MOREIRA RATUJE MILAN!
SS LAZIO – AC MILAN 2:2
To nie jest Liga Mistrzów, ale Milan i Juventus nie są w sytuacji, by stroić fochy. To drugi europejski puchar – Liga Europy. Następca słynnego Pucharu UEFA, który wciąż pozostaje rozgrywkami, o które wielkie kluby walczą. Wystarczy spojrzeć na ostatnich zwycięzców: Aston Villa, Tottenham, Sevilla, Chelsea, Atlético Madryt, Manchester United, nie wspominając o Atalancie, która w 2024 roku rozbiła Bayer Leverkusen w finale (wcześniej triumfowała AC Parma w sezonie 1998/1999). Być może ten sezon znów będzie właściwym momentem na sukces – pisze Fabio Licari na łamach środowego wydania La Gazzetta dello Sport.
Milan i Juve to zespoły z największą historią. Wraz z Benficą i Marsylią są jedynymi drużynami w tym gronie, które mają na koncie również triumf w Lidze Mistrzów. Z racji marki, obecnej wartości, zawodników i trenerów nieuchronnie należą do faworytów. Przede wszystkim jednak rozpaczliwie potrzebują powrotu do sukcesów.
Milan i Juve zapisywały kolejne rozdziały historii europejskich pucharów za czasów Sacchiego, Capello, Lippiego i Ancelottiego. Ostatnia radość Milanu miała miejsce w 2007 roku, gdy w finale Ligi Mistrzów pokonał Liverpool. Bianconeri muszą cofnąć się jeszcze dalej w czasie: triumf w Lidze Mistrzów w Rzymie przeciwko Ajaxowi właśnie skończył trzydzieści lat. Chodzi o prestiż, morale, pieniądze (około czterdziestu milionów, których nie można lekceważyć), a także bezpośredni awans do kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Nie będzie to bowiem łatwe, ponieważ w lidze trzeba będzie znaleźć się w pierwszej czwórce.
A rywale? Brakuje największych klubów. Są Anglicy, Hiszpanie, Niemcy i Francuzi, ale nie ma Manchesteru City, Bayernu ani Realu Madryt. Nie ma też drużyn ze ścisłej europejskiej czołówki, takich jak Porto, Feyenoord czy Club Brugge.
Jest jednak grupa groźnych zespołów. Około tuzina: Benfica (Portugalia), Real Sociedad i Celta Vigo (Hiszpania), Bayer Leverkusen i Hoffenheim (Niemcy), Bournemouth, Crystal Palace i Sunderland (Anglia), Lyon, Rennes i Marsylia (Francja), Olympiakos (Grecja), Beşiktaş (Turcja). Zwycięzca powinien wyłonić się właśnie z tego grona, a być może nawet przesadziliśmy z jego rozszerzeniem.
Wiele będzie zależało również od Milanu i Juve. Ramos, Modrić, Rabiot, Maignan, Moreira, Pulisic, Bremer, Yildiz, Kolo Muani, Conceição, McKennie, Alajbegovic – to nazwiska z pierwszych stron gazet, których pozostali nie mogą się pochwalić. Nie widzieliśmy jednak jeszcze "drużyn" jako takich. Włochów czeka egzamin z europejskiego tempa, które w ostatnich latach jest dramatycznie wyższe. Oczywiście niewykorzystanie do końca takiej szansy byłoby szaleństwem. Albo stanowiłoby ostatni dowód na to, że nie należymy już do europejskiej elity.
Najpierw Benfica, następnie Salzburg, a potem Bournemouth. Na wyjeździe najbardziej wymagającym spotkaniem będzie mecz w Atenach z Olympiakosem, który pokonał Fiorentinę (1:0) w finale Ligi Konferencji w 2024 roku. W szóstej kolejce rywalem będzie natomiast Sunderland z Xhaką – to również nie będzie łatwe spotkanie. Pozostałe mecze powinny być mniej problematyczne. Salzburg nie jest już tym zespołem z najlepszych czasów, gdy grał w nim Haaland. Ferencváros i Ararat, które Milan podejmie w ostatniej kolejce w Mediolanie, powinny dać sześć punktów, a wyjazd do Sofii na mecz z Levskim przypada w jednym z najgorszych momentów bułgarskiej piłki.
Czy ktoś się jeszcze na to nabiera?
Czekaj stop. Co ja czytam? Atalanta wygrała w 2024r po czym dalej czytam ze włochy nie wygrały tych rozgrywek od 25 lat?
Niby jest to napisane i można to wywnioskować ale mało zgrabnie jest to ujęte, pewnie z powodu tłumaczenia włoskiego tekstu na polski.