważnych klubów. Narodowość nie ma tutaj żadnego znaczenia".
Co oznacza stawianie rozwoju zawodników ponad wszystko?
"Czasem rozwijanie piłkarzy oznacza rezygnację z wyniku. Trzeba postawić na młodego zawodnika, który potrzebuje zdobywać doświadczenie, zamiast na starszego, o którym wiadomo, że popełni mniej błędów i być może pomoże wygrać mecz".
To lato, podczas którego kibice dużo mówią o Zlatanie Ibrahimoviciu. Jaką rolę odgrywał w projekcie drugiej drużyny? W końcu to projekt, z którym jest mocno kojarzony.
"Bardzo rzadko widywałem go na boisku. Zresztą on nie pełni w Milanie funkcji technicznej. Jest przedstawicielem właścicieli, prawda? Wiem, że bardzo interesował się drugą drużyną, oglądał wszystkie mecze, choć nie zawsze na żywo. Przekazywał pewne wskazówki, czasem dotyczące aspektów taktycznych, ale w praktyce nie ingerował w naszą pracę. Prawdziwą osobą odpowiedzialną za projekt był Kirovski".
O Kirovskim również sporo się ostatnio mówiło...
"To działacz bardzo uważnie śledzący rozwój młodych zawodników. Naprawdę się na nich zna. Zapłacił jednak wysoką cenę za brak znajomości tych rozgrywek i z tego powodu popełniono wiele błędów. Jego przekaz zawsze był jasny – rozwijać piłkarzy, a nie za wszelką cenę wygrywać. Droga Milan Futuro nie może być taka sama jak pierwszej drużyny".
Jakie są główne różnice między Serie C a Serie D?
"Serie D to liga bardzo kształcąca. Największym problemem są jednak boiska. Większość meczów rozgrywanych na dobrych murawach wygraliśmy. Na słabych było odwrotnie. Powód jest prosty: na dobrych boiskach, gdzie można było grać z pierwszej lub drugiej piłki, ujawniała się nasza przewaga techniczna. Na złych murawach po czwartym kontakcie z piłką rywal już na ciebie wpadał i fizycznie bardzo za to płaciłeś. Ale ten problem wykracza poza Milan, Inter czy Juventus. Jest znacznie szerszy".
To znaczy?
"Barcelona i Bayern również mają swoje rezerwy w czwartej lidze, ale istnieje zasadnicza różnica. Ich filozofia gry zaczyna się już od ósmego roku życia i jest konsekwentnie rozwijana według jednej, stałej koncepcji techniczno-taktycznej. Dzięki temu zawodnicy, niezależnie od wieku i poziomu rozgrywek, dorastają w tej samej filozofii futbolu. Jest jeszcze jedna ogromna różnica: tam najlepsi debiutują w czwartej lidze w wieku 14–15 lat, a w wieku 18 lat grają już w pierwszej drużynie. U nas świętuje się, gdy osiemnastolatek debiutuje w Serie D. To za późno. Absurd polega na tym, że można grać w Primaverze aż do 20. roku życia. Znam chłopaków, którzy rozegrali ponad sto meczów w Primaverze, bo trzeba wygrać ligę albo dobrze wypaść w Youth League. Jaki to ma sens? Jak w ten sposób mają się rozwijać? Z mojego punktu widzenia sprawa jest bardzo prosta: mam utalentowanego zawodnika? Przesuwam go do wyższej kategorii, każę mu rywalizować ze starszymi, zwiększam poziom trudności. Właśnie tak się rozwija i właśnie tak robi postępy".
Przypadek Liberalego: najpierw pozwolono mu odejść, a potem nagle znów stał się pożądany. Podobno dzwonił do niego nawet sam Cardinale, ale bezskutecznie. Cała sytuacja wydaje się dość surrealistyczna.
"Utrata jednego zawodnika może się zdarzyć. Jedni eksplodują wcześniej, inni później. Błędy w ocenie są częścią tego zawodu. Ja sam przez kilka lat byłem wypożyczany do różnych klubów we Włoszech, a kiedy w końcu wystrzeliłem w Napoli, Milan sprzedał mnie do Hellasu Werona. Byłem przekonany, że wrócę do Milanu. Po pięciu latach odkupili mnie z powrotem, płacąc trzykrotnie więcej. Prawdziwy problem tych chłopaków polega jednak na ścieżce rozwoju, jaką się im wyznacza. Bardzo często jest ona niewłaściwa. Liberali w zeszłym sezonie grał w drugiej drużynie, zadebiutował w pierwszym zespole, a potem znów trafił do Primavery. Trzeba pamiętać, że to wciąż młodzi chłopcy. Proszę sobie wyobrazić, co dzieje się w głowie takiego nastolatka – to naprawdę trudne sytuacje".
Skoro mowa o ścieżkach rozwoju: porozmawiajmy o tym, jaka według ciebie byłaby najlepsza dla Camardy?
"Francesco powinien zrobić to, co już rok temu powinien był zrobić. Do Serie A na pewno w końcu trafi, ale teraz najbardziej potrzebuje regularnej gry. Dobrym rozwiązaniem byłby na przykład silny klub Serie B, walczący o awans. W zeszłym roku zadzwonił do mnie i zapytał, co sądzę o Lecce. Odpowiedziałem, że popełnił błąd. Spytałem go, skąd ten pośpiech, dlaczego w jego wieku tak bardzo zależy mu na natychmiastowej grze w Serie A. Powiedziałem mu, że potrzebuje regularności, a żeby ją znaleźć, musi zrobić krok w dół. Di Francesco jest bardzo dobrym trenerem, ale Lecce walczy o utrzymanie, większość meczu spędza na własnej połowie, a dla napastnika to bardzo trudne warunki".
Jak oceniasz sytuację pierwszej drużyny, która od rozczarowania pod koniec maja przeszła do rewolucji przeprowadzonej przez Cardinale?
"Nikt nie spodziewał się takiego rozczarowania, ja również. Przez cały rok byłem blisko Allegriego, obserwowałem wszystkie treningi. To bardzo dobry trener, a tamta drużyna była zdrową grupą. Zespołem, który dobrze pracował. W pewnym momencie coś jednak się zepsuło, ale nie wydarzyło się to podczas tygodnia treningowego. Być może pojawił się strach przed nieosiągnięciem celu".
Żałujesz, że era Allegriego zakończyła się tak szybko?
"Moim zdaniem wykonał świetną pracę. Jest mi go szkoda, choć jednocześnie cieszę się, że Milan odzyskał dziś nowy entuzjazm. Zawsze powtarzam jedno: można zatrudnić najlepszych trenerów świata, ale jeśli nie otrzymają odpowiedniego wsparcia, każdemu będzie bardzo trudno. Mam nadzieję, że teraz w klubie zapanuje jedność celów".
Tego samego potrzebuje również włoska federacja. A skoro o niej mowa – dwadzieścia lat temu świętowałeś triumf w Berlinie...
"To wspomnienie wciąż jest bardzo żywe, mimo że minęło już dwadzieścia lat. Mam nadzieję, że zmiany we włoskiej federacji przyniosą nowe pomysły i przede wszystkim odwagę, by coś zmienić. Liczę też na to, że polityka zejdzie trochę na dalszy plan. Naszymi największymi porażkami były... zwycięstwo na mundialu i mistrzostwo Europy. Nigdy nie potrafiliśmy wyciągać wniosków ani z porażek, ani z sukcesów".
Czy Paolo Maldini jako dyrektor techniczny byłby właściwym człowiekiem na właściwym miejscu?
"Zdecydowanie tak. Znam Paolo, jego rzetelność i odwagę. Gdyby przyjął tę funkcję, oznaczałoby to, że FIGC naprawdę chce coś zmienić. Nie potrzebujemy ludzi od wizerunku – potrzebujemy człowieka futbolu, który zna wszystkie mechanizmy funkcjonowania tego środowiska".
Mówimy o dzieciach do 11 roku życia. Wywieranie na nich presji i podejścia "wygrana za każdą cenę" też nie jest zdrowe. No i druga sprawa, to, że może oficjalnie tabeli i ewidencji wyników nie ma, ale kluby na pewno sobie takie robią, liczą bramki, asysty itd.
ile razy wracałem z podwórkowego boiska wk***y, bo przegraliśmy mecz? nie zliczę. za każdym razem jednak robiłeś wszystko, by się odegrać i potem poczuć satysfakcję. i mówię tu o piłce stricte podwórkowej, nie o żadnych treningach i meczach w klubie
Błędy są nieodzownym etapem nauki i nie da się ich pominąć, żeby od razu zostać mistrzem. Lepiej ten proces zacząć wcześniej, żeby dzieciak wiedział, że jego rozwój jest poukładany i ma go wyposażyć w konkretne umiejętności. Dlatego podejście pod tytułem „przegrałeś, nic się nie stało” ma głęboki sens tylko w jednym przypadku – gdy dodasz do tego: „jeśli w czasie meczu zrealizowałeś to, co zaplanowaliście z trenerem i drużyną”. Jeśli młodzi zawodnicy przegrali mecz, bo uczyli się ryzykować, konsekwentnie budować akcje krótkimi podaniami od własnej bramki i wychodzić spod pressingu, zamiast kopać lagę na oślep dla świętego spokoju i wyniku, to dla ich długofalowego rozwoju jest to ogromne zwycięstwo. Świadomy trener uczy młodego człowieka rzemiosła i konkretnych zadań na jego pozycji, dostosowując to do jego naturalnego etapu rozwoju. Prawdziwy mental zwycięzcy w dorosłej piłce bierze się z pewności swoich umiejętności i głębokiego rozumienia gry, a nie z presji na wynik na wczesnym etapie. Jeśli w Polsce tak jak napisał Matim to podejście się zmienia, to ja mogę tylko temu przyklasnąć.
Tak jak napisałem - wewnętrznie takie statystyki na pewno są prowadzone i dzieciaki walczą między sobą o najlepszego strzelca, bramkarza, asystenta itd. Każdy też chce wygrywać, bo po to wychodzi się na boisko.
Brak ewidencji wyników pomaga za to w rozliczaniu trenerów, którzy nie są oceniani na podstawie wyników osiąganych przez zespół, a przez rozwój zawodników. Pierwszy przykład, który przychodzi do głowy - masz kozaka, którego nie przesuniesz rocznik wyżej, bo pomaga osiągnąć dobre wyniki w swoim roczniku. W przypadku braku ewidencji wyników jako trener możesz ze spokojną głową skupić się na rozwoju dzieciaków i ewentualnym przesuwaniu ich wyżej i z tego jesteś rozliczany.
"...mogło się wydawać, że naszym obowiązkiem było wygranie Serie D, ale absolutnie tak nie było. Nikt nigdy nie postawił przede mną takiego celu,.....Naszym jedynym celem było rozwijanie młodych piłkarzy... Nawet kosztem przegrania meczu."
Co to za poroniony pimysl?