AC MILAN – MANCHESTER UNITED 4:2
Udany ostatni test przed inauguracją nowego sezonu Serie A!
Rafa Leão znalazł się teraz pod ścianą. Wczorajsze zwycięstwo nad Manchesterem United w ostatnim meczu towarzyskim przed rozpoczęciem sezonu pokazało, że Milan nie jest już uzależniony od Portugalczyka. Na boisku drużyna udowodniła, że znalazła własną, wyraźnie określoną drogę – wyznaczoną przez założenia taktyczne Amorima. Sam trener po końcowym gwizdku, przynajmniej w słowach, jasno dał do zrozumienia, że 27-latek nie jest już gwiazdą zespołu ani zawodnikiem nie do zastąpienia. Co więcej, po wczorajszym meczu, jeśli to w ogóle możliwe, jego obecność jest jeszcze mniej niezbędna.
Problem jest znany od dawna: Leão nie angażuje się w fazę defensywną (albo robi to bez większego wysiłku), a kolejni trenerzy pracujący w Milanello w ostatnich sezonach próbowali maskować ten problem, z różnym skutkiem. Pioli poradził sobie z tym znakomicie, zwłaszcza w sezonie mistrzowskim, nakładając więcej obowiązków defensywnych na zawodnika grającego po przeciwnej stronie. Fonseca i Conceição (czasami) decydowali się sadzać swojego rodaka na ławce, próbując – z mizernym skutkiem – go zmotywować. Allegri natomiast wystawiał go na środku ataku, zdejmując z niego niemal całą odpowiedzialność za fazę bez piłki.
Amorim wybrał jednak inne rozwiązanie... nie zamierzał dostosowywać zespołu do charakterystyki Rafy. We Wrocławiu, w dniu, w którym jego rodak z powodu problemu mięśniowego był zmuszony oglądać mecz przed telewizorem, Rossoneri rozegrali najlepsze spotkanie od początku przygotowań. Przypadek? Ani trochę. Alphadjo Cissé, który zastąpił Leão, wykonał świetną pracę w fazie posiadania piłki i przy wysokim pressingu – zadaniu, z którym Rafa po prostu sobie nie radzi. Bo nie leży to w jego naturze. A przez to cierpi również cały zespół, ponieważ futbol Amorima traci na sile, jeśli wszyscy zawodnicy nie realizują określonych zasad. Czy Milan do wczoraj grał źle przez Leão? Nie. Ale z pewnością były zawodnik Lille nie pomagał kolegom w znalezieniu odpowiedniego balansu. Wczoraj te właściwe proporcje były już wyraźnie widoczne, choć w fazie posiadania piłki pojawiły się błędy, których w przyszłości zdecydowanie trzeba będzie unikać.
Amorim po meczu jasno wypowiedział się na temat Leão: "Nie wiem, jaka będzie jego przyszłość. Teraz jest naszym zawodnikiem i naprawdę jesteśmy z niego zadowoleni. Leão to naprawdę drogi piłkarz (sygnał dla potencjalnych nabywców jego karty), więc zobaczymy. On jednak musi walczyć. Myślę, że Cissé, po tym, jak zagrał, utrudni mu zadanie. Saelemaekers zmienił pozycję... Mamy Pulisica, który wraca. Mamy więc wielu zawodników, którzy będą walczyć o miejsce w składzie". Tłumacząc to na prostszy język: albo Rafa zacznie grać w piłkę, pressować, wymieniać podania na małej przestrzeni, schodzić do środka i oddawać strzały, albo – nawet jeśli pozostanie w Milanie – może spędzić bardzo dużo czasu na ławce. Reprezentant Portugalii, w Milanie od 2019 roku, właśnie dostał ostrzeżenie przed tym, co może się wydarzyć (czyli przed częstym siedzeniem na ławce). Co więcej, jako bezpośredniego konkurenta do miejsca w składzie wskazano mu Alphadjo Cissé, rocznik 2006, który w poprzednim sezonie występował w Serie B w Catanzaro. A przecież Leão uważa się za zawodnika na poziomie największych gwiazd Europy...
Nie jest powiedziane, że za tydzień numer 10 będzie dostępny w Turynie w meczu z Torino. Pewne jest natomiast, że Milan udowodnił, iż potrafi sobie bez niego poradzić. Co więcej, potrafi grać lepiej, kiedy Rafy nie ma. Wczoraj Manchester United miał problemy z Milanem, który poruszał się po boisku w sposób harmonijny, próbował wysoko pressować i odzyskiwał piłkę przede wszystkim po lewej stronie, gdzie dobrze współpracowali Estupiñán i Cissé. Czy z Leão wyglądałoby to tak samo? Być może tak, a być może nie... Jedno jest pewne: uwaga, którą Amorim skierował pod adresem swojego rodaka, nie mogła przejść niezauważona. Być może skłoni ona Leão do refleksji nad tym, że w Milanie nikt nie uważa go już za zawodnika niezbędnego. Częściowo winę za tę sytuację ponoszą również jego słowa z końca maja, kiedy sam wystawił się na rynek transferowy: "Chciałbym spróbować nowej przygody. W Milanie dałem z siebie wszystko".
Faktem pozostaje, że choć w Australii został dobrze przyjęty przez zespół, obecny Milan jest nieco mniej skoncentrowany wokół Rafy. Fofana i Tomori mają spakowane walizki, podobnie jak Nkunku – wszyscy są w jakiś sposób związani z Portugalczykiem. W tym tygodniu lewoskrzydłowy powinien spotkać się z Cardinale, aby znaleźć sposób na zakończenie tej historii w możliwie najmniej bolesny sposób. Leao może zdecydować się zostać, nawet jeśli nie będzie to już najlepszym rozwiązaniem. Galatasaray może pomóc w rozwiązaniu sytuacji. Jak? Podnosząc swoją ofertę, która do tej pory wynosiła 30 mln euro plus 5 mln euro bonusów za Rafę. Fenerbahçe wycofało się o krok, ale jeśli wywalczy awans do Ligi Mistrzów w rundach kwalifikacyjnych, może ponownie się odezwać. Na razie Leão czeka więc na rozwój sytuacji. Od wczoraj robi to z nieco większą niecierpliwością. Wie, że nie może zostać w klubie jako zawodnik całkowicie odizolowany od reszty zespołu, a jednocześnie żaden klub z Premier League się po niego nie zgłosił. Dla kogoś przyzwyczajonego do bycia głównym bohaterem będzie to trudne do zaakceptowania.
Byle turki podwyższyli ofertę i baj baj