Całkowita klęska w Bournemouth...
Milan w piątek pokonał u siebie Venezię 2-0, a jednym z bohaterów spotkania został Gonçalo Ramos, który w najlepszy możliwy sposób zaprezentował się kibicom na swoim nowym stadionie - strzelając gola. A przecież wieczór Portugalczyka nie rozpoczął się najlepiej. Zmarnował kilka okazji do zdobycia bramki, przywołując w pamięci fanów Rossonerich niezbyt przyjemne wspomnienia związane z zawodnikami, którzy nosili wcześniej ten sam numer na koszulce.
W pierwszej połowie Ramos miał co najmniej dwie znakomite okazje do otwarcia wyniku. Przy jednej z nich znalazł się praktycznie sam na sam z bramkarzem Venezii, ale Stanković zdołał go zatrzymać. To były poważne błędy, szczególnie w przypadku napastnika, który trafił do Milanu za 74 miliony euro i ma za zadanie być głównym snajperem w zespole. Z upływem kolejnych minut presja rosła, a San Siro zaczęło się obawiać kolejnego przeklętego wieczoru dla czerwono-czarnego numeru 9.
Przełamanie przyszło po przerwie. Venezia zbyt mocno się otworzyła, a Milan ruszył z kontratakiem: Saelemaekers odpowiednio dograł, a Ramos poszedł do przodu i, paradoksalnie, wykorzystał najtrudniejszą ze wszystkich swoich sytuacji. Precyzyjne uderzenie po skosie, Stanković pokonany, a strach rozwiany. To był bardzo ważny gol - nie tylko z punktu widzenia wyniku, ale przede wszystkim mentalnie, dla samego Portugalczyka, który się nie poddał i zdołał się przełamać po trudnym starcie. Oby był to początek pięknej serii Gonçalo w Milanie.
Wygląda to tak jakby chciał coś udowodnić. Dać chłopu spokój, a bramki przyjdą na pewno. A i btw. Przypominam że nie tak dawno jak był mecz z beniaminkiem to mieliśmy xG (chociaż w naszym przypadku to xD) na poziomie 0,06...
Sęk właśnie w tym, że sam Pippo się nie poddawał, a reszta drużyny z uporem maniaka próbowała mu tę sytuację tworzyć.
Także wolę tak jak wczoraj niż 10 sytuacji i zero bramek. Mental ma super ten gość i myślę, że będą z niego ludzie.