SCUDETTO


Andrea Conti: "Pioli mnie skreślił. Przy Ibrahimoviciu widziałem płaczących młodych zawodników"

8 października 2026, 22:20, Redakcja Wywiady
Andrea Conti:

Jest rok 2016. Atalanta Gasperiniego, złożona z młodych zawodników i grająca bez kompleksów, zaczyna zachwycać Włochy i wprowadza do Serie A nową filozofię gry. Jednym z "dzieci" tamtej drużyny jest Andrea Conti. Po jednym sezonie w Bergamo dołączył do Milanu. W ciągu zaledwie kilku tygodni przechodzi od noszenia koszulki Rossonerich i reprezentacji Włoch do koszmaru, który będzie mu towarzyszył przez cały sezon. Nieudana operacja więzadła krzyżowego, drugi uraz kolana i wreszcie zakończenie kariery w wieku zaledwie 30 lat. "Już od jakiegoś czasu o tym myślałem, zastanawiałem się, jaki jest sens dalszego grania. Piłka nożna od dawna nie była już dla mnie pasją". Teraz rozpoczął nowy etap w akademii Scanzorosciate, amatorskiego klubu z okolic Bergamo, gdzie zajmuje się dziećmi i młodzieżą. "Jestem też tatą i mężem" – podkreśla z uśmiechem.

Jak dziś czuje się Andrea Conti?
"Dobrze, jestem spokojny. Znalazłem równowagę. Myślałem, że będzie mi bardziej brakowało piłki".

Czy definitywnie rozstałeś się z futbolem?
"Właściwie nie. Zrobiłem kurs trenerski w Coverciano, a teraz pracuję z kilkoma zespołami w jednym z klubów w Bergamo".

Czy widzisz trochę siebie w tych dzieciakach?
"Tak. Ostatecznie wszystkie dzieci zaczynają z takim samym marzeniem: zostać piłkarzami".

Tobie się udało. Wszystko zaczęło się w Atalancie Gasperiniego.
"Najlepszy trener, jakiego kiedykolwiek miałem. Pamiętam letnie przygotowania z nim: dał nam naprawdę w kość. Albo sytuację, gdy dzień przed meczem Inter–Atalanta kazał nam wykonywać ćwiczenia siłowe na siłowni. Nie mogliśmy w to uwierzyć. Ale potem na boisku fruwałeś".

A rok później pojawił się Milan.
"Chcieli mnie Milan i Chelsea. Właśnie wylądowałem na Ibizie na wakacje, kiedy zadzwonił mój agent: 'Musisz przyjechać do Mediolanu na badania medyczne'.

W ciągu kilku dni zadebiutowałeś w Milanie i reprezentacji Włoch. Wyglądało to na początek wielkiej historii.
"A jednak potoczyło się inaczej. W reprezentacji Włoch doznałem kontuzji kostki. Kiedy wróciłem, Montella poprosił mnie, żebym mimo wszystko zagrał, bo mnie potrzebował. Po 10 minutach treningu upadłem na ziemię".

Więzadło krzyżowe.
"Cios. Od razu zrozumiałem, że to coś poważnego. Całkowite załamanie. Byłem w pierwszym roku w Milanie, właśnie wywalczyłem sobie miejsce w reprezentacji. Pierwsze sukcesy po tylu poświęceniach. W takich momentach w głowie pojawia się nieskończenie wiele myśli. Kiedy i jak wrócę, czy kontuzję spowodowała wcześniejsza kontuzja kostki, jaka jest moja odpowiedzialność wobec klubu i kibiców. A najgorsze dopiero miało nadejść".

Co się stało?
"Operacja się nie udała".

Jak się o tym dowiedziałeś?
"Kilka miesięcy później, kiedy po raz drugi zerwałem więzadło krzyżowe. Już wcześniej miałem pewne podejrzenia: ból utrzymujący się przez wiele dni po operacji, brak odpowiedniego czucia własnego ciała podczas rehabilitacji. Po sześciu miesiącach wróciłem na boisko. Podczas treningu zrobiłem jedno z tych wybiegnięć do przodu i noga znowu się pode mną ugięła. Po raz kolejny. I wiecie, co powiedział mi wtedy Gattuso? 'Andrea, spodziewałem się, że to się stanie. Za każdym razem, gdy widziałem, jak biegasz, odwracałem głowę. Miałem wrażenie, że w każdej chwili może się to wydarzyć ponownie'. W tamtych miesiącach bardzo mnie wspierał".

Co wtedy czułeś?
"Gorycz. W pierwszych dniach czułem się całkowicie nieobecny. Zmieniłem specjalistę. Po drugiej operacji od razu poczułem różnicę w porównaniu z pierwszą".

A z zewnątrz nikt niczego nie wiedział. Po prostu byłeś postrzegany jako "podatny na kontuzje".
"Z takimi etykietkami musisz żyć podczas kariery. Tak samo jak z obelgami w mediach społecznościowych. Było mi tylko żal żony i rodziców. Ich to bolało".

Co bolało najbardziej?
"Poza pierwszą operacją i wieloma straconymi miesiącami mam jeden obraz, który wciąż wraca do mojej głowy: kiedy rehabilitowałem się na boisku. "Jak się czujesz, Andre? Ile jeszcze ci zostało?". Wciąż te same pytania, każdego dnia. Nie robili tego ze złośliwości, to prawda. Ale było to ciężkie. Tak samo jak przebieranie się w szatni razem z kolegami, wychodzenie z niej i rozchodzenie się w różne strony: oni na boisko, ja na siłownię”.

Powrót na boisko był wyzwoleniem. Potem jednak pojawiło się wiele wzlotów i upadków.
"Za Giampaolo nie grałem, nie byłem jego idealnym prawym obrońcą. Nie widział nawet Theo… Chociaż kiedy został zwolniony, powiedział mi, że byłem zawodnikiem, który najbardziej się przy nim rozwinął. Z Piolim rozegrałem jako podstawowy zawodnik całą końcówkę sezonu. Czułem się dobrze, wreszcie. W przedostatniej kolejce pojawił się problem z łąkotką. Latem przeszedłem operację. Kiedy rozpoczął się nowy sezon, siedziałem już tylko na ławce".

Dlaczego?
"Nie wiem. Pioli nigdy mi tego nie wyjaśnił. A przecież byłem tym samym zawodnikiem co rok wcześniej. Ale mnie nie uwzględniał. A dla piłkarza nie ma nic gorszego niż bycie niewidzialnym. Dwa zerwania więzadeł krzyżowych, rehabilitacja, po miesiącach wreszcie znowu czułem się jak dawny Conti, a potem taka decyzja. To nie było łatwe".

Po pobycie w Parmie wróciłeś do Milanu w sezonie zakończonym zdobyciem mistrzostwa Włoch.
"Panowała tam zupełnie inna atmosfera. Trener świetnie zbudował grupę. Obecność Maldiniego była fundamentalna. A przyjście Ibrahimovicia kilka miesięcy wcześniej okazało się kluczowe. Z nim byłeś zmuszony podnosić swój poziom. Zdarzało mi się widzieć młodych zawodników Primavery płaczących, kiedy byli dołączani do pierwszej drużyny z powodu jego zachowania. Poza boiskiem był jednak zupełnie inny: żartobliwy i sympatyczny".

Ostatni etap – Sampdoria.
"Kolejna jazda kolejką górską. W pierwszych miesiącach miałem problemy z kolanem. W drugim sezonie zaczęliśmy z Giampaolo, a potem przyszedł Stanković – najgorszy trener, jakiego miałem. W trakcie sezonu wciąż odczuwałem ból, tym razem problem dotyczył ścięgna. Po konsultacji w Finlandii dowiedziałem się, że cierpię na zespół Haglunda. Przeszedłem operację. Miałem pauzować trzy miesiące, wróciłem po dziesięciu. Potem spadek z ligi, protesty kibiców, nieporozumienia z klubem. Zdecydowałem się rozwiązać kontrakt i zakończyć karierę. Czułem, że to najlepsza decyzja. Nie czerpałem już z tego przyjemności, goniłem tylko za iluzją".

Czy czegoś żałujesz?
"Nie, pogodziłem się ze sobą. Oczywiście czasami wciąż myślę o tamtej operacji. Ale dzisiaj jestem spokojny. Ostatecznie spełniłem marzenie małego Andrei: zostać piłkarzem".

Wywiad przeprowadził Nicolò Franceschin i został opublikowany w czwartkowym wydaniu Corriere della Sera.


#

5 komentarzy
Musisz być zalogowany, aby komentować
RubenAmorim
RubenAmorim
8 października 2026, 23:39
Ibra niestety w druznie bez wiekszego kozaka niz on jest ogromnym szkodnikiem, teraz w jego karierze managerskiej widac to samo.
0
Milanboy
Milanboy
9 października 2026, 00:22
Nie, Zlatan po prostu chciał aby drużyna rosła, a nie dostosowywała się do poziomu, to właśnie wyróżnia genialnych piłkarzy od wyrobnikow.
4
Jaca23
Jaca23
8 października 2026, 23:10
Po ludzku szkoda chłopaka, bo zapowiadał się świetnie.
4
SilvioBerlusconi
SilvioBerlusconi
8 października 2026, 22:45
Po Pato mój numer dwa którego najbardziej mi szkoda przez kontuzje. Kotem niesamowitym był w Atalancie.

Dzisiaj mógłby dalej popierdalać na wahadle chociaż zdziwiłem się, że on ma już 32 lata.
3
elszyc22
elszyc22
9 października 2026, 00:14
Czas leci moi drodzy. Został kupiony w sławnym okienku Łysego Fasona i Mirabelki jako 23 latek. To było 9 lat temu.
0

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się