Rúben Amorim rozpoczął pracę w Milanie!
Gdyby do wygrywania w stylu Silvio Berlusconiego wystarczyło zstąpić z niebios, wszyscy prezesi klubów Serie A byliby teraz w powietrzu. Nie ulega jednak wątpliwości, że lądowanie Gerry’ego Cardinale, szefa Milanu, helikopterem w Milanello miało w sobie ogromny urok – był to nostalgiczny powrót do przeszłości, który z pewnością poruszył wspomnienia w sercach wielu starszych kibiców Rossonerich. I u niejednego doświadczonego dziennikarza. Kiedy obok klubowego budynku rozwijano rękaw do pomiaru wiatru, wiedzieliśmy już, że nadlatuje helikopter prezesa. Wymienialiśmy wtedy zadowolone spojrzenia, bo Berlusconi zawsze przyjmował nas w sali z kominkiem i dawał każdemu świetny nagłówek na pierwszą stronę gazety, który z dumą niosło się do redakcji. To były wyjątkowe dni także dla samych piłkarzy. Zlatan Ibrahimović świetnie opisał to w swojej książce Adrenalina: "Kiedy przybywał Berlusconi, powietrze nagle się zmieniało. Czuć było wibracje, ciężar jego charyzmy, wszyscy milkli, onieśmieleni".
Cardinale nie potrafi jeszcze wywołać tak silnych wstrząsów emocjonalnych, ale jego obecność na pierwszym planie od samego początku sezonu – po długiej nieobecności – robi wrażenie. Przeprowadzanie kosztownych transferów, osobiste powitanie nowego trenera i wreszcie przylot helikopterem na pierwszy dzień zgrupowania dały impuls, jakiego dawno nie było. Milan startuje z 5. miejsca, zupełnie jak w pierwszym sezonie Arrigo Sacchiego. I podobnie jak tamten Milan Sacchiego, zespół Amorima – z wyraźnego rozkazu Cardinale, który brutalnie odciął się od defensywnego futbolu Allegriego – ma pressować, atakować i bawić kibiców. Zobaczymy. Wszystko jest jeszcze do ugrania, Gonçalo Ramos to nie Van Basten, ale Milan znów zaczął spoglądać w górę: w stronę nieba, skąd nadlatują helikoptery, a przede wszystkim – w stronę bramki rywali. W końcu to oczy prowadzą serce.
Tylko z prostytutkami ostrożnie.