ZWYCIĘSTWO NA 100-LECIE SAN SIRO!
Oceny w piłce nożnej potrafią zmienić się w mgnieniu oka. Diego Moreira może to potwierdzić: 61 minut debiutu przeciwko Juventusowi w Turynie wystarczyło, by pojawiło się już wiele wątpliwości dotyczących jego astronomicznego transferu. Belg, występujący po raz pierwszy w podstawowym składzie, zaliczył bardzo nierówny występ przeciwko Juventusowi, podobnie jak większość jego kolegów. Jednak byłemu zawodnikowi Strasburga wystarczyło kolejnych 66 minut, by przekonać do siebie Milan. W Rzymie jego wejście było wręcz dewastujące. Lewa noga Moreiry, który pojawił się na boisku w miejsce fatalnie spisującego się Estupiñána, zatrzęsła bramką Lazio. Najpierw oddał efektowny strzał z woleja z ostrego kąta, a następnie huknął niczym Theo Hernández, uderzając tuż zza pola karnego i doprowadzając do wyrównania. Wtedy można było się zatrzymać i pomyśleć: ktoś taki nie może już siedzieć na ławce. A jednak Amorim najpierw postawił na Bartesaghiego, a później ponownie na Estupiñána. Po raz kolejny jednak zawodnik świetnie zaprezentował się po wejściu z ławki w meczu z Lecce. Minęło zaledwie pięć minut, a już ruszył w kierunku bramki drużyny z Salento i pokonał Falcone, przypieczętowując końcowe zwycięstwo 3:0. Bilans jest bardzo prosty: trzy gole w trzech występach.
Najbardziej rzuca się w oczy fakt, że wszystkie trzy bramki padły po jego wejściu z ławki. Moreira jest impulsem, którego potrzebował ospały Milan. Co więcej, patrząc na liczby, jest najlepszym strzelcem zespołu, który (przynajmniej do wczoraj) miał problemy ze zdobywaniem bramek. Po przerwie reprezentacyjnej Amorimowi trudno będzie nie wystawić swojego uniwersalnego asa od pierwszej minuty. Moreira może występować na obu skrzydłach, a także za napastnikiem, przy czym najbardziej naturalną pozycją wydaje się lewa strona.
Nowy nabytek nie tylko może dalej strzelać gole, ale również może pomóc formacji, w której drugi wielki letni transfer Rossonerich wciąż ma problemy z wywarciem wpływu na grę. Gonçalo Ramos nadal nie może doczekać się trafienia... a właściwie nawet celnych strzałów. Portugalski napastnik, mimo altruistycznego występu przeciwko Lecce, w trzech kolejnych meczach nie oddał strzału w światło bramki. Na szczęście Pulisic wrócił w wersji Kapitana Ameryki, a Cisse potrafił pociągnąć zespół, szczególnie podczas spotkań rozgrywanych w Turynie. Okres po przerwie reprezentacyjnej będzie przede wszystkim sprawdzianem dla byłego napastnika Paris Saint-Germain, który musi wreszcie odmienić swoją sytuację.
To dla tych co twierdzą, że Amorim to taktyczny beton który usilnie forsuje formacje 3:4:2:1 nie które anasy mylą to jeszcze z 3:5:2. No i polecam poczytać dyskusje w komentach jak komuś sie chce i oczywiście ma czas. To, że na papierze to jest 3:4:2:1. To nie znaczy, że na boisku tak to wygląda. Otwiera to trochę oczy.
Oby tylko wszyscy się nie popsuli jak z kadr wrócą.
W pełni się zgadzam - z Juventusem też źle nie grał. Pod innym artykułem pisałem - Estupinan często wygląda jakby jego głównym zadaniem dla siebie było "nie zepsuć" przez co w kluczowym momencie gubi się (na każdego krytyka inaczej działa) - brak mu pewności. Oprócz tego dobrze się pokazywał do gry i podłączał do ofensywy. Miesiąc temu byśmy się śmiali jakby ktoś powiedział, że Musah musi grać. Może i z Ekwadorczykiem tak będzie (patrząc jak gra Bartesaghi i tak większego wyboru nie mamy).
Ja podobnie nie rozumiałem mnóstwa negatywnych komentarzy o Terraciano po Benfice z czego ten był blisko ładnego gola z dystansu, nic bezpośrednio nie zawalił, a po jego zejściu Gila w większości sprezentował gola na 0:2, ale to Włoch zagrał "źle".
Bez niego nasza obrona to jak dzieci we mgle.
On musi grać. Koniec kropka.
Na gołe Ramosa widocznie jeszcze musimy poczekać. Ale poprawcie tekst o nim, bo już premierowe trafienie chłopak przecież zaliczył z Venezią.
Ale też mu koledzy nie kreują tych sytuacji.
Jest napastnikiem, który wie gdzie się ustawić.
Tylko w meczu z Lazio nie dostał piłki na wagę gola od Moreiry. Wczoraj też przy trzeźwiejszej ocenie sytuacji mógł dostać świetne podanie od Pavlovicia. Który do momentu podania wszystko zrobił dobrze. Natomiast wybrał skomplikowane podanie do Samu, zamiast prostego podania do niepokrytego przez nikogo Ramosa.
W każdym meczu można wyłapać taki niuans, jakby koledzy celowo go nie widzieli.
Inna sprawa, że my w takim meczu oddajemy jedynie 6 strzałów.
Wszystkich strzałów.
Czy inna 9-tka oddałaby ich więcej, skoro piłkarze z pola nie kreują tych sytuacji?