Podział punktów w Turynie.
Juventus – Milan 1:1
Do diabła, trochę cierpliwości! Sezon dopiero się rozpoczął, a już są tacy, którzy unoszą brew, niczym Carlo Ancelotti, na widok wyczekującego na rywala Milanu w meczu z Juve. Bardziej niż dwa punkty straty do liderów w pamięci pozostaje występ ocierający się o rezygnację, bardzo odległy od programowego manifestu Amorima. Jak to w najlepszych rodzinach bywa, pojawiają się pomruki niezadowolenia kierowane pod adresem naturalnego pierwszego odpowiedzialnego – trenera. Wrześniowe pierwsze wrażenia często bywają mylące, dlatego również, a może przede wszystkim w przypadku szkoleniowca Rossonerich, lepiej będzie zebrać kolejne, bardziej znaczące przesłanki do oceny. Potrzeba czasu, zarówno tym, którzy pracują na boisku, jak i tym, którzy oceniają – pisze Andrea Masala w opinii na łamach La Gazzetta dello Sport.
Ofensywny futbol Rúbena
Klub z via Aldo Rossi i Cardinale dają do zrozumienia, że Amorim ze swoim jakże dobrze wróżącym nazwiskiem został sprowadzony po to, by zaproponować ofensywny, proaktywny styl futbolu, zgodny z tym, co dominuje obecnie na międzynarodowej scenie. Ten wybór współgra z tradycją Rossonerich: kibic Milanu zawsze był wymagający nie tylko pod względem wyników, lecz także jakości gry. To projekt, który wymaga czasu i dojrzewa powoli. Zasiew Amorima może przynieść wyraźne efekty co najmniej w średnim terminie. Trzeba to założyć z góry i nie pomrukiwać niezadowolonym tonem po pierwszym remisie: tym bardziej że został on wywalczony na stadionie rywalizującej o czołowe lokaty Starej Damy. Sam Amorim jako pierwszy narzeka na występ przeciwko Juve. Nie udaje, że wszystko jest w porządku: konsekwentnie trzyma się obranej drogi i wymaga od swoich zawodników większej odwagi, nawet za cenę popełniania błędów. Widać jednak, że drużyna za nim podąża, a to szczegół niebagatelny. Misja rozpoczęła się dwa miesiące temu, wraz z ważnymi transferami – przede wszystkim Ramosem i Gilą – oraz głośnymi odejściami, w tym pożegnaniem z "dziesiątką" na przemian genialną i irytującą, Rafaelem Leão. Amorim zaakceptował wszystkie te ruchy, niektóre wręcz żenujące, jak odsunięcie Tomoriego, a następnie przywrócenie go do zespołu. Porwany zaraźliwym entuzjazmem, ocenił kampanię transferową na "10" w szkolnej skali ocen. Kiedy jednak dokładniej się temu przyjrzeć, między wierszami można dostrzec zdecydowany klubowy konformizm, który w imię wspólnej sprawy nie musi być niczym złym. Ale skoro Ruben posuwa się tak daleko i mówi to otwarcie, oznacza to, że rzeczywiście tak myśli.
Milan i dalekowzroczność
Środowisko Rossonerich domaga się natychmiastowych odpowiedzi, ale powinno uważnie spojrzeć na własną historię. Kiedy w klubie pojawiały się dalekowzroczność i klarowność intencji, Milan trafiał w dziesiątkę. Przypomnijmy sobie zakłady najpierw na Sacchiego, a później na Capello – obaj przychodzili do klubu otoczeni powszechnym sceptycyzmem. Obecnej kadry i dostępnych zasobów oczywiście nie można porównywać z epoką Berlusconiego, ale i tym razem klubowi oraz całemu środowisku Rossonerich przydałoby się spojrzenie na bardziej odległy horyzont. Nie można mówić o scudetto, ale nie wolno też dostosowywać się do złych nawyków z poprzednich sezonów. Pomysł Amorima być może nie daje natychmiastowych efektów, wymaga dopracowania i poświęcenia. Sprawienie, by zadziałał, oraz dostosowanie go do zespołu złożonego z wielu nowych zawodników nie jest łatwe, ale warto podjąć to wyzwanie. Zresztą warto także przypomnieć sobie najnowszą przeszłość: po mistrzowskim sezonie Piolego na ławce trenerskiej Rossonerich kolejno pojawiali się Fonseca, Conceição i powracający Allegri. To była zawrotna, gorączkowa karuzela: jeden trener nie zdążył jeszcze na dobre objąć stanowiska, a już w półmroku można było dostrzec jego następcę. Rotacja godna klubów z samego dołu piłkarskiej hierarchii. Amorim doskonale o tym wie: "wszystko i od razu" to kuszący pakiet, ale idealnie nadaje się przede wszystkim do oczarowywania tłumów. Lepiej więc pozostać wiernym nakreślonemu planowi i nikogo nie oszukiwać. Będzie to bardziej wymagające, ale może okazać się drogą do sukcesu. Dla Rossonerich najważniejsze będzie trzymanie właściwego kursu i niedopuszczanie do tego, by przy każdym wstrząsie podważać pozycję sternika. Do diabła, nie byłoby to zachowanie godne prawdziwego Milanu.
jak dobrze, że tego betoniarza pożegnaliśmy, szkoda tylko że w ogóle się tu pojawił ponownie.
A ja tam jestem spokojny, bo czuć, że to fajna drużyna która zwyczajnie potrzebuje zgrania i transferu do obrony oraz uważam środka pomocy.