Rozczarowanie na początek...
MILAN – BENFICA 0:2
Koncepcja jest jasna, filozofia dobrze znana: Milan Rúbena Amorima został pomyślany jako całkowite przeciwieństwo "cortomusismo", czyli minimalistycznego, zachowawczego podejścia do futbolu. Gdyby portugalski trener przed każdym meczem mógł wybierać, zdecydowanie wolałby wynik 4:3 niż 1:0. Problem w tym, że – kiedy gra się otwarcie i z wyraźnie ofensywnym nastawieniem – żeby strzelić o jednego gola więcej od rywala, potrzebne są te cechy, o których trener mówi od lipca, a które do tej pory było widać tylko w meczach z Torino i, częściowo, z Venezią. Dominacja, intensywność, pressing, podwajanie krycia: wszystko to staje się pustą skorupą, kiedy brakuje odpowiednich elementów. Co gorsza, niezdolność do stworzenia znaczącej fazy ofensywnej (albo, jeszcze gorzej, nieudolne próby jej realizacji) prowadzi do narażania się na ryzyko. I być może są już tacy, którzy zaczynają tęsknić za Allegrim: poza katastrofalnym ostatnim miesiącem Milan z poprzedniego sezonu nie zachwycał w ataku, ale zapewniał bezpieczeństwo w obronie – podsumowuje czwartkowe wydanie La Gazzetta dello Sport.
Na ten moment w tym Milanie nie ma niczego. Nie ma przekonującej gry ofensywnej, a z tyłu jest jak na amerykańskiej autostradzie: szerokie pasy, w które można wjeżdżać, ogromne przestrzenie. Lepiej byłoby mieć włoską autostradę z remontem: uwaga, zwężenie jezdni, przejazd pojedynczo. Benfica obnażyła wszystkie ograniczenia defensywy Rossonerich, które zresztą były widoczne już przy wcześniejszych okazjach. Trudno, analizując dotychczas stracone gole, znaleźć choć jednego, który padłby wyłącznie dzięki umiejętnościom rywala. Te stracone tym razem były szczególnie kompromitujące, ponieważ pokazały niepokojącą miękkość i brak zdecydowania ze strony wszystkich zaangażowanych zawodników. Przy pierwszej bramce Kamiński ruszył lewą stroną, wciskając się między Chukwueze a Terracciano, i z łatwością skierował się w stronę środka boiska. Precyzyjne odegranie do Lukebakio było oczywistą konsekwencją tej akcji, a wtedy rozegrała się druga część tego horroru: skrzydłowy czerwonych prowadził piłkę poziomo, a Bartesaghi leniwie za nim podążał. Kiedy Lukebakio znalazł lukę, miał wystarczająco dużo czasu, żeby przymierzyć i posłać piłkę w róg bramki, podczas gdy Jashari nie zrobił nawet pół kroku w jego kierunku.
Drugi gol przypomina ćwiczenia, które wykonuje się w tygodniu podczas treningów stałych fragmentów gry: obrona jest ustawiona i czeka na atak. Tyle że tutaj piłka była w grze (a przede wszystkim wciąż był to mecz, który można było odwrócić). El Karouani miał natomiast czas, żeby przyjrzeć się ustawieniu Kamińskiego i zagrać do niego niską piłkę. Wystarczyło ją tylko wepchnąć do bramki, ponieważ linia defensywna Milanu, podczas gdy rywale się poruszali, pozostała nieruchoma. Każdy stał na swoim miejscu, szczególnie Gila i De Winter. Błędy w koncentracji poszczególnych zawodników nakładają się więc na błędy całej formacji, które z kolei nakładają się na problemy całej fazy defensywnej. Rossoneri stracili sześć goli w pierwszych pięciu meczach sezonu, zachowując czyste konto tylko raz – przeciwko Venezii. Z punktu widzenia sposobu, w jaki Amorim rozumie futbol, sama ta statystyka nie stanowi szczególnego problemu: staje się nim jednak w momencie, gdy brakuje goli po drugiej stronie.
Trzeba było nie bawić się z portugalskimi wynalazkami po Piolim tylko brać Conte. Dziś możliwe, że mielibyśmy innego trenera, ale zapewne scudetto i ułożoną drużynę, którą małpa z brzytwą byłaby w stanie prowadzić na tyle. żeby walczyć o top4.
Jak dla mnie póki będziemy męczyć ustawienia z trójką w obronie to nic z tego nie będzie - w obronie się gubią, a w ataku brakuje zawodnika.
Ostatnie trzy mecze to stracone 5 bramek.
Tutaj nic się nie klei, i próżno szukać pozytywów u trenera, któremu dali czas w M.U, ale ostatecznie go pogonili..
Ale z Lecce może wygramy 2-1, albo 1-0, i w lepszych humorach zasiądziemy do przerwy na reorezentację
- z Lazio 01.03.2024 - czyli sezon 2023/24! Od tamtego meczu w 5 spotkaniach zdobyliśmy DWA gole (nie licząc meczu wygranego i meczu za Amorima)
- z Juventusem 28.05.2024 - czyli także 2023/24! Mało tego, w tym meczu strzeliliśmy w Turynie ostatniego gola. Każdy pozostały mecz był na 0 z przodu.
Jasne, gra nie wyglądała świetnie, ale też moim zdaniem nie ma co popadać w jakąś rozpacz, bo ten terminarz na start jest dość ciężki. Największym zarzutem do Amorima jest zły dobór wyjściowej 11 (trzeci mecz z rzędu dopiero po zmianach zaczyna to lepiej wyglądać).
Z drugiej strony jak popatrzył człowiek na tę wyjściową jedenastkę. Jakieś Huczinsony z trzeciego garnituru PL, przepłacony Ramos, Musah, Teracciano, Pavlovic czy Chukwu a na zmiany 100 letni Modric, do wszystkiego i do niczego Alexis i potężny Loftus, to jednak trener za bardzo nie ma z czego rzeźbić . Pooli też miał słaby początek, później znalazł wspólny język, może i w tym przypadku tak będzie, chociaż nie wycofuje się z mojego porównania do innego Portugalczyka, w pewnym momencie nazywanego drugim Mourinho.
zwróciłem na to uwagę "Jasne, gra nie wyglądała świetnie" i zdaję sobie sprawę z tego, że jest sporo do poprawy, ale nie ma co się oszukiwać - ta gra wygląda tak od ponad 2 lat (bo już za końcówki Pioliego wyglądaliśmy słabo w ofensywie). Tego nie zmienisz w 2 miesiące, do tego przez większość tego czasu nie mając do dyspozycji części zawodników (Rabiot, Maignan, Pulisic, Ramos, Gila - a dopiero później pojawili się Moreira czy Hutchinson).
Wyjazd do Lazio i Juventusu? Tylko, że na tych wyjazdach wyglądaliśmy tragicznie. Z tym, że z Juve praktycznie całe spotkanie (bramka Cisse to był prezent od Juve a nie wypracowany efekt) i mogli nas zjeść kilkoma bramkami, gdyby byli skuteczniejsi; z Lazio natomiast ratował nas Moreira i sami nie byliśmy w stanie ich dobić, mimo, że było widać, że jesteśmy w stanie.
Problem to nie tylko dobór wyjściowej 11 (i rotacja) ale też założenia taktyczne, których zespół nie rozumie - i zła kadra (RLC, Terracciano, Estupinian/Bartesaghi to nie zawodnicy na Milan, a i paru innych na pierwszą 11 nie powinni się łapać).