ZWYCIĘSTWO NA 100-LECIE SAN SIRO!
Milanello zaczyna przypominać studio programu MasterChef, w którym Amorim – w zależności od nazwiska – odsyła piłkarzy na antresolę, zmusza ich do "pressure testu" lub każe oddawać białe fartuchy, wyrzucając ich z drużyny. W ośrodku treningowym Rossonerich podsumowuje się w tych dniach skład, który już za nieco ponad tydzień czeka pierwszy oficjalny mecz. Aby dokonać tych podsumowań, do Carnago (znowu) przybył Gerry Cardinale, który osobiście spotkał się z trenerem, by w cztery oczy omówić jego wymagania oraz ustalić nazwiska i strategię. Wszystko brzmi logicznie i sensownie, gdyby nie fakt, że czas naprawdę zaczyna naglić.
Cardinale pojawił się w Milanello już 23 lipca, ale tym razem przyleciał helikopterem, dokładnie tak samo jak w dniu rozpoczęcia przygotowań. Amorim, oprócz zgłoszenia zarządowi zapotrzebowania na jeszcze jednego środkowego obrońcę, bocznego zawodnika oraz trequartistę, jasno określił przed szefem RedBird, kto nie mieści się już w jego planach. Padły cztery konkretne nazwiska. Trzy z nich były już znane: Tomori, Fofana i Odogu. Czwarte to jednak ogromne zaskoczenie – chodzi o Nkunku, czyli zawodnika, którego parametry taktyczne wydawały się skrojone idealnie pod ustawienie 3-4-2-1 preferowane przez portugalskiego szkoleniowca. To nazwisko do tej pory w ogóle nie przewijało się w gronie graczy zagrożonych odejściem. Tymczasem przygoda Francuza w barwach Rossonerich dobiega końca: jeśli nie znajdzie się kupiec zdolny spełnić finansowe żądania Milanu (aby uniknąć straty księgowej, potrzeba około 29 milionów euro), odejdzie na wypożyczenie. Powody skreślenia? Christopher najwyraźniej nie przekonał trenera swoimi zagraniami na boisku, a prawdopodobnie także zaangażowaniem na treningach.
Na pierwszy rzut oka naturalną konsekwencją odejścia Nkunku mogłoby być pozostanie Leão. Uwaga jednak: to równanie wcale nie jest takie proste. Z tego, co można wywnioskować, pozycja Rafy pozostaje pod znakiem zapytania. Sytuacja nie różni się niczym od tego, co wychodziło na jaw w ostatnim czasie: zawodnik, mimo że cały czas rozgląda się wokół, najchętniej by został, ale klub musi upewnić się, czy jego obecność dobrze wpisze się w projekt. Nic nie jest więc przesądzone ani ostateczne. Nie można wykluczyć, że on również ostatecznie pożegna się z klubem. Sytuacja jest niezwykle płynna i w przypadku Rafy wciąż może wydarzyć się absolutnie wszystko. W związku z tym w przyszłym tygodniu Cardinale znów spodziewany jest w Milanello (pojawi się również w Turynie na inauguracji ligi), a w porządku obrad znajdą się rozmowy z liderami zespołu. W gronie tym są m.in. Maignan, Rabiot oraz właśnie Leão. W międzyczasie jednak Portugalczyk musiał przerwać treningi z powodu urazu mięśniowego. Skrzydłowy na pewno nie zagra w sparingu z Manchesterem United i niepewny jest także jego występ przeciwko Torino.
Trener i klub podjęli decyzję o braku powołań dla Nkunku, Tomoriego, Fofany i Odogu na najbliższe mecze – czyli tak długo, jak długo otwarte będzie okno transferowe – począwszy od ostatniego sparingu z Anglikami w dniu jutrzejszym. Co więcej, od wczoraj ta czwórka trenuje indywidualnie, z dala od reszty zespołu. Na liście potencjalnych odejść figurują również Estupiñán, Giménez oraz Filippo Terracciano, jednak wobec nich nie zastosowano tak drastycznych środków.
Warto dodać, że w kwestii odejść jedną z ubiegłorocznych transakcji Milan wspomina z ogromnym uśmiechem: Tijani Reijnders jest o krok od przejścia do Al-Qadsiah, a klauzula w umowie zawartej między Milanem a Manchesterem City przewidywała, że jeśli zawodnik zostanie sprzedany w tym roku transferem definitywnym, City będzie musiało wypłacić Milanowi wszystkie bonusy bez względu na ich faktyczne spełnienie. Daje to aż 14 milionów euro. Milan inkasował zresztą wcześniej około 5 milionów euro z tytułu transferu Sandro Tonaliego z Newcastle do Tottenhamu. Kiedy latem 2023 roku włoski pomocnik przenosił się do Anglii za 58,9 miliona euro, Rossoneri zagwarantowali sobie 10% od zysku z jego ewentualnej kolejnej sprzedaży, do czego dochodzi około miliona z tytułu wynagrodzenia za wyszkolenie. Newcastle sprzedało następnie Tonaliego do Spurs za około 108 milionów euro, dzięki czemu 10% z niemal 50 milionów różnicy trafiło do kasy Milanu właśnie w tegoroczne wakacje – podsumowuje La Gazzetta dello Sport.
Im głębiej w las, to mam przebłyski w których widzę nas w walce o LE.
Katastrofalne zarządzany klub.
A Amorim do świąt nie dotrwa.
To + pewnie fajna oferta finansowo dla nie
najmłodszego już w końcu piłkarza.
A Furlani był jaki był ale sprzedawać w miarę umiał. Nawet jak kupił jakiegoś kartofla to potrafił dalej go opchnąć bez większych strat.
Za Tonaliego też jeszcze coś wpłynęło.
Ciekawe czy z Nkunku będzie duża strata...oby nie.
Ten sam geniusz dał takie kontrakty RLC, Chukwueze Musahowi czy Estupinanowi, że teraz nie idzie ich nigdzie wypchnąć, bo zarabiają zdecydowanie zbyt wiele względem umiejętności.
przypomnę, że Theo dał się sprzedać tylko dlatego, że obiecano mu rok w klubie kokosa hahah. jakoś innym naszym asom dziwnym trafem tego nie zaproponowano
70 baniek to i tak mało, zwłaszcza w sytuacji, z jakim ciśnieniem $hitty go chciało koniecznie przed KMŚ
Tak się teraz robi. Wszyscy tak robią. W ostatniej naszej rozmowie napisałeś coś w stylu, niech no zacytuje z pamięci - "sraty taty (to sobie sam dodałem ;) ) dla mnie liczy się efekt końcowy."
No to na końcu może będzie to 70.
Już nie przesadzaj. Jakbyś na początku jego przygody z Milanem usłyszał, że za chwilę odejdzie za 50 to byś śmiechem wybuchnął.
Nie rozumiem co masz na myśli. serio.
Wiem tylko ,że jak Furlani by przeprowadził niewidomą staruszkę przez jezdnie to by dostał zarzuty ,że za mocno ją trzymał pod rękę.