Francesco Camarda 2031!
Rafael Leão na ten moment nie znajduje się wśród zawodników, których Rúben Amorim uważa za przeznaczonych do odstrzału i wystawienia na rynek transferowy. Nazwisko Portugalczyka nie padło z ust trenera Milanu podczas dzisiejszego spotkania w Milanello z właścicielem klubu Gerrym Cardinale, który również tym razem przyleciał helikopterem i opuścił ośrodek z jasno sprecyzowanym obrazem przyszłości zespołu. Mimo to sprawy dotyczącej 27-latka nie można jeszcze uznać za zakończoną. W związku z tym potrzebny będzie ostatni oficjalny krok ze strony obu stron – bezpośrednie spotkanie z właścicielem klubu – aby raz na zawsze wyjaśnić całą sytuację.
Według informacji Sky Sport, na początku przyszłego tygodnia Rafael Leão osobiście spotka się z Gerrym Cardinale. To spotkanie zostało zainicjowane właśnie przez szefa RedBird Capital, który kontroluje Milan. Jego celem jest ostateczne zamknięcie sprawy dotyczącej wcześniejszych wypowiedzi, ale przede wszystkim wyjaśnienie kwestii teraźniejszości i przyszłości Portugalczyka. Cardinale ma przekazać Leão, że celem powinno być znalezienie rozwiązania, które zadowoli wszystkie strony – i że sytuacja musi zostać rozstrzygnięta jednoznacznie: albo tak, albo nie.
Jeśli dojdzie do rozstania (mimo że dotychczasowy rynek transferowy nie spełnił oczekiwań Portugalczyka dotyczących zmiany otoczenia) transfer będzie musiał opiewać na 50–60 milionów euro, aby spełnić oczekiwania klubu. Jeśli natomiast Leão pozostanie w Milanie, jego pełny powrót do kadry będzie musiał być ostateczny. Konieczne będą również wyjaśnienia nie tylko z władzami klubu, ale także z kolegami z drużyny w związku z wydarzeniami z ostatnich miesięcy.
Jeśli tak to, który właściciel klubu spotyka się z piłkarzem by sobie pogadać i ewentualnie wyjaśnić sytuację i przyszłość.
Jak dla mnie miazga i mega wielki plus dla Gerrego.
Aczkolwiek nie jest to standardowa sytuacja i nie mam pewności czy takie powinny być relacje. Ale Gerry ma na to wywalone jaja i chce sobie pogadać.
Próbuje różnych rozwiązań, nie unosi się honorem i swoim statusem.
Wielkie brawa dla niego. Spoko koleś. Nie jest jak poprzednik ze szczotą w tyłku i z brodą ogoloną jak nawierzchnia Wimbledonu.
ja pierdziele ten klub mnie wykończy ;-)